Tytuł: Kod Leonarda da VinciTytuł oryginału: The da Vinci Code
Autor: Dan Brown
Wydawnictwo: Sonia Draga, Albatros A. Kuryłowicz
Rok wydania: 2005
Ilość stron: 561 + rozdzialik jakiegoś Polaka na temat fabuły książki
To pierwsze moje spotkanie z tego typu książką i autorem. Dlatego nie mogę porównać do inny utworów tego typu. ;) Książka dość... kontrowersyjna. Zwłaszcza dla ludzi mocno wierzących i tych co nie rozumieją, co to fikcja literacka. Jedni będą gadać na Dana Browna, że obraził kościół i takie tam, tak jak ten Polak na końcu książki (przynajmniej w moim mniemaniu nie spodobała się temu człowiekowi fabuła), a inni... no, po prostu książka. Gdybyśmy wyszukiwali się w każdej lekturze czegoś... Jakby zakazanego, to nieźle by było. Autor nie musi pisać prawdy. To nie jest książka historyczna.
No dobrze, ale najpierw Wam przybliżę mniej więcej fabułę. Pewnego wieczoru w Paryżu zostaje zabitych czterech ludzi. Jednym z nich jest kustosz Luwru - Jacques Sauniere (nad pierwszym "e" powinna być taka kreska nachylona w prawo). Zostawia on tajemniczą wiadomość dla kryptologa i badacza symboli - Roberta Langdona. Ogólną tematyką jest św. Graal, zagubiona w historii boskość kobiety i Zakon Syjonu.
Strzelam, że każdy coś słyszał na temat Graala, a o Zakonie Syjonu chyba mniej, więc tak: Zakon Syjonu naprawdę istnieje, jest tajnym stowarzyszeniem w Europie, został założony 1099 r. według znalezionych dokumentów Les Dossiers Secrets jednym z ich mistrzów był Leonardo da Vinci. Jeśli dobrze pamiętam występują w książce trzy obrazy malarza, jeden szkic i parę jego wynalazków.
Ogólnie rzecz biorąc co może się komuś nie spodobać? Pogląd autora na kościół katolicki. Jest on ukazany z tej gorszej strony. Co jakoś szczególnie mnie nie zaskakuje, ponieważ kościół to taka instytucja, która hm, nie jest do końca chyba znana wszystkim w stu procentach. Ma swoje tajemnice. Kiedyś chrześcijaństwo, nie było takie jak dzisiaj, a i teraz nie jest bez skaz. Niektórych autorów może to inspirować. Oczywiście zaraz ktoś powie, że autor chce się sprzedać, mieć kasę, być popularnym, dlatego wziął się za taki temat. Cóż... może i popularność Browna wzrosła po tej książce, ale, czy naprawdę o to chodzi? Nie on jeden inspirował się taką tematyką. Ale też trzeba umieć napisać dobrze. Co z tego, że chwytliwi temat, skoro źle napisany? A zresztą popularność swoją drogą, ale pewnie jeszcze jest nienawiść. Z tym też muszą się liczyć tacy autorzy.
Jeśli chodzi o fabułę to nie mam zastrzeżeń. Może tylko do tego, że od jednego momentu już wiedziałam, kto jest zagadkową postacią Nauczyciela, który nikomu się nie ujawniał. Może to wina autora, może moja, że jestem taka bystra. xD
Spodobało mi się podejście do symboli. W sensie takim, że są one inaczej pokazane... Och, mam na myśli, że wg. definicji symbol ma wiele znaczeń, a nasze społeczeństwo często się opiera na jednym. Mogłabym podać przykład spotkania w mojej szkole z teologiem na temat symboliki antychrześcijańskiej, ale nie mam ochoty, bo po upływie czasu stwierdzam, że ten teolog tylko nam mówił co sobie sataniści wzięli za swoje symbole i tyle. Nie było nic na temat innych znaczeń, historii, nic. W internecie jak szukałam innych symboli takich anty, to wyszła nawet Gwiazda Dawida, więc... no, to jest już chyba dziwne. Ktoś narysuje taką gwiazdę i co? Już to jest zło? A przecież to symbol judaizmu. Więc już widzicie.
Zeszłam już z tematu..., dlatego już kończę. ;)
Uwagi mam jeszcze do tego tłumaczenia. W rozdziale Polaka jest napisane, że w związku z taką tematyką musieli pozmieniać trochę w tłumaczeniu. Słucham? Jakim prawem wydawnictwo, czy tłumacz zmienia sobie treść książki. Może w małym stopniu, ale jednak. Fabuła jest autora. Ludzie tłumaczący nie powinni kierować się wiarą przy tłumaczeniu. Zabrzmiało to gorzko, ale taka prawda. Czytelnik chce czytać prawdziwe tłumaczenia i to od niego zależy, czy go to urazi, czy nie. Właśnie, nie rozumiem, dlaczego dołączyli ten rozdział jakiegoś tam Polaka, i to jeszcze (miałam wrażenie) subiektywny. Dlaczego ludziom nie da się zdecydować, samemu wybrać? Wiadomo, że po przeczytaniu subiektywnych opinii, często mamy podobne, albo mniej więcej. Moje recenzję są takie i nie piszę, że nie. Każdy ma swój gust i inaczej patrzy na książkę. Ale po co to w książce? Okej, Polak pisze, że treść niektórych dokumentów się nie zgadza z książką, no, ale czy kogoś to szczególnie obchodzi?
Cytat:
"-(...) - Nowa, kształtująca się władza przeważnie przejmuje istniejące symbole i z czasem degraduje je, by zatrzeć ich znaczenie. W zmaganiach między symbolami pogańskimi a symbolami chrześcijańskimi poganie przegrali; trójząb Posejdona stał się widłami diabła, szpiczasty kapelusz mądrej starej kobiety stał się symbolem wiedźmy, a pentagram Wenus znakiem szatana. - Langdon przerwał. - Niestety armia Stanów Zjednoczonych również sprofanowała pentagram; jest teraz naszym najważniejszym symbolem wojny. Malujemy go na wszystkich odrzutowcach bojowych i zawieszamy na ramionach generałów. - To wyczerpuje kwestię o bogini miłości i piękna."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj.
Wszystkie reklamy będą usuwane.
Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się!
Jesteś na blogu? Skomentuj!
Dziękuję za komentarz!