piątek, 16 września 2016

Worek z napisem niepełnosprawność

Zakładam z góry, że większość z Was będzie miała całkiem odmienną opinię ode mnie.
Zakładam też, że na 99% osoby, które będą komentować ten post są pełnosprawne.

Ale na poważnie, bo wcale nie bawi mnie ten temat.
Większość osób (nie ukrywajmy tego) uważa, że niepełnosprawni są dziwni, że wszyscy są tacy sami, a ich myślenie różni się od myślenia osób pełnosprawnych. Nastały czasy, że ludzie kierują się równaniem niepełnosprawny równy się upośledzony. Oczywiście to absurd. Jest różnica między niepełnosprawnym tylko ruchowo, a tym intelektualnie. Takie myślenie jest krzywdą dla ludzi, którzy są nawet ponadprzeciętnie inteligentni, ale niepełnosprawni i przez to mniej doceniani.
Ale chwila, skąd to się wzięło, że całą grupę ustawiono na jednym poziomie?
Po pierwsze wychowanie. Rodzice nie są winni? A od kogo uczymy się różnych zachowań, komu zadajemy pytania? Przepraszam bardzo, ale jeśli nie umie się odpowiedzieć na pytanie dziecka, dlaczego to dziecko wygląda inaczej/jeździ na wózku/ma "patyki" (kule) to... Nie musimy opowiadać niestworzonych historii. Nie zbliżaj się, bo ona/on cię zarazi. Tak, na pewno cię dziecko, ktoś zarazi chociażby porażeniem dziecięcym. Tak, jeszcze są ludzie na świecie, którzy uważają, że niepełnosprawnością można się zarazić jak chorobą zakaźną. Gapiostwo. Świat to jedno wielkie zoo? Dlaczego ktoś może się gapić bezczelnie na niepełnosprawnego, ale niepełnosprawny już nie może skomentować tego gapiostwa? Oh, może powinien zachować się kulturalnie i mieć to gdzieś? Boże, męczennikami nie jesteśmy. Niedługo będziemy musieli przykleić sobie kartkę: długie patrzenie na mnie grozi wypadkiem. Odszkodowania nie daję. Nie wątpię, że nie jeden raz jakieś dziecko/starsze dziecko było narażone na wypadek przez to, że się gapiło. Prawie wlecenie na chodnik, wejście w krzaki, czy płot, pod samochód - to chyba norma. W niektórych przypadkach, kiedyś mnie bawiły takie sceny. Po prostu... Rodzic nie umie, nie wie, jak zareagować na takie zachowanie swojego dziecka, czy pytania. Niepełnosprawni... To nadal jest chyba temat skomplikowany. Tak, naprawdę rzadko na co dzień spotyka się osoby niepełnosprawne. Może ktoś ma jakąś w rodzinie, ale to głównie pewnie wózek, może kule. W każdym razie inaczej jest, kiedy ma się do czynienia z taką osobą. A tak... Szczerze - jakim obrazem niepełnosprawności jesteśmy otoczeni? Głupia telewizja, co nam podaje? Biedne dzieci, które często niewyraźnie mówią, wyglądają przez chorobę, jak wyglądają, albo są w dodatku też głęboko upośledzone. I co? Człowiek tyle się naogląda, naczyta tego, że jego mózg w końcu koduje, taki obraz, a nie inny. I jak spotyka na ulicy... osobę, która jest niepełnosprawna, ale różni się ona od tego, co daje telewizja to jak człowiek reaguje? Gubi się i zaczyna pajacować np. gapić się. Okej, ja rozumiem, że te dzieci potrzebują pieniędzy i w ogóle, ale zadbajmy też o lepszy obraz osoby niepełnosprawnej. Zresztą telewizja, tak ma, że woli pokazywać te "gorsze" przypadki. Kiedy telewizja przychodzi robić program do telewizji o mojej szkole to praktycznie pod uwagę nie są brani ci zwykli niepełnosprawni, tylko ci drudzy, bardzo często z upośledzeniem. Nieupośledzeni tylko są, kiedy trzeba logicznie udzielić wywiadu. Bo tak jest u ludzi. Niepełnosprawność niepełnosprawności nie równa. Tu jesteś nie dość niepełnosprawny. Na to jesteś za niepełnosprawny. Just niektóre niepełnosprawności bardziej się docenia. Jeśli, tak mogę to nazwać. Chociażby wózki. Praktycznie ludzie na wózku mogą uprawiać, każdy sport, jaki chcą. Nawet szermierkę... Inni mają trochę gorzej, bo praktycznie są nie doceniani, albo nie pozostaje im nic innego, jak szachy. Okej, szachy nie są złe, ale... Dobra, mam nadzieję, że kiedyś będę mogła spełnić jakieś swoje marzenie i ktoś kiedyś dostosuje pewne sprawy w tych marzeniach do mnie.
Porównywanie ludzi niepełnosprawnych. Cóż... Ludzie pełnosprawni mają to do siebie, że lubią to robić. I dołować tym adresatów tych słów. Każdy jest indywidualnością, to nie jest motywacja, kiedy powiesz komuś, że ten to umie, a ty nie. To ja ci powiem, dlaczego nie umiesz się pięknie czesać, skoro twoja siostra potrafi? Głupi przykład, ale taki przyszedł mi do głowy tylko. Porównywanie to coś najgorszego, co można zrobić przy niepełnosprawnych. Nie wszyscy są leniami. Niektórzy chcą robić więcej, ale cóż... Nein.
Ostatnio jest trochę szumu, a przynajmniej był wokół pewnego filmu i książki. Piszę tu o "Zanim się pojawiłeś". Nie czytałam JESZCZE książki, ale byłam w kinie na filmie, więc wiem o co jest ta cała nagonka. Nie bójcie się, nie będę spoilerować. Oh, błagam tych ludzi. Po co to wszystko? Czy wszystko musi być słodkie i tak nierealistyczne, że aż płakać się chcę? Książki obyczajowe powinny trzymać się realności życia, a... jeden z wątków "Zanim się pojawiłeś" jest po prostu rzeczywisty. Bądźmy szczerzy nikt nie ma obowiązku godzić się ze swym losem. Nie oczekujmy, że osoba niepełnosprawna, czy to po wypadku, czy od urodzenia wymaże przeszłość/alternatywną przyszłość, będzie żyć z uśmiechem na twarzy, pogodzi się z losem. Nic nikt nie musi i nie ma obowiązku. Jesteśmy tylko ludźmi. Nie jesteśmy wybrańcami (jak niektórzy dziwni chrześcijanie uważają: masz dziecko szczęście). 

Tak wyszło, że jest to post o kilku sprawach. Jeszcze wczoraj wieczorem myślałam, żeby napisać tylko o jednej rzeczy, żeby to nie był chaos. Jak wyszło, sami oceńcie.
Tak, chciałabym kiedyś spróbować szermierki. Tak, chciałabym polecieć w kosmos. Tak, chcę dostać się na któryś z trzech polskich uniwersytetów.

(Szukam obrazka do postu... Pod ogólnym hasłem wyskakuje tylko przysłowiowy wózek...)
To chociaż z Glee...

sobota, 10 września 2016

Rewolucja w szkolnictwie

Wiem, że posty miały pojawiać się częściej... Tak naprawdę ten post miał się pojawić dziewięć dni temu. Post szkolny w pierwszy dzień szkolny... Ale (nie to nie tak, że nie mam chęci) nie mam nastroju na pisanie postów. Bardziej chce mi się pisać wiersze niż posty. Sami sobie dopowiedzcie resztę. Co w ogóle u mnie ciekawego przez te pierwsze dni szkoły się działo? Nic szczególnego, chyba w poniedziałek będę mieć pierwszą kartkówkę z historii. Lista lektur szkolnych mnie przerosła i chyba nic w tym roku szkolnym nie przeczytam dla hobby. Aktualnie czytam "Lalkę". Na razie jest okej, problem w tym, że to jedna z tych książek, którą możesz czytać godzinami, a numeracja stron, jakby stała w miejscu. Jestem dopiero na 1/12, więc szał.  Aha, jeszcze z takich ciekawych rzeczy - trafiłam na jeden zespół amerykański, który ma niebanalne teksty w które trzeba się trochę wczuć, chodzi mi o to, że to nie są piosenki dla kogoś, kto żyje cudownie i nie rozumie problemów świata. Aczkolwiek teksty dotyczą każdego. Zespół nazywa się twenty one pilots i trafiłam na niego, dzięki ich piosence do "Legionu samobójców". Zastanawiam się, czy nie kupić sobie ich płytę "Blurryface" w przyszłości.


Przechodząc do tematu (zastrzegam, że to moja własna opinia). Wiem, że są różne opinie na temat zmian w edukacji szkolnej i że większość dorosłych, którzy ukończyli osiem lat podstawówki>cztery lata liceum, uważają, że to jest bardzo dobre i że gimnazjum były Złem. Cóż, ja jestem ta młodsza i chodziłam do gimnazjum. I uważam, że mam prawo się wypowiedzieć, jak każdy młody, który chodził do "Zła".
Nie uważam, że gimnazjum było cudowne, ale instytucje tworzą ludzie, a ludzie są różni. Czy serio warto winić gimnazja za to, że jest tam młodzież, jaka jest? Co poradzić, że to szkoła, która akurat przypada na "bunty" i odnajdywanie siebie? No nic się nie poradzi. Tak przypadło. Jasne, są opinie, że gimnazjaliści już czują się dorośli w gimnazjum i się panoszą, jacy to oni nie są. Kto nie chce być dorosłym? W jakimś etapie życia. W siódmej klasie człowiek nie poczuje się kimś? Podejrzewam, że nawet będzie gorzej. Porównajmy drugogimnazjalistę do pierwszaka z podstawówki. Mania wielkości tego piętnastolatka wzrośnie razy dwa. Przecież on jest kimś, a ten dzieciak świetnie się nadaje na popychadło. A nie? Błagam, niech mi ktoś zaprzeczy. Nauczyciele będą chronić wszystkich? A może będą oddzielne wejścia, piętra itd. ? Nie, no proszę was. Okej, kiedyś wszyscy żyli koło siebie i nic się nie działo. Jednakże to były inne czasy, mentalność, wszystko było inne. Teraz społeczeństwo jest inne, nie oszukujmy się. Dzieciaki nie zmienią się ot, tak. Bo dlaczego by miały? Przemoc zniknie? Używki? Z używkami będą mieli do czynienia już najmłodsi. Nie oszukujmy się, serio. Dla pierwszaka szóstoklasista jest jak dorosły, tak jakby go podziwia. A ósmoklasista? Już w ogóle. Ale to już nawet nie chodzi o zachowanie starszych. Chodzi też o naukę. Gimnazjum jest etapem przejściowym, uczy przysłowiowego "ogarnięcia się" na przerwach. Starszy "dzieciak" potrzebuje jakieś w miarę ciszy i spokoju do nauki, rozmowy na przerwie. Wiem, że szósto-, piątoklasistów już denerwują młodsze dzieci, które krzyczą i biegają na przerwach. A starsza osoba? Tym bardziej będzie go to irytować. To może będą piętra dla starszych i tych młodszych? Wspaniale to po co w ogóle likwidować gimnazja? Okej, w niektórych podstawówkach szóstoklasiści mają powiedzmy, że swoje piętra, kąt spokoju, ale co z tymi mniejszymi budynkami? Czy nauczyciele, tak jak w podstawówce teraz będą wszystkich wyganiać na zatłoczone boisko, bo tak? Co z podręcznikami? No tak, chyba trzeba będzie znowu nowe kupować, w końcu nowa podstawa. Znowu absurdalne wydatki. Matura też całkiem nowa? Jak nauczyciele mają przygotowywać do matury, ćwiczyć egzaminy, skoro będą wiedzieli, jak i co? Trzy lata temu niby wiadome coś było na temat ustnych matur, jednak nadal była to niewiadoma.
Podsumowując... Nie widzę tego. Ale zobaczymy za 5-10 lat, jak to wyszło w XXI wieku, w społeczeństwie, tak zaawansowanym, że aż cofającym się wstecz.

License