We wrześniu chciałam dodać zdjęcia z Warszawy... Chyba trzeba to przenieść na październik... Z moim lenistwem jest wszystko możliwe. Właśnie je widać po postach - około dwa tygodnie przerwy. A przecież obiecałam sobie, że będę pisać minimum cztery razy w miesiącu... Żeby było lepiej, niż w ciągu ostatnich dwóch lat....
Warszawskie zdjęcia muszą poczekać. Mam ważniejsze sprawy do rozważań, niż dodawanie postu, który, tak naprawdę mało wnosi do tego bloga. Ta szczera prawda... Czuję się, niczym bohater mojego opowiadania. Tak, mam już jakieś 3/4 pierwszego rozdziału.
Zaczął się wrzesień, zaczęła się szkoła (wow) i... zaczęły się dziwne problemy, które normalnie człowiekowi nie przychodzą do głowy. Problemy głupie i absurdalne dla każdego. Ale nie dla mnie. Może to głupie, ale w dzisiejszym poście chcę się zająć... Przymuszaniem takobym do... jedzenia i wyjść (ten problem dopiero będzie w najbliższej przyszłości - czyt. za tydzień).
Nie obchodzi nas, ile masz lat - jesteś równy pięciolatkowi.
Bądźmy szczerzy - czy osiemnastolatka interesuje to samo, co ośmiolatka? W większości przypadków nie. Hm, no lubię czasem oglądać bajki i lubię Harry'ego Pottera. xD To chyba jedyne podobieństwo. W każdym razie, wiecie o co chodzi. Starsze osoby mają inne potrzeby, mentalność. Kiedy jesteśmy starsi już nie bawi nas to samo, co kiedyś. A nawet jeśli... Hm, wstydzimy się tego. W pewnym wieku wykształcamy u siebie jakieś... poczucie piękna i rozrywki. Okej, są młodzi dorośli, którzy lubią się bawić. Czy dyskoteka (impreza) dla takich ludzi jest, taka sama, co dla dzieci? Nie. Nie trzeba chodzić na imprezy, żeby to wiedzieć. Skoro to, takie proste to, dlaczego niektórzy nie potrafią tego zrozumieć? Dlaczego do zwykłego apelu są dodawane elementy dziecinne i płytkie, które stanowią 3/4 uroczystości? Bo tak jest łatwiej? Przecież to takie zabawne. Można wrócić do dzieciństwa... Dla mnie żenujące. Nie mówię, że jestem dorosła i jestem kimś ważnym; ja chcę tylko być traktowana odpowiednio do wieku.
Najbardziej chyba boli to, że dorosły człowiek uważa, takie dziecinne wydarzenia za równoznaczne z prawdziwą sztuką. Jak można powiedzieć, że jeśli znaczna część starszych ludzi się zbuntuje i nie będzie na to chodzić to ta grupa nie będzie mogła jeździć do teatru, czy kina? Nie oszukujmy się: teatr to jest jakiś poziom. Zresztą... takie wyjazdy są dla chętnych.
Tak wiele osób rozumie tę sytuacje... A i tak zwycięża ta... nieliczna, ważniejsza część.
Czy się nie cofniemy przez traktowanie dorosłego jak dziecka?
Bo kolacja to najważniejszy posiłek.
Trochę przesadziłam. Teraz jest trochę lepiej, ale... Czy dorosłym ludziom trzeba tłumaczyć, że się płaci za posiłki? Czy my nie mamy świadomości? Jasne, wiem, że jedzenie kosztuje. Ale ja po prostu mam prawo nie chcieć iść na posiłek, nie zjeść kolacji, kupić sobie, co innego do jedzenia. I świat się nie zawali. Bo np. po co iść na stołówkę, skoro wiesz, co jest do jedzenia i wiesz, że tego nie lubisz? Bo herbaty się napiję? To mogę zrobić u siebie.
A obiadek? Eeee, nie jestem małym dzieckiem. Wiem od której godziny są wydawane obiady. Kogo obchodzi to, czy zjadłam, tak naprawdę? A jeśli nie to co? Nie można mieć wyboru?
Zupka chińska i dostawy to Zło. (Diabeł od razu)
Eeee, mam wybór. Każdy ma świadomość, co zawierają, takie rzeczy. Czasem przeraża, ile taka zupka chińska ma kalorii. Zresztą czasem, ma się ochotę bez powodu zjeść, takie rzeczy. I najczęściej w domu jest to łagodnie traktowane. Jasne, te rzeczy odkładają się w postaci tłuszczu. To też każdy wie. Ale czasem nie da się inaczej, trza zjeść cokolwiek. I najlepiej, żebyś się pytał, czy możesz zjeść, taką zupkę lub zamówić kebaba. Bo nie wiem, co. No najwyżej będziesz gruby. Ale to tej osoby problem. Tak, to tej osoby problem. Czy w przyszłości ktokolwiek będzie dzwonił do rodziców, czy może zjeść zupkę? Nie, będzie jadł, co chce. Co chce i kiedy chce. Lub nie jadł.
Wegetarianizm? Co to za kaprys!
Znacie lekarza, który potwierdzi to, że musicie mieć dietę wege, bo taką macie ideologię? Bo ja nie. A taki niektórym potrzebny. Bo przecież można nie jeść większości posiłków i odkładać mięso... Albo nie! Najlepiej to się nagle nawróć i zacząć jeść, bo będzie się głodować. Bo nikogo nie interesują twoje poglądy. Przecież... Jest tylu prawdziwych i zaciętych wegetarianów... Są osoby, które nie jedzą mięsa od małego... Nagle mają się przestawić? Z jakich względów? Bo dla kogoś to ułatwienie w życiu? Eh, życie nie jest łatwe i nie będzie nigdy. Zależy, kto w co wierzy, był moment pięknego życia. Ja nie mówię, może nie trzeba tego szanować w kuchni. Ale no sorry. Kiedyś można było to robić. Okej, skoro się nie chce robić osobnych posiłków to... Chociaż do śniadania, czy kolacji, nie można podawać czegoś bezmięsnego obok szynki?
Może wyszło, że ja się żalę i jestem desperatem. Pewnie nie rozumiem świata i to te wszystkie osoby mają rację. Może hejtuję tutaj? Uważam, że podałam sensowną argumentację. Więc nie można powiedzieć o hejcie. I tak... Gdybym mogła tylko, napisałabym więcej. But I cannot.



