Tytuł oryginału: The Theory of Everything
Data premiery: 7 września 2014 r. (świat); 30 stycznia 2015 r. (polskie premiery mnie przerażają)
Reżyseria: James Marsh
Scenariusz: Anthony McCarten
Na podstawie: "Travelling of Infinity: My life with Stephen" autorstwa Jane Wilde Hawking
Pięć nominacji do Oscarów, w tym jedna wygrana - najlepszy aktor pierwszoplanowy.
Dwa Złote Globy: najlepszy aktor w filmie dramatycznym, najlepsza muzyka.
Trzy nagrody BAFTA: najlepszy film brytyjski, najlepszy aktor pierwszoplanowy, najlepszy scenariusz adaptowany. Nagroda Gildii Aktorów Ekranowych - wybitny występ aktora w roli pierwszoplanowej. I wiele nominacji wśród tych nagród.
Wybrani aktorzy:
Eddie Redmayne jako Stephen Hawking
Felicity Jones jako Jane Wilde Hawking
Charlie Cox jako Jonathan Jones
David Thewlis (znany większości jako Remus Lupin z HP) jako Dennis William Sciama
Na początek chcę podziękować Poli, że zrobiła, kiedyś na blogu post poświęcony kilku filmom, bo to właśnie dzięki temu postowi [KLIK] trafiłam na ten wspaniały film. Dzięki Ci za to Polu, choć przyczyniłaś się do tego nieświadomie. ;)
Chyba wszyscy znają p. Hawkinga, a nawet, jeśli nie wiedzą kim ten pan jest to go kojarzą (nazwisko lub z wyglądu). Pan Stephen Hawking - brytyjski astrofizyk, kosmolog i fizyk teoretyk (jak dodaje wikipedia), który choruje na stwardnienie zanikowe boczne, czyli paraliż większości ciała.
Film opowiada w pewnym sensie dwie historie. Pierwsza, którą każdy widz będzie widział - zmierzenie się z chorobą, życie z nią. Druga... Na pierwszy rzut oka nie widoczna, bo nieczęsto widz, może ją zobaczyć; nie tylko widz, czytelnik też. Druga to historia miłości p. Jane do p. Stephena i jej walka z codziennością, chorobą męża (teraz byłego). Nie chcę się wgłębiać w życie prywatne tych dwojga ludzi, chcę opisać film i moje uczucie z tym związane.
Jest rok 1963, Cambridge, około dwudziestojednoletni Stephen Hawking uczy się na uniwersytecie, chce zdać doktorat z dziedziny powiązanej ze wszechświatem (konkretnie nie pamiętam, czy to była kosmologia, czy astrofizyka; nie przywiązuje wagi do takich rzeczy). Na jednym z uniwersyteckich przyjęć poznaje Jane. Młodzi zakochują się w sobie. Niestety na ich drodze staje choroba Stephena, która jest okrutna.
Nie bez potrzeby napisałam wszystkie nagrody, jakie zdobył film, głównie aktor pierwszoplanowy, czyli Eddie Redmayne. Naprawdę zasłużył na te wszystkie nagrody. Jego gra aktorska jest wg. mnie fantastyczna. Wcielić się, tak w bohatera... Jeszcze na dodatek prawdziwego, nie jakiegoś wymyślonego. Stworzyć kreację, która nie będzie parodią, to jest coś. Na początku główny bohater jest zwykłym/niezwykłym, zdrowym młodym mężczyzną, dopiero ok. lat dwudziestu choroba przychodzi. I jak reaguje człowiek? Jest zrozpaczony, zwłaszcza, że dowiaduje się, że zostało mu jakieś dwa lata życia i przy jego chorobie praktycznie nic nie będzie mógł zrobić sam z funkcji codziennych życia. Naprawdę podziwiam tego aktora za ukazanie tych wszystkich emocji, zwłaszcza na początku choroby głównego bohatera.
Nie dziwię się też, że film miał nominację do nagrody BAFTA za charakteryzację, ponieważ wcale nie skojarzyłam, że ten aktor grał w " Les Misérables. Nędznicy" Mariusa ( chłopaka Cosette). Nie wiem, albo to może przez te duże okulary?
Na uwagę zasługują również niektóre ujęcia w filmie. Na przykład scena ślubu Stephena Hawkinga z Jane Wilde. Zdjęcia, tak zostały nakręcone i zmontowane, że ma się wrażenie, jakby to było osobiste, stare nagranie. Ciekawie wybijają się te sceny wpośród zwykłego obrazu.
Hm, na moje oko były sceny, które rozluźniały trochę film. Które... W pewnym sensie dawały ulgę... Nie wiem jak to określić. Oglądasz przejmujący film i nagle chcąc nie chcąc uśmiechasz się. Ten humor nie był dominujący, lekki. Nie w stylu: ale atmosfera, powiedzmy, coś bardzo głupiego. Uważam, że jest to na plus, bo... Tak, trzeba to przyznać ten film mnie jakoś wzruszył. Nie, że płakałam, ale... Miał coś takiego, że chciałam się nim podzielić tutaj i na Facebooku, żeby to obejrzało, jak najwięcej ludzi. Chciałabym kupić sobie ten film na DVD.
Dawno, bardzo dawno nie trafiłam na, tak dobry film. Czekając, aż miną reklamy na stronie internetowej, czytałam komentarze do filmu. Jeden z nich był o tym, że tutaj występuje schematyczność, że przypomina inny film. Okej, nie zaprzeczam, że zaskoczeń tutaj wielkich nie ma, ale takie jest życie. Tak wyglądało, więc tak zekranizowano. To nie jest film akcji, zabijanki, gdzie wrze tak akcja, że trudno się połapać. To film dla... Nie chciałabym nikogo obrażać, więc napiszę tyle, że to dla widza, który czegoś oczekuje od filmu, jest w stanie mądrze oglądać filmy.
Jeżeli zaś chodzi o zakończenie... Tak trochę według mnie dziwnie zrobione. Znaczy... Bo w fabule pojawia się Jonathan - nauczyciel śpiewu w chórku kościelnym. Na początku kolega, przyjaciel, pomaga Jane przy Stephenie, a potem... Wywnioskowałam, że został jej mężem. Rozumiem, film nie był o tym, ale jakoś, tak troszkę konkretniej, jakby napisali te sceny? Dlaczego i w jakich stosunkach się rozstali? Ale wtedy wkraczano by jeszcze bardziej w życie prywatne, więc nie, lepiej niech już tak będzie.
Jednakże po zakończeniu całej historii pojawiają się współczesne informacje dotyczące p. Hawkinga, które wyjaśniają jedną rzecz i przy okazji dodają kilka ciekawostek, np. że p. Hawking nie przyjął tytułu szlacheckiego (mnie w ogóle zdziwiło to, że królowa go przyjęła na wizytę! ta scena jest w filmie).






