Ogólnie nie wiem z czego ja byłam dumna. Początek był beznadziejny, a zakończeniu już nie mówiąc. Zakończenie ogólnie wymuszone z paru powodów:
a) ciążyło mi już to opowiadanie
b) nie można już było wysyłać opowiadań na VJ
c) (które się łączy z b ) kilka osób chciało dokończyć czytanie tego, a że nie chciało mi się wysilać to szybko to zakończyłam
Taaaa, zakończenie cudowne. Główny bohater zrzucił się z klifu, bo jego ojciec narzucał mu wybór dziewczyny. Znaczy on nie chciał być z dziewczyną, ale jego ojciec był królem, więc musiał przedłużyć dynastię... Dziwne takie.
W ogóle... Zdania były gorzej zbudowane niż teraz na tym blogu. Czasem zero logiki. Przymiotniki płytkie wraz z emocjami. Valtomir się tak użalał, że to było gorsze od niejednej bohaterki romansów, więc może to i dobrze, że zginął. Cóż... Ale przecież byłam dumna, bo myślałam, że wymyśliłam imię na potrzeby opowiadania... No, i tu po kilku latach zmyłka, bo istnieje takowe imię i ma je jakiś piłkarz, czy muzyk, nie pamiętam konkretnie, w każdym razie Google tak powiedziało, nawet zdjęcia wyskoczyły, so I'm funny. Co tam jeszcze? Jeśli już mowa o nazwach, to nazwa miejsca w którym się to działo była zniewalająca: Kingvampire. Po prostu jak z jakiś tanich fanfiction, czy tam innych takich. Bardzo pomysłowa byłam nie ma co... Imiona głównie inspirowane bajkami, ale też Harrym Potterem. A nie, nawet innymi jeszcze książkami. Widać przy okazji, co było w tym czasie moją lekturą. Hehehehehe.
Ale przed tym opowiadaniem był jeszcze Olivier Saturn Black. Opowiadanie jeszcze bardziej chyba dziecinne, ale pod względem pomysłowości, bo pod względem składniowym chyba jednak lepsze. Jak ja mogłam pokazać polonistce w gimnazjum... Jakaś tragedia.
Trzecie dłuższe opowiadanie pisałam na początku z koleżanką. Ale rzadko się nawet spotykałyśmy, a jej pomysły według mnie były niezbyt fajne, dlatego postanowiłam sama je pisać. Momentami niektóre sceny do innych scen są chyba paradoksalne, ale nie jestem do końca pewna. To opowiadanie jest już znane szerszemu gronu odbiorców ze względu na to, że pojawiło się ono na dwóch blogach, które były poświęcone pisaniu, znaczy kilku blogerów pisało razem wspólne opowiadanie. Pomysł w każdym razie nie wypalił i blogi latają w otchłani internetu. Tam możecie znaleźć pierwszą część Wolfa. Jak oczywiście sama nazwa wskazuje fabuła dotyczyła wilkołaków. Konkretnie rodziny wilkołaków. Nie, nie pachniało Zmierzchem, ale też był dziwny szkolny kolega, w każdym razie długo trwało za nim dziewczyna dowiedziała się o wilkołakach. A nie przepraszam, to opowiadanie jest niedokończone teraz patrzę i nadal główna bohaterka nic nie wie o wilkołakach. Jeśli tak pozmieniać niektóre zdania i trochę sens to może by coś z tego wyszło...
Ostatnie chronologicznie i zarazem najdłuższe opowiadanie to oczywiście DiA. Opowiadanie dokończone. Póki, co najlepsze. Leży sobie i czeka na sporo tuszu w drukarce i papieru. Znaczy na zapał do korekty. Trudno zmieniać opowiadania na komputerze, dlatego chciałam je całe wydrukować i zaznaczać długopisami, zakreślaczami, co trzeba zmienić, i na końcu przełożyć to do komputera. Na komputerze to byłoby takie skakanie z jednej strony na drugą... Nie lubię czytać książek na laptopie, a co dopiero jeszcze zmieniać niezgodności. Ale tak myślałam, żeby zacząć od nakreślenia bohaterów, jacy mają być, jak mają wyglądać. Taki opis. Bo czasami chcąc nie chcąc można zapomnieć, że bohater jest blondynem pofarbowanym na szatyna, więc jeśli jego ojciec ma być podobny musi być blondynem, a kobieta, która ledwo, co poznała chłopaka nie domyśla się od razu, że jego naturalny kolor to blond. To przykład nieszczęsnej niezgodności. Znalazłoby się ich jeszcze, ale jak na razie jest jak jest. Może po prostu będę drukować po kilka stron tygodniowo i w końcu się wydrukuje te... osiemdziesiąt sześć stron według jednego worda, a według innego sto dziesięć.
Ogólnie doszłam do wniosku, że nie ma, co się spieszyć z wydawaniem książek (ogólnie mówię) przez młodych pisarzy, bo styl pisania się zmienia, a wraz z nim mentalność pisarza. Coś, co uważaliśmy za świetne wczoraj, dziś uważamy za coś beznadziejnego. Uważam, że właśnie jeśli chodzi o młodych pisarzy (często blogerów) to nie powinni się ponieść porywowi i ścigać wydawnictwa. Bo kto wie, czy kiedyś nie będziesz się tego wstydził w przyszłości jak pewien pisarz jednej ze swoich książek (tak przynajmniej czytałam; nie ważne o jakiego pisarza chodzi)? A to chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Jeśli chodzi o styl... Czy nie warto zaczekać te kilka lat i odgrzebać znowu historię i ją napisać od nowa lub po prostu ją poprawić? Bo później będzie "mogłem napisać lepiej".
Na koniec postanowiłam zamieścić początki wszystkich wyżej wymienionych historii. Pośmiejcie się. Chętnie przeczytam Wasze komentarze.
1. Fragment pierwszy
Układ
Słoneczny.
Taki
sam jak nasz. Jednak zupełnie inny. Istnieje tam magia. I stwory o
których książki czytamy. Tam znajduje się jedyna planeta, która
nie istnieje u nas. To Kingvampire. Władcy tej planety władają
całym układem. Do roku 115 rządzili nią ludzie. Później zaczęły
rządzić wampiry. Był to ród White'ów. W tamtym wieku był to
jedyny ród wampirów który żył prawie tak jak ludzie. To oni
ustanowili podział planety na trzy "poziomy". Było to
Piekło, Ziemia i Niebo. W Piekle mieszkały demony, wampiry,
wilkołaki i kościotrupy. I inne "złe" istoty. Na Ziemii
elfy i ludzie magiczni. W Niebie anioły. Tak to wszystko w harmonii
działało.
Lecz
pewnego dnia córka króla kogoś poznała... Był to chłopiec w jej
wieku. Miał na imię John. Był czarnoksiężnikiem. Jego rodzina od
zawsze chciała posiąść tron. Na nieszczęście White'ów
zakochali się w sobie. John miał rywala, który też chciał
posiąść serce królewny. Był nim jego brat – Saba. O dwa lata
młodszy. Lecz w przeciwieństwie do Johna, Sabie nie zależało na
tronie. Mijały lata. Lily (bo tak się nazywała królewna) w końcu
podjęła decyzje z kim spędzi życie. Wybrała tego starszego. Nie
minął rok, a już byli po ślubie. Zgodnie z tradycją pierwszemu
dziecku które wyjdzie za mąż oddaje się tron. I tak Lily i jej
mąż zostali parą królewską. A, że Johnatan był mężczyzną,
to on został koronowany na króla.
Listopad.
Deszcz bębni o szyby. Wiatr urywa gałęzie drzew. A tu spośród
odgłosów za okna słychać niemowlęcy krzyk. Za chwilę drugi. Oto
narodzili się następcy tronu. Bliźniacy. Jeden chudy, wątły.
czarnooki. Drugi zdrowy, ładny, brązowooki.
Od
tych narodzin zaczęły się problemy między wampirką, a
czarnoksiężnikiem. Pokłócili się. John zabronił swej żonie
zajmować się chudym chłopcem. Ona go posłuchała.
Mija
kilka dni. Dzieci mają swoje imiona. Chłopiec o brązowych oczach –
Cedrik. A ten drugi – Valtomir. Valtomir płacze całe dnie i
wieczory. Nie ma kto się nim zająć. Cedrikiem owszem, Lily i John
wychodzą z nim na spacer lub bawią się razem z nim. Dziewczyna w
duchu martwi się o swego drugiego syna. Ale nie daje po sobie
poznać. Dzwoni do swojej siostry. Która jest jej siostrą
bliźniaczą. Aby zajęła się chłopcem. Bo Lily wie, że on jest
chory. Nie wie na co, ale jest. Czuje to, matczyna intuicja jej
podpowiada. Wie tylko to, że ma tą chorobę od urodzenia. Ma też
nadzieje, że to nic poważnego. Bo to wielka czarna dziura, ta
choroba. Nawet nie wie ona czym się przejawia.
Cztery
lata mijają. Dzieci rosną. Nie widać po chłopcach, że są
bliźniakami. Różnią się wszystkim. Od wyglądu, po charakter.
Cedrik jest cichy, grzeczny, słucha się starszych. Jego brat
odwrotnie. Krzyczy, bije. John go nie cierpi. Koronę chcę oddać
Cedrikowi. Valtomir jest grzeczny, tylko on tego nie widzi. Tak
opowiadała Sofii. Siostra Lily. Rysował nawet dla niego rysunek
całej rodziny. Bardzo piękny. Ale Johnatan udawał, że jest
brzydki.
Wkrótce
Sofii wyjeżdża. Chłopcem się będzie opiekować niania.
2. Fragment (ogólnie przypomina to ff o HP)
1
listopada- miał wtedy rok, było zimno, padał deszcz, wiał wiatr.
To był już wieczór, nagle ktoś zapukał w drzwi sierocińca,
jedna z opiekunek otworzyła drzwi, a pod drzwiami znalazła bladego
chłopca zawiniętego w kocyk. Koło była tylko karteczka jak się
nazywa. Opiekunka wzięła go i zaniosła do środka. Mijały lata
nikt po niego się nie zgłosił, inne dzieciaki omijają go z daleka
gdyż jest inny od nich i jak to tutejsze dziewczyny mówią on nie
przypomina Japończyka. Wcale go to nie obchodzi, że nie ma
przyjaciela i chodzi po podwórku całkiem sam. Tak jest od 12 lat i
w niczym mu to nie przeszkadza. To ja.
Nazywam
się Olivier Black. Mam 13 lat. Mieszkam w sierocińcu.
Jestem
wysoki i szczupły. Moje białe włosy sięgają mi do ramion, a oczy
są ubarwione na błękitno. Wyglądam trochę jak elf z moimi
spiczastymi uszami. Moja skóra jest bardzo biała. Uwielbiam
zwierzęta, nawet rozumiem ich język! Nie lubię miejsca w którym
mieszkam nie chodzi o sierociniec ale i o miasto. Tokio jest szare i
metalowe, zanieczyszczone, i takie fabryczne .Sierociniec też nie
jest superowy: to jest po prostu brązowy budynek na szarym trawniku
otoczony niskim drutem kolczastym. Panie nie są zbyt miłe, traktują
dzieciaki jak natręty. Wracając, to mój pamiętnik.
3. Fragment
Jestem Aleksandra, mam szesnaście lat. Moja przeszłość była
bardzo smutna; tata wyjechał do Australii, a mama zginęła w wypadku kiedy
miałam cztery latka.
Wychowuje mnie dziadek. Moje koleżanki mnie odrzucają,
ponieważ mój kolor włosów jest rudy i bardzo dobrze się uczę. Uważają mnie za
kujonkę i myślą, że nie umiem się dobrze
bawić jak inni. Prawda jest taka, że dziadek dostaje małą emeryturę, a ja, że
dobrze się uczę dostaje stypendium. Dlatego możemy jakoś funkcjonować.
Niedawno do mojej szkoły przyszedł nowy uczeń. Ma na imię
Michajl. Dziwne imię. Jakby nie mógł nazywać się Michał. A może on przybył z
innej planety? Tak wtedy na początku myślałam. Nie tylko imię jego było dziwne.
Cały dziwny był. Ubierał się na czarno, często nawet nie stosownie do pory
roku. Włosy też były czarne. Długie sięgające do kolan. Wyglądały jakby cały
czas były mokre. Tylko oczy szare i takie smutne. Nie czuł się dobrze w mojej
klasie. Głównie dzięki Adamowi i jego bandzie.
Dwa dni po przyjściu nowego przesadzili – napadli go na
korytarzu. Nienormalni! Michajl szedł sobie spokojnie. Nikomu jak zwykle nie
wchodził w drogę. Stanął przy szafce. Otwiera ją najzwyklej na świecie. Ja stoję tuż koło niego gdyż mamy
koło siebie szafki. Nagle, Adam podbiega do chłopaka. Popycha mnie, a ja upadam
na podłogę. Banda zamyka nowemu drzwi szafki przed nosem. Zaczynają mu grozić:
- Słuchaj młody bardzo dokładnie bo nie będę powtarzał. Masz
się wynieść z tej szkoły. Jasne? A jak nie to nie przyłaź najlepiej do szkoły
dla własnego dobra.
- Dlaczego? Co ty chcesz mi zrobić? – odezwał się cicho
Michajl
4. Fragment
Myślałem,
że panuję nad sobą. Miałem płonną nadzieję, że moja choroba już się nie ujawni.
Jednak się myliłem. Stało się to co stać się miało...
Był
wieczór. Nie mogłem wytrzymać w jednym miejscu. Wszystko mnie denerwowało,
każdy najcichszy szept przyprawiał mnie o przypraw szału. W końcu postanowiłem
się przejść po mieście. Lubiłem chodzić mrocznymi uliczkami Warszawy, słuchać
jeżdżących samochodów oraz patrzeć się na przechodzących ludzi. Nie
przeszkadzało mi to, że miasto było przez nich oblegane, nigdy nie było w nim
pusto. Dawniej myślałem nad przeprowadzką , ale po kilku latach zaniechałem
wyjazdu.
Przechodziłem
właśnie koło księgarni, kiedy ją zobaczyłem. Szła sobie spokojnie za rękę z
matką nic nie podejrzewając co się stanie za kilka minut. Rozmawiały o Bożym
Narodzeniu które miało się odbyć za miesiąc. Dziewczynka mówiła mamie co by
chciała dostać pod choinkę. Jak każda mała dziewczyna marzyła o lalce. W pewnym
momencie coś mnie napadło, jakieś uczucie pogardy do niej. Napełniony zostałem
żądzą zemsty.
Jeśli chodzi o trzeci fragment to może to wydawać się głupie, ale dalej jest ciekawie...

Aż mi się przypomniało, jak kiedyś pisałam... Jak patrzę na te teksty, to mam ochotę zapaść się pod ziemię, szczególnie że jeden z nich znalazł się w gazecie (auć)...
OdpowiedzUsuńOpowiadanie o Valtomirze było naprawdę dziwne. Strasznie, chaotyczne nienormalne. W sumie i tak fragment, który wybrałaś, nie jest najgorszy z całego opowiadania.
DiA było fajne, aczkolwiek nigdy nie kończyłam go czytać, choć miałam zrobić to w wakacje. Pamiętam, że jak przeczytałam dawno temu po raz pierwszy ta scenę z nożyczkami (bo to było nożyczki, tak?), to się tak przestraszyłam. W sumie to nadal jest dla mnie trochę drastyczne.
Kiedyś myślałam, że w młodym wieku wydam własną książkę, że będzie genialnie, że łatka bestsellera zostanie przypięta do książki i tak dalej. Teraz mi to przeszło. Doszłam do wniosku, że lepiej ćwiczyć, pisać one-shoty i czekać, aż wymyślę coś dobrego.
Pozdrawiam cieplutko
Tutti
No dobra, przyznaję, pośmiałam się i to bardzo:D Zwłaszcza przy Vlatomirze. Miałaś skłonność do krótkich, wręcz urwanych zdań, trochę jak w jakimś reportażu albo sprawozdaniu:)
OdpowiedzUsuńEee, pierwsze teksty zawsze są nieporadne- trzeba nabyć praktyki i w ogóle. Zresztą, początkowe twory są takie urocze :D
Mam mnóstwo starych, upokarzających tekstów, które, o zgrozo,chciałam wydawać. Dobrze, że tego nie zrobiłam, bo chyba uciekłabym na Księżyc, żeby uchronić się przed hańbą:D Żartuję, oczywiście, ale... brrr, te opowiadania były tragiczne. Z drugiej strony jednak, czego oczekiwać od dzieciaka? Pierwsze kroki w pisaniu trzeba postawić. A mówienie początkującemu pisarzowi, że nie umie pisać jest równoważne z mówieniem uczącemu się chodzić dziecku, że chodzi beznadziejnie (przykład niestety nie mój, zaczerpnięte z poradnika pisarskiego).
Ale zabiłaś Vlatomira?! I to jeszcze tak podle... biedny Vlatomir! Powiem Ci jednak, że pomysł miał potencjał.
Fragment drugi rzeczywiście przypomina Harry'ego, tylko że w wersji elfiej. Ach, te opisy wyglądu bohatera na samym początku... bardzo przypomina mi to siebie z dawnych lat:) Za to czwarty brzmi mhrocznie, zwłaszcza to ostatnie zdanie: ,,napełniony zostałem żądzą zemsty"... przepraszam, ale strasznie mnie to rozbawiło... wybacz, błagam! Jednak ze wszystkich fragmentów ostatni jest zdecydowanie najlepszy, w końcu najnowszy. W ogóle widać, że Twój styl z każdym tekstem się poprawiał, stawał się płynniejszy i swobodniejszy, chociaż Oliver jest rzeczywiście stylistycznie lepszy od Vlatomira.
O, Victor Junior! Ja też tam wysyłałam opowiadania, dokładniej serię ,,Ellie i rodzina". Boru, jakie to było straszne... do tej pory mam ten plik w dokumentach, ale nie otwieram, nie chcę, wymazuję z pamięci! O dziwo, tekst się podobał, ale w końcu czytały to osoby w moim wieku. I publikacja w gazecie też była. Tyle fejmu... Ha! Teraz jednak przeraża mnie fakt, że to ,,dzieUo" można jeszcze gdzieś przeczytać, jest na papierze i w ogóle. Masakra... Również zakończyłam bardzo szybko, ponieważ miałam już dosyć tego opowiadania i chciałam zacząć nowe:D
Przyznam szczerze, że ja Twoich tekstów nigdzie nie miałam sposobności przeczytać, na VJ również się nie natknęłam, a przynajmniej tego nie pamiętam. Chociaż... moment, wiem! Ten ,,Wolf" był na ,,Piszemy, bo warto", prawda? Wchodziłam na tego bloga i lubiłam czytać tamtejsze teksty:) Zacny pomysł!
Pozdrawiam ciepło i szczęśliwego Nowego Roku!
P.
Jej, nawet znalazłam tego ,,Piszemy, bo warto!". To naprawdę było urocze ♥
UsuńPozdrawiam raz jeszcze i już się zmywam!
P.
Witaj, dawno mnie nie było u Ciebie na blogu, a to przez to, że zrobiłam sobie ogromnie długą przerwę głównie po to żeby skupić się na nauce i maturze. Liceum już mam za sobą i jakiś czas temu postanowiłam założyć nowego bloga z opowiadaniem i niestety też przydarzyła mi się przerwa, ale nie aż tak długa jak ta poprzednia :) Zrobiłam selekcję blogów, które obserwuję i Twój zostawiłam, ponieważ jeszcze tylko on działa od czasu mojego "zniknięcia" ze strefy blogowania :p Nie wiem czy mnie jeszcze pamiętasz, ale byłoby miło gdybyś chociaż kojarzyła cokolwiek :D
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam post i zauważyłam, że faktycznie tak jest. Początkowo pisze się okropnie, wszystko jest takie niedojrzałe, ale nam wydaje się, że jest to dzieło sztuki. Jednak parząc na to z perspektywy czasu widać ogromną różnicę miedzy stylem pisania dzisiejszym a wcześniejszym. Pamiętam, że przy moim pierwszym opowiadaniu różnicę widziałam już kończąc opowiadanie. Bardzo dużo dają komentarze osób, które czytają posty, to one zwracają nam uwagę na błędy, na powtórzenia, na zdarzenia, które nie do końca są odpowiednio opisane.
Najważniejsze jest chyba jednak to żeby nie tracić chęci do pisania i nie zrażać się tym, że komuś nie podoba się twoja twórczość :)
Pozdrawiam, NightHunter :)
Ja pamiętam! Ja! :D
OdpowiedzUsuńUwierz mi, jak wstawiłam Wam pierwszą część Zapomnianej mocy to twierdziliście, że to nie jest takie złe. xD I chyba Ty powiedziałaś, że każdy widzi w swoich pracach więcej błędów niż inni. :P (czy jakoś tak...) Uwierz mi, Zapomniana Moc to badzieeewieee. xD
"Niósł mnie i niósł, aż w końcu doniósł." Kocham to zdanie xDDD
O matko, vj ;')
I taka mini propozycja: co Ty na to żebyśmy zostały znajomymi na facebooku? ;) Bo mogę Cię zaprosić tylko będziesz musiała zaakceptować. ^^ ;)