Nie jestem jakimś specjalistą od matematyki. Moja wiedza nie jest też na nie wiadomo, jakim poziomie. Może niżej minimalnie niż przeciętna - nie wiem, zależy od punktu patrzenia. W każdym razie nie można też zaprzeczyć temu, że nie jestem też słaba z matmy. A jak to jeden ze stereotypów mówi - humaniści nie umieją matematyki. Ich matematyka jest, tak opłakana, że poszli na humana. Z tym stereotypem łączy się wiele wymówek osób, które poszły na profil humanistyczny lub z natury są humanistami: bo ja jestem humanistą, dlatego matma mi nie idzie. Heh, te wymówki... Gdyby każdy zaczął szukać, takich wymówek...
![]() |
| Link |
Racja, na początku mojej edukacji jakoś nie przepadałam za matematyką i liczeniem. Zawsze jakoś lepiej mi szło pisanie, niż liczenie. W gimnazjum jakoś... trochę się to wyrównało. To znaczy nie było, tak, że lubiłam język polski, a matematyki nie. Cóż polubiłam ten przedmiot, co nie znaczyło od razu, że byłam o niebo lepsza w matematyce. Nie, wcale. No może trochę. W każdym razie te 62% udało mi się zdobyć. Po dwóch latach i prawie czterech miesiącach w liceum zaczęłam zauważać, że mój stosunek do matematyki diametralnie się zmienił. Szczerze pisząc to nie umiałabym wybrać teraz, który przedmiot wolę bardziej. Nie, nie popisuje się. Matematyka nadal pozostaje trudnym przedmiotem, gdzie niektóre działy zwyczajnie mnie dobijają, ponieważ według mnie nie są żadnemu licealiście potrzebne do szczęścia. Mowa tutaj o prawdopodobieństwu, które jest jakąś abstrakcją, która nie pasuje mi do logicznej matematyki. Nie twierdzę, że zaraz zdam matmę na maturze - to kwestia kilku czynników, nie przesadzajmy. Nawet przy polskim może mi się podwinąć noga, a co dopiero przy innych przedmiotach. Realizm.
Nie wiem, jak to nazwać. Może to jest śmieszne, że nagle mi się trochę odwidziało z matematyką, aczkolwiek... Jeśli zaczyna się coś bardziej rozumieć to to sprawia, że jednak masz tę myśl, że jednak to nie jest, takie odległe. Kiedyś miałam wymówki, jak wyżej napisane: bo ja jestem humanistą. I co z tego? To nie wyklucza bycia dobrym w matematyce, rozwijać swoje umiejętności w liczeniu i nie odwalaniu tego byle jak. Nie, nigdy nie podchodziłam, aż tak do matmy, ale były momenty, że mówiłam, że po co mam to umieć, skoro nie będę wiązać z tym życia. Może jeszcze parę lat temu nie brałabym udziału w konkursie matematycznym dla chętnych w szkole (co miesiąc nowe zadanie), bo po co? A jeśli bym robiła... To jeśli by mi coś nie wychodziło to zostawiłabym to, tak jak jest i tyle. Miałabym to gdzieś. Bo przecież się starałam. A teraz po prostu szukam rozwiązania, nie umiem często odpuścić zadaniu, jeśli go nie rozwiąże lub nie pojawi się, taki wynik, jaki ma wyjść. Nie zawsze się to udaje. Po prostu chcę rozwiązać te zadania. Może to dziwne, ale poniekąd lubię rozwiązywać zadania matematyczne. Ta logiczność jest czasami potrzebna. Nie można cały czas odlatywać, marzyć i na tym się zatrzymywać. Jeszcze raz podkreślam nie stałam się geniuszem matematycznym. Nadal wolę czytać książki i pisać opowiadania.
Humanistom nie skreśla nikt matematyki, tak jak matematykom język polskiego i humanistycznych rozrywek.
PS. Angielski podstawa 90%, rozszerzenie 50%/język polski podstawa 61%, rozszerzenie 67%












