czwartek, 31 grudnia 2015

Dwa tysiące piętnasty obieg dookoła Słońca w naszej erze

Nie składałam Wam życzeń na święta, bo wydawało mi się to bezsensu, skoro za tydzień (już tydzień od wigilii?!) będzie Sylwester... Ta, Sylwester... Jak go spędzacie? Bo ja oczywiście w domu. Z rodzicami. Niektórym może się podobać spędzenie Sylwka z rodziną, ale mi się to podoba już średnio. Wolałabym spędzić go z kimś mniej więcej w moim wieku. Jednak prawda jest taka, że to chyba nie nastąpi w najbliższych latach ze względu na parę powodów. Główny to taki, że moja klasa jest rozłożona po całej Polsce, więc nijak to się ma do spędzenia razem czasu. Zwłaszcza na kilka dni. Już wolałabym spędzić sama Sylwestra... Dziwnie brzmi, ale mnie nie jara ta zabawa, tańce, bo kurcze co świętować? Następny rok minął. Następny rok w którym nic nie zrobiłeś, bo znów cię dopadło lenistwo. A nawet jeśli coś zrobiłeś to bez przesady... Dobra, każdy rok jest wyjątkowy, czasem warto sobie wspominać, co się zrobiło, co wydarzyło się interesującego, zabawnego, co się udało. Ja nie jestem osobą optymistyczną, nie oczekuję nie wiadomo czego po następnym roku. Tak samo przyrzeczenia noworoczne są jak na mnie bzdurą, bo wiem, że i tak większość rzeczy nie spełnię. Mam może zapał na początku, ale później... No, tak do końca to moja wina nie jest, bo czynniki z zewnątrz też oddziaływują. Podajmy taki głupi przykład nauki: co z tego, że bym chciała, skoro w klasie nie mam żadnej motywacji. Polubiłam tych ludzi i jest mi poniekąd głupio, że w większości przedmiotów jestem ponad nimi. Nie to, że się zniżam do ich poziomu, ale... No wiecie, jak jesteście jedyną osobą w klasie, która, no... Hm, nie wiem jak to wyrazić. To później ci się zwyczajnie nie chce, bo po co masz się starać. Do tego w szkole nie ma stypendiów z uwagi, że jest mało uczniów wybitnych. Ale chcę się ogarnąć z nauką, żeby mieć ten pasek, zaliczyć przedmioty, które będę mieć tylko rok z miarę dobrymi ocenami. Nie będę robić szału, bo niektórych przedmiotów nie lubię i koniec, na przykład takie podstawy przedsiębiorczości... No komu one potrzebne, skoro i tak skończę pewnie jako bezrobotna, albo jak to sobie niektórzy marzą jako profesor na uniwersytecie. Ale nie ważne. Jeśli chodzi o łacinę, która się przewija chyba od samego początku na tym blogu... Obiecuję sobie, co roku... I nic. Myślałam, że może się uda od tego roku szkolnego, ale wychodzi na to, że nic z tego nie będzie. Więc bye, bye maturo z łaciny. Rok temu obiecywałam sobie, że odezwę się się do kogoś na Zlocie, że się na nim ogarnę. Hm, co prawda niezbyt wyszło, ale... Odważyłam się podejść do wielu ludzi, którzy podpisali mi się na pamiątkowym identyfikatorze. Nawet odważyłam się zrobić zdjęcia z organizatorkami i w końcu zrozumiałam, że dziewczyny "nie są straszne" i są spoko. W ogóle dotarło do mnie, dzięki klasie, że wiek jest bez znaczenia, jeśli lubisz kogoś. Ważny jest charakter i uosobienie, a nie to, że twój kolega ma 19 lat, koleżanka 18, a ty załóżmy 16. Wracając to sprawy Zlotu - chciałabym, żeby w następnym roku było jeszcze lepiej. Bardzo bym chciała, bo te Zloty podobają mi się coraz bardziej. I chociaż nadal boję się poniekąd, że trafię na grupę, gdzie nie będę nikogo znała i w ogóle na dzień (konkretne informację na temat IV Zlotu NŁ można znaleźć tutaj: http://zlotnocnychlowcow.blogspot.com/ ), to jakąś nadzieję mam. Co tam jeszcze... Ta, chyba chcąc nie chcąc jakieś postanowienia (w końcu przypomniało mi się to słowo) składam sobie... ;)
W ogóle, co wydarzyło się w 2015? Można powiedzieć, że to jeden z ważniejszych roków w moim życiu, bo skończyłam jedną szkołę, a zaczęłam drugą. Pisałam egzaminy gimnazjalne w których szału nie ma. No, może jedynie z angielskiego i historii jestem zadowolona. Co do nowej szkoły... Hm, jestem zawiedziona odnośnie poziomu nauczania, ale cóż... Po prostu trzeba wybrać te przedmioty na maturze, które są w miarę dobrze nauczane, o co trochę będzie trudno. Na pewno będzie angielski. Jeśli chodzi o klasę to zdaję mi się, że trafiłam na najlepszą klasę jaką miałam. Nikogo nie obrażając z byłych. Mam nadzieję, że tak pozostanie do końca szkoły. W wakacje odwiedziłam Malbork, który chciałam zwiedzić już dawno. Niestety pogoda była za bardzo słoneczna, jak na robienie zdjęć, dlatego chcę kiedyś znów odwiedzić zamek w Malborku. Byłam też oczywiście na III Ogólnopolskim Zlocie Nocnych Łowców, ale post o tym napisałam już wcześniej. W wakacje nawiązałam współpracę z wydawnictwem HarperCollins Polska i choć niektórzy w to nie wierzyli, że się uda to się udało. Pisałam, pisałam do różnych wydawnictw i się udało. Mam nadzieję, że będzie ta współpraca trwać długi czas. Choć czasem jest trudno to naprawdę przynosi jakąś satysfakcję. Wszystkie recenzję książek można przeczytać na drugim blogu, poświęconym tylko książkom. Link znajduje się w zakładce: Books are the window to the world. Jeśli chodzi o książki to przekonałam się chyba do kryminałów i thirllerów. Przeczytałam nawet jedną książkę historyczną (sama z siebie). Książki, które polecam (przeczytane w tym roku):
"Dawca" - Lois Lowry
"Zajmę się tobą" - Mary Kubica (trzeba przebrnąć przez trochę stron, ale książka jest tego warta)
"Sisi. Cesarzowa mimo woli" - Allison Pataki
"Zbuntowani" - C.J. Daugherty
trylogia "Władca Pierścieni" - J.R.R. Tolkien
"Miasto Niebiańskiego Ognia" - Cassandra Clare (ostatnia część "Darów Anioła")
"Oskar i pani Róża" - Eric Emmanuel Schmitt
Linki do recenzji znajdują się w tytułach.
Uwielbiam oglądać filmy i cieszę się, że pod koniec roku udało mi się obejrzeć interesujące filmy, a nawet jeśli nie były interesujące to po prostu chciałam je obejrzeć. Niektóre filmy chciałabym zrecenzować, ale jeszcze nie wiem, jakie, bo trochę się ich nazbierało od ostatniej recenzji...  Dlatego postanowiłam utworzyć ankietę w której możecie przez kilka tygodni głosować, które filmy mam zrecenzować. Konkretnie czas do drugiego tygodnia ferii zimowych. Pewne jest tylko, że pojawi się recenzja filmu "Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy" ze względu na to, że to była moja pierwsza przygoda z GW, a pewna blogerka jakoś tak mnie zachęciła, że postanowiłam obejrzeć wszystkie części tej sagi. Wczoraj obejrzałam czwarty epizod, czyli pierwszy w produkcji film z sagi: "Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja".
Jeżeli zaś chodzi o muzykę... Odkryłam dwóch piosenkarzy i jeden zespół. Dobra, nie tak do końca odkryłam jeden zespół i jednego piosenkarza, bo już słyszałam ich piosenki i poniekąd znałam, ale to były jedna - dwie piosenki. Teraz jest większy szał, przynajmniej na piosenkarzy... Pierwszy z nich to Hozier, który może się czuć zaszczycony, bo kupiłam jego płytę, a to się nie zdarza często, nawet płyty Eda Sheerana nie mam, więc... xD Piosenki tego wokalisty i songwritera nie są jakoś cudowne, nie pisze o problemach życiowych, czy coś. Tak naprawdę główny temat piosenek jest jak na moje oko płytki, ale dla niego ważny, więc nie będę się kłócić. Po prostu dla mnie pisanie o takim temacie to... Dobra, koniec. Nie ważne jaki temat, ale chodzi o to, że inni piosenkarze też mają podobny w swoich tekstach, ale on nie ma wulgarnych tekstów, można powiedzieć, że są w pewnym sensie metaforyczne, co nadaje im jakiegoś sensu. Nie mają prostego tekstu, przez co nie ląduje na tych niskich półkach. Głos wokalisty... Powiem od razu, że nie lubię wysokich, piszczących, dziecięcych głosów u piosenkarzy (dlatego nie słucham Ariany Grande; a propos Hozier ma cover jej piosenki i po raz pierwszy cover jest o wiele lepszy od oryginału), a on ma no, dojrzały głos i taki pasujący do piosenek. Muzyka nie zalicza się do popu, czyli nie ma beznadziejnego łupania, technologi, miksu głosów i innych niepotrzebnych dodatków, które tylko zacierają piękną muzykę. Czasem wystarczy tylko gitara...

Drugim piosenkarzem Was zaskoczę, bo niezbyt się trzyma tego, co wyżej napisałam, jeśli chodzi o sposób śpiewania. Jest to Sam Smith. Tak naprawdę to piosenkarza znałam już wcześniej z piosenki "La la la", ale to było takie ot ciekawa piosenka. Później było "Stay with me", ale to nadal było nic. Powiedzmy, że przełomowym utworem była piosenka do "Spectre" - "Writing on the Wall". Nie wiem sama, dlaczego spodobały mi się piosenki tego wokalisty, bo... No, właśnie ma specyficzny sposób śpiewania, ale spodobał mi się ten sposób. Brzmi to nawet ciekawie, wychodzi tak, bo ma, a nie, bo wyszło. Teksty też ma nawet okej.

Zespół... Zacznie się zaraz, że ten zespół nie pasuje do tamtych dwóch i to grzech dla kogoś kto słucha tego zespołu, słuchać takich ludzi. Cóż, nie będę się znowu rozpisywać na temat mojego gustu, bo i tak go nie zrozumiecie. Nie ogranicza mnie jeden gatunek. Nie słucham tylko country i reagge. W każdym razie zaczęłam słuchać Linkin Park, bo... Niektóre ich piosenki są dość sensowne (nie wiem jak inne, bo się tym nie interesowałam), a głos wokalisty powala. Nie wiem, co więcej pisać!

I pod koniec roku również wielki powrót Eminema do listy słuchanych piosenek. Nie przepadam za rapem, ale ten facet ma coś w tych piosenkach. Trafiłam na dwie, które stały się moimi ulubionymi. Jedna nawet... Hm, rap/hip hop (kurcze, nigdy nie nauczę się tego rozróżniać!) potrafi doprowadzić do łez. Możecie się śmiać, cóż, trudno. Te dwie piosenki o których wyżej mowa to "Mockingbird" i "When I'm Gone".


Na co czekam w 2016? Na trzy rzeczy.
1. IV Ogólnopolski Zlot Nocnych Łowców 
2. Następna seria o Nocnych Łowcach, która ma wyjść w Polsce w marcu, czyli trylogia "The Dark
Artifices". Pierwsza część "Lady Midnight" lub jak to woli "Pani Noc" (mniejsza z tym, że wg. fanów powinna być Północ) ma wyjść właśnie na początku marca, czyli już niedługo. Z tego, co zrozumiałam seria tym razem będzie dotyczyć faerie. Znaczy to nie tak, że nie będzie chodzić o Nocnych Łowców, ale no... Ci, co nie czytali np. "Diabelskich Maszyn" tego nie zrozumieją. Ogólnie nie mogę się doczekać, aż dowiem się czegoś więcej na temat Marka Blackthorna oraz Tiberiusa Blackthorna. Mam tylko nadzieję, że autorka nie zapląta się w bohaterach i rozwinie wątek każdej postaci. Wiem, że o Marku na pewno będzie sporo. Podejrzewam, że Ty (skrót od Tiberiusa) też powinien coś wnieść, bo jest zagadkową postacią (cała rodzina Blackthornów wraz z Emmą Carstairs, główną bohaterką, wystąpili w "Mieście Niebiańskiego Ognia").
3. "Fantastycznie zwierzęta i jak je odnaleźć" - następny film twórców "Harry'ego Pottera". Nie wiem nic konkretnie o nim, ponieważ to nie jest adaptacja książki o tym samym tytule, a... Losy autora tej książki, czy jakoś tak. W każdym razie  w głównego bohatera wciela się Eddie Redmayne, więc spodziewam się, że to nie powinien być byle jaki film. Na początku powątpiewałam w ten film, bo uważam po części, że stworzyli go HP przyniósł zysk i fanów, i teraz bardzo trudno znaleźć filmy, które go zastąpią. Zobaczymy...

Jakie mam plany na Sylwestra? Cóż... Zamierzam obejrzeć trzy filmy, ale zobaczymy jak wyjdzie. Na początku chciałam dokończyć starą trylogię GW, ale potem pomyślałam, że lepiej obejrzeć trzy oddzielne filmy:
"Papierowe miasta" - chcę się przekonać, czy rzeczywiście nie ma wielkiego sensu w tej historii
"Gra tajemnic" - od wakacji bodajże, przymierzam się do obejrzenia tego filmu
"Ex machina" - bo tam gra... Człowiek o skomplikowanym (dla mnie) imieniu... Domhnall Gleeson. A tak konkretnie aktor, który grał Billa Weasley'a w "Harrym Potterze". Grał również w siódmej części GW, ale dowiedziałam się o tym dopiero, jak z ciekawości zobaczyłam sobie obsadę GW, bo postać generała Hux'a miała jakiś niecodzienny akcent angielski. Oglądam ten film z ciekawości, bo podobno może być w któreś kategorii nominowany do Oscara.

Przechodząc do życzeń:

Życzę Wam wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń, wytrwałości na następny rok, szczęścia, (poniekąd) optymizmu i aby w następnym roku przydarzyło Wam się jeszcze więcej lepszych rzeczy. 

Niestety składanie życzeń nie jest moją najlepszą stroną.

W nadchodzącym 2016 zamierzam uczestniczyć w dwóch wyzwaniach: przeczytam tyle, ile mam wzrostu i książkowym wyzwaniu, które sama stworzyłam na podstawie pytań z 2015. Zakładam nową zakładkę, gdzie będziecie mogli sprawdzać moje postępy. ;)

wtorek, 29 grudnia 2015

Jak ja kiedyś pisałam?

Wczoraj w nocy, a konkretnie dzisiaj, ale to bez znaczenia, wpadł mi do głowy pomysł na ten post. Kilka miesięcy temu szukałam w odmętach folderów z opowiadaniami tego jednego, który zawierał historię Valtomira. Nie wiem, czy ktokolwiek pamięta to opowiadanie oprócz Tutti, która kojarzy tą historię z VJ. W każdym razie, dlaczego szukałam akurat tego opowiadania skoro mam ich nawet sporo? No właśnie... To było pierwsze lub drugie długie opowiadanie: z wątkami, bohaterami i tym podobnymi rzeczami. Jaka ja byłam wtedy dumna z tego. Gdzie ja tego nie dałam. Boże, a jak się denerwowałam jak na pewnej stronie prawie wszyscy skrytykowali pierwszą część. Teraz, kiedy powróciłam do tego po latach... Jak najbardziej te osoby rozumiem, za to nie mogę zrozumieć tych, którym się to podobało. Nie wiem, czy pisali te komentarze, bo byłam dzieckiem i z uprzejmości, czy przez to, że niektórzy również byli dzieciakami i mieli takie same spostrzeżenie świata jak ja.
Ogólnie nie wiem z czego ja byłam dumna. Początek był beznadziejny, a zakończeniu już nie mówiąc. Zakończenie ogólnie wymuszone z paru powodów:
a) ciążyło mi już to opowiadanie
b) nie można już było wysyłać opowiadań na VJ
c) (które się łączy z b ) kilka osób chciało dokończyć czytanie tego, a że nie chciało mi się wysilać to szybko to zakończyłam
Taaaa, zakończenie cudowne. Główny bohater zrzucił się z klifu, bo jego ojciec narzucał mu wybór dziewczyny. Znaczy on nie chciał być z dziewczyną, ale jego ojciec był królem, więc musiał przedłużyć dynastię... Dziwne takie.
W ogóle... Zdania były gorzej zbudowane niż teraz na tym blogu. Czasem zero logiki. Przymiotniki płytkie wraz z emocjami. Valtomir się tak użalał, że to było gorsze od niejednej bohaterki romansów, więc może to i dobrze, że zginął. Cóż... Ale przecież byłam dumna, bo myślałam, że wymyśliłam imię na potrzeby opowiadania... No, i tu po kilku latach zmyłka, bo istnieje takowe imię i ma je jakiś piłkarz, czy muzyk, nie pamiętam konkretnie, w każdym razie Google tak powiedziało, nawet zdjęcia wyskoczyły, so I'm funny. Co tam jeszcze? Jeśli już mowa o nazwach, to nazwa miejsca w którym się to działo była zniewalająca: Kingvampire. Po prostu jak z jakiś tanich fanfiction, czy tam innych takich. Bardzo pomysłowa byłam nie ma co... Imiona głównie inspirowane bajkami, ale też Harrym Potterem. A nie, nawet innymi jeszcze książkami. Widać przy okazji, co było w tym czasie moją lekturą. Hehehehehe.
Ale przed tym opowiadaniem był jeszcze Olivier Saturn Black. Opowiadanie jeszcze bardziej chyba dziecinne, ale pod względem pomysłowości, bo pod względem składniowym chyba jednak lepsze. Jak ja mogłam pokazać polonistce w gimnazjum... Jakaś tragedia.
Trzecie dłuższe opowiadanie pisałam na początku z koleżanką. Ale rzadko się nawet spotykałyśmy, a jej pomysły według mnie były niezbyt fajne, dlatego postanowiłam sama je pisać. Momentami niektóre sceny do innych scen są chyba paradoksalne, ale nie jestem do końca pewna. To opowiadanie jest już znane szerszemu gronu odbiorców ze względu na to, że pojawiło się ono na dwóch blogach, które były poświęcone pisaniu, znaczy kilku blogerów pisało razem wspólne opowiadanie. Pomysł w każdym razie nie wypalił i blogi latają w otchłani internetu. Tam możecie znaleźć pierwszą część Wolfa. Jak oczywiście sama nazwa wskazuje fabuła dotyczyła wilkołaków. Konkretnie rodziny wilkołaków. Nie, nie pachniało Zmierzchem, ale też był dziwny szkolny kolega, w każdym razie długo trwało za nim dziewczyna dowiedziała się o wilkołakach. A nie przepraszam, to opowiadanie jest niedokończone teraz patrzę i nadal główna bohaterka nic nie wie o wilkołakach. Jeśli tak pozmieniać niektóre zdania i trochę sens to może by coś z tego wyszło...
Ostatnie chronologicznie i zarazem najdłuższe opowiadanie to oczywiście DiA. Opowiadanie dokończone. Póki, co najlepsze. Leży sobie i czeka na sporo tuszu w drukarce i papieru. Znaczy na zapał do korekty. Trudno zmieniać opowiadania na komputerze, dlatego chciałam je całe wydrukować i zaznaczać długopisami, zakreślaczami, co trzeba zmienić, i na końcu przełożyć to do komputera. Na komputerze to byłoby takie skakanie z jednej strony na drugą... Nie lubię czytać książek na laptopie, a co dopiero jeszcze zmieniać niezgodności. Ale tak myślałam, żeby zacząć od nakreślenia bohaterów, jacy mają być, jak mają wyglądać. Taki opis. Bo czasami chcąc nie chcąc można zapomnieć, że bohater jest blondynem pofarbowanym na szatyna, więc jeśli jego ojciec ma być podobny musi być blondynem, a kobieta, która ledwo, co poznała chłopaka nie domyśla się od razu, że jego naturalny kolor to blond. To przykład nieszczęsnej niezgodności. Znalazłoby się ich jeszcze, ale jak na razie jest jak jest. Może po prostu będę drukować po kilka stron tygodniowo i w końcu się wydrukuje te... osiemdziesiąt sześć stron według jednego worda, a według innego sto dziesięć.
Ogólnie doszłam do wniosku, że nie ma, co się spieszyć z wydawaniem książek (ogólnie mówię) przez młodych pisarzy, bo styl pisania się zmienia, a wraz z nim mentalność pisarza. Coś, co uważaliśmy za świetne wczoraj, dziś uważamy za coś beznadziejnego. Uważam, że właśnie jeśli chodzi o młodych pisarzy (często blogerów) to nie powinni się ponieść porywowi i ścigać wydawnictwa. Bo  kto wie, czy kiedyś nie będziesz się tego wstydził w przyszłości jak pewien pisarz jednej ze swoich książek (tak przynajmniej czytałam; nie ważne o jakiego pisarza chodzi)? A to chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Jeśli chodzi o styl... Czy nie warto zaczekać te kilka lat i odgrzebać znowu historię i ją napisać od nowa lub po prostu ją poprawić? Bo później będzie "mogłem napisać lepiej".
Na koniec postanowiłam zamieścić początki wszystkich wyżej wymienionych historii. Pośmiejcie się. Chętnie przeczytam Wasze komentarze.

1. Fragment pierwszy

Układ Słoneczny.
Taki sam jak nasz. Jednak zupełnie inny. Istnieje tam magia. I stwory o których książki czytamy. Tam znajduje się jedyna planeta, która nie istnieje u nas. To Kingvampire. Władcy tej planety władają całym układem. Do roku 115 rządzili nią ludzie. Później zaczęły rządzić wampiry. Był to ród White'ów. W tamtym wieku był to jedyny ród wampirów który żył prawie tak jak ludzie. To oni ustanowili podział planety na trzy "poziomy". Było to Piekło, Ziemia i Niebo. W Piekle mieszkały demony, wampiry, wilkołaki i kościotrupy. I inne "złe" istoty. Na Ziemii elfy i ludzie magiczni. W Niebie anioły. Tak to wszystko w harmonii działało.
Lecz pewnego dnia córka króla kogoś poznała... Był to chłopiec w jej wieku. Miał na imię John. Był czarnoksiężnikiem. Jego rodzina od zawsze chciała posiąść tron. Na nieszczęście White'ów zakochali się w sobie. John miał rywala, który też chciał posiąść serce królewny. Był nim jego brat – Saba. O dwa lata młodszy. Lecz w przeciwieństwie do Johna, Sabie nie zależało na tronie. Mijały lata. Lily (bo tak się nazywała królewna) w końcu podjęła decyzje z kim spędzi życie. Wybrała tego starszego. Nie minął rok, a już byli po ślubie. Zgodnie z tradycją pierwszemu dziecku które wyjdzie za mąż oddaje się tron. I tak Lily i jej mąż zostali parą królewską. A, że Johnatan był mężczyzną, to on został koronowany na króla.

Listopad. Deszcz bębni o szyby. Wiatr urywa gałęzie drzew. A tu spośród odgłosów za okna słychać niemowlęcy krzyk. Za chwilę drugi. Oto narodzili się następcy tronu. Bliźniacy. Jeden chudy, wątły. czarnooki. Drugi zdrowy, ładny, brązowooki.
Od tych narodzin zaczęły się problemy między wampirką, a czarnoksiężnikiem. Pokłócili się. John zabronił swej żonie zajmować się chudym chłopcem. Ona go posłuchała.
Mija kilka dni. Dzieci mają swoje imiona. Chłopiec o brązowych oczach – Cedrik. A ten drugi – Valtomir. Valtomir płacze całe dnie i wieczory. Nie ma kto się nim zająć. Cedrikiem owszem, Lily i John wychodzą z nim na spacer lub bawią się razem z nim. Dziewczyna w duchu martwi się o swego drugiego syna. Ale nie daje po sobie poznać. Dzwoni do swojej siostry. Która jest jej siostrą bliźniaczą. Aby zajęła się chłopcem. Bo Lily wie, że on jest chory. Nie wie na co, ale jest. Czuje to, matczyna intuicja jej podpowiada. Wie tylko to, że ma tą chorobę od urodzenia. Ma też nadzieje, że to nic poważnego. Bo to wielka czarna dziura, ta choroba. Nawet nie wie ona czym się przejawia.

Cztery lata mijają. Dzieci rosną. Nie widać po chłopcach, że są bliźniakami. Różnią się wszystkim. Od wyglądu, po charakter. Cedrik jest cichy, grzeczny, słucha się starszych. Jego brat odwrotnie. Krzyczy, bije. John go nie cierpi. Koronę chcę oddać Cedrikowi. Valtomir jest grzeczny, tylko on tego nie widzi. Tak opowiadała Sofii. Siostra Lily. Rysował nawet dla niego rysunek całej rodziny. Bardzo piękny. Ale Johnatan udawał, że jest brzydki.
Wkrótce Sofii wyjeżdża. Chłopcem się będzie opiekować niania.

 2. Fragment (ogólnie przypomina to ff o HP)
  1 listopada- miał wtedy rok, było zimno, padał deszcz, wiał wiatr. To był już wieczór, nagle ktoś zapukał w drzwi sierocińca, jedna z opiekunek otworzyła drzwi, a pod drzwiami znalazła bladego chłopca zawiniętego w kocyk. Koło była tylko karteczka jak się nazywa. Opiekunka wzięła go i zaniosła do środka. Mijały lata nikt po niego się nie zgłosił, inne dzieciaki omijają go z daleka gdyż jest inny od nich i jak to tutejsze dziewczyny mówią on nie przypomina Japończyka. Wcale go to nie obchodzi, że nie ma przyjaciela i chodzi po podwórku całkiem sam. Tak jest od 12 lat i w niczym mu to nie przeszkadza. To ja.

Nazywam się Olivier Black. Mam 13 lat. Mieszkam w sierocińcu.
Jestem wysoki i szczupły. Moje białe włosy sięgają mi do ramion, a oczy są ubarwione na błękitno. Wyglądam trochę jak elf z moimi spiczastymi uszami. Moja skóra jest bardzo biała. Uwielbiam zwierzęta, nawet rozumiem ich język! Nie lubię miejsca w którym mieszkam nie chodzi o sierociniec ale i o miasto. Tokio jest szare i metalowe, zanieczyszczone, i takie fabryczne .Sierociniec też nie jest superowy: to jest po prostu brązowy budynek na szarym trawniku otoczony niskim drutem kolczastym. Panie nie są zbyt miłe, traktują dzieciaki jak natręty. Wracając, to mój pamiętnik. 

3. Fragment


Jestem Aleksandra, mam szesnaście lat. Moja przeszłość była bardzo smutna; tata wyjechał do Australii, a mama zginęła w wypadku kiedy miałam cztery latka.

Wychowuje mnie dziadek. Moje koleżanki mnie odrzucają, ponieważ mój kolor włosów jest rudy i bardzo dobrze się uczę. Uważają mnie za kujonkę  i myślą, że nie umiem się dobrze bawić jak inni. Prawda jest taka, że dziadek dostaje małą emeryturę, a ja, że dobrze się uczę dostaje stypendium. Dlatego możemy jakoś funkcjonować.



Niedawno do mojej szkoły przyszedł nowy uczeń. Ma na imię Michajl. Dziwne imię. Jakby nie mógł nazywać się Michał. A może on przybył z innej planety? Tak wtedy na początku myślałam. Nie tylko imię jego było dziwne. Cały dziwny był. Ubierał się na czarno, często nawet nie stosownie do pory roku. Włosy też były czarne. Długie sięgające do kolan. Wyglądały jakby cały czas były mokre. Tylko oczy szare i takie smutne. Nie czuł się dobrze w mojej klasie. Głównie dzięki Adamowi i jego bandzie.

Dwa dni po przyjściu nowego przesadzili – napadli go na korytarzu. Nienormalni! Michajl szedł sobie spokojnie. Nikomu jak zwykle nie wchodził w drogę. Stanął przy szafce. Otwiera ją najzwyklej  na świecie. Ja stoję tuż koło niego gdyż mamy koło siebie szafki. Nagle, Adam podbiega do chłopaka. Popycha mnie, a ja upadam na podłogę. Banda zamyka nowemu drzwi szafki przed nosem. Zaczynają mu grozić:

- Słuchaj młody bardzo dokładnie bo nie będę powtarzał. Masz się wynieść z tej szkoły. Jasne? A jak nie to nie przyłaź najlepiej do szkoły dla własnego dobra.

- Dlaczego? Co ty chcesz mi zrobić? – odezwał się cicho Michajl

4. Fragment 


Myślałem, że panuję nad sobą. Miałem płonną nadzieję, że moja choroba już się nie ujawni. Jednak się myliłem. Stało się to co stać się miało...

Był wieczór. Nie mogłem wytrzymać w jednym miejscu. Wszystko mnie denerwowało, każdy najcichszy szept przyprawiał mnie o przypraw szału. W końcu postanowiłem się przejść po mieście. Lubiłem chodzić mrocznymi uliczkami Warszawy, słuchać jeżdżących samochodów oraz patrzeć się na przechodzących ludzi. Nie przeszkadzało mi to, że miasto było przez nich oblegane, nigdy nie było w nim pusto. Dawniej myślałem nad przeprowadzką , ale po kilku latach zaniechałem wyjazdu.

Przechodziłem właśnie koło księgarni, kiedy ją zobaczyłem. Szła sobie spokojnie za rękę z matką nic nie podejrzewając co się stanie za kilka minut. Rozmawiały o Bożym Narodzeniu które miało się odbyć za miesiąc. Dziewczynka mówiła mamie co by chciała dostać pod choinkę. Jak każda mała dziewczyna marzyła o lalce. W pewnym momencie coś mnie napadło, jakieś uczucie pogardy do niej. Napełniony zostałem żądzą zemsty. 

Jeśli chodzi o trzeci fragment to może to wydawać się głupie, ale dalej jest ciekawie... 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Mój ślub z Gabem

Nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę te słowa na blogu, ale stało się... Po części głupio mi z tego powodu, ale cudów nie uczynię - nie wydłużę nagle czasu i chwili. Nawet pomysłów z powietrza nie wezmę. Minęły dwa miesiące i prawie trzeci. Do tego czasu nie było żadnego postu. Przeglądając niedawno swoje posty, zauważyłam, że tak naprawdę minął dłuższy czas od... normalnego postu. Później pojawiały się głównie tagi, które mają wzbogacić blogi, a nie zaśmiecać. Niestety taką funkcję w pewnym sensie one przyjęły na blogu. Nie jestem z tego zadowolona, bo na początku stworzyłam zakładkę do której wkładałam wszystkie tagi i nominacje, ale (ja głupia) zlikwidowałam ją, bo i tak nikt do niej nie zaglądał. Później to jakoś tak się potoczyło, że "o, fajny tag", "dostałam nominację, więc wypada ją zrobić". Przestałam zauważać, że nie ma tutaj żadnych konkretów. Chcę to zmienić, dlatego... Posty będą się pojawiały naprawdę rzadko. Głównie (niestety) z braku czasu, a jak już on jest to nie potrafię się skupić, sporo rzeczy mnie rozprasza. Lub po prostu uważam, że temat na bloga jest beznadziejny. Czasem to się sprawdza, bo wątpię, żebyście chcieli czytać moich wywodów na temat pewnego teledysku, który mnie zaintrygował (whatever knows why), a co musiały przeżyć dwie - trzy osoby na Facebooku. Zamierzałam też pisać o swojej pierwszej wizycie w filharmonii, ale po ułożeniu w głowie doszło do mnie, że to nie byłby za bardzo ciekawy post, bo o występach za wiele nie mogę powiedzieć, nawet zdjęć nie mam, bo oczywiście "co ja będę robić zdjęcia w filharmonii czekając na koncert; nie będę z siebie wieśniaka robić". Ale jak chcecie mogę napisać takiż post. Zastanawiałam się też nad drugim postem muzycznym, ale... to nie ma chyba sensu, bo ostatnio słucham tylko jednego wykonawcę...
No, a tak w ogóle to, żeby nie było tylko przeprosin to Was zadziwię, co zamieszczę w tym poście! Kto będzie taki mądry i zgadnie??? Tak! Oczywiście tagi! I to aż trzy! Ale spokojnie... I promise - to są ostatnie tagi w tym roku szkolnym! Tak więc jeszcze informacja na przyszłość: nie biorę udziału w tagach i tym podobnych rzeczach, a żeby nie było, że moje słowa lecą na wiatr to wstawiam takową informację w bocznej kolumnie. :)
Dwa pierwsze tagi pochodzą z bloga Tuttti (LINCZEK), a trzeci... O trzecim potem!

TEA BOOK TAG

CZARNA HERBATA, CZYLI TWÓJ ULUBIONY KLASYK
Ja to mam do siebie, że za klasykami nie przepadam. Głównie ze względu na to, że czytam je jako lektury, a lektury... Mają w sobie takie coś, że do nich musi być odpowiedni nauczyciel. W gimnazjum rzeczywiście miałam taką nauczycielkę, która odkrywała przed uczniami tajemnice książek napisanych przed kilkudziesięcioma laty i w tym czasie przeczytałam pewną książkę, która od razu mi się spodobała. Nie było łatwo ją czytać, ale przeczytałam, gdyż była ona potrzebna do wzięcia udziału w pierwszym etapie olimpiady z języka polskiego. Książka cudowna, jej bohaterowie, treść - "Katedra Marii Panny w Paryżu" Victora Hugo.

ZIELONA HERBATA, CZYLI KSIĄŻKA TAK NUDNA, ŻE PRZY JEJ CZYTANIU ZASYPIASZ
Wiele było takich książek, oj wiele. Głównie oczywiście lektury, ale żeby nie zanudzić to... Nie no, nie zasypiam przy książkach nudnych, ale zwyczajnie nie chcę mi się ich czytać, najgorsze jeszcze jak mają wiele stron jak "Obca" Diany Gabaldon, którą czytałam, ale na razie przerwałam na rzecz książek z wydawnictwa. Książka może nie to, że ma nudną treść, ale myślę, że na siłę rozbudowaną. Niektóre rzeczy są takie beznadziejne, że to po prostu kosmos. Chyba jestem coraz bardziej wymagającym czytelnikiem. W każdym razie to jest książka, która nie zbyt mi się chcę czytać, ale muszę... nie lubię książek nie dokończonych.



CZERWONA HERBATA PU-EHR, CZYLI KSIĄŻKA W KTÓREJ BOHATEROWIE CIĄGLE SIĘ PRZEMIESZCZAJĄ
A co ja powiem na to? Od razu kojarzy mi się seria "Ulysses Moore" Pierdomenica Baccalario! Co prawda dawno tej serii nie czytałam i większość rzeczy pozapominałam, ale to akurat pamiętam te drzwi i klucze. Kurcze, muszę w wakacje ponownie zacząć czytać tą serię. Nie wiem jak to zrobię, ale spróbuję. Ile to już lat minęło? Najmniej trzy.

HERBATA OOLONG, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓREJ POŚWIĘCA SIĘ ZBYT MAŁO UWAGI
Myślę, że to wbrew wszystkiemu "Złodziejka książek". Większość ludzi, którzy czytają, wiedzą mniej więcej o jaką książkę chodzi, ale ci, co są zieleni na tym punkcie nic bodajże nie wiedzą. Nawet jak był film, jakoś nie przyciągnął widzów tylu ilu powinien. W Polsce premiera przeszła bez echa. Dlaczego? Bo ludzie myślą "następny film o wojnie". Ta książka ma tyle wartości i nauki, że to aż szkoda jej nie przeczytać. Myślę, że tak jak miłośnik fantasy powinien przeczytać "Władcę Pierścieni", tak każdy powinien przeczytać "Złodziejkę książek".



BIAŁA HERBATA, CZYLI NIEZASŁUŻENIE POPULARNA
Będę okrutna, jeśli napiszę "Gwiazd naszych wina"? Przepraszam, ale tak jest. Albo inaczej: nie byłoby w tej popularności nic złego, gdyby ludzie czytający GNW spojrzeli głębiej w treść, a tak nie jest. Co za tym mamy? Nastolatki rozpaczające na filmie "taka piękny ten związek", "taki on idealny" i zakochane w aktorze, który grał Augustusa Watersa. Nie pamiętam jego imienia i nazwiska. Oczywiście od razu po filmie, każda zakupiła książkę (dobra, większość), aby ją przeczytać. I zaczęły się wszędzie zachwyty i w ogóle. Ja sama nie chciałam czytać tej książki, ale w końcu się przekonałam i... Dziwnie się trochę czułam, bo opinie ludzi były odmienne od moich odczuć. Nie piszę, że to źle, że GNW jest popularne, ale uważam, że są lepsze książki 100% lepsze, a leżą gdzieś w kącie zapomniane.

HERBATA YERBA MATE, CZYLI KSIĄŻKA, PRZY KTÓREJ TRZEBA PRZEBRNĄĆ PRZEZ PIERWSZE ROZDZIAŁY, ABY AKCJA SIĘ ROZWINĘŁA
Można powiedzieć, że "Miasto Kości" ma coś w sobie takiego, że cały czas czekasz na jakiś rozwój akcji, zaskoczenie. Ale nie, zwykłe urban fantasy i musisz być naprawdę cierpliwy, żeby w końcu znaleźć ten fragment, który obudzi w tobie chęć do przeczytania następnych części. Jeśli dobrze pamiętam, ja nawet po całej książce jakoś nie pragnęłam czytać następnych. Dopiero później... O wiele później. Akcja się dopiero chyba rozwija jak Walenty pojawia się w Instytucie, co jest pod koniec książki... Tak, pasuje MK do tego punktu.



HERBATA ZIOŁOWA, CZYLI TWOJA ULUBIONA LEKKA KSIĄŻKA
Kurcze, a ja mam coś takiego? Czasem chce się, aż przeczytać coś takiego, ale potem dociera do ciebie, że na tego typu książki strata cennego czasu. Lekka książka?  To okropne, ale przeglądając książki z ostatnich lat to nie ma w ogóle takiej. Cofając się jeszcze wstecz... Nie, przepraszam. Nic nie mogę znaleźć.

ICED TEA, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓRA ZMROZIŁA CI KREW W ŻYŁACH
Nie czytam horrorów, tak jak i ich nie oglądam. Może być serial? xD Pamiętam! Był taki jeden moment, czy tam kilka, ale nie pamiętam teraz w której części... Przyjmijmy, że w pierwszej, tak w pierwszej była taka jedna scena! "Wybrani" - C.J. Daugherty



ROZLANA HERBATA, CZYLI KOGO TAGUJĘ?
Kto tam chce! :p

Fall Cozy Book Tag

1. Opadają czerwone, pomarańczowe i złote liście: świat jest pełen kolorów. 
Wybierz książkę, która ma okładkę w jesiennych kolorach.
Akurat w oczy rzuca mi się tylko jedna z części "Wybranych", czyli "Zagrożeni".


2. Cieplutki sweter: w końcu jest na tyle chłodno, żeby ubierać się w miękkie swetry i szale.

Jaka książka sprawiła, że w chłodny dzień było Ci cieplej?
Żebym to ja takie książki czytała! Ale nie ukrywam, przeczytawszy "Katedrę Marii Panny w Paryżu" tak jakoś było mi inaczej. Ta postać Quasimodo była mi poniekąd tak bliska, że byłam ucieszona, że znalazł się w końcu bohater, który nie wygląda tak jak wszyscy, że jest inny naprawdę. Nie umiem nazwać tych emocji, ale kojarzą się ono z ciepłem. 

3. Jesienna burza: wiatr wieje za oknem, a krople deszczu uderzają w parapet.

Wybierz swoja ulubioną książkę lub gatunek do przeczytania w burzliwy wieczór.
Pecha mamy, bo nie posiadam książek na specjalne okazje. Obojętnie jaka jest pogoda, czytam tą książkę, jaką aktualnie czytam. Proste? Proste! :D

4. Chłodne, rześkie powietrze.
Z jaką postacią mogłabyś zamienić się miejscami?
Z jakimś uczniem Hogwartu. Obojętnie z jakim... Dobra, nie takie obojętne, więc wybieram.... Hm, to nie takie łatwe, jak mi się zdawało. Zamieniłabym się z Luną Lovegood. A co mi tam, że będą się ze mnie nabijać, ale za to jakich przyjaciół miała Luna. :D


5. Kubek ciepłej herbaty.

Która książka spełnia swoje zadanie tylko jako podkładka pod gorący kubek?
Szczerze to, żadnej książki bym tak nie użyła, ale nie, jest taka. Co prawda nie używałam jej jako podkładki, ale jako przygniatarkę do skanera (jak zwał tak zwał; nie ważne o co chodzi) i jest to Encyklopedia Szkolna, chyba gimnazjalisty.


6. Ciasto dyniowe: siedzisz w fotelu i zajadasz wszystkie sezonowe pyszności.

Jaka jest Twoja ulubiona przekąska do chrupania przy czytaniu?
To różnie, ostatnio są to rurki. Takie z czekoladowe lub waniliowe. W paczkach.  Będzie zdjęcie! :D


7. Płaszcz, szalik i rękawiczki: pogoda się pogarsza i nadszedł czas, aby ukryć się za ciepłym kocem.

Która z Twoich książek ma tak żenująca okładkę, że wolisz ją ukryć przed całym światem?
Polskie okładki mają to do siebie, że są żenujące i tyle mam do powiedzenia. Czasem jakaś pojawi się wyjątkowo ładna, ale ogólnie są żenujące. Myślę o dwóch okładkach... I wygrywa "Miasto Upadłych Aniołów". Ja się pytam co to jest? Albo inaczej: kto jest na niej. To jest bardzo ciekawa zagadka... 

8. Ogień w płonącym kominku: rozprowadź przyjemne ciepło.

Kogo otagujesz?
 Qui vult (prawie to samo co w poprzednim tagu; google tłumacz)

I długo oczekiwany tag, czy WEDDING TAG! Ogólnie ten tag jest pod kanały na youtube i vlogi, ale mnie on się tak spodobał, że postanowiłam go zrobić na normalnym blogu. Jeśli byłoby video to byłoby śmieszniej, ale...Nie ma video i nie będzie. :D 

 
1. Osoba, która pomoże Ci wybrać suknię ślubną (kobieta)

I jest to... Tatiana Blackthorn znana głównie z trylogii "Diabelskie Maszyny" Cassandry Clare. Cóż... Trudno wyobrazić mi sobie tą suknię. Prawdopodobnie byłaby ona bardzo elegancka, jak to u tego pokolenia Lightwoodów było (Tatiana z domu Lightwood). Elegancka i surowa.

2. Osoba, która urządzi Twój wieczór panieński (kobieta)

Bałam się poniekąd, że wylosuje Izzy z DA, ale wyszła za to Prim Everdeen. Primrose Everdeen! Czuję się jak Effie Trinket. xD Jest w porządku, taaaak. Myślę, że Prim nie zrobiłaby głupot. 

3. Osoba odprowadzająca Cię do ołtarza (mężczyzna)

Tu właśnie pojawia się postać, która nie jest znana szerszemu gronu, czyli Rick. Rudy Rick, znaczy się Rick Banner. Taki rudzielec o kręconych włosach (jeśli dobrze pamiętam), jeden z trójki głównych bohaterów serii "Ulysses Moore"

4. Ksiądz (rzecz jasna - mężczyzna)

Miałam nadzieję, że znajdę "Zmierzch", gdybym przypadkiem tą książkę wylosowała to byłoby wielkie prawdopodobieństwo, że trafiłabym na Edwarda Cullena. Byłoby wtedy śmiesznie. Wyobrażacie sobie? Świecący wampirzy ksiądz! Nie chciałabym spoilerować, ale zamiast Edwarda też jest istota nadnaturalna. A jednocześnie mocno przyziemna. Simon Lewis z "Darów Anioła"! Hm, przemówienie może się dłużyć. 

5. Szczęściara, czyli ta, która złapie welon (kobieta)

Kto złapie, kto złapie? Piękna pani o blond włosach, wszyscy goście się nią zachwycą. (Co prawda ma partnera, ale taki los) Dostojnym krokiem zmierza... Galadriela z trylogii "Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkiena. 

6. Osoba, która wygłosi przemówienie (mężczyzna)

Jestem zadowolona z tego przypadku, bo będzie to Max ze "Złodziejki książek" Markusa Zusaka. Na pewno byłaby to przemyślana przemowa i wnosząca w życie dobre słowa. 


7. Osoba, która zajmie się muzyką (mężczyzna)

To nie jest do końca mężczyzna, gdyż to nie jest nawet człowiek, lecz zostawiłam tą postać, aby było śmieszniej. A co, bo dlaczego Zgredek nie mógłby się zająć muzyką? Nikt tak naprawdę nie wie, jaki gust muzyczny mają skrzaty domowe... Tego to nie opisała J.K. Rowling w "Harrym Potterze". ;)


8. Król parkietu (mężczyzna)

Im bliżej końca tym robi się coraz bardziej skomplikowanie. Dlaczego? Sami się przekonajcie. Wyobrażacie sobie człowieka (na ślubie i weselu), który jest a) jednym ze złych bohaterów b) poniekąd pokręcony ? Proszę państwa, przedstawiam państwu Nathaniela Grey'a, brata Tessy (głównej bohaterki "Diabelskich Maszyn"). Robi się ciekawie... 


9. Osoba, która za dużo wypije i wyląduje pijana pod stołem (mężczyzna)

Tutaj też jest zabawnie, bo tą "osobą" jest Aslan. Tak, ten lew z Narnii. Ciekawe, prawda? Stoły musiałyby być dość wysokie, żeby niczego nie porozwalał... Chociaż nie, jakby stoły byłyby normalne to przynajmniej byłoby dziwniej i nawet zabawniej. 


10. Mąż 

Nie wiem, co mam myśleć. Ta informacja jest okropna. Kto czytał "Wybranych" C.J. Daugherty, ten wie, że nikt nie chciałaby trafić w rzeczywistość na dwie postacie z tej serii. Na Nathaniela i... Gabe'a. Z tym pierwszym nawet można byłoby się dogadać, ale z drugim... Właśnie jego wylosowały stronnice książki. Gabe, który był przyczyną wielu szkód w Akademii Cimmeria, zostaje mym książkowym mężem. Może zamiast złotej sukni, miałabym czarną... 


Sorki, jeśli myślicie, że tą zabawę wzięłam zbyt poważnie, ale starałam się, żeby było... W miarę zabawnie i dziwnie. Na zdjęciu przedstawiającym wszystkie dziesięć książek jest "Drużyna Pierścienia", prawda jest taka, że nie mogłam trafić na żadną żeńską postać w tej części, dlatego zamieniłam ją na "Powrót Króla". Potem już nie chciało mi się ustawiać książek i robić następnego zdjęcia. ;) 
Tag zaczerpnięty z kanału Next Chapter (LINK)          










         

PS. Jak widać coś się porobiło... Więc jest jak jest :P