Taki nacisk kładzie się na zdanie matury, że często przy okazji zapomina się o człowieku. Bo matura jest, taaaka ważna. Trza do niej podejść. Trza ją zdać. Kto by tam się zastanawiał nad inną opcją?
A kiedy pójdziesz do liceum to już prosto się zaczyna. Z górki. Zewsząd mowa o maturze. Trzeba już myśleć o przyszłości! Ucz się, ucz, bo nie zdasz. Świat eksploduje i zgaśnie światło. Najlepiej, żebyś przychodząc do pierwszej klasy wiedział na, jaki kierunek chcesz zdawać i miał pełne ambicji plany na następne trzy lata.
Ambicja ambicją, ale bez przesady. Jak można straszyć od samego początku ludzi jakimś egzaminem? Chciałam napisać, który nie ma znaczenia, ale... Jednak jakieś ma. Zależy od planów. Jakichkolwiek. Rozumiem, że to ma być jakaś motywacja, ale chyba mało osób, takie coś motywuje. Wręcz odwrotnie. W końcu, Oh my God! To Ten Egzamin Maturalny! Na pewno będzie bardzo trudny, skoro, tak wszyscy mówią o nim. Co ja zrobię, jak go nie zdam? Hm, jest wiele opcji. Tak samo jak dla ludzi, którzy po prostu nie chcieli pisać matury i poszli np. do zawodówki. Czy, takie osoby są gorsze, bo nie mają matury? Nie. Nawet może wręcz przeciwnie. Przynajmniej mają konkretne zajęcie, fach. Mają większe szanse pracowania w zawodzie, niż nie jeden magister. Nie, nigdy nie myślałam nad zawodówką. Nie ma tam zawodów, które by mnie interesowały. Ale przynajmniej nie słuchałabym tyle o maturach.
Jestem po dwóch... Trzech próbnych maturach: polski, angielski, matematyka. Hm, spodziewam się, że najlepiej poszedł mi angielski. Z pierwszej części (czytanie ze zrozumieniem) z polskiego miałam 15/20 pkt. Chyba nie jest, aż tak źle.
Jasne, matura nie jest prosta. Przeraziły mnie te arkusze, zwłaszcza matematyczny (jestem na etapie: nie zdam matmy), ale... Czy ja wiem? Żeby robić z tego nie wiem, co? Niektórzy serio robią z tych kilku arkuszy coś boskiego. Po prostu trzeba podejść do tego jak do sprawdzianu. Troszkę trudniejszego, bo ze wszystkich lat nauki. Hehehe, zawsze można strzelać. Chociaż w polskim to raczej słabo ze strzelaniem.
Można powiedzieć, że jest dopiero październik. A ja nie pisałam matury, więc nie mam, co o tym pisać. Hm, ale czy po części nie mam racji? Nie piszę, że matura jest bezużyteczna i głupia, ale podkreślam, że to nie jest coś najważniejszego. Pewnie będę się stresować w maju - nie wątpię, ale pewnie zawsze u każdego jest jakiś stres. Zresztą... Jeśli chodzi o ustne to będę się bardziej stresować tym, że będę musiała z kimś obcym rozmawiać i to jeszcze jednego dnia po angielsku... Niż samą myślą, że to matury. Nie lubię gadać z obcymi.
Spróbuję przyjąć postawę - zdam to zdam, jeśli nie to nie.
Okej, chciałoby się dostać na ten wymarzony kierunek (chociaż osoba z tego kraju odradziła mi studiowanie akurat tego języka), jednak... Mam zarys planu, co chcę robić, jeśli nie zdam. Złożę papiery do szkoły policealnej na florystykę. Trochę dziwny pomysł... Nigdy bym nie pomyślała, że mając 17-18 lat będę chciała iść na taki kierunek i zajmować się kwiatami. Ale zawsze to jakiś plan.
Wracając do straszenia maturą...
Znam kilka osób, które nie zdały matury i nie są przez to gorsze i głupsze. Nikt by nawet nie pomyślał, że one nie zdały matury, więc no.... Chyba jednak trzeba zacząć odpuszczać temu naciskowi na matury i dać żyć licealistom. Nikt nie zamieszka pod mostem nagle, tylko dlatego, że nie zdał matury.

