wtorek, 26 września 2017

Bo Góra, tak chce

We wrześniu chciałam dodać zdjęcia z Warszawy... Chyba trzeba to przenieść na październik... Z moim lenistwem jest wszystko możliwe. Właśnie je widać po postach - około dwa tygodnie przerwy. A przecież obiecałam sobie, że będę pisać minimum cztery razy w miesiącu... Żeby było lepiej, niż w ciągu ostatnich dwóch lat....

Warszawskie zdjęcia muszą poczekać. Mam ważniejsze sprawy do rozważań, niż dodawanie postu, który, tak naprawdę mało wnosi do tego bloga. Ta szczera prawda... Czuję się, niczym bohater mojego opowiadania. Tak, mam już jakieś 3/4 pierwszego rozdziału.
Zaczął się wrzesień, zaczęła się szkoła (wow) i... zaczęły się dziwne problemy, które normalnie człowiekowi nie przychodzą do głowy. Problemy głupie i absurdalne dla każdego. Ale nie dla mnie. Może to głupie, ale w dzisiejszym poście chcę się zająć... Przymuszaniem takobym do... jedzenia i wyjść (ten problem dopiero będzie w najbliższej przyszłości - czyt. za tydzień).



Nie obchodzi nas, ile masz lat - jesteś równy pięciolatkowi.
Bądźmy szczerzy - czy osiemnastolatka interesuje to samo, co ośmiolatka? W większości przypadków nie. Hm, no lubię czasem oglądać bajki i lubię Harry'ego Pottera. xD To chyba jedyne podobieństwo. W każdym razie, wiecie o co chodzi. Starsze osoby mają inne potrzeby, mentalność. Kiedy jesteśmy starsi już nie bawi nas to samo, co kiedyś. A nawet jeśli... Hm, wstydzimy się tego. W pewnym wieku wykształcamy u siebie jakieś... poczucie piękna i rozrywki. Okej, są młodzi dorośli, którzy lubią się bawić. Czy dyskoteka (impreza) dla takich ludzi jest, taka sama, co dla dzieci? Nie. Nie trzeba chodzić na imprezy, żeby to wiedzieć. Skoro to, takie proste to, dlaczego niektórzy nie potrafią tego zrozumieć? Dlaczego do zwykłego apelu są dodawane elementy dziecinne i płytkie, które stanowią 3/4 uroczystości? Bo tak jest łatwiej? Przecież to takie zabawne. Można wrócić do dzieciństwa... Dla mnie żenujące. Nie mówię, że jestem dorosła i jestem kimś ważnym; ja chcę tylko być traktowana odpowiednio do wieku.
Najbardziej chyba boli to, że dorosły człowiek uważa, takie dziecinne wydarzenia za równoznaczne z prawdziwą sztuką. Jak można powiedzieć, że jeśli znaczna część starszych ludzi się zbuntuje i nie będzie na to chodzić to ta grupa nie będzie mogła jeździć do teatru, czy kina? Nie oszukujmy się: teatr to jest jakiś poziom. Zresztą... takie wyjazdy są dla chętnych.
Tak wiele osób rozumie tę sytuacje... A i tak zwycięża ta... nieliczna, ważniejsza część.
Czy się nie cofniemy przez traktowanie dorosłego jak dziecka?



Bo kolacja to najważniejszy posiłek.
Trochę przesadziłam. Teraz jest trochę lepiej, ale... Czy dorosłym ludziom trzeba tłumaczyć, że się płaci za posiłki? Czy my nie mamy świadomości? Jasne, wiem, że jedzenie kosztuje. Ale ja po prostu mam prawo nie chcieć iść na posiłek, nie zjeść kolacji, kupić sobie, co innego do jedzenia. I świat się nie zawali. Bo np. po co iść na stołówkę, skoro wiesz, co jest do jedzenia i wiesz, że tego nie lubisz? Bo herbaty się napiję? To mogę zrobić u siebie.
A obiadek? Eeee, nie jestem małym dzieckiem. Wiem od której godziny są wydawane obiady. Kogo obchodzi to, czy zjadłam, tak naprawdę? A jeśli nie to co? Nie można mieć wyboru?

Zupka chińska i dostawy to Zło. (Diabeł od razu)
Eeee, mam wybór. Każdy ma świadomość, co zawierają, takie rzeczy. Czasem przeraża, ile taka zupka chińska ma kalorii. Zresztą czasem, ma się ochotę bez powodu zjeść, takie rzeczy. I najczęściej w domu jest to łagodnie traktowane. Jasne, te rzeczy odkładają się w postaci tłuszczu. To też każdy wie. Ale czasem nie da się inaczej, trza zjeść cokolwiek. I najlepiej, żebyś się pytał, czy możesz zjeść, taką zupkę lub zamówić kebaba. Bo nie wiem, co. No najwyżej będziesz gruby. Ale to tej osoby problem. Tak, to tej osoby problem. Czy w przyszłości ktokolwiek będzie dzwonił do rodziców, czy może zjeść zupkę? Nie, będzie jadł, co chce. Co chce i kiedy chce. Lub nie jadł.



Wegetarianizm? Co to za kaprys!
Znacie lekarza, który potwierdzi to, że musicie mieć dietę wege, bo taką macie ideologię? Bo ja nie. A taki niektórym potrzebny. Bo przecież można nie jeść większości posiłków i odkładać mięso... Albo nie! Najlepiej to się nagle nawróć i zacząć jeść, bo będzie się głodować. Bo nikogo nie interesują twoje poglądy. Przecież... Jest tylu prawdziwych i zaciętych wegetarianów... Są osoby, które nie jedzą mięsa od małego... Nagle mają się przestawić? Z jakich względów? Bo dla kogoś to ułatwienie w życiu? Eh, życie nie jest łatwe i nie będzie nigdy. Zależy, kto w co wierzy, był moment pięknego życia. Ja nie mówię, może nie trzeba tego szanować w kuchni. Ale no sorry. Kiedyś można było to robić. Okej, skoro się nie chce robić osobnych posiłków to... Chociaż do śniadania, czy kolacji, nie można podawać czegoś bezmięsnego obok szynki?

Może wyszło, że ja się żalę i jestem desperatem. Pewnie nie rozumiem świata i to te wszystkie osoby mają rację. Może hejtuję tutaj? Uważam, że podałam sensowną argumentację. Więc nie można powiedzieć o hejcie. I tak... Gdybym mogła tylko, napisałabym więcej. But I cannot.

sobota, 9 września 2017

Atypowy

Kto by się spodziewał, że w wakacje obejrzę, "aż" tyle seriali? Chociaż... mało książek przeczytałam, więc się wyrównało [ikonka śmiechu przez łzy {ten sarkazm}].

Tytułowy serial mogę uznać za jeden z najlepszych seriali obejrzanych w tym roku (bo nic nie przebije "Sherlocka" i Cumberbatcha). Zwiastun nie do końca obrazuje serial. To znaczy... Oczywiście, pokazuje ogólny wątek serialu, zachęca widza... Hm, szczerze pisząc mnie średnio zachęcił. Po zwiastunie myślałam, że to będzie typowo młodzieżowy amerykański serial, który będzie po prostu płytki. To znaczy nie będzie prawdziwie podchodził do problemu, że autyzm będzie w pewnym sensie tylko dodatkiem. Nie wiem, czy mnie rozumiecie...
Ale postanowiłam dać szansę. Za bardzo mnie zainteresował główny bohater, żeby odpuścić temu serialowi. Zwłaszcza, że posiada tylko osiem odcinków, więc nie tak źle.
 I czy się opłacało "zmarnować" dwa dni z życia?
Tak, opłacało się. Może to nie jest jakieś arcydzieło, ale przynajmniej pokazuje rzeczywistość, którą... Myślę, że oczekuje większość nastolatków. Chodzi mi o głównego bohatera - Sama. Rozmawiałam z koleżanką na temat "Atypowego" i właśnie to nam się podobało - Sam nie jest biednym chłopcem, ani też "superbohaterem". Sam jest zwykłym nastolatkiem z autyzmem. Chodzi do zwykłej szkoły (to już bardziej prywatne, dlaczego, tak to napisałam; nieliczni zrozumieją, dlaczego dla mnie było to, takie ważne), ma przyjaciela i chce znaleźć dziewczynę. Tylko... że to wszystko jest trochę inaczej u Sama niż u przeciętnego nastolatka. Dla Sama znalezienie dziewczyny jest trudniejsze. Nawet nie chodzi o to, że ona powinna go zaakceptować. Chodzi o to, że... Sam nie potrafi, tak funkcjonować społecznie jak większość ludzi. Z góry piszę, że nie chcę urazić osób z autyzmem i jeśli coś, źle zabrzmi to przepraszam. Nie będę tłumaczyć, jak to wygląda, ponieważ nie potrafię właściwie tego nie wytłumaczyć. Trzeba obejrzeć.
Jednak... Sam ma wcześniej wspomnianego przyjaciela, który chce mu pomóc. Taaak, zabawny jest trochę jego przyjaciel. Trochę. Troszkę.

Chociaż większą część serialu zajmuje wątek dziewczyny i poszukiwaniu jej, to jednak "Atypowy" skupia się też na bohaterach drugoplanowych. Poznajemy dogłębnie rodzinę Sama. Widzimy, jak wpływa na nią to, że Sam ma autyzm. Rodzic nie musi pogodzić się z innością dziecka, tylko dla tego, że jest ich dzieckiem i się z tym ono urodziło. Rodzeństwo i rówieśnicy nie muszą, a nawet i nie powinni traktować inaczej, takiej osoby. Każdy członek rodziny zmierza się ze swoimi problemami, które dotyczą w jakieś części autyzmu Sama.
Może postać matki pod pewnym kątem jest przerysowana i może się nie podobać, ale.... Można w jakieś mierze ją zrozumieć. Przecież trzeba pamiętać, że to serial. On nie pokazuje, że w każdej rodzinie, gdzie jest dziecko autystyczne, ludzie, tak się zachowują. Nie ukrywajmy zresztą: przez to jest "więcej emocji". Widzowie chcą oglądać dalej, jak to się wszystko potoczy... Zresztą wątek związany z matką Sama daje jakąś nadzieję na to, że będzie drugi sezon.
Tak, bo to jest ten minus z serialami amerykańskimi. I w dodatku Netfliksa. Obejrzysz w kilka dni cały sezon, a na następny musisz czekać z jakiś rok. Może też się okazać, że nie będzie drugiego sezonu, więc zostajesz z pustką. Bo... Ile można oglądać to samo? Jeśli o mnie chodzi to rzadko oglądam kilka razy ten sam film, a serial tym bardziej. Mam wielką nadzieję, że jednak będzie następny sezon i będzie on posiadał więcej odcinków, chociaż nic na siłę. Nie chciałabym, czegoś na siłę i przerysowanego.



PS. Zapomniałam napisać, że jeszcze jest przedstawiony wątek terapeutki (?) Sama,