piątek, 19 stycznia 2018

Podsumowanie seriali & "The End of the F***ing World"

Powinnam może zapisywać wszystko, co się dzieje podczas roku w zeszycie, bo... Gdy już dochodzi do podsumowań to zapominam o kilku rzeczach, sprawach. Niby nic takiego. 
Więc poprzedni post zedytowałam - dodałam kilka filmów godnych zobaczenia np. "Moonlight". 
W całym podsumowaniu zapomniałam o serialach, a rok 2017 był powiedzmy, że przełomowy, jeśli o nie chodzi. Wcześniej oglądałam tylko "Shadowhunters". Wynikało to głównie z tego, że wolałam się w nie nie wciągać. Było to dla mnie stratą czasu. Wolałam obejrzeć film, który trwał najdłużej trzy godziny, ale kończył się. Seriale, które najczęściej mnie ciekawiły miały albo po kilka sezonów lub około dziesięciu odcinków trwających po około godzinę. Więc mówiłam sobie, że może w wakacje. Może. 



Ale okazało się, że będzie następna adaptacja fantastycznej serii - "Serii Niefortunnych Zdarzeń". Adaptacja serialowa. No i co? Oczywiście chciałam ją obejrzeć. Po co czekać na lipiec... Zwłaszcza, że to serial Netfliksa, czyli wychodziły od razu wszystkie odcinki. Co prawda jeden odcinek trwał około godziny... Ale w pierwszym sezonie jest osiem odcinków. Czyli jeśli oglądać tylko w weekend (sobota-niedziela), jeden dzień - jeden odcinek; wychodził jakiś miesiąc oglądania. Nie tak źle. W praktyce wyszło mniej lub więcej. W tym roku drugi sezon pojawia się pod koniec marca, ale będzie posiadać o dwa więcej odcinki. Trzeba będzie zrobić podobnie. 
SNZ to było nic z następnym serialem w którym się zakochałam. Mowa oczywiście o "Sherlocku" z Benedictem Cumberbatchem. Rozmach ten serial miał, nie powiem. Co z tego, że cztery sezony po trzy odcinki, kiedy jeden odcinek trwał... 90 minut. No, to był problem. Dość długo trwało zanim udało mi się skończyć wszystkie sezony. Zwłaszcza, że był problem z ostatnim odcinkiem online. Po raz chyba drugi w swoim życiu oglądałam całkowicie coś po angielsku za pierwszym razem. Nawet nie było, tak źle, ale raczej nie polecam. Chyba, że z kimś, tak jak ja to zrobiłam. Ma się potem odniesienie, czy na pewno dobrze się coś zrozumiało. A serio, tam tyle się dzieje, że... Serio, to jest wyzwanie. #tepowtórzenia  Ale opłacało się. Serial jest świetny! Szkoda, że się skończył. Poniekąd... Lepiej, żeby nie było piątego sezonu. Czwarty skończył się, tak, że to wystarczy. 



Potem nastąpił czas wakacji. Jak zamierzałam, tak zrobiłam. I tak wyszło, aż z trzy seriale. W tym dwa Netfliksa. Na pierwszy ogień poszła adaptacja "Trzynastu powodów". Rozpisywałam się już na temat. Mówią, że ma być drugi sezon... Zobaczymy, co to będzie. Na razie nie ma zwiastuna. 
Na "Skam" natrafiłam przypadkowo. Coś tam słyszałam na temat tego norweskiego serialu, a po filmiku Cat z kanału CatVloguje jeszcze bardziej się do niego przekonałam. Co prawda... Pierwszy sezon jest wg. mnie najsłabszy, co powoduje, że niektórzy zniechęcają się po kilku odcinkach do reszty. Jednym z największych plusów "Skam" jest czas trwania odcinków - są one krótkie, dzięki czemu jeden sezon można nawet w jeden dzień skończyć, jeśli bardzo się chce. Niestety są tylko cztery sezony. Niestety, bo ostatnie dwa bardzo mi się spodobały, a postać Sany - super! :D 
Sierpień był poświęcony "Atypowemu". Który jest serialem bardzo nietypowym. Opowiada w końcu o kimś innym, nieprzeciętnym. Ponadprzeciętnym nie w złym stopniu. Jasne, serial ma kilka minusów, ale są one do wybaczenia. Jestem ciekawa, czy będzie następny sezon. 



I na "Atypowym" moja przygoda z serialami się skończyła. W między czasie jeszcze oglądałam "Shadowhunters", ale ten serial pomijam, ponieważ to kontynuacja. Dopiero w tym tygodniu obejrzałam pierwszy serial od ok. czterech miesięcy. To "The End of the F***ing World". Cóż... Chyba nie będę tworzyć nowego postu na jego temat. 
W wielkim skrócie: chłopak o zadatkach na "psychopatę" wyrusza w świat z dziewczyną, która sporo przeklina. On chce zabić tą dziewczynę. <--- to naprawdę wielki skrót. Ponieważ to dużo bardziej skomplikowane. 
Zwiastun nie ukazuje tego skomplikowania. Można napisać, że przedstawia rozrywkową historię, która będzie posiadać swoisty humor. 
Okej, pośmiałam się kilka razy. Nawet. Ale fabułę serialu do rozrywkowego bym nie zaliczyła. To poważny serial, który na siłę próbuje nie być poważny. Porusza ważne problemy, ale podejście do postaci Jamesa... Mnie się ona po prostu nie spodobała. Postać Alyssy... Nie wiem nadal, co o niej sądzić. To nie rozkapryszona dziewczynka, która robi, co chce i mówi, co chce. To jest również bardziej skomplikowane zwłaszcza, jeśli prześledzić jej życie i rodzinę. A na tym trochę bardziej skupia się serial. Nie za ciekawie miała dziewczyna. Cieszę się, że mogłam aktorkę, która ją grała, zobaczyć w innej roli, niż dotychczas widziałam. Znaczy widziałam ją tylko w "Hannie". I tam grała irytującą dziewczynkę. 
Głównym minusem tego serialu (pominę absurdalne sceny, bo bym musiała zaspoilerować coś), który może dla niektórych nie jest minusem i może to ja się nie znam - są przekleństwa. Nie wychowałam się w innych czasach, rozumiem, że przekleństwa to część języka młodzieżowego. Ale no kurde, bez przesady. Naprawdę. To czasem było, takie na siłę... A dajmy od czapy, jakieś przekleństwo, a co. Boże, to nawet w "Trzech na gigancie" główny bohater, aż tak nie przeklina, a ma chorobę, która polega na ciągłym przeklinaniu (w skrócie). Nie chce mi się wierzyć, że Alyssa ma to samo. Może miało być przez to fajnie... 
Podsumowując - przez cały serial miałam wrażenie, że gdzieś to widziałam. Dużo schematów się tu przewija. 

niedziela, 7 stycznia 2018

Pięć lat z blogiem




Nastała okrągła rocznica bloga. Jak to niektórzy mówią - urodziny. Akurat pokrywa się to z podsumowaniem roku 2017. Może to i lepiej, że jest to w tym samym czasie. Mniej więcej. Prawdopodobnie nie stworzyłabym osobnego postu, żeby oznajmić, że blog ma pięć lat. Bo po co. Post wyglądałby, tak samo jak podsumowanie roku. Może trochę dłuższe. Patrząc na cudowny licznik mało osób by o tym przeczytało. Chociaż jakoś chyba nigdy nie dbałam o promocję bloga... Patrząc na to, co było z poprzednim blogiem. Patrząc na niektóre okoliczności.
Tak, to nie jest mój pierwszy blog. Wcześniej... Chyba przez rok lub półtora posiadałam blog na interii. Niby było spoko, ale jednak czegoś w nim brakowało... Głównie tego, że nie mogłam śledzić komentarzy, gdzie jaki się pojawił. To było dużym utrapieniem zwłaszcza, kiedy młodsza ja postanowiła pisać od czapy na temat o których miała słabe pojęcie. A nawet, jeśli nie to pisałam to w, tak opłakany sposób... W każdym razie przeniosłam się na bloggera. W czasie, w którym posiadałam tego bloga, założyłam jeszcze kilka, które nie miały racji bytu. Jakiegoś ze zdjęciami i chyba opowiadaniem, ale nie jestem pewna, co do tego drugiego. Był nawet tumblr. Chyba, gdzieś nadal jest w Internecie z tego, co pamiętam. To było bardzo bezsensu. Jeśli chodzi już o zakładanie kont... Mniej więcej w czasie w którym założyłam bloga, założyłam konto na DeviantArcie. To taka strona do upubliczniania swojej twórczości, gdyby ktoś nie wiedział. Ostatnimi czasy zaniedbałam to konto. Założyłam też konto na LubimyCzytać, żeby zobaczyć, ile tak naprawdę czytam książek. Ponieważ sporo osób, kiedyś mówiło mi, że dużo czytam... Czasy się zmieniają. Ale przynajmniej mogę na koncie zapisywać książki, które mi się podobają i które w przyszłości chciałabym przeczytać. Inaczej chyba nie dałabym rady tego z pamiętać. Na ten moment jest tych książek ponad 120. Nie ukrywam, że czasem się załamuję, kiedy widzę licznik z przeczytanymi książkami.
Tematyka bloga w miarę upływu czasu powoli się zmieniała. Najpierw nie chciałam zbytnio pisać o swoim życiu, ale jakoś łatwo to mi minęło. Czas gimnazjum. Nie jestem z tego zadowolona. Może pewnego dnia usunę te posty. Dodawałam oprócz tego wiele recenzji książek, które później zdominowały bloga w taki sposób, że powiedziałam "stop" i na książki założyłam osobnego bloga. Ten... Miał być czymś innym, o czymś innym. Sama nie wiem o czym. W pewnym momencie zaczęłam dodawać swoje opowiadanie, które... Jest niedopracowane i ma tyle błędów, że nie wiem, jak mogłam to gdziekolwiek pokazywać i się tym chwalić.  Ale za to koniec jest bardzo dobry... Usunęłam opowiadanie stąd. W pewnym czasie pojawił się zalew tagów... Tagi były wszędzie, każdy do każdego nominował. Na początku to było fajne, ale potem mi się to znudziło. Więc póki co ich nie ma. Raz na kiedyś dodaję też recenzję filmów. Nie zawsze najwybitniejszych. Tych najlepszych filmów nie ma recenzji. Po prostu nie umiem się wypowiedzieć na ich temat. Język się plącze. Nie wyszłoby to, tak jakbym chciała.
Na uwagę też zasługuje cykl postów o "Gwiezdnych Wojnach", który zawiera na razie pięć postów. W tym te najważniejsze, czyli jak to się stało, że się nimi zainteresowałam.




Co wydarzyło się szczególnego w 2017?
Zaczęłam ostatnią klasę liceum i powoli zbliżam się do studniówki. Czyt. poloneza. Może też matury. Ale to na razie nie ważny temat.
Odbył się V Ogólnopolski Zlot Nocnych Łowców. I może będzie następny. Mam nadzieję. Wiem, jestem dziwna.
Przeczytałam prawie wszystkie lektury. Zostały mi dwie.
Zapisałam się do samorządu... Nieciekawe zajęcie.
Zdobyłam jedno z ważniejszych stypendiów w Polsce. Chyba. Nie znam się.
Byłam w Warszawie i jadłam indyjskie jedzenie.
Pisałam po angielsku z kilkoma osobami.
Zaczęłam się bardziej ogarnięcie uczyć tureckiego.
Piszę nowe opowiadanie.
Pojawiło się więcej postów niż w ostatnich dwóch latach.

---
Nie mam zbyt wielu sukcesów i zdarzeń. Ten rok nie był za ciekawy. Nie liczę na to, że ten będzie lepszy. Już się nie zapowiada, tak powiem. It doesn't matter.


Czy jest sens podsumowywać książki? Jest ich osiem. Na szczęście nie ma wśród nich najgorszej książki. Są tylko dobre. No i dwie najlepsze: "Zbrodnia i kara" oraz "Zapiski z Rakki". Wszystkie recenzje na drugim blogu.




Za to rok 2017 był rokiem filmów. Obejrzałam ich ok. 55. Długo by je wymieniać, więc wymienię te od oceny 8 wzwyż.
Piękny umysł
Ghost in the shell
Łotr 1. Gwiezdne Wojny - historie
Przyrzeczenie
Dziewczyna z pociągu
Jutro będziemy szczęśliwi
Slumdog. Milioner z ulicy
Niesamowity Spider-Man
Król Artur. Legenda Miecza
Mroczna wieża
Captain Fantastic
Ojcowie i córki
Człowiek, który poznał nieskończoność
Split
Django
Szkoła dla łobuzów
Thor. Ragnarok
X + Y
Lot nad kukułczym gniazdem
Między nami kosmos
Ukryte działania
Moonlight
Tajemnice Brokeback Mountain

To od razu filmy na które czekam w 2018:
Ocean's 8
Mamma Mia! Here we go again
Aquaman
Dziadek do orzechów i cztery królestwa
Hotel Transylwania 3
Piotruś Królik
Iniemamocni 2
Anihilacja 
Twój Simon
Pasażer
Venom
X men: Dark Phoenix
Nowi mutanci
Avengers: Wojna bez granic
Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda 
Czarna Pantera

Sporo tych filmów. Oczywiście, patrzyłam na daty premier światowych, ponieważ niektóre filmy miały premierę już w 2017, ale w Polsce dopiero teraz będą, więc ich nie pisałam.

Jeżeli chodzi o muzykę... Zaczęłam słuchać piosenek Troye'go Sivana i zespołu Welshly Arms. Kupiłam sobie najnowszą płytę zespołu The Script... I to chyba jest to wszystko... Bo nie pamiętam od kiedy słucham tureckiego piosenkarza/rapera Norm Endera. Czy od 2017, czy od 2016. Więc to by było wszystko.




I krótkie podsumowanie by Blogger:
Wyświetlenia: 13 391
Najbardziej czytany post był podsumowaniem sierpnia. Przez 5 lat podkreślam.
Oprócz Polski, głównie ludzie trafiali na bloga z USA i Rosji. Nie wiem na ile to prawda. Bo te statystki są bardzo dziwne.

Statystka statystyką, ale jednak jeśli porównać pierwszy rok bloga z tym, co jest teraz... Zdecydowanie bardziej jest on pusty. To znaczy, nikt go praktycznie nie czyta i nie zostawia komentarzy. Ale żyje się dalej!