sobota, 25 listopada 2017

Wspomnienia z wakacji

Kto by pomyślał, że jednak szkoła, tak mnie pochłonie, że nie znajdę czasu i chęci na zwykłego jednego postu w tygodniu? Studniówka zbliża się coraz większymi krokami. Próbne matury odbyły się dwa dni temu... To były męczące dni. Powinni jakoś rozgraniczyć postawy i rozszerzenia. Około godziny przerwy między jednym egzaminem, a drugim to trochę przesada. xd Matmy rozszerzonej nie można pisać w ten sam dzień, ale już polski oraz angielski już tak... Przecież to takie łatwe egzaminy. xd Znam wynik próbnej z matematyki. Może to nie jest wysoki wynik... Wręcz niski, ale cóż... Przynajmniej zdałam. Czterdzieści procent. Matematyka nie przyda mi się nigdzie indziej, więc tyle wystarczy do szczęścia. Aczkolwiek... Nie jestem zachwycona tym wynikiem... Zobaczymy to będzie z czterech pozostałych egzaminów.

W wakacje wybrałam się z rodziną do Warszawy, żeby zwiedzić kilka punktów na jej mapie. Bo chociaż byłam już kilka razy w Warszawie to jednak nie byłam chociażby w Centrum Kopernika. Tak, nawet na wycieczce klasowej nas tam nie zabrali w podstawówce. XD Zamiast tego byliśmy na jakieś wystawie związanej z Darwinem i muzeum Chopina w którym szału nie było. :p W każdym razie po kilku latach (ile lat ma już Centrum?) w końcu byłam w tym sławnym Centrum Kopernika. Bardzo mi się tam podobało, jednak... Chociaż to miejsce jest dość długo w Polsce to jednak nadal zawiera tłumy ludzi. W tym dzieci, które niedługo rozniosą ten budynek. Szczerze. Rodzice powinni chociaż trochę pilnować swoje dzieci. Lub uczyć kultury. Do każdej atrakcji jest dołączona instrukcja obsługi i krótka historia... Instrukcja dla dzieci rzadko istnieje, ale w przypadku takiego miejsca powinny jej przestrzegać. Naprawdę, łatwo popsuć niektóre wystawy. Zresztą jak spokojnie coś pooglądać, kiedy przebiega ci dziesiątka dzieci, przepycha się, wpycha i trzaska? Ja w dodatku trafiłam na modę na fidget spinnery, co oznaczało, że wszelkie wiatraki i inne tego typu rzeczy były idealną rzeczą dla tej zabawki i dzieci... Pominę to, że nadal nie rozumiem zachwytu nad tą zabawką. Ale pomijając dzieci to było super. Jedną z najciekawszych atrakcji był "brokatowy" piasek z którego tworzyło się różne wzniesienia (zależy, jaka wysokość, taki górka miała kolor). Tworzyło się coś podobnego do mapy z liniami hipsometrycznymi. Chociaż pod względem fotograficznym to zatrzymałabym się na długo przy miejscu z różnymi kołami. XD 
Innego dnia poszłam do muzeum Powstania Warszawskiego. Cóż... Mam mieszane odczucia, co do tego miejsca. Z jednej strony piękne miejsce, a z drugiej... mało miejsca, co idzie za tłumami ludzi. Nie przepadam za zatłoczonymi miejscami. Nie weszłam do każdej z sal. Albo inaczej: weszłam tylko na parę sekund. Po prostu... Ech, jestem wrażliwym człowiekiem. :-/ Nie ukrywam, że się popłakałam kilka razy. 
Oprócz tego zwiedziłam trochę Stare Miasto. Zobaczyłam Pałac Kultury i Nauki na którym byłam jakieś sześć lat temu. Hmmm, byłam jeszcze w jednym miejscu godnym uwagi. Była to restauracja indyjska, zapomniałam nazwy. Ale bardzo dobre jedzenie tam było, chociaż na pierwszy rzut oka zdawało się, że małe porcje, ale za to syte. Lepiej nie zamawiać nie wiadomo, ile, bo nie da się potem tego zjeść. :D Ja jadłam jakieś serki w sosie curry i jakiś chlebek hinduski. Przepraszam, naprawdę nie pamiętam nazw. 
Do Warszawy chcę powrócić w maju - na Targi Książki. Bardzo chciałabym tam pojechać, zwłaszcza, że prawdopodobnie to jedyny czas, kiedy będę mogła tam pojechać. Przy okazji chciałabym znów pójść do tej indyjskiej restauracji. Mam nadzieję, że się to uda.