"Ben X" opowiada historię chłopaka z autyzmem (lekkiego stopnia). Historia jest opowiedziana jego
słowami, możemy się przyjrzeć szykanowaniu w szkole i nie zrozumieniu, tak naprawdę przez rodziców. Ale głównie jego relacji z innymi uczniami.
słowami, możemy się przyjrzeć szykanowaniu w szkole i nie zrozumieniu, tak naprawdę przez rodziców. Ale głównie jego relacji z innymi uczniami.
Na ten film trafiłam poprzez listę filmów z biblioteki o niepełnosprawnościach (witajcie w mojej szkole), z której korzysta moja wychowawczyni na wychowawczych. Cóż... szału w tej liście nie ma. Nie znajdziecie tam np. "Zanim się pojawiłeś", bo tam jest wątek eutanazji, to gdzie tam, taki wątek w liceum. Jeszcze ktoś by wpadł na taki pomysł... xd Taki tam sarkazm. Ale trafiły się, jak na razie dwa ogarnięte i bardzo dobre filmy, czyli "Ben X" i "Piękny umysł" (właśnie ten film pojawi się za kilka dni). Podchodzę ogólnie z rezerwą do filmów o niepełnosprawnych, bo... Nie mam zamiaru oglądać, jak wciskają kit i nagle jest super i w ogóle. A nawet, jeśli na początku nie jest super to na końcu jest, bo gdzie tam, po co dołować ludzi. Duże mam wymagania. xd No sorry. W ogóle dziwnie to trochę brzmi: filmy o niepełnosprawnościach... I np. schizofrenia. Schizofrenia jest niepełnosprawnością? Bardziej chorobą... No bo nie powiesz np. jestem niepełnosprawny, bo... (podajcie tu sobie jakąś chorobę fizyczną). Dobra, ale nie będę się roztrząsać na tym i zbaczać z tematu. Nic do schizofrenii nie mam.
Wracając do "Bena X" (oczywiście główny bohater ma na imię Ben) dużo gra w pewną grę RPG, gdzie można stworzyć swoją postać, zabijać potwory i poznawać innych ludzi wirtualnie. Coś, jakby Metin (tylko w to grałam z gier tego typu, nie mam porównania do innych gier). Tam poznaje dziewczynę, która poniekąd staje się jego towarzyszką, przyjaciółką. Brzmi trochę jak "Sala samobójców"... Nie, to nie to. Pewnego dnia dziewczyna chce się spotkać z Benem. Aha, w międzyczasie dochodzi do upokarzającej sytuacji z udziałem klasy i Bena (ludzie to nagrywają i non stop wysyłają mu to nagranie). I właśnie to spotkanie jest... W pewnym sensie ciekawe. Na pozór to nic takiego, ale trzeba obejrzeć do samego końca. To spotkanie nasunie tyle pytań i rozmyśleń... Bardziej chyba niż zachowanie kolegów Bena w stosunku do niego. Właśnie, koniec. Koniec jest... zaskakujący (malutki spoiler). Naprawdę... Niby się domyślamy, ale jednak... Mnie tam się podobał.
Na uwagę zasługują jeszcze ujęcia z kamer. Nie mamy do czynienia tylko z monotonnym obrazem z czasem szybkim ruchem kamery. Ujęcia oddziaływają na widza. Pokazane jest przez nie postrzeganie świata przez Bena.
I historia. Mamy do czynienia z główną historią, ale w jej trakcie mamy wstawki z takiego, jakby wywiadu z poszczególnymi dorosłymi. Nie wiemy na początku o co chodzi. Mamy do czynienia z informacją, że coś okropnego się stało. Wstawki wpływają na to, jak oglądamy resztę. Wiemy, że coś się wydarzy, ale nie wiemy, co i kiedy.
Film nie jest polskojęzyczny, nawet nie jest anglojęzyczny. Aktorzy mówią po flamandzku (np. w Belgii jest region, gdzie się mówi po flamandzku). Nie przeszkadza to w niczym, w końcu jest lektor, ale jeśli ktoś jest przyzwyczajony do angielskiego... Mi tam bardziej dziwniej się oglądało wczoraj duński film, niż ten.
Tytuł: Ben X
Reżyseria: Nic Balthazar
Scenariusz: Nic Balthazar
Ben - Greg Timmermans
Zwiastun po niemiecku, ale da się przeżyć.
Ciekawostka na koniec od Filmweb - "Ben X" był belgijskim kandydatem do Oscara w 2008 r.

