sobota, 31 maja 2014

"Kosogłos" (by Suzanne Collins)

Tytuł: Kosogłos 
Tytuł oryginału: Mockingjay
Autorka: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 371

"Trzecia część bestsellerowej trylogii IGRZYSKA ŚMIERCI."

Jest, jest! Przeczytałam przed listopadem. xD Choć kto wie? Gdybym czekała na biblioteczny egzemplarz pewnie bym nie zdążyła. xD

Cóż... Może zacznę od opisu, bo moje odczucia po książce muszą trochę opaść (żebym wam nie spoilerowała).

Jak wiedzą ci co przeczytali WPO dwunastka.... Panna Everdeen wraz z rodziną i przyjaciółmi zamieszkuje w...  (Przepraszam za te kropki, no ale zrozumiecie, jak przeczytacie.) Nie jest łatwo żyć w obcym dystrykcie zwłaszcza po zdenerwowaniu do granic możliwości prezydenta Panem. Prezydent Snow nie tak szybko zapomni o Igrającej z Ogniem.
Nadciągnęła wojna, która pojawiała się tylko w koszmarach Snowa. Dystrykty wzniecają jeden wielki bunt przeciwko złu, a na jego czele ma być nie kto inny jak nasz Kosogłos.
Bunt mieszkańców Panem okaże się skuteczny? Przerodzi się w wojnę? A może to wszystko pójdzie na marne i następne IŚ będą jeszcze bardziej brutalniejsze niż 75. ?

Rzadko się to zdarza, żeby coś mnie zaskakiwało w fabule, a tutaj... były aż trzy takie sytuacje! I to... no człowiek by nie pomyślał, chociaż jakby się tak zastanowić po przeczytaniu...? Żałuję, że nie znałam tej trylogii wcześniej! Może po części dobrze, że adaptują filmy. Dzięki temu człowiek może dowiedzieć się o tym co mu umknęło. Bo przecież nie każda biblioteka ma wszystkie nowości i bibliotekarzy, którzy by polecili naprawdę ciekawą lekturę. W każdym razie musicie przeczytać książkę przed filmem. Ta fabuła... Z jednej strony głupia zabijanka (tak będzie myślał niedoświadczony czytelnik), a z drugiej... daje wiele do przemyśleń. Bo czy p. Collins nie opierała się na tym co znane? Na tym co istnieje? Kosogłos nie jest wytworem fantasy, wystarczy tylko wysilić wyobraźnie i spojrzeć w przyszłość. Chociaż uważam, że to i tak łagodna wizja przyszłości. Patrząc na współczesność (jej elektronikę, maszyny, broń)...

Ocena: 10/10

Cytaty:
"Niektóre drogi trzeba pokonywać samotnie."

"Pozbierać się jest dziesięć razy trudniej, niż rozsypać."

"Jestem ptakiem stworzonym przez Cinnę, frunę cała w ogniu, miotam się, żeby uciec przed tym, co nieuchronne. Płomienne pióra wyrastają z mojego ciała, a trzepot skrzydeł tylko podsyca pożar. Spalam samą siebie,"


piątek, 16 maja 2014

Wczorajszy gimnazjalny projekt edukacyjny

Chyba wcześniej już pisałam, że posty teraz będą się pojawiały trochę rzadziej w związku z projektem edukacyjnym, który musi zrobić każdy gimnazjalista w Polsce (chyba, że będzie startował w jakimś tam konkursie i chyba go wygra; przynajmniej tak było w tym roku z historią) . Od dyrektora szkoły zależy w której klasie gimnazjum uczeń będzie musiał takie coś zrobić - u mnie jest w drugiej (zresztą w szkole mojej znajomej też to jest w 2. kl.).

Cała klasa podzieliła się na cztery grupy, grupki. Jak zwał tak zwał. Moja była najmniejsza, nawet nie wiem czy trzyosobowy zespół można nazwać grupą... Nie ważne. Powinno być, że do mniej więcej stycznia wszystkie grupy powinny być ułożone, jednak... Oczywiście w mojej klasie były małe komplikacje, bo jedną grupę tworzyli ci podobno "najlepsi" i pani niezbyt chciała, żeby byli wszyscy razem. Byśmy nie mieli teoretycznie z nimi szans... Teoretycznie. Bo w praktyce wyszło inaczej. U mnie znajdowali się... hm, nie chcę ich obrażać, tym bardziej jednej osoby, ale... znajdowali się wyrzutki klasowe. Czyli nikt z nimi nie chciał być. Nie wiem, dlaczego... Dobra, wiem tylko o co chodziło z jedną osobą, ale z tą drugą? Ze mną? Nawet rozrabiakę, którego się większość czepia wzięli chłopacy do swojej grupy. W każdym razie przez parę miesięcy nie wiedzieliśmy co z naszą grupą i z tymi "najlepszymi". Czy ich rozdzielą? A może nas dodadzą? W końcu, gdy to było ustalone zaczął się problem z tematem. Jedna osoba głównie się upierała nad tematem biologicznym i żeby naszym opiekunem była wychowawczyni. Na szczęście biolożka usunęła chyba ten pomysł z głowy tej osoby i mogliśmy działać... Tak jakby. Nasz temat dotyczył zapożyczeń językowych z łaciny w j. polskim, czyli dość nietypowy temat i mieliśmy pewność, że jeszcze w historii projektów szkoły go nie było. Poszukaliśmy tych zapożyczeń, napisałam scenariusz przedstawienia (po raz któryś od momentu mojej edukacji w szkołach), okazało się, że trzeba inne wnioski napisać to napisałam, potem trzeba było je zmienić na bardziej naukowe, no i jeszcze początek. Cały projekt prowadziłam ja wraz z kolegą, który grał Senekę Młodszego (taki starożytny retor). Tą jedną osobę ominę. Polonistka włączyła dwa slajdy i dźwięki... A raczej jeden dźwięk, ale głównie to nie jej wina, bo dowiedziała się o tym, że ma włączać w ten sam dzień, więc... Było okej, zabawnie. Zwłaszcza przebranie Seneki. Wychowawczyni się zdziwiła, że tak głośno umiem mówić (bez mikrofonu to było), a i kolega też miał nie mało pochwał. Dziś dowiedzieliśmy się swoje oceny. Ja - 6, kolega - 5. :)
Jeśli zaś chodzi o inne grupy:
1. Ci podobno najambitniejsi: anoreksja i bulimia. Tak szczerze to oprócz filmiku to szału nie było, co można by było się po nich spodziewać.
2. Reszta dziewczyn: energia jądrowa? Tak, chyba coś takiego.
3. Reszta chłopaków + dziewczyna z trzeciej klasy: o zachęcie uczniów do chodzenia na lekcje WF-u. No... przez taki długi filmik (nie ich) można się było zanudzić.

Teraz, gdy główny problem drugiej klasy się zakończył mam więcej czasu na pisanie i czytanie, chociaż mam w czerwcu jeszcze konkurs historyczny...


czwartek, 8 maja 2014

"Niezgodna"

Tytuł filmu: Niezgodna
Tytuł oryginału: Divergent
Czas trwania filmu: 140 min.
Produkcja: USA
Reżyser: Neil Burger
Scenarzysta: Evan Daugherty, Vanessa Taylor
Data polskiej premiery: 4.04.2014
Główna aktorka:
Shailene Woodley - Beatrice (Tris)

Nie oglądałam tego filmu rzecz jasna w kinie, bo już dawno bym go zrecenzowała. Na szczęście kino to nie jedyne miejsce, gdzie można obejrzeć filmy. :) Poczekałam nie cały miesiąc (tak naprawdę, Niezgodną obejrzałam w te wolne, co trzecioklasiści pisali test gimnazjalny) i już można było go obejrzeć w internecie. Co prawda jakość nie była taka jak na kinowskim ekranie, jednak nie była też najgorsza. To tak pokrótce historia oglądania adaptacji książki o tym samym tytule.

Czytałam w internecie, że ludzie są trochę podzieleni między , a właśnie Niezgodną. Może nie tyle co podzieleni, a kłótliwi, które książki/filmy są lepsze. Według mnie jest to bezsensu, bo każda autorka przedstawiła inną artelnatywę (nie wiem jak pisze się to słowo) przyszłości. Suzanne Collins postawiła na... brutalność, media i strach. Tak, strach, bo czy tym nie kierował się Kapitol wymyślając Głodowe Igrzyska? Veronica zaś pokazała selekcje, wyższość ludzi. Pisząc "wyższość ludzi" mam na myśli to, że... (piszę na temat Niezgodnej, tylko na podstawie filmu, więc nie miejcie mi za złe, jeśli coś będzie źle) niektóre frakcje uważały się za lepsze. Dodatkowo występuje tam również żądza władzy. Te dwa utwory łączy głównie tylko to, że głównymi bohaterkami są młode dziewczyny, które kochają swoją rodzinę.

A wracając do filmu:
Przyszłość należy do pięciu frakcji. Musisz wiedzieć, gdzie należysz. Jeśli nie posiadasz frakcji - jesteś wyrzutkiem, jeżeli zaś na odwrót, czyli pasujesz do paru frakcji - jesteś niezgodnym i jesteś w niebezpieczeństwie. Główna bohaterka, czyli Beatrice mieszka z rodziną w Altruizmie, jednak nadchodzi dzień, kiedy dziewczyna musi się poddać testowi, który ma wskazać do której frakcji powinna należeć. W pewnym sensie nie ma on znaczenia, bo młody człowiek ma prawo wybrać sobie inną frakcje, niż tą, którą wskazał test. Jednak... u niektórych ludzi ma wielkie znaczenie ten test, a mianowicie u Niezgodnych, a właśnie wynik Tris daje nie jednoznaczny wynik... Czy uda jej się przeżyć? Ucieknie, czy schowa się w któreś z frakcji?

Hmmmm, moje odczucia po filmie? Tak naprawdę koniec mi się najbardziej podobał. Tris nie była w nim taka bezbronna i słaba jak na początku. Napiszę tylko tyle, że trudną drogę sobie wybrała.


Napiszę jeszcze parę zdań o tym tygodniu w szkole. Moja klasa pojechała na zieloną szkołę (Zakopane, Kraków, Wieliczka, Oświęcim) i związku, że na nią nie pojechałam chodzę do szkoły wraz z pozostałymi osobami, które zostały. Jest ciekawie, choć czasem nudno (czyt. chemia). Na takich przedmiotach jak j. polski, czy matematyka dostajemy jakieś zadania, ćwiczymy, jeżeli czegoś nie umiemy/ nie rozumiemy to się pytamy. To pozostałych przedmiotach jest luźno. No, wyjątkiem jest ta chemia, gdzie ciągle robimy jakieś nudne zadania - powtórka tego co teoretycznie umiemy. I historia, tam przygotowujemy się do konkursu historycznego. Najfajniej jest na językach i religii (na polskim też, ale nie o to chodzi) - oglądamy filmy. Religia - "Pręgi" (polski film), angol - Przed Świtem cz. 2, niemiec - Król Lew. Właśnie... Zatrzymam się przy bajce. O dziwo spodobały mi się dwie piosenki z tej disneyowskiej bajki w wersji niemieckiej! Pierwsza to: Can you feel the love tonight http://www.youtube.com/watch?v=mAvWl-JHW54 ; druga: piosenka Skazy (nadszedł czas; czy jakoś tak) http://www.youtube.com/watch?v=NcPjg8xea3Y


sobota, 3 maja 2014

Nowy blog

Jak szybko zmieniam zdanie... Albo nie, inaczej. Jak szybko podejmuje decyzję. Wczoraj tak jakoś naszło mnie... Podjęłam decyzję, że zakładam nowego bloga tylko z nowym opowiadaniem (Dargoradskimi listami). Związku z tym nie będą się one pojawiały tutaj.

Adres: http://dargoradskie-listy.blogspot.com/


czwartek, 1 maja 2014

Dargoradskie listy - LIST PIERWSZY

Komentarz do tekstu: Napisałam ten list trochę dawno. Może tydzień temu? Nie dodałam szybciej go na bloga z kilku powodów. Jednym z nich jest taki, że chciałam założyć osobny blog z tym opowiadaniem, jednak... jeśli miałabym czekać na odpowiedni szablon (dużo ludzi chce szablony i jest powiedzmy, że walka o szabloniarkę), nie mogę wyszukać zdjęcia, które chciałabym tam umieścić. A powinno, gdzieś być... Loki z drugiej części "Thora" w więzieniu. Póki co jednak będę to dodawała tutaj. Chyba...

180 lat temu

Patryku...
Początek tego listu miał wyglądać całkiem inaczej. Miałem zacząć... Nie ma znaczenia od czego.
Zanim zaczniesz czytać dalej ten list proszę cię o jedno – zachowaj informacje w nim zawarte dla siebie. To... dość osobisty monolog. Coś jakby mój pamiętnik. Nie zapisałem paru kartek wspomnieniami z nudów. Uwierz mi, w tej chwili mógłbym robić coś o wiele ciekaw... Co tu się oszukiwać? Leżałbym, siedziałbym lub stałbym i się gapił w białą ścianę. Taka prawda.
Wracając... Demony różnią się od Ludzi nie tylko tym, że są... hm, nadzwyczajne. Chyba wiesz co przez to chcę powiedzieć. Moce, nieśmiertelność czasowa...
Jest jeszcze coś – słuch, który powstaje w tym samym czasie co serce i rozwija się przez całe życie. Co mam na myśli? To jest całkiem proste. W łonie matki małe Demony słyszą wszystko co się dzieje na zewnątrz. I co gorsza zapamiętują to bardzo dobrze. Oczywiście nie są w stanie być świadome słów i dźwięków, które słyszą, jednak w miarę upływu lat mogą sobie tamte odgłosy przeanalizować.
Nie wszyscy chcą. Ale... ja to zrobiłem i teraz tego żałuję. Żałuję, że nie przeanalizowałem tego wcześniej. Kto wie, czy gdybym wcześniej nie zrozumiał słów ojca, traktowałbym go nadal jak... swego bohatera. Ideał. Jednak trudno jest uwierzyć w jego słowa i czyny. Zwłaszcza... Zwłaszcza, że składał obietnicę.
Przejdę lepiej do początku.

Gdy tylko mama dowiedziała się, że jest w ciąży, była w siódmym... Piekle. Nie mogła się doczekać mych narodzin. Co tydzień chodziła do sklepów z ciuszkami dla niemowląt w Piekle. Co tu się rozpisywać, po prostu była szczęśliwa. Uszczęśliwiałem ją. Przynajmniej do czasu...
Tata również był na początku uradowany informacją, że będzie ojcem, że będzie miał dziedzica tronu. Chyba nawet radował się bardziej z tego pierwszego. Były chwilę, kiedy rozmawiali z mamą na temat mojego imienia, pokoju, zabawek – różnych rzeczy, ale co ciekawsze rzadko mówił o koronie i władzy.
Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy zacząłem coraz szybciej rosnąć i przybierać na sile. Niby nic dziwnego, rodzice spodziewali się, że ich synek nie będzie taki jak reszta. Zdawali sobie sprawę od samego początku. Jednak... Jednak od tego momentu tata nie był już taki jak kiedyś. Coraz częściej ujawniał poprzez słowa, że żałuje tego co stworzył. Mnie... Mama takich chwilach przekonywała go, że to co się z nią dzieje nie jest moją winą i że jest szansa, że niedługo jej przejdzie.
Nie przechodziło.
Niedługo przed porodem tata nawet proponował mamie usunięcie dziecka. Obiecywał co tylko mógł, błagał, ale to nie przyniosło rezultatów. Mama ciągle stała przy swoim. Miała nadzieję, że przeżyje poród...
Dzień mego przyjścia na świat był... jednym z najgorszych dni w moim życiu.
Słyszałem jej ostatnie krzyki bólu... Ostatnie słowa proszące tatę, żeby się mną zaopiekował... A potem cisza, która nie trwała długo, bo zaraz dotarło do taty co się stało.
Musiał mnie zanieść do innego pomieszczenia, bo odgłosy z lekka się stłumiły, jednak nie na tyle, by nie dosłyszeć ojca, który wołał jak naiwne dziecko, imię swej żony. Wtedy po raz pierwszy i ostatni usłyszałem jego płacz, który przeszedł w furię.
Gwałtownym krokiem wtargnął do pokoju w którym się znajdowałem. Wziął mnie do rąk i...
Demony rodzą się z skrzydłami na wierzchu. ...wyrwał mi z całej siły skrzydła.
Nie zapomnę tego bólu nigdy. Krzyczałem tak, że normalne dziecko dawno by straciło głos. To było jak... Złamał ci kiedyś ktoś kość? Ten ból właśnie można porównać do złamania lub zwichnięcia stawu, tylko jest on podniesiony do potęgi setnej. No cóż... jakby ktoś ci wyrwał dajmy na to rękę.
Tata... Nie wiem. Chyba nie miał zamiaru mnie zabić skoro wezwał natychmiast nadwornego lekarza – Melchiadesa. Bo problemem moim nie tylko były krwawe rany, które wyglądały jak dziury, ale również uszkodzenie kręgów kręgosłupa, które skutkować mogło moją śmiercią. Paradoksalna sytuacja. 


Coś mniej więcej takiego. Tylko, że to GIF...