Nie umiem jakoś składać życzeń, tak jakoś wychodzą mi one nie składnie, ale spróbuje coś wykombinować :D
Pięknych i śnieżnych (:p) świąt, zdrowego dyngusa (abyście po nim nie leżeli w łóżku), udanych prezentów, smacznych słodyczy oraz niegłupiego Prima Aprillis życzy czytelnikom bloga Fobos. ;)
A szóstoklasistom dodatkowo jeszcze w czwartek napisania udanego testu!
PS. Zapraszam do komentowania poprzednich postów.
niedziela, 31 marca 2013
sobota, 30 marca 2013
"A jednak... strzelę!"
Tytuł: "A jednak... strzelę!"
Autor: Elisabeth Zöller
Ilość stron: 103
Ta historia mogła i może zdarzyć się wszędzie i w każdej szkole.
Niko jest zwykły, przeciętny, a jednak coś w nim jest, że Raphael, Matthias i Kevin go atakują. Co robią? Wszystko co się da - biją, grożą, namawiają do kradzieży. Robią mu wszystko co najgorsze. Chłopak nie daje sobie z tym rady, koledzy tak go straszą, że Niko boi się komukolwiek mówić o tym co się dzieje w szkole. Na początku czternastolatek skrzętnie to wszystko ukrywa, a potem... uzależnia się od komputera, wagaruje i... chce popełnić samobójstwo. Z samobójstwa pojawia się inny pomysł, a mianowicie zemsta. Chłopak chce zabić swoich wrogów. Co z tego wynika? Książka trzyma w napięciu do samego końca. To co jest z góry ustalone zmienia się. Styl pisania nie jest jakiś bardzo zjawiskowy - normalny, przeciętny. Ale problem poruszany w książce jest ponadczasowy. Wątpie, aby kiedyś szkoła była spokojnym, cichym, gdzie nic się nie dzieje miejscem. Opowieść powinna nie tylko przeczytać młodzież, ale i dorośli. Czasem zdaje im się, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku, a nie jest. Większość dorosłych nie rozumie różnych zachowań dzieci, dlaczego tak się zachowują, a nie inaczej. Książka pokazuje, też jak ważna jest rola rodziny w życiu każdego człowieka.
Ocena: 8/10
Gorąco wam ją polecam!
Coś podobnego do tego (czyli też o problemach nastolatków, skrzętnie ukrywających swój wielki problem) przeczytałam też: "Chcę żyć", "Chłód od raju", "Désirée czyli Czas próby". Jeśli ktoś zna coś podobnego to proszę o podanie tytułu w komentarzu.
" Kochana Mamo,
właściwie to chciałem cichutko zniknąć. Chciałem po prostu być niczym, tak aby nikt nie mógł mnie zobaczyć.
Jednak to nie byłoby w porządku wobec Ciebie. Tak dużo chciałbym Ci powiedzieć na pożegnanie. Nie wiem tylko, czy dam radę. Ile można wyrazić słowami? Wiem, że zawsze starałaś się dawać mi to, co najlepsze. Wiem o tym, Mamo.
Dlatego to byłoby nie fair!
Ale oni wszyscy też nie byli fair wobec mnie. Wszyscy, bez wyjątku. I to jak bardzo!
Tata też był nieobecny. Po prostu go nie było. I wtedy było jeszcze gorzej, bo bez niego często się bałem.
Pokaż mu ten list, pokaż go wszystkim, wszystkim! (Jeżeli to zrobię). Aby zobaczyli, że to nie Twoja wina. Że Ty robiłaś wszystko, co w Twojej mocy.
To wina innych! Przede wszystkim tych, którzy teraz pokazują palcem na Ciebie i na mnie,
Obydwoje jesteśmy za mali dla tych ważniaków. Dla całego świata też.
Zaczęliśmy się bać, w każdym razie ja.
Strach jest obecny zawsze. Dławi mnie już od świtu. A kto się boi, tego się wyśmiewa. Każdy dzień przynosi mi ból i strach. Ogromny strach. Jaki sens ma życie, które zawsze tylko boli?
Ponieważ wiem, że tak będzie zawsze, zrobię to. Nie mogę tak dłużej żyć.
Żegnam się z Tobą, Mamo, mówię to bardzo cichutko. Tak cicho, jak płakałem, gdy mnie katowali... Tacy jak ja będą coraz bardziej cisi w tym hałaśliwym, bezwzględnym świecie. Tylko dzisiaj, na koniec, w szkole zrobi się o mnie głośno.
Mamo bądź blisko Toma i Louisy. Oni dadzą Ci radość. Chcę, abyś miała przyjaciół, abyś była szczęśliwa.
Nie mogę nic dodać. Ściskam Cię, Mamo! Zawsze będziesz moją Mamą. Nawet gdy mnie już tu nie będzie.
Twój Niko"
środa, 27 marca 2013
Szkolna lektura kwietniowa
Tytuł: "Telemach w dżinsach"
Autor: Adam Bahdaj
Ilość stron (wg wydania które posiadam): 260
Opis: Maciek Łańko jest normalnym piętnastolatkiem mieszkającym w internacie. Jedyne co go wyróżnia wśród kolegów ze szkoły to to, że nie ma rodziców - mama umarła kiedy miał trzylatka, a ojciec gdzieś uciekł w świat. Pewnego dnia chłopak widzi swojego ojca w telewizji i wtedy podejmuje decyzję o odszukaniu go. Ale podróż nie jest taka łatwa jakby się mogła niektórym zdawać, bo co zrobić kiedy ojciec wędruje po całym polskim wybrzeżu? Gdzie Maciek się pojawi tam już ojca nie ma i musi dalej ruszać w podróż. W całej tej przygodzie poznaje wiele osób są nimi dobre postaci które mu pomagają, jak i te złe przez które podróż staje się udręką. Ale ta historia to nie tylko jazda pociągiem czy innymi środkami transportu. Maciek przeżywa wiele przygód np. łapie go milicja. W całej powieści jest wiele pouczeń i wartości. Zdaję mi się, że jest to lektura obowiązkowa w gimnazjum, ale mogę się mylić, więc jeśli nie będziecie zobowiązani do czytania jej sami sięgnijcie po nią.
Akcja jest szybka dzięki temu łatwiej się czyta, narratorem jest główny bohater (co rzadko się chyba zdarza w książkach, aby narrator był w 1. osobie i był chłopakiem). Mi akurat właśnie to się podobało, że wydarzenia są pokazane z punktu widzenia chłopaka.
Ocena: 9/10
Cytaty:
" - (...) Uciekasz z domu, a zabierasz ze sobą książki.
- Nie uciekłem - syknąłem przez zaciśnięte zęby.
- Dobra, dobra. Przede mną nie musisz się tłumaczyć.
- Jak pan nie wierzy, to trudno. A książki... to moje ulubione. Lubię czytać.
- A ja z książkami na bakier. Czasem przerzucę jakiś kryminał albo coś o wojnie... Wolę życie, takie na co dzień, prawdziwe, Z życia więcej się możesz nauczyć. I do kina lubię chodzić, bo tam przynajmniej widać, co się dzieje.
- Książki to zupełnie co innego.
- Rozumiem.
- W książkach też jest prawdziwe życie. Czasem, kiedy czytam książkę, zdaje mi się, że to ja ją napisałem. Kiedyś, dawno, może wtedy, kiedy mnie jeszcze nie było.
- Filozof z ciebie.
- Tak to sobie wyobrażam. Przeczytam książkę, a potem się zastanawiam, jak to właściwie jest; czy to prawda, czy zmyślenie. Książki to fajna rzecz."
" - Chciałbyś być sławnym człowiekiem, o którym piszą w gazetach i którego pokazują w telewizji.
- Może tak... Ale to nie dla mnie nie najważniejsze. Chciałbym być szczęśliwy, bo do tej pory życie nie układało mi się najlepiej.
- Ho, chłopie, to wysoko mierzysz. Wszyscy chcieliby być szczęśliwi, a szczęście - skinął w stronę jeziora - to jak ta wieczorna mgła nad jeziorem - pojawi się i wnet ją wiatr rozwieje.
- Ale są przecież ludzie szczęśliwi.
- Ze szczęściem to trochę tak jak z górami - powiedział trąc zarośnięty policzek . - Wspinasz się na szczyt i zdaje ci się, że jak go osiągniesz, to będziesz szczęśliwy. Tymczasem drapiesz się, wspinasz mozolnie, stajesz na nim i nagle widzisz, że za tym szczytem jest jeszcze jeden, może jeszcze większy, wspanialszy i znowu idziesz po swoje szczęście. Myślałem o tym nieraz i zdaje mi się, że największe szczęście to dążenie do niego."
" - I może pan zrobi wreszcie to swoje epokowe odkrycie, przed którym Kolumb schowałby się w mysią dziurę.
- No, właśnie. Trafiłeś w sedno.
- Może odkryje pan nowy ląd, jakąś Atlantydę?
- Atlantydę?...Phi. Coś ciekawszego, ważniejszego. Coś, o czym marzy każdy człowiek.
- Raj?
- Coś w tym rodzaju. - Nagle uśmiechnął się do siebie, a potem popatrzył na mnie rozbawionymi oczami. - Bo, widzisz, mamy cztery strony świata.
- Północ, południe, wschód, zachód - wyrecytowałem.
- A ja poszukuję piątej...
Uśmiechnął się.
- Piątej strony świata, której nie ma.
- A skąd wiesz? Może ja ją właśnie wymyślę. Nie wiadomo.
- Pan ze mnie chyba żartuje.
- Wcale nie. Bo słuchaj, krzątamy się w granicach tych czterech geograficznych stron świata jak wskazówki, szukamy szczęścia, a może istnieje piąta, gdzie człowiek poczuje się naprawdę szczęśliwy. - Wstał, jeszcze raz się przeciągnął i zaśmiał się cicho: - No, widzisz, jaki ze mnie fantasta, A ta piąta strona to fantazja."
" - Trzymaj się wiatru i uważaj na życiowych zakrętach!"
"Postępuj tak, żebyś był w zgodzie z własnym sumieniem."
" Ludzie, jeśli tylko nie brużdżą, to przyjaciele, a czas? Kto by się przejmował czasem. Niech sobie płynie, bo i tak nikt go nie zatrzyma. Dziś się żyje, wczoraj minęło bezpowrtonie, szkoda o nim wspominać, a jutro będzie na pewno lepsze od dnia dzisiejszego."
" Trzeba być zadowolonym z tego, co się ma."
Mam inną okładkę, ale swojej nie mogłam znaleźć w Internecie
sobota, 23 marca 2013
"Oz: Wielki i Potężny"
W niedzielę byłam w kinie na filmie co tytuł jest w temacie. Większość może na nim była i ma odmienne zdanie do mojego, ale dla mnie film był taki sobie.
Dubbing moim zdaniem był okej, efekty 3D też świetne, gorzej z akcją. W porówaniu do innych filmów na których byłam ten był po prostu nudny. Były momenty gdzie się nudziłam i czekałam na ciąg dalszy. Były też śmieszne sytuacje, gdzie się śmiałam. Ale ogółem nudno. Nie chodzi mi o to, żeby was zniechęcić, broń Boże! Wyrażam tylko własną opinię.
Opis filmu: (skopiowany zhttp://www.helios.pl/28,Pila/BazaFilmow/Szczegoly/film/1813/Oz-Wielki-i-Potezny)
Gdy Oscar Diggs (James Franco), drugorzędny magik cyrkowy o nieco wątpliwej moralności, zostaje przeniesiony z zakurzonego Kansas do tętniącej życiem Krainy Oz – cudownego świata pełnego barwnych postaci i niesamowitych krajobrazów – wydaje mu się, że wygrał los na loterii. Sława i bogactwo zdają się leżeć u jego stóp do chwili, w której spotyka trzy piękne i tajemnicze czarownice...
Theodora (Mila Kunis), Evanora (Rachel Weisz) i Gliwia (Michelle Williams) nie wierzą, że to właśnie Oscar jest potężnym czarnoksiężnikiem, którego wszyscy w Oz oczekują. Oscar z wielką niechęcią musi zmierzyć się z potężnymi problemami krainy i jej mieszkańców. Korzystając ze swego uroku osobistego, pomysłowości, a nawet odrobiny magii, nie tylko przemienia się w Wielkiego i Potężnego Oza, ale przede wszystkim staje się lepszym człowiekiem.
Dubbing moim zdaniem był okej, efekty 3D też świetne, gorzej z akcją. W porówaniu do innych filmów na których byłam ten był po prostu nudny. Były momenty gdzie się nudziłam i czekałam na ciąg dalszy. Były też śmieszne sytuacje, gdzie się śmiałam. Ale ogółem nudno. Nie chodzi mi o to, żeby was zniechęcić, broń Boże! Wyrażam tylko własną opinię.
Opis filmu: (skopiowany zhttp://www.helios.pl/28,Pila/BazaFilmow/Szczegoly/film/1813/Oz-Wielki-i-Potezny)
Gdy Oscar Diggs (James Franco), drugorzędny magik cyrkowy o nieco wątpliwej moralności, zostaje przeniesiony z zakurzonego Kansas do tętniącej życiem Krainy Oz – cudownego świata pełnego barwnych postaci i niesamowitych krajobrazów – wydaje mu się, że wygrał los na loterii. Sława i bogactwo zdają się leżeć u jego stóp do chwili, w której spotyka trzy piękne i tajemnicze czarownice...
Theodora (Mila Kunis), Evanora (Rachel Weisz) i Gliwia (Michelle Williams) nie wierzą, że to właśnie Oscar jest potężnym czarnoksiężnikiem, którego wszyscy w Oz oczekują. Oscar z wielką niechęcią musi zmierzyć się z potężnymi problemami krainy i jej mieszkańców. Korzystając ze swego uroku osobistego, pomysłowości, a nawet odrobiny magii, nie tylko przemienia się w Wielkiego i Potężnego Oza, ale przede wszystkim staje się lepszym człowiekiem.
Moja ocena: 4/10
piątek, 22 marca 2013
Wiosna
O wiośnie w moim mieście nie będę pisała, bo... jest tak jak u was. Czyli śnieżnie. ;)
Za to napiszę o pierwszym Dniu Wiosny w mojej szkole, a było bardzo zabawnie! :D
W środę na ostatniej (chyba) lekcji przyszła pani od niemieckiego i powiedziała nam, żeby każdy przyniósł na następny dzień jakąś śmieszną rzecz do ubioru "pani lub pana wiosny". Gdy wyszła nastąpiło poruszenie kto będzie tą postacią; nikt prawie nie chciał się przebierać, z wyjątkiem Krystiana.
W czwartek dowiedzieliśmy się, że Krystian zrezygnował i Kuroi go zastępuje. Na pierwszej lekcji (fizyce) cała szkoła zebrała się w jednej z sal. Tam pani od angielskiego i germanistka przedstawiły nam plan tej godziny. Potem rozeszliśmy się do klas ubrać Kuroi za wiosnę. Kilka dziewczyn pomagało się jej ubierać, a inni rozwiązywali krzyżówkę z hasłem WIOSNA albo próbowali zapamiętać kilka linijek wiersza (o nim za chwilę).
Kuroi - Wiosna wyglądała wystrzałowo oraz śmiesznie. Miała na sobie niebieską perukę, jakąś bluzkę z kwiatkami, szal z pomarańczowymi piórami oraz wielkie, czarne okulary zerówki. Gdy się już ubrała wróciliśmy znów do sali. Tam nastąpił pokaz "modelek - pań wiosen", po tym "lektorzy" musieli się schować za swoją wiosną i przekazać jej po kolei fragment wiersza z pamięci, ona zaś musiała to tak przekazać jakby nas tam nie było. Było przy tym dużo śmiechu gdyż albo niektórzy zapomnieli tekstu i zmyślali coś, albo Wiosna nie dosłyszała i przekręcała lub jeszcze sama coś wymyślała. Uwierzcie mi nawet nauczyciele się śmiali!
Po wierszu jak się nie mylę nadeszła kolej na konkurs dla tych którzy mają dobry słuch. Z klasy wybrano dwóch przedstawicieli; oni oraz Wiosna musieli wsłuchać się w filmik z YT i zapamiętać jakie zwierzęta było w nim słychać (KLIKNIJ żeby zobaczyć ten filmik). Na końcu panie włączyły jakąś piosenkę letnią (nie pamiętam jaką) i robiliśmy węża który szedł przez pół korytarza (w szkole mamy bardzo wąskie korytarze). I na tym się zakończyły obchody z okazji dnia wiosny w mojej szkole :-/ Jeszcze pani od niemca śmiała się, że z okazji Dnia Wiosny wszyscy biorą łopaty i idziemy odśnieżać śnieg z boiska. ;)
Muszę z moją koleżanką napisać takie jakby sprawozdanie z Dnia Wiosny. A wszystko przez KUROI!!!! Ona czyta tego bloga i powiedziała, że ładnie piszę, więc na pewno uda mi się to napisać.
W szkole z okazji Dnia Ziemi odbywa się konkurs fotograficzny gdzie trzeba dać zdjęcie flory lub fauny miasta z którego jestem. Nie wiem czy startować czy nie... Wiem na pewno, że jedna osoba z mojej klasy musi startować w nim, bo robi super zdjęcia.
Za to napiszę o pierwszym Dniu Wiosny w mojej szkole, a było bardzo zabawnie! :D
W środę na ostatniej (chyba) lekcji przyszła pani od niemieckiego i powiedziała nam, żeby każdy przyniósł na następny dzień jakąś śmieszną rzecz do ubioru "pani lub pana wiosny". Gdy wyszła nastąpiło poruszenie kto będzie tą postacią; nikt prawie nie chciał się przebierać, z wyjątkiem Krystiana.
W czwartek dowiedzieliśmy się, że Krystian zrezygnował i Kuroi go zastępuje. Na pierwszej lekcji (fizyce) cała szkoła zebrała się w jednej z sal. Tam pani od angielskiego i germanistka przedstawiły nam plan tej godziny. Potem rozeszliśmy się do klas ubrać Kuroi za wiosnę. Kilka dziewczyn pomagało się jej ubierać, a inni rozwiązywali krzyżówkę z hasłem WIOSNA albo próbowali zapamiętać kilka linijek wiersza (o nim za chwilę).
Kuroi - Wiosna wyglądała wystrzałowo oraz śmiesznie. Miała na sobie niebieską perukę, jakąś bluzkę z kwiatkami, szal z pomarańczowymi piórami oraz wielkie, czarne okulary zerówki. Gdy się już ubrała wróciliśmy znów do sali. Tam nastąpił pokaz "modelek - pań wiosen", po tym "lektorzy" musieli się schować za swoją wiosną i przekazać jej po kolei fragment wiersza z pamięci, ona zaś musiała to tak przekazać jakby nas tam nie było. Było przy tym dużo śmiechu gdyż albo niektórzy zapomnieli tekstu i zmyślali coś, albo Wiosna nie dosłyszała i przekręcała lub jeszcze sama coś wymyślała. Uwierzcie mi nawet nauczyciele się śmiali!
Po wierszu jak się nie mylę nadeszła kolej na konkurs dla tych którzy mają dobry słuch. Z klasy wybrano dwóch przedstawicieli; oni oraz Wiosna musieli wsłuchać się w filmik z YT i zapamiętać jakie zwierzęta było w nim słychać (KLIKNIJ żeby zobaczyć ten filmik). Na końcu panie włączyły jakąś piosenkę letnią (nie pamiętam jaką) i robiliśmy węża który szedł przez pół korytarza (w szkole mamy bardzo wąskie korytarze). I na tym się zakończyły obchody z okazji dnia wiosny w mojej szkole :-/ Jeszcze pani od niemca śmiała się, że z okazji Dnia Wiosny wszyscy biorą łopaty i idziemy odśnieżać śnieg z boiska. ;)
Muszę z moją koleżanką napisać takie jakby sprawozdanie z Dnia Wiosny. A wszystko przez KUROI!!!! Ona czyta tego bloga i powiedziała, że ładnie piszę, więc na pewno uda mi się to napisać.
W szkole z okazji Dnia Ziemi odbywa się konkurs fotograficzny gdzie trzeba dać zdjęcie flory lub fauny miasta z którego jestem. Nie wiem czy startować czy nie... Wiem na pewno, że jedna osoba z mojej klasy musi startować w nim, bo robi super zdjęcia.
piątek, 15 marca 2013
"Mechaniczny anioł"
"Mechaniczny anioł" jest autorstwa Cassandry Clare i zapoczątkowuje cykl "Diabelskich maszyn", jest też prequel'em* serii Dary Anioła.
Akcja powieści mieści się w Londynie w końcówce lat 70 XIX wieku. Tessa Gray przypływa statkiem z Nowego Jorku do stolicy Anglii do swojego brata - Nate'a. Jednak po przybyciu do miasta dziewczynę nie wita brat, lecz Mroczne Siostry. Przekazują one Tessie list w którym jej brat zapewnia ją, że jest w dobrych rękach i niestety nie mógł osobiście przyjechać po nią. Na początku jest wszystko normalnie... do czasu kiedy dziewczyna nie pojawia się w domu sióstr. Tam zaczynają się dziać przerażające rzeczy. Między innymi siostry karzą Tessie Gray przemieniać się w osoby... martwe. No bo okazuje się, że Gray ma taką moc, że jak trzyma jakąś rzecz należącą do jakieś obcej osoby może w nią się przemienić zupełnie (myśli jej stają się takie jakie ma osoba w którą się przemienia). Przemiany na początku nie są dobre: Tessa się czuje słabo, bardzo słabo po nich. Po kilku tygodniach dowiaduje się, że ma się poślubić z Mistrzem. Kto nim jest? Tak, naprawdę do końca książki trzyma nas autorka w napięciu, gdyż już niby wiemy kto nim jest, a tu nagle niespodzianka okazuje się nim ktoś inny! Wracając: ratuję ją przed ślubem (przypadkowo) Will, który się okazuje Mrocznym Łowcą (pół Anioł pół człowiek). Chłopak zabiera ją do Instytutu gdzie mieszkają inni Nocni Łowcy: James, Henry, Charlotte, Jessamine oraz ludzie którzy posiadają Wzrok: Sophie, Agatha i Thomas. Tam dziewczyna zakochuje się w swoim wybawcy, pomaga wampirzycy Camille w zemście na jednym z wampirów, znajduje swojego brata. Hm, historię trochę trudno opisać. Gdy Tessa pomaga Camille znajduje swojego brata, który był torturowany przez jednego z najgroźniejszych wampirów Londynu. Zabiera go do Instytutu, tam chłopak opowiada o Mistrzu i... okłamuję pół ludzi pół Aniołów.
Mam nadzieję, że mój opis nie zniechęcił was do książki ;)
Książka jest pełna walk, mechanicznych stworów i magii.
Moja ocena: 10/10
Ilość stron: 467
Cytaty:
" - (...) Śmiejesz się ze mnie?
- Nie z ciebie. - Will uśmiechnął się szeroko. - Raczej z twojego powodu. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak ekscytował się książkami. Można by pomyśleć, że to diamenty.
- Przecież są diamentami, nie uważasz?"
"On nie wiedział, co znaczą dla niej książki. Że są symbolami prawdy i sensu, potwierdzeniem jej istnienia i tego, że są na świecie ludzie tacy jak ona. Trzymając teraz w rękach księgę, czuła, że wszystko, co jej się przydarzyło w ciągu sześciu ostatnich tygodni, było prawdziwe."
" - Marzenia potrafią być niebezpieczną rzeczą."
" Jessamine nagle złapała ją za ramię. Jej palce były jak szpony. Na ścieżce przed nimi wyrosło coś, albo raczej ktoś.
Postać była mała, tak mała, że przez chwilę Tessa myślała, że ma przed sobą dziecko. Ale kiedy ten ktoś wszedł na oświetlony skrawek ścieżki, zobaczyła, że to mężczyzna - zgarbiony starzec ubrany jak handlarz uliczny, w łachmanach i zniszczonym kapeluszu zsuniętym na tył głowy. Jego twarz była pomarszczona i biała jak stare jabłko pokryte pleśnią; czarne oczy spoglądały spomiędzy grubych fałdów skóry.
Uśmiechnął się szeroko, pokazując zęby ostre jak igły.
- Ładne dziewczynki/"
"Chcę, żebyś wiedział, jak to jest, kiedy płonie twój dom, klan obraca się w popiół, a twoje żałosne życie się kończy."
"Tessa obejrzała się i zobaczyła wysokiego mężczyznę, który pojawił się obok nich bezszelestnie jak dym. Miał na sobie wyszukaną brokatową marynarkę rodem z ubiegłego stulecia, z bogactwem białych koronek przy kołnierzu i mankietach, a do kompletu spodnie do kolan i wysokie buty z klamerkami. Jego włosy były czarne jak jedwab z niebieskawym połyskiem miał brązową skórę i rysy podobne do Jema, świadczące o domieszczce obcej krwi. W jednym uchu pyszniło się srebrne kółko z diamentowym wisiorkiem wielkości palca, iskrzącym się w blasku świec. Główka srebrnej laski również była wysadzana diamentami. Nieznajomy cały niemal lśnił jak magiczny kamień. Tessa wytrzeszczała oczy. Jeszcze nigdy nie widziała człowieka ubranego tak ekstrawagancko.
- To jest Magnus - powiedział cicho Will, z wyraźną ulgą w głosie. - Magnus Bane."
"- Czasami nasze życie zmienia się tak szybko, że za tą zmianą nie nadążają zmysły i serca - powiedział Jem. - I kiedy tęsknimy za tym, co było, właśnie wtedy czujemy największy ból."
Akcja powieści mieści się w Londynie w końcówce lat 70 XIX wieku. Tessa Gray przypływa statkiem z Nowego Jorku do stolicy Anglii do swojego brata - Nate'a. Jednak po przybyciu do miasta dziewczynę nie wita brat, lecz Mroczne Siostry. Przekazują one Tessie list w którym jej brat zapewnia ją, że jest w dobrych rękach i niestety nie mógł osobiście przyjechać po nią. Na początku jest wszystko normalnie... do czasu kiedy dziewczyna nie pojawia się w domu sióstr. Tam zaczynają się dziać przerażające rzeczy. Między innymi siostry karzą Tessie Gray przemieniać się w osoby... martwe. No bo okazuje się, że Gray ma taką moc, że jak trzyma jakąś rzecz należącą do jakieś obcej osoby może w nią się przemienić zupełnie (myśli jej stają się takie jakie ma osoba w którą się przemienia). Przemiany na początku nie są dobre: Tessa się czuje słabo, bardzo słabo po nich. Po kilku tygodniach dowiaduje się, że ma się poślubić z Mistrzem. Kto nim jest? Tak, naprawdę do końca książki trzyma nas autorka w napięciu, gdyż już niby wiemy kto nim jest, a tu nagle niespodzianka okazuje się nim ktoś inny! Wracając: ratuję ją przed ślubem (przypadkowo) Will, który się okazuje Mrocznym Łowcą (pół Anioł pół człowiek). Chłopak zabiera ją do Instytutu gdzie mieszkają inni Nocni Łowcy: James, Henry, Charlotte, Jessamine oraz ludzie którzy posiadają Wzrok: Sophie, Agatha i Thomas. Tam dziewczyna zakochuje się w swoim wybawcy, pomaga wampirzycy Camille w zemście na jednym z wampirów, znajduje swojego brata. Hm, historię trochę trudno opisać. Gdy Tessa pomaga Camille znajduje swojego brata, który był torturowany przez jednego z najgroźniejszych wampirów Londynu. Zabiera go do Instytutu, tam chłopak opowiada o Mistrzu i... okłamuję pół ludzi pół Aniołów.
Mam nadzieję, że mój opis nie zniechęcił was do książki ;)
Książka jest pełna walk, mechanicznych stworów i magii.
Moja ocena: 10/10
Ilość stron: 467
Cytaty:
" - (...) Śmiejesz się ze mnie?
- Nie z ciebie. - Will uśmiechnął się szeroko. - Raczej z twojego powodu. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak ekscytował się książkami. Można by pomyśleć, że to diamenty.
- Przecież są diamentami, nie uważasz?"
"On nie wiedział, co znaczą dla niej książki. Że są symbolami prawdy i sensu, potwierdzeniem jej istnienia i tego, że są na świecie ludzie tacy jak ona. Trzymając teraz w rękach księgę, czuła, że wszystko, co jej się przydarzyło w ciągu sześciu ostatnich tygodni, było prawdziwe."
" - Marzenia potrafią być niebezpieczną rzeczą."
" Jessamine nagle złapała ją za ramię. Jej palce były jak szpony. Na ścieżce przed nimi wyrosło coś, albo raczej ktoś.
Postać była mała, tak mała, że przez chwilę Tessa myślała, że ma przed sobą dziecko. Ale kiedy ten ktoś wszedł na oświetlony skrawek ścieżki, zobaczyła, że to mężczyzna - zgarbiony starzec ubrany jak handlarz uliczny, w łachmanach i zniszczonym kapeluszu zsuniętym na tył głowy. Jego twarz była pomarszczona i biała jak stare jabłko pokryte pleśnią; czarne oczy spoglądały spomiędzy grubych fałdów skóry.
Uśmiechnął się szeroko, pokazując zęby ostre jak igły.
- Ładne dziewczynki/"
"Chcę, żebyś wiedział, jak to jest, kiedy płonie twój dom, klan obraca się w popiół, a twoje żałosne życie się kończy."
"Tessa obejrzała się i zobaczyła wysokiego mężczyznę, który pojawił się obok nich bezszelestnie jak dym. Miał na sobie wyszukaną brokatową marynarkę rodem z ubiegłego stulecia, z bogactwem białych koronek przy kołnierzu i mankietach, a do kompletu spodnie do kolan i wysokie buty z klamerkami. Jego włosy były czarne jak jedwab z niebieskawym połyskiem miał brązową skórę i rysy podobne do Jema, świadczące o domieszczce obcej krwi. W jednym uchu pyszniło się srebrne kółko z diamentowym wisiorkiem wielkości palca, iskrzącym się w blasku świec. Główka srebrnej laski również była wysadzana diamentami. Nieznajomy cały niemal lśnił jak magiczny kamień. Tessa wytrzeszczała oczy. Jeszcze nigdy nie widziała człowieka ubranego tak ekstrawagancko.
- To jest Magnus - powiedział cicho Will, z wyraźną ulgą w głosie. - Magnus Bane."
"- Czasami nasze życie zmienia się tak szybko, że za tą zmianą nie nadążają zmysły i serca - powiedział Jem. - I kiedy tęsknimy za tym, co było, właśnie wtedy czujemy największy ból."
niedziela, 10 marca 2013
Czytanie
Jak pewnie może już wiecie bardzo lubię czytać książki! Najbardziej to chyba takie fantastyczne z wampirami, aniołami itp. Co mnie najbardziej nudzi w książkach? Na pewno wątki miłosne. Okej, nie są one takie złe, ale nudne jest czytanie ciągle o tym samym (najczęściej w książkach jest nieszczęśliwa miłość) można ten wątek jakoś inaczej poprowadzić to wtedy nie jest źle czytać takie książki.
Mówią, że jak czyta się dużo książek to ma się bogatsze słownictwo hmm, ja jestem chyba tego wyjątkiem. Nie zauważam u siebie jakiegoś nie wiadomego słownictwa! Jeśli też ktoś czyta dużo to nie ma problemu z lekturami szkolnym, widzę to np. po mojej klasie. Ci co nie czytają muszą się zmuszać do lektury lub w ogóle jej nie czytają. Dla niektórych osób jeśli książka ma ok. 120 str to jest wielka, śmieszne to jest dla tych co czytają po 200, 300 paro stronowe książki. Kiedyś poszłam z jedną koleżanką do biblioteki i co mnie zaskoczyło patrzyła na ilość stron, a nie na treść i na końcu wybrała książeczkę dla dzieci "Złotowłosa i trzy niedźwiadki".
Rok temu mieliśmy rozmowę z panią od polaka co lepsze papierowa książka czy elektroniczna? Większość głosów była za elektroniczną, ale ja wolę tę pierwszą. Bo można czytać ją w każdym miejscu gdzie się podoba, możesz zaznaczyć miejsce zakładką, a nie przewijać myszką na stronę gdzie się skończyło, często książki pachną przez dłuży czas papierem z którego są zrobione, możesz ją dotknąć. Po prostu to jest coś innego niż literki w komputerze, komórce czy tablecie! A przede wszystkim oczy się tak nie psują.
Książki kupione czy z biblioteki?
Szczerze wolę w bibliotece wypożyczać, niż kupować, choć ten minus jest, że jak się spodoba to nie można jej zatrzymać. A w kupionych co jest minusem? Przede wszystkim ceny, one wzrastają coraz bardziej. To niestety wielka udręka dla fanów jakieś serii czy dla tych co mają małe miasto lub wieś i tam biblioteka nie ma wszystkich nowości. Lub jeśli się spodoba jakaś książka musi czekać ileś tygodni na nią, bo ktoś inny ją czyta.
Pewnie czasem czytacie książki i mówicie "O! Ten fragment jest fajny!", ale gdy później chcecie go znaleźć nie pamiętacie na jakiej stronie on był. Polecam, więc metodę z której korzystam od kilku tygodni - karteczki samoprzylepne. Kiedy czytasz coś ciekawego przyklej sobie karteczkę na tej stronie, po skończeniu czytania możesz zapisać później fragment do specjalnego zeszytu do tego przeznaczonym. Można też od razu do niego wpisywać, ale wtedy przerywa się na dłuższy czas czytanie, co jak jest ciekawa akcja jest udręką.
Tym co nic nie przeszkadza w czytaniu gratuluję. Ja tak nie mam, denerwuje mnie głośny telewizor, śpiewanie, muzyka i różne takie rzeczy; nie mogę się wtedy skupić!
Czym jest dla mnie czytanie?
To oderwanie się od rzeczywistości która nie jest piękna, utożsamianie się z bohaterami i przeżywanie z nimi przygód, to sens życia.
A wy? Też was coś rozprasza przy czytaniu? Co teraz czytacie? Też znacie takie osoby co nie lubią czytać i wychodzą z tego śmieszne lub zaskakujące dla moli książkowych sytuacje?
Mówią, że jak czyta się dużo książek to ma się bogatsze słownictwo hmm, ja jestem chyba tego wyjątkiem. Nie zauważam u siebie jakiegoś nie wiadomego słownictwa! Jeśli też ktoś czyta dużo to nie ma problemu z lekturami szkolnym, widzę to np. po mojej klasie. Ci co nie czytają muszą się zmuszać do lektury lub w ogóle jej nie czytają. Dla niektórych osób jeśli książka ma ok. 120 str to jest wielka, śmieszne to jest dla tych co czytają po 200, 300 paro stronowe książki. Kiedyś poszłam z jedną koleżanką do biblioteki i co mnie zaskoczyło patrzyła na ilość stron, a nie na treść i na końcu wybrała książeczkę dla dzieci "Złotowłosa i trzy niedźwiadki".
Rok temu mieliśmy rozmowę z panią od polaka co lepsze papierowa książka czy elektroniczna? Większość głosów była za elektroniczną, ale ja wolę tę pierwszą. Bo można czytać ją w każdym miejscu gdzie się podoba, możesz zaznaczyć miejsce zakładką, a nie przewijać myszką na stronę gdzie się skończyło, często książki pachną przez dłuży czas papierem z którego są zrobione, możesz ją dotknąć. Po prostu to jest coś innego niż literki w komputerze, komórce czy tablecie! A przede wszystkim oczy się tak nie psują.
Książki kupione czy z biblioteki?
Szczerze wolę w bibliotece wypożyczać, niż kupować, choć ten minus jest, że jak się spodoba to nie można jej zatrzymać. A w kupionych co jest minusem? Przede wszystkim ceny, one wzrastają coraz bardziej. To niestety wielka udręka dla fanów jakieś serii czy dla tych co mają małe miasto lub wieś i tam biblioteka nie ma wszystkich nowości. Lub jeśli się spodoba jakaś książka musi czekać ileś tygodni na nią, bo ktoś inny ją czyta.
Pewnie czasem czytacie książki i mówicie "O! Ten fragment jest fajny!", ale gdy później chcecie go znaleźć nie pamiętacie na jakiej stronie on był. Polecam, więc metodę z której korzystam od kilku tygodni - karteczki samoprzylepne. Kiedy czytasz coś ciekawego przyklej sobie karteczkę na tej stronie, po skończeniu czytania możesz zapisać później fragment do specjalnego zeszytu do tego przeznaczonym. Można też od razu do niego wpisywać, ale wtedy przerywa się na dłuższy czas czytanie, co jak jest ciekawa akcja jest udręką.
Tym co nic nie przeszkadza w czytaniu gratuluję. Ja tak nie mam, denerwuje mnie głośny telewizor, śpiewanie, muzyka i różne takie rzeczy; nie mogę się wtedy skupić!
Czym jest dla mnie czytanie?
To oderwanie się od rzeczywistości która nie jest piękna, utożsamianie się z bohaterami i przeżywanie z nimi przygód, to sens życia.
A wy? Też was coś rozprasza przy czytaniu? Co teraz czytacie? Też znacie takie osoby co nie lubią czytać i wychodzą z tego śmieszne lub zaskakujące dla moli książkowych sytuacje?
sobota, 9 marca 2013
Acedia
Ech, lenistwo jedna z najgorszych wad ;) Odwlekanie różnych rzeczy na późno, albo i w ogóle nie robienie ich. Niestety ja też czasem jestem leniwa :p
Najgorzej jest gdy ktoś w ogóle nie chce z tym walczyć, są mu obojętne skutki lenistwa. Ubolewa nad tym szkoła i różne inne ważne rzeczy, ale szkoła chyba przede wszystkim.
Co może pomóc w zwalczeniu lenistwa?
Na początku będzie cóż... trudno. Najlepiej jeśli rodzice lub przyjaciele w tym pomogą. Nie chcę ci się uczyć? Z przyjaciółmi zawsze raźniej i łatwej! Oczywiście jeśli to są prawdziwi przyjaciele i naprawdę będziecie się uczyć, a nie spędzicie czas na zabawie i grach komputerowych. Są jeszcze rodzice, ale... rzadko co który nastolatek chce korzystać z ich pomocy. Większość rodziców chce, żeby dziecko ich się nauczyło na blachę i pięknie recytowało im formułki odpowiedzi na zadane im pytania, a tak się nie da. Przecież nie chodzi o to, żeby znać słowo w słowo wyjaśnienie z podręcznika, a ująć to we własne słowa! Mówić też zawsze jest trudniej niż pisać. Ja szczerze wolę pisać kartkówki i sprawdziany niż być odpytywanym. Przed rodzicami też jest trudniej. Wiem co piszę, bo większość osób chyba z mojej klasy tak ma. Albo u niektórych jest tak, że w ten sam dzień co się uczą nie za bardzo im idzie mówienie czy pisanie tego co się nauczyło, a na drugi dzień lepiej to pamiętają, bo wiadomości się ułożyły w głowie. Ale oczywiście cały czas nie można polegać na innych i trzeba też samemu się zmobilizować. Najlepiej uczyć się od razu po szkole, po odrobieniu lekcji, wyłączyć komputer oraz telewizor. Jeśli ktoś nie umie sam się pilnować może nastawić sobie zegarek np. że godzinę będzie się uczył tego i tego. Ale uwaga! W tym czasie nie ma robienia jakiś dłuższych przerw, żeby tylko stracić czas.
Robienie lekcji. Tutaj można zastosować trochę drastyczną metodę, czyli druga osoba pyta o któreś tam godzinie czy odrobiłeś już lekcję jeśli nie to za pół godziny znowu itd. Człowiek w końcu się zdenerwuje i zrobi lekcję, żeby nie słyszeć tego gadania. Ale jest jeszcze jeden minus tego - można tą osobę okłamać. Co wtedy? Dostanie sam karę: jeśli rodzice są surowi to nie dopuszczą do następnej takiej sytuacji i będą sprawdzać zeszyty.
Za niezrobienie zadań domowych są w szkole kropki oraz jedynki. Czyli uczeń sam widzi co mu grozi. Jeśli się ma dużo pał bye, bye można zostać w klasie.
Najgorzej jest gdy ktoś w ogóle nie chce z tym walczyć, są mu obojętne skutki lenistwa. Ubolewa nad tym szkoła i różne inne ważne rzeczy, ale szkoła chyba przede wszystkim.
Co może pomóc w zwalczeniu lenistwa?
Na początku będzie cóż... trudno. Najlepiej jeśli rodzice lub przyjaciele w tym pomogą. Nie chcę ci się uczyć? Z przyjaciółmi zawsze raźniej i łatwej! Oczywiście jeśli to są prawdziwi przyjaciele i naprawdę będziecie się uczyć, a nie spędzicie czas na zabawie i grach komputerowych. Są jeszcze rodzice, ale... rzadko co który nastolatek chce korzystać z ich pomocy. Większość rodziców chce, żeby dziecko ich się nauczyło na blachę i pięknie recytowało im formułki odpowiedzi na zadane im pytania, a tak się nie da. Przecież nie chodzi o to, żeby znać słowo w słowo wyjaśnienie z podręcznika, a ująć to we własne słowa! Mówić też zawsze jest trudniej niż pisać. Ja szczerze wolę pisać kartkówki i sprawdziany niż być odpytywanym. Przed rodzicami też jest trudniej. Wiem co piszę, bo większość osób chyba z mojej klasy tak ma. Albo u niektórych jest tak, że w ten sam dzień co się uczą nie za bardzo im idzie mówienie czy pisanie tego co się nauczyło, a na drugi dzień lepiej to pamiętają, bo wiadomości się ułożyły w głowie. Ale oczywiście cały czas nie można polegać na innych i trzeba też samemu się zmobilizować. Najlepiej uczyć się od razu po szkole, po odrobieniu lekcji, wyłączyć komputer oraz telewizor. Jeśli ktoś nie umie sam się pilnować może nastawić sobie zegarek np. że godzinę będzie się uczył tego i tego. Ale uwaga! W tym czasie nie ma robienia jakiś dłuższych przerw, żeby tylko stracić czas.
Robienie lekcji. Tutaj można zastosować trochę drastyczną metodę, czyli druga osoba pyta o któreś tam godzinie czy odrobiłeś już lekcję jeśli nie to za pół godziny znowu itd. Człowiek w końcu się zdenerwuje i zrobi lekcję, żeby nie słyszeć tego gadania. Ale jest jeszcze jeden minus tego - można tą osobę okłamać. Co wtedy? Dostanie sam karę: jeśli rodzice są surowi to nie dopuszczą do następnej takiej sytuacji i będą sprawdzać zeszyty.
Za niezrobienie zadań domowych są w szkole kropki oraz jedynki. Czyli uczeń sam widzi co mu grozi. Jeśli się ma dużo pał bye, bye można zostać w klasie.
piątek, 8 marca 2013
Dzień Kobiet w mojej klasie
Najgorsza informacja w tym tygodniu: Moja klasa ma na muzykę nauczyć się pierwszej zwrotki "Kleszczmy rękoma" i zaśpiewać ją samodzielnie na ocenę środę.
Za nim zacznę temat chciałbym napisać, że nie ma chyba u mnie w szkole normalnego tygodnia ;) zawsze się coś dzieje. W tym trzecie i drugie klasy pisały test próbny oraz był obchodzony Dzień Kobiet.
Pierwsza była wychowawcza i zaraz gdy zadzwonił dzwonek wszystkie dziewczyny zebrały się pod klasą. Kiedy przyszła pani musiałyśmy jeszcze chwilę czekać, aż któryś z chłopaków otworzy drzwi (gdyż zakluczyli się szykując jakąś niespodziankę). Weszłyśmy. Ławki były ułożone w prostokąt, krzesła dla dziewczyn i pani postawione wokół niego, a ich krzesła ułożone w wysoką piramidę (a raczej wieżę), leciała jakaś smętna muzyczka z komputera (YT), na tablicy był napis "Dzień Kobiet!!!". Gdy stanęłyśmy przy krzesłach Przemek dał nam czekoladę i tulipana, a raczej musiałyśmy sobie same go wyjądź, bo on trzymał wazon. Kiedy wszyscy usiedli Wiktor złożył w imieniu wszystkich chłopaków z klasy życzenia. Niektóre z dziewczyn otworzyły czekoladę i poczęstowały też chłopaków ;-) Po paru chwilach chłopcy zmienili w końcu muzykę. Było (oczywiście) "Ona tańczy dla mnie" i "Gangam Style". Dużo osób zaczęło śpiewać, jeden chłopak nawet zaczął tańczyć. Później, żeby było śmieszniej puścili "Nie boję się gdy ciemno jest, ojciec za rękę prowadzi mnie...". Było mega wesoło.
Na pierwszej przerwie było słówko i ksiądz z panem od inforamtyki tam mówili o Dniu Kobiet, że to nie potrzebnie są oddzielone święta kobiet i mężczyzn, bo przecież w Biblii Bóg mówił, że stawnowią jedno ciało, i dodał jeszcze (ksiądz), że w każdym z nas jest pierwiastek męski i żeński i, żę kobiety dzisiaj chcą się upodobnić do mężczyzn i takie tam.
Na polaku włożyłyśmy kwiaty do wazonu, żeby nie zwiędły.
Na religii ksiądz nam włączył "Shrek 3" chociaż mieliśmy jeszcze do wyboru jakiś film przyrodniczy i ciąg odcinków "Baranek Shaun". Więc całe 45 mieliśmy zajęte. Jeszcze w między czasie mówił, że Harry Potter jest zły, że to okultyzm (ogólnie i tak będę go czytała i oglądała, monolog mnie nie zniechęcił).
Na końcu była informatyka. Nie, no oczywiście były śmiechy, jak co tydzień. Pan zawsze coś śmiesznego powie :D
Wczoraj jeszcze był próbny z niemca i angola, więc mieliśmy inaczej lekcje. Pan od historii okazało się, że w podstawówce ma lekcje i nie przyszedł na naszej historii do nas, więc prawie całe 45min spędziliśmy sobie na boisku. ;)
Za nim zacznę temat chciałbym napisać, że nie ma chyba u mnie w szkole normalnego tygodnia ;) zawsze się coś dzieje. W tym trzecie i drugie klasy pisały test próbny oraz był obchodzony Dzień Kobiet.
Pierwsza była wychowawcza i zaraz gdy zadzwonił dzwonek wszystkie dziewczyny zebrały się pod klasą. Kiedy przyszła pani musiałyśmy jeszcze chwilę czekać, aż któryś z chłopaków otworzy drzwi (gdyż zakluczyli się szykując jakąś niespodziankę). Weszłyśmy. Ławki były ułożone w prostokąt, krzesła dla dziewczyn i pani postawione wokół niego, a ich krzesła ułożone w wysoką piramidę (a raczej wieżę), leciała jakaś smętna muzyczka z komputera (YT), na tablicy był napis "Dzień Kobiet!!!". Gdy stanęłyśmy przy krzesłach Przemek dał nam czekoladę i tulipana, a raczej musiałyśmy sobie same go wyjądź, bo on trzymał wazon. Kiedy wszyscy usiedli Wiktor złożył w imieniu wszystkich chłopaków z klasy życzenia. Niektóre z dziewczyn otworzyły czekoladę i poczęstowały też chłopaków ;-) Po paru chwilach chłopcy zmienili w końcu muzykę. Było (oczywiście) "Ona tańczy dla mnie" i "Gangam Style". Dużo osób zaczęło śpiewać, jeden chłopak nawet zaczął tańczyć. Później, żeby było śmieszniej puścili "Nie boję się gdy ciemno jest, ojciec za rękę prowadzi mnie...". Było mega wesoło.
Na pierwszej przerwie było słówko i ksiądz z panem od inforamtyki tam mówili o Dniu Kobiet, że to nie potrzebnie są oddzielone święta kobiet i mężczyzn, bo przecież w Biblii Bóg mówił, że stawnowią jedno ciało, i dodał jeszcze (ksiądz), że w każdym z nas jest pierwiastek męski i żeński i, żę kobiety dzisiaj chcą się upodobnić do mężczyzn i takie tam.
Na polaku włożyłyśmy kwiaty do wazonu, żeby nie zwiędły.
Na religii ksiądz nam włączył "Shrek 3" chociaż mieliśmy jeszcze do wyboru jakiś film przyrodniczy i ciąg odcinków "Baranek Shaun". Więc całe 45 mieliśmy zajęte. Jeszcze w między czasie mówił, że Harry Potter jest zły, że to okultyzm (ogólnie i tak będę go czytała i oglądała, monolog mnie nie zniechęcił).
Na końcu była informatyka. Nie, no oczywiście były śmiechy, jak co tydzień. Pan zawsze coś śmiesznego powie :D
Wczoraj jeszcze był próbny z niemca i angola, więc mieliśmy inaczej lekcje. Pan od historii okazało się, że w podstawówce ma lekcje i nie przyszedł na naszej historii do nas, więc prawie całe 45min spędziliśmy sobie na boisku. ;)
niedziela, 3 marca 2013
Przyszłość
Dla tych którzy czekają dla "recenzję" mitologii skandynawskiej - sorki, ale na razie nie zamieszczę jej na blogu, gdyż... nie zbyt mi się podoba język w którym jest ona napisana. Po prostu nie jest ona napisana w przystępnym języku, bardziej dla dorosłych czy naukowców. Ciągle porównania do jakiś dzieł, różne słowa po islandzku (którego nie znam), dużo urywków z innych książek, mało pisania po swojemu.
Może powiecie po co pisze post na ten temat, przecież mam jeszcze czas...
Ale trzeba na jakiś czas się zatrzymać i wyjść z tej karuzeli, z wiru kolorów, metalu, szkła i prędkości jak formuła 1. Czasem warto powiedzieć STOP! i się zastanowić nad dalszym losem. Życie tak szybko biegnie wczoraj była podstawówka, a dzisiaj już gimnazjum, co będzie jutro? Nie wiadomo. Możesz umrzeć lub żyć dalej, a jeśli żyjesz dalej to nim się obejrzysz, a staną przed tobą wybory które będą się warzyć na twoim życiu. Np. studia. Co wybrać? Niektórzy się zastanawiają już nad tym w SP. Ja kiedyś chciałam studiować astronomię, ale powiedziałam sobie "o nie! tyle matmy i fizyki! chyba zwariowałam!". Teraz myślę nad trzema kierunkami: psychologia, socjologia, kulturoznastwo. Jedna z moich koleżanek chce oceanografię, a jeszcze inna mówi, że nie chce iść na studia.
A swoje pasje mają coś do przyszłości? Jasne! Lepiej cały czas je rozwijać, bo kto wie może kiedyś ktoś kto fotografuje będzie sławnym fotografem?
PS. Proszę was! Bierzcie na poważnie tą ankietę! Potrzebna mi ona do kwietniowego postu.
Może powiecie po co pisze post na ten temat, przecież mam jeszcze czas...
Ale trzeba na jakiś czas się zatrzymać i wyjść z tej karuzeli, z wiru kolorów, metalu, szkła i prędkości jak formuła 1. Czasem warto powiedzieć STOP! i się zastanowić nad dalszym losem. Życie tak szybko biegnie wczoraj była podstawówka, a dzisiaj już gimnazjum, co będzie jutro? Nie wiadomo. Możesz umrzeć lub żyć dalej, a jeśli żyjesz dalej to nim się obejrzysz, a staną przed tobą wybory które będą się warzyć na twoim życiu. Np. studia. Co wybrać? Niektórzy się zastanawiają już nad tym w SP. Ja kiedyś chciałam studiować astronomię, ale powiedziałam sobie "o nie! tyle matmy i fizyki! chyba zwariowałam!". Teraz myślę nad trzema kierunkami: psychologia, socjologia, kulturoznastwo. Jedna z moich koleżanek chce oceanografię, a jeszcze inna mówi, że nie chce iść na studia.
A swoje pasje mają coś do przyszłości? Jasne! Lepiej cały czas je rozwijać, bo kto wie może kiedyś ktoś kto fotografuje będzie sławnym fotografem?
sobota, 2 marca 2013
Lektura szkolna na marzec
Przed chwilą przeczytałam książkę pt: "Opium w rosole" Małgorzaty Musierowicz. Jest to jak głosi tytuł postu moja lektura szkolna na marzec, a dokładniej na 11 marca (przypominam osobom z mojej klasy!).
Na początku, czyli po pierwszym rozdziale myślałam, że sięgnęłam po jedną z najgorszych książek w moim życiu. Nic mi się w niej nie podobało, opisy jakoś mi były za długie, ulice... Zadawałam sobie pytanie: "Po co pani nam to dała do czytania? To jest bezsensu!" I tak trwało to dopóki nie trafiłam na pewną postać, a mianowicie Aurelię. Dziewczynka jest obrazem dziecka pozostawione tak naprawdę samemu losowi. Matka się nie interesuję zbytnio, uważa, że jak jej córka dostanie wszystko co chce z rzeczy materialnych to będzie dobrze. Że właśnie tak powinno się wychowywać dzieci. Ojciec... jego całymi dniami nie ma w domu. Mama jest tak zapracowana, że zostawia córeczkę pod opieką p. Lisieckiej. Tam Aurelia musi spędzać całe dnie. Nie podoba się to dziewczynce, bo ona pragnie miłości ze strony mamy. Nawet jedzenie jej nie smakuje w domu, taka jest tam atmosfera.
Jej mama jest nauczycielką matematyki i jest wychowawczynią Ib, która jest klasą na pozór bardzo trudną i rozbrykaną. Uczy się w niej np. Kreska (jedna z bohaterów książki) która jest na zabój zakochana w pewnym Maćku. Na początku nie za bardzo ją polubiłam, wydawała mi się trochę dziwna. Ale im dalej czytałam to tym bardziej zagłębiałam się w jej życiu i lubiłam. Dziewczyna mieszka razem z dziadkiem, który pewnego dnia ma zawał i ląduje w szpitalu. Janka (bo tak ma na imię) jest bardzo tym załamana. Trzeba też dodać, że pieniędzy nie ma za wiele, żeby sobie dorobić szyje różne ubrania.
Jest jeszcze wielu innych bohaterów: rodzina Lewandowskich, rodzina Borejków, bracia Ogorzałkowie - to chyba wszyscy. Wszyscy wyżej wymienieni (oprócz Aurelii i jej rodziców) mieszkają na tym samym podwórku w dwóch kamienicach.
No i jest jeszcze zagadkowa Genowefa, która przychodzi każdego dnia do kogo innego na obiady...
Jeśli chcecie się więcej rzeczy dowiedzieć o książce to sięgnijcie po nią.
Muszę przyznać, że są nieliczne książki przy których się wzruszam, a właśnie przez wątek Aurelii muszę zaliczyć "Opium..." do tej zwięzłej listy.
Moja ocena: 7, 3/4
Cytaty:
"Jeżeliby kto kiedykolwiek uważał, że jest sam na świecie - to dałby tym niewątpliwy dowód braku wyobraźni. (...) Bo przecież naprawdę nikt z nas nie jest sam. Wpływamy na siebie nawzajem - i często zdarza się, że przelotne spotkanie, rozmowa, wymiana myśli, złośliwy żarcik nawet - potrafią wyżłobić głęboki ślad w czyjejś pamięci i zaważyć nawet na całym życiu człowieka."
" Maciek zaś w zadumie patrzył na salę i myślał, że skoro człowiek przesypia prawie jedną trzecią swego życia, to powinien starać się maksymalnie wykorzystać nieliczne godziny, kiedy to nie leży bez świadomości. Jak najwięcej zrobić, jak najwięcej przeczytać, jak najwięcej się nauczyć i jak najwięcej dać temu światu."
PS. Myślałam o nagłówku na bloga, ale nie wiem jaki kolor wybrać. Co powiecie na jasno-brązowy? A może macie własne pomysły?
Na początku, czyli po pierwszym rozdziale myślałam, że sięgnęłam po jedną z najgorszych książek w moim życiu. Nic mi się w niej nie podobało, opisy jakoś mi były za długie, ulice... Zadawałam sobie pytanie: "Po co pani nam to dała do czytania? To jest bezsensu!" I tak trwało to dopóki nie trafiłam na pewną postać, a mianowicie Aurelię. Dziewczynka jest obrazem dziecka pozostawione tak naprawdę samemu losowi. Matka się nie interesuję zbytnio, uważa, że jak jej córka dostanie wszystko co chce z rzeczy materialnych to będzie dobrze. Że właśnie tak powinno się wychowywać dzieci. Ojciec... jego całymi dniami nie ma w domu. Mama jest tak zapracowana, że zostawia córeczkę pod opieką p. Lisieckiej. Tam Aurelia musi spędzać całe dnie. Nie podoba się to dziewczynce, bo ona pragnie miłości ze strony mamy. Nawet jedzenie jej nie smakuje w domu, taka jest tam atmosfera.
Jej mama jest nauczycielką matematyki i jest wychowawczynią Ib, która jest klasą na pozór bardzo trudną i rozbrykaną. Uczy się w niej np. Kreska (jedna z bohaterów książki) która jest na zabój zakochana w pewnym Maćku. Na początku nie za bardzo ją polubiłam, wydawała mi się trochę dziwna. Ale im dalej czytałam to tym bardziej zagłębiałam się w jej życiu i lubiłam. Dziewczyna mieszka razem z dziadkiem, który pewnego dnia ma zawał i ląduje w szpitalu. Janka (bo tak ma na imię) jest bardzo tym załamana. Trzeba też dodać, że pieniędzy nie ma za wiele, żeby sobie dorobić szyje różne ubrania.
Jest jeszcze wielu innych bohaterów: rodzina Lewandowskich, rodzina Borejków, bracia Ogorzałkowie - to chyba wszyscy. Wszyscy wyżej wymienieni (oprócz Aurelii i jej rodziców) mieszkają na tym samym podwórku w dwóch kamienicach.
No i jest jeszcze zagadkowa Genowefa, która przychodzi każdego dnia do kogo innego na obiady...
Jeśli chcecie się więcej rzeczy dowiedzieć o książce to sięgnijcie po nią.
Muszę przyznać, że są nieliczne książki przy których się wzruszam, a właśnie przez wątek Aurelii muszę zaliczyć "Opium..." do tej zwięzłej listy.
Moja ocena: 7, 3/4
Cytaty:
"Jeżeliby kto kiedykolwiek uważał, że jest sam na świecie - to dałby tym niewątpliwy dowód braku wyobraźni. (...) Bo przecież naprawdę nikt z nas nie jest sam. Wpływamy na siebie nawzajem - i często zdarza się, że przelotne spotkanie, rozmowa, wymiana myśli, złośliwy żarcik nawet - potrafią wyżłobić głęboki ślad w czyjejś pamięci i zaważyć nawet na całym życiu człowieka."
" Maciek zaś w zadumie patrzył na salę i myślał, że skoro człowiek przesypia prawie jedną trzecią swego życia, to powinien starać się maksymalnie wykorzystać nieliczne godziny, kiedy to nie leży bez świadomości. Jak najwięcej zrobić, jak najwięcej przeczytać, jak najwięcej się nauczyć i jak najwięcej dać temu światu."
piątek, 1 marca 2013
Dzisiejsze święto; zwięrzęta
Dzisiaj jest 1 marca = Dzień Żołnierzy Wyklętych.
Co to jest za dzień?
Święto jest poświęcone pamięci żołnierzom antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia.*
Skąd akurat ta data?
Tego dnia w 1951 roku w więzieniu mokotowskim wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”: Łukaszu Cieplińskim, Mieczysławie Kawalcu, Józefie Batorym, Adamie Lazarowiczu, Franciszku Błażeju, Karolu Chmielu i Józefie Rzepce − będących ostatnim ogólnopolskim koordynatorem „Walki o Wolność i Niezawisłość Polski z nową sowiecką okupacją. *
A teraz wracając do drugiej części tematu...
Pewnie jak się zastanowić to każdy z was widział lub słyszał o cierpieniu zwierząt (obojętnie o jakim gatunku). To przykre, ale taka prawda i niestety coraz więcej takich ludzi co traktują nieludzko zwięrzęta. Dlaczego? Są różne powody tego, jednym z nich jest myśl, że "jestem panem zwierząt, więc mogę z nimi robić co chcę". Człowiek myśli, że jak jest homo sapiens to wszystko mu wolno. A tak naprawdę więcej rozumu mają różne zwierzęta, niż niektórzy ludzie. One też czują! Też odczuwają emocje! Wstyd czasem być człowiekiem gdy się patrzy na swych braci. Hm, krótki post, mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Lepiej napisać mniej, a mądrze niż długo, a głupio.
Co to jest za dzień?
Święto jest poświęcone pamięci żołnierzom antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia.*
Skąd akurat ta data?
Tego dnia w 1951 roku w więzieniu mokotowskim wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”: Łukaszu Cieplińskim, Mieczysławie Kawalcu, Józefie Batorym, Adamie Lazarowiczu, Franciszku Błażeju, Karolu Chmielu i Józefie Rzepce − będących ostatnim ogólnopolskim koordynatorem „Walki o Wolność i Niezawisłość Polski z nową sowiecką okupacją. *
A teraz wracając do drugiej części tematu...
Pewnie jak się zastanowić to każdy z was widział lub słyszał o cierpieniu zwierząt (obojętnie o jakim gatunku). To przykre, ale taka prawda i niestety coraz więcej takich ludzi co traktują nieludzko zwięrzęta. Dlaczego? Są różne powody tego, jednym z nich jest myśl, że "jestem panem zwierząt, więc mogę z nimi robić co chcę". Człowiek myśli, że jak jest homo sapiens to wszystko mu wolno. A tak naprawdę więcej rozumu mają różne zwierzęta, niż niektórzy ludzie. One też czują! Też odczuwają emocje! Wstyd czasem być człowiekiem gdy się patrzy na swych braci. Hm, krótki post, mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Lepiej napisać mniej, a mądrze niż długo, a głupio.
* - informację skopiowane z Wikipedii
Subskrybuj:
Posty (Atom)



