Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psychologia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 grudnia 2017

Matematyczny humanista

Grudzień. Oficjalnie można słuchać świątecznych piosenek, zawieszać zimowe ozdoby i szukać śniegu. :p

Nie jestem jakimś specjalistą od matematyki. Moja wiedza nie jest też na nie wiadomo, jakim poziomie. Może niżej minimalnie niż przeciętna - nie wiem, zależy od punktu patrzenia. W każdym razie nie można też zaprzeczyć temu, że nie jestem też słaba z matmy. A jak to jeden ze stereotypów mówi - humaniści nie umieją matematyki. Ich matematyka jest, tak opłakana, że poszli na humana. Z tym stereotypem łączy się wiele wymówek osób, które poszły na profil humanistyczny lub z natury są humanistami: bo ja jestem humanistą, dlatego matma mi nie idzie. Heh, te wymówki... Gdyby każdy zaczął szukać, takich wymówek...

Link

Racja, na początku mojej edukacji jakoś nie przepadałam za matematyką i liczeniem. Zawsze jakoś lepiej mi szło pisanie, niż liczenie. W gimnazjum jakoś... trochę się to wyrównało. To znaczy nie było, tak, że lubiłam język polski, a matematyki nie. Cóż polubiłam ten przedmiot, co nie znaczyło od razu, że byłam o niebo lepsza w matematyce. Nie, wcale. No może trochę. W każdym razie te 62% udało mi się zdobyć. Po dwóch latach i prawie czterech miesiącach w liceum zaczęłam zauważać, że mój stosunek do matematyki diametralnie się zmienił. Szczerze pisząc to nie umiałabym wybrać teraz, który przedmiot wolę bardziej. Nie, nie popisuje się. Matematyka nadal pozostaje trudnym przedmiotem, gdzie niektóre działy zwyczajnie mnie dobijają, ponieważ według mnie nie są żadnemu licealiście potrzebne do szczęścia. Mowa tutaj o prawdopodobieństwu, które jest jakąś abstrakcją, która nie pasuje mi do logicznej matematyki. Nie twierdzę, że zaraz zdam matmę na maturze - to kwestia kilku czynników, nie przesadzajmy. Nawet przy polskim może mi się podwinąć noga, a co dopiero przy innych przedmiotach. Realizm.
Nie wiem, jak to nazwać. Może to jest śmieszne, że nagle mi się trochę odwidziało z matematyką, aczkolwiek... Jeśli zaczyna się coś bardziej rozumieć to to sprawia, że jednak masz tę myśl, że jednak to nie jest, takie odległe. Kiedyś miałam wymówki, jak wyżej napisane: bo ja jestem humanistą. I co z tego? To nie wyklucza bycia dobrym w matematyce, rozwijać swoje umiejętności w liczeniu i nie odwalaniu tego byle jak. Nie, nigdy nie podchodziłam, aż tak do matmy, ale były momenty, że mówiłam, że po co mam to umieć, skoro nie będę wiązać z tym życia. Może jeszcze parę lat temu nie brałabym udziału w konkursie matematycznym dla chętnych w szkole (co miesiąc nowe zadanie), bo po co? A jeśli bym robiła... To jeśli by mi coś nie wychodziło to zostawiłabym to, tak jak jest i tyle. Miałabym to gdzieś. Bo przecież się starałam. A teraz po prostu szukam rozwiązania, nie umiem często odpuścić zadaniu, jeśli go nie rozwiąże lub nie pojawi się, taki wynik, jaki ma wyjść. Nie zawsze się to udaje. Po prostu chcę rozwiązać te zadania. Może to dziwne, ale poniekąd lubię rozwiązywać zadania matematyczne. Ta logiczność jest czasami potrzebna. Nie można cały czas odlatywać, marzyć i na tym się zatrzymywać. Jeszcze raz podkreślam nie stałam się geniuszem matematycznym. Nadal wolę czytać książki i pisać opowiadania.
Humanistom nie skreśla nikt matematyki, tak jak matematykom język polskiego i humanistycznych rozrywek.

                                                                      <3

PS. Angielski podstawa 90%, rozszerzenie 50%/język polski podstawa 61%, rozszerzenie 67%

czwartek, 13 sierpnia 2015

Bezimienni

Temat na ten post przyszedł w trakcie mojego pobytu nad morzem... Jednak nie zastanawiałam się nad nim dopiero teraz. Myślałam o tym za każdym razem, kiedy widziałam pewne zdjęcia. Gdy oglądałam jedną, czy dwie wystawy krążyło mi po głowie pytanie do fotografa: czy pytał pan się o zgodę tych ludzi?

W drugiej klasie gimnazjum miałam takie lekcje jak zajęcia techniczne: zajęcia fotograficzne. Odbywały się one trochę dziwnie, bo wystarczyło po prostu oglądać nudne prezentacje przygotowane przez pana, nawet specjalnie nie trzeba było słuchać. Warunek był taki, żeby nie przeszkadzać i nie pisać liścików itp. Prezentacje dotyczyły budowy aparatu, technik fotografowania, programów graficznych (na co mi oglądanie filmików z YT jak coś zrobić w Photoshopie, skoro legalnie nigdy go nie będę miała?), a pod koniec roku etyki fotografa... Właśnie i tam było (bo akurat wtedy były okropne zdjęcia, to pamiętam xD), że powinno się pytać ludzi, jeśli mają być na zdjęciu. Jest tylko tam parę zawodów, co ludzie, którzy je wykonują, nie trzeba ich pytać o zdanie, jeśli chce się zrobić zdjęcie. Ale jednak wypadałoby.

Jednakże mnie głównie chodzi o zdjęcia, gdzie są ludzie trzeci. Z przypadku lub specjalnie. Z pierwszą opcją można łatwo sobie poradzić poprzez:
a) usunięcie zdjęcia
b) nieupublicznianie zdjęcia
c) przerobienie w programie graficznym
Ale, co to znaczy osoba trzecia z przypadku na zdjęciu? Po prostu - robisz sobie zdjęcie i później się okazuje, że oprócz ciebie ktoś też jest na nim; ktoś, kto akurat patrzy się prosto w obiektyw, i ktoś kogo nie chcieliśmy na zdjęciu. Na przykład mi się tak zdarzyło, kiedy byłam w Krakowie i robiłam zdjęcie smokowi wawelskiemu. Ale to jeszcze nic, widziałam jeszcze lepszą sytuację. Moja szkoła była na wycieczce w Warszawie i zwiedzali (bodajże) sejm. Któryś z nauczycieli zrobił jednemu chłopakowi zdjęcie przy drzwiach do jakiegoś gabinetu, akurat w tym czasie wchodził spiesznym krokiem z niego jakiś poseł, no i... Bach, mamy zdjęcie. Naprawdę komicznie to wyszło. Skąd wiem? Zamieścili je wśród zdjęć z wycieczki na stronie szkoły... Na serio, tak bardzo potrzebne było to zdjęcie? Ja bym nie chciała się, gdzieś zobaczyć, gdzie nie powinnam być. Nawet telewizji lokalnej nie lubię oglądać, bo się boję, że gdzieś będę. xD

Druga opcja jest wkurzająca. Ja wiem, czasem z zaskoczenia wychodzą ciekawe zdjęcia. Albo są momenty, kiedy chcemy coś uwiecznić. Na przykład są takie zdjęcia ukazujące niedolę ludzką. Ale... Czy ci wszyscy ludzie chcą być na nich [zdjęciach]? Być oglądanym przez wielu obcych ludzi. Pomyślmy - robi ci ktoś obcy zdjęcie i idzie dalej. Może nie masz odwagi do niego podejść lub zwyczajnie nie możesz; a twój wizerunek jest pokazany całemu światu. Wszyscy go oglądają, rozmyślają na tym zdjęciem. Podoba się to? Właśnie nad morzem, jakiś człowiek zrobił zdjęcie mojemu psu i za nim zdążyłam pomyśleć z mamą jego już nie było. Okej, niby nic. Zwykłe zdjęcie psa, ale do czego może zostać wykorzystane? Nie warto byłoby się spytać? Jest też coś takiego, jak zbiorowy bohater zdjęcia. Na pewno spotkaliście się z takim czymś: zdjęcia mieszkańców miast lub ludzi na dworcach kolejowych. Wtedy rzeczywiście - nie będziesz łapać wszystkich ludzi ze zdjęcia i się pytać. Hm, takie zdjęcia nawet mogą być uzasadnione, jeśli nie chodzi nam o konkretną osobę i żaden człowiek nie patrzy się wprost w obiektyw.

Chciałabym, żeby nigdy nie było sytuacji, że ktoś znajdzie siebie na zdjęciu w rzeczywistym świecie lub internecie (bo tak np. powstają memy) w głupiej lub normalnej sytuacji bez swojej zgody.

Of course, the photo is form the Internet

wtorek, 30 czerwca 2015

Szkoła, school, Schule o.O

Są wakacje, więc pora na... post z marca. Niezły suchar, co nie? Jakoś albo mi się nie chciało, albo nie miałam czasu na tego posta. Miało w nim chodzić o wybór szkół po gimnazjum... Teraz to bezsensu, dlatego moje myśli będą biegły po prostu wokół tych szkół, nie zastanawiając się, gdzie ja bym poszła, bo na to już za późno. Niestety nie miałam za wiele do gadania, idę do liceum w innym mieście na bardzo zachodnim brzegu Polski. Gdyby kogoś to interesowało - na profil humanistyczny przed którym się broniłam jak mogłam. Ale do wyboru był jeszcze jakiś biologiczny, za który bardzo dziękuję; biologia mnie nie interesuje. Jak widać po wynikach z egzaminu - human będzie się ciągnął za mną jeszcze bardzo długo i chcąc nie chcąc będę pewnie pisać rozszerzoną historię na maturze. -_- Na szczęście jeszcze te kilka lat... I tak zlecą szybko. Bo ogólnie chciałam iść na profil matematyczno - fizyczny w liceum. Przecież ścisłowcy mają większe i ciekawsze pole zawodowe. Taka astronomia, kosmologia, astrofizyka... Z humanistycznych ciekawi mnie tylko psychologia, kulturoznastwo i religioznastwo, to by było na tyle. Ale myślałam również nad jakimś technikum. Maturę można zdać plus masz zawód. Niektórzy moi nauczyciele krzywo patrzyli na technika, jednak... Ja uważam, że taki człowiek, który idzie do technikum to nawet musi być mądrzejszy od licealisty. No bo co, licealista przygotowuje się trzy lata do matury, a technik... Dobra, ma te cztery lata, ale teraz niektóre egzaminy są podzielone nawet na trzy części, więc co? Niby ma się uczyć ten ostatni rok do matury? Nie! Musi się uczyć i do tego, i do tego. Nawet słyszałam, że egzaminy zawodowe mają większy pułap niż matura. Trzeba mieć minimum 70%, a matura? Jeśli się coś nie zmieniło - 30%. Więc sobie pomyślcie... Minusem techników jest to, że nie każdego zainteresuje proponowany zawód. Jeśli jest małe miasto to tym bardziej zawody nie będą jakieś super, bo będą te na które jest zapotrzebowanie w mieście lub okolicy. Błędem też niektórych jest to, że myślą, że jak skończą te technikum to już koniec. Masz ten zawód, ale... No, przydałoby się go podszkolić, rozszerzyć swoją wiedzę bardziej. Liceum... Szkoła, gdzie przynajmniej u mnie w mieście jest najwięcej uczniów.  Bo tam idą wszyscy, bo tam będzie fajniej. Serio? Często człowiek ślepo idzie za tłumem do liceum, zwłaszcza na konkretny profil i potem, co? Nic. Dlaczego tak jest? Niektórzy ludzie uważają, że mądrzy idą do liceum, a reszta do techników i zawodówek. Jeżeli chcesz wykonywać jakiś zawód do którego jest potrzebna wiedza, którą dadzą w liceum i tego zawodu nie ma w technikum to jasne warto tam iść. Ale nie przesadzajmy, że tam sama inteligencja idzie. Trzeba być inteligentnym, żeby określić swoje możliwości i predyspozycje, jeśli ktoś wie, że sobie w liceum nie poradzi, nie chce przystępować do matury i ma wybrany zawód to idzie do tej zawodówki i wcale nie musi być głupszy od reszty, bo nie ma matury. Śmiechem jest ten, kto wie, że sobie nie poradzi w jakieś szkole, profilu, zawodzie, a i tak uparcie dąży do tego. Dlatego też nie chciałam iść u siebie w mieście na humana, słabi, często bardzo słabi uczniowie pchają się na bio-chema, czy mat-fiza, ich oceny nie są wystarczające, więc są przerzucani tam, gdzie nie ma chętnych, czyli na humana. Tak jest zresztą również z ekonomem. Teraz to nawet ci uczniowie nie pchają się na inny profil tylko od razu idą na humana. Tak powstał mit, że na humanie są sami słabi uczniowie, że human jest dla idiotów. Bo niefajnie się uczyć w klasie, gdzie 3/4 to ludzie z przypadku na tym profilu, nie?
Dlaczego się broniłam przed moją nową szkołą? Tam nie trzeba walczyć o miejsce, wątpię, czy patrzą nawet na świadectwo... Gdybym nie chciała pokazać szkole i ludziom, że ja też mogę mieć pasek, bez błagania o inne oceny, to bym miała... Muszę użyć innego słowa. Gdzieś to. Chyba za bardzo się rozpisałam o sobie...


czwartek, 28 maja 2015

Talenty - diamenty

Piszę na taki, a nie inny temat przez j. polski. Nie rozmawialiśmy w klasie na temat talentów, nie. Chodzi o to, że każdy dostał jeden wers i miał od niego napisać następne, tak aby powstał wiersz. Następnie polonistka je czytała. Okej, nie mówię - warto robić coś innego na lekcjach, próbować siebie w różnych dziedzinach, może w mojej klasie jest jakiś poeta, który nie zostałby odkryty, gdyby nie ta lekcja. Ale żeby każdy musiał pisać? Rozwinąć jakąś myśl - wers? Jeszcze w ciągu 10 minut. Nawet dobre opowiadanie potrzebuje czasu, a co dopiero wiersz. Wiersze nie mogą być o byle czym, napisane na "odwal". A słuchając niektórych miałam takie wrażenie. O moim "wierszu" nie warto na razie pisać, jeśli mi się poszczęści napiszę o nim w czerwcu. A jeśli nie - opublikuje go tu. ;) Druga część tematu -  do członu "diamenty" zainspirował mnie film, który oglądam na "raty", czy "Błękit szafiru" (druga część "Trylogii czasu").
Jako, że należę do tej grupy ludzi, którzy mają talenty, które znajdują się na liście "mało ważne", pozwoliłam sobie na napisanie przemyśleń dotyczących wagi talentów, bo wbrew wszystkiemu istnieje takie coś. Przykład? Pierwszy z brzegu:

Jest tyle tych muzycznych programów, gdzie śpiewają. Muzyka jest przedmiotem wykładanym w szkołach, trzeba tam śpiewać (rzecz jasna) na ocenę. Śpiew jest nawet w kościele, tam też trzeba śpiewać. Gdzie się nie obejrzeć tam jest śpiew, a nie często jeszcze i człowiekowi trzeciemu każą śpiewać. Rozumiem - muzyka jest nieodłącznym elementem ludzkości, rozwija się z nim od tysiącleci. Ale czy to nie przesada, aby torturować tym innych? Mam na myśli to, że śpiew powinien być dla chętnych (a często słyszę WSZYSCY śpiewamy, ZAŚPIEWAJMY itp.). Nie wiem jak niektórym, ale mi się robi trochę przykro, że mój głos jest taki, a nie inny, gdy ciągle każą śpiewać. W grupie śpiewanie jeszcze pół biedy, ale najgorsze jest upokorzenie, jak nauczyciel każe każdemu śpiewać po kolei (ogólna sytuacja). Z mojego doświadczenia większość ludzi na świecie ma talent do śpiewu; a nikt nie lubi być w tej mniejszości. Pomyślmy też nad rodzajem śpiewu - głównie śpiewa się piosenki/pieśni o wysokich tonach; nie każdy ma taką skalę głosu, nawet jeśli jest dziewczyną. Nawet na różnych apelach się bierze tych, co śpiewają. Jakich jest najwięcej konkursów? Tych wokalnych oczywiście. Niesprawiedliwość ludzka. Głos doceniany jest najbardziej ze wszystkich talentów. Diament nad diamentami w umyśle ludzkim.

From Internet
Dalej można wymienić taniec i umiejętności sportowe. W pewnym sensie aktorstwo też, choć aktorstwem nie nazwałabym deklamowanie wierszy na apelach; żadna sztuka do tego nie jest potrzebna. Nawet jeśli bez emocji powie się wiersz o miłości lub gniewie to i tak cię wezmą. Choć to zależy też od nauczyciela... W każdym razie z talentem aktorskim jest troszkę dziwnie. Nie można tego tak okazać jak talent do śpiewu, czy rysunku; dopiero w przedstawieniach można to odkryć, a one nie pojawiają się za często. Przydałoby się należeć do jakiegoś kółka, choć dla młodego i nieśmiałego aktora to też może okazać się zgubne; zwłaszcza we współczesnym świecie i z współczesnymi ludźmi. Odbiegając troszkę od tematu: z jakiś miesiąc temu lub dwa, byli u mnie w szkole aktorzy z Teatru Polskiego ze Szczecina (powód jest mało ważny), do jednej ze scenek zaprosili ucznia klasy drugiej. Po zagraniu scenki, aktor pochwalił tego chłopaka i powiedział, że jest w nim talent aktorski. Zabawne jest to, że nie jest brany do jakichkolwiek apeli. Jak widać można mieć talent i zostać nie zauważonym przez szarych ludzi, żyć w świecie oszustów i wywyższania osób, choć są od ciebie słabsi. Nie często człowiek trafia na mistrza w swoim talencie, po prostu... Jest to nie możliwe, jak wygrana w lotto. Jeden na kilka tysięcy, jeśli nie milionów. Jeśli mieszkasz w małym mieście, średnim lub na wsi, nikt nie zauważy cię z np. Warszawy, bo nie ma nawet takich opcji. Jasne, są tacy rodzice, co jeżdżą z dzieckiem, gdzie popadnie, chociaż ja nie jestem przekonana do takich talentów. Tak samo jak młode osoby (czyt. nastolatki, dzieci) biorą udział w talent show i innych tego typu - jakoś tak nie zachwycają mnie oni. Przyznam jednak, że ta szesnastolatka z tegorocznej edycji YCD była świetna i żałuję, że musiała odejść z programu. ;)
Wymieniłam rysowanie... Kurcze, jest tyle styli rysowania, że nie da się wszystkich spróbować i
ogarnąć. Ktoś rysuje tak, a ktoś siak. Nie każdy artysta umie każdym stylem rysować i malować. Może ktoś ma talent do abstrakcji? A w szkole nie pokaże tego.
Ogólnie takie zmierzania mam, że według mnie plastyka i muzyka nie są potrzebne w szkołach. Może i odkrywają nowe talenty i je rozwijają, jednak... Jeśli już być muszą to niech będą bez ocen. :p W ogóle... szkoła przyjęła na siebie odkrywanie talentów, a i tak nie odkryje każdego u każdego i te dziecko może źle się czuć. Załóżmy, że to dziecko ma talent do... no nie wiem, np. szydełkowania. Może zrobi jedną świetną pracę, ale zostawią to w spokoju. Bo przecież ten talent "jest jak kamień z ulicy, nie warty do podnoszenia". To przez te wiersze... Nie lubiłam metafor, a teraz jakoś tak... xD

Czyli małe podsumowanie: źle jest na świecie, że jednego ceni się bardziej i pokazuje go, bo np. śpiewa, a drugiego wcale, ponieważ np. umie sztuczki na deskorolce. Wolałabym, aby za parę lat była równowaga talentów, jednakże tak się nie da i nie będzie. Mogę tylko rzec - powodzenia tym, którzy prawdopodobnie, nigdy nie będą docenieni i nie wyjdą na światło dzienne.

 PS. To już... 200 post!
PS2. Jeśli nie zapomnę w Dniu Dziecka dodam luźnego posta z piosenkami, które aktualnie słucham. Chcecie taki post? ;)

środa, 10 grudnia 2014

"Musisz" taki być...

Są ludzie i ludzie.
Jest naturalnie jakaś norma zachowań, charakteru człowieka. Znaczy się jaki powinien być w danej sytuacji, ale to chodzi głównie o kulturę. Lubisz bekać? Bekaj sobie w domu, ale nie np. w klasie, bo to obleśne. <--- chodzi o te specjalne bekania. Takie coś się nie liczy. Liczy się życie codzienne w tym poście.

Dlaczego ludzie uwielbiają to co już znane? To co się wszędzie widzi i spotyka? Wszyscy zachowują się tak, a tamten nie, to na pewno jest jakiś pomyleniec. Serio? Może ta osoba jest bardziej dojrzała i nie będzie kwiczeć (za przeproszeniem) jak zwierzę na lekcjach oraz przerwach, nie będzie po prostu się zachowywała jak dziecko. Niektórych... Po prostu nudzą głupie tematy. O Boże, a ja zjadłam wczoraj całą czekoladę, teraz na pewno będę gruba! Jeeej, interesujące. Really. (Oczywiście to jest sarkazm -_-)  Niektórzy nie odzywają się na nudne tematy.
Technologie. Smartfony, Iphones i co tam jeszcze, teraz tak w szkole ocenia się młodzież. Nie znam różnice między tymi dwoma telefonami, serio i jakoś nie jest mi tego żal. Telefon to telefon. Jasne, internet czasem potrzebny w nagłej sytuacji, ale aż tak? Jeśli ktoś nie ma kompa to jasne przyda mu to się... Nie ma komputera? Jak to możliwe! Możliwe, i wcale nie trzeba być biednym, aby tego nie mieć.
Ubranie. Mało taka ważna rzecz jak technologia, ale też jakoś wpływa na żywot człowieka w klasie. Zwłaszcza, jeśli wokół ciągle mają coś nowego i modnego, a ty nosisz ciuchy z lumpa. I to przecież nie za parę stówek... -_-

Tak, ale najważniejszym czynnikiem jest charakter, zachowanie. Nawet hobby. Czasem tak jest, że... Nie jesteś głośny, hałaśliwy, śmiały, czy to źle? Czy jeśli człowiek czegoś nie lubi to ma udawać? Byle by tylko się przypasować... Uważam, że nie. Może to czasami boli, ale... Nie bądźmy identyczni. Społeczeństwo uważa, że tak jest najlepiej, młodzież tak myśli... Niech sobie myśli. W przyszłości na pewno znajdą się tacy, jak ty.

Naturalnie wszystko ma swoje granice. Chamstwo i zły charakter powinno się zmieniać, a strój... nie powinien prowokować.

Ten post jest ogólny. Nie chciałam nikogo nim obrazić. To nawet nie jest do kogoś. Podsunęła mi ten pomysł jedna z młodych blogerek, który pisała u siebie, że jest nie lubiana, bo dobrze się uczy itp.


środa, 5 listopada 2014

Tylko czerń i biel?

Między innymi ludzie dzielą się na dwie grupy: na tych co uważają, że świat składa się tylko z dwóch kolorów, i na tych co myślą odwrotnie, że życie ma różne kolory i ich odcienie. Do tej drugiej grupy nie zaliczają się tylko optymiści, co może się komuś tak zdawać, bo "kolorowy". Chodzi mi o takich ludzi... co umieją rozpatrywać różne rzeczy, zjawiska, emocje, zdarzenia. Nie uważają, że coś tylko może być złe, a coś tylko dobre.
Powie ktoś, że tak nie może być. Dlaczego? Jeśli ktoś kogoś zabił, bo się bronił, ponieważ tamta osoba też chciała go zabić, to czy to będzie czarny czyn? Zły? Z punktu widzenia pierwszej grupy pewnie tak. Powiedzą, że morderstwo to morderstwo. Okej, zabicie kogoś jest straszne, ale to również zależy od sytuacji. Co, ta osoba miała stać bezradnie? Zmienię sytuacje. Nasze czyny. Nawet ten dobry może przynieść złe skutki. Dowód? Mówisz komuś prawdę, nie okłamujesz go. Ty może czujesz ulgę, ale tamtą osobę może zaboleć prawda, kto wie jak się z nią czuje. Ta, ale prawda lepsza od kłamstwa, lepiej niech się dowie teraz niż później... Nie piszę, żebyście kogoś okłamywali. Mam na myśli to, że każda sytuacja ma dwie strony, czyli nie jest jednostronna. Czy my żyjemy w średniowieczu? Jesteś tylko zły, jesteś tylko dobry. Nie ma czegoś takiego! Człowiek jest człowiekiem. Pozwolę sobie zacytować "Córkę Czarownic":
" -Ludzie są dobrzy i źli, odważni i tchórzliwi, szlachetni i godni pogardy - mówiła Czarownica (...) - A najdziwniejsze jest to, że najczęściej wszystkie te cechy naraz łączą się w jednym człowieku. I dopiero wówczas jest on prawdziwą całością."
Zanim człowiek stanie się zły to coś musi to zło poprzedzać. Najczęściej jest to przeszłość.
Dobrze, nikomu nie narzucam swojego myślenia. Może wśród Was jest osoba, która właśnie uważa, że istnieje i wyłącznie biel oraz czerń, miło będzie, jeśli da mi do zrozumienia, dlaczego takie spojrzenie na świat, a nie inne.


sobota, 30 sierpnia 2014

Obawy dotyczące trzeciej klasy ;)

Może to wydawać się śmieszne, ale ja naprawdę mam małe obawy przed ostatnią klasą gimnazjum. ;) Nie są one jakoś przejmujące, chyba większość trzecioklasistów miała/ma/będzie mieć podobne. Nie paraliżują mnie, ale są i postanowiłam sobie o nich napisać. Jeden z zaplanowanych postów.

Zacznę od tego co najbliżej, czyli balu trzecioklasisty przed zimowym feriami. Wydawać się to może odległy temat, ale... Na balu trzeba będzie zatańczyć poloneza! A co z tym się wiążę – zatańczyć z którymś z chłopaków. Niestety dziewczyn jest więcej w mojej klasie, dlatego te co zostaną będą musiały zatańczyć z którymś chłopakiem z drugiej lub pierwszej klasy. Podobno nie można zapraszać jakiegoś z zewnątrz. Na dodatek głównie trzeba się będzie dobrać pod wzrost. Jestem jedną z najniższych dziewczyn w klasie i jeśli patrzeć na chłopaków (z mojej klasy) pod względem wzrostu to znajdzie się tylko jeden o mniej więcej pasującym wzroście. A przynajmniej tak było przez ostatnie dwa lata, może urósł przez wakacje. Nawet, jeśli nie urósł to jest tylko jeden. A dziewczyn niskich (ze mną) jest co najmniej trzy. Któreś będą musiały mieć kogoś z innej klasy. Właśnie, boję się, że to będę ja... Nie chciałabym tańczyć z jakimś obcym chłopakiem. W gruncie rzeczy, jeżeli zna się kogoś dwa lata to jest inaczej, nawet jeśli jest łobuzem. No i oczywiście te dziewczyny co są w normalnym wzroście i chłopaki będą mieli większy i lepszy wybór partnera/partnerki do tańca.
Dziewczyna nie może mieć spodni na balu. Cóż... Dawno... Dawno nie nosiłam sukienki. Nie lubię tego typu rzeczy. W tym roku szkolnym miałam ją tylko raz i to nawet była sportowa sukienka. Bardziej tunika. A tutaj... I jeszcze rajstopy... Masakra. Aha, i jeszcze baletki. Dziewczyny umówiły się, że mają być na obcasie/obcasiku... Ostatni raz buty na podwyższeniu miałam na pierwszej komunii. Po prostu nie jestem dziewczyną, która lubi takie rzeczy. Ale trzeba będzie to przeżyć...
Słowo „bal” mówi samo za siebie. Oprócz poloneza będą jeszcze inne tańce i zabawy. Hm, nie lubię tańczyć i jakoś nie bawi mnie to. Powtórzę początek zdania. Nie jestem typem zabawowca.

Testy trzecioklasisty. Trzy dni udręki. Oczywiście, jeśli się uczyłam to nie ma czego się bać. Może nie tyle się boję, że nie będę czegoś umiała, co że zabraknie mi czasu. Najgorzej mi chodzi o zadania otwarte z polskiego, matematyki i angielskiego. W matematycznych trzeba obliczać różne rzeczy, a spieszyć się... Jak się uczeń spieszy to popełnia błędy. W pozostałych przedmioto -zadaniach trzeba wymyślić jakiś logiczny tekst. A wymyślić na poczekaniu piękny i pasujący tekst wcale tak łatwo nie napisać.
Mam nadzieję, że nie będzie również tak jak na próbnym próbnego sprawdzianie trzecioklasisty w drugiej klasie, że dużo osób przeszkadzało innym. Rozumiem, każdy się denerwuje, ale zacięte pstrykanie długopisem, czy stukanie butem o podłogę, naprawdę rozprasza. Albo głosy z zewnątrz, a zwłaszcza wtedy, kiedy można się ich pozbyć, ale nie zrobią tego nauczyciele, chociaż większości to przeszkadza. Ale teraz będzie naprawdę, czyli raczej będzie okay.

Co tam jeszcze...
Pożegnanie szkoły może być smutne. Znowu te pożegnania, kwiaty... Ledwo co było przecież zakończenie podstawówki, a tu ponownie... Dlaczego tak musi być? Ta klasa jest naprawdę w porządku. Ma swoje minusy, ale jednak... :)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Absurdalność ocen szkolnych

Obiecałam, więc piszę. Ten temat ciąży mi od roku szkolnego. Może nie tyle oceny, co gratisowe opinie nauczycieli do nich. Nie piszę tylko o swoich ocenach, o swoich kolegów i koleżankach też. Zwłaszcza, że przez te dwa lata bardziej się ich zna, niż nauczyciele. Oni patrzą głównie na uczniów przez pryzmat oceny. No, przynajmniej niektórzy. Przykład? Czy jest ktoś kto nie spotkał się nigdy w życiu z takim czymś?: Jakaś osoba dostała jedynkę (zwykły uczeń, który nie należy do skrajności nauki) i już nauczyciel mówi: "nie uczyłeś się!" i tym podobnie. A nie zawsze tak jest, że złą ocenę dostajemy przez to, że się nie uczyliśmy! Owszem, są osoby, które nie lubią się uczyć i mają gdzieś, że dostaną jedynkę, ale myślę, że te też się zgrywają, że niby go to nie obchodzi. W każdym razie, czy to nie uprzedzenie? Od dawna się przyjęło, że ten co ma słabe oceny, nie uczy się. A może nie ma jak lub kiedy? Są różne sytuacje życiowe. Czasem człowiek jest nimi tak zdołowany, że nie ma siły sięgnąć po książkę i wkuwać. A kogo to obchodzi w szkole? Wątpię, aby na serio kogoś. Może interesują się wtedy, kiedy z szóstkowego ucznia robi się (niech będzie) dwójkowy. Wtedy naprawdę widać. A tak?

Przykład takich przedmiotów jak fizyka, chemia, matematyka, język polski... Głównie przedmioty ścisłe. Uczymy się wzorów, a później piszemy sprawdziany i kartkówki. Wiemy, że się uczyliśmy, pamiętamy wzory i...
1. W momencie, gdy dostajemy kartkę - pustka! Kurcze, przed chwilą pamiętałam, a teraz... No, zdarza się. Najgorzej jest tylko jak później się wytłumaczyć nauczycielowi. Nie da się. Ocenił twoją wiedzę i bum.
2. Jakieś niestworzone zadania daje w których niby tylko trzeba się kierować wzorami... A idź! Mam/miałam (sama nie wiem, czy będzie uczył w następnym roku) takiego nauczyciela, który dawał dodatkowo tylko do obliczenia... Jest wzór i trzeba podzielić liczby. A te liczby są tak długie i dziwne, że musi minąć jakieś dziesięć minut, aby wynik ci wyszedł z liczbami po przecinku. Przecież takie coś zajmuje więcej czasu, niż zadania! A później, że nie rozwiązałeś większości zadań...

Jest tyle przykładów na świecie, w Polsce... nie umiesz jednego na milion i już koniec. Bo przecież znałeś metodę. Ale czasem się nie da zrobić wszystkiego. To moim zdaniem jest złe. Co z tego, że umiem 90% innych podobnych zadań, skoro nie umiem 10%, które są na teście? Nikomu później tego nie wytłumaczysz!

W związku z tym jestem zdynstansowana do testów kończących trzy lata nauki. Nie ma takiej opcji, aby co roku były na tym samym poziomie! Jednego roku jest trudniejszy, a jednego łatwiejszy i tyle. Te testy układają ludzie. To tylko ludzie, nie wiem, co by musieli robić, żeby wszystko było jednakowe. Chcąc nie chcąc tak jest. I to boli. Ponownie przykład: parę z miliona.

Jedna z moich nauczycielek powiedziała kiedyś, że oceny muszą być, żeby uczniowie się uczyli. Gdyby ocen nie było nie byłoby nauki. Może i racja, ale również racja, że mogą one zniechęcić człowieka.


czwartek, 26 czerwca 2014

Osiągnąć cel.... w stosunku do innych nie fair

Taaaak, temat dość kruchy. Jedni uważają, że to dobre lub inni ich nie rozumieją, a reszta będzie uważać podobnie jak ja. W tym poście głównie skupię się na konkursach i szkole.

Konkursy... Jak wiele ich się już pojawiło w naszym życiu? Czasem udało nam się zdobyć choćby wyróżnienie, innymi razy nie. Przegrana nie jest porażką. Gdy się zastanowić po jakimś czasie na pewno znajdziemy powód dla którego nic nie zdobyliśmy. Może za mało się przyłożyliśmy, staraliśmy? Albo po prostu byli lepsi. Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za konkursami, gdzie nie ma kategorii wiekowych. Jak na przykład szóstoklasista może rywalizować z licealistą? Chyba, że tamten ma jakąś nadzwyczajną wiedzę, ale to wyjątek. Inaczej jest również, gdy człowiek przekupi jury lub zasiada tam ktoś z jego rodziny lub komisja bardzo przepada za nim. Niby teraz, aż tak tego nie ma. Teoretycznie nie może być, jednak kto wie... Nie każdy umie oceniać obiektywnie. Teraz dochodzę do najgorszego rozwiązania (które nawiązuje trochę do poprzedniego) - oszustwo. Oszustwo do potęgi... wybierajcie sobie numerek od jeden wzwyż. Tak naprawdę... aktualnie jest dość mało konkursów, gdzie uczestnik musi na żywo pokazać swoje umiejętności (wykluczam olimpiady wiedzy, dyktanda itp.). Wymienię te co na ten moment przychodzą mi do głowy: aktorskie, wokalne, instrumentalne i kulinarne oraz inne takie co trzeba pokazywać na miejscu. Plastyczne i literackie są często dla oszustów świetnym miejscem. Pracę trzeba przesłać, tak? A kto tam wie w jury, że narysował mi rysunek tata albo napisała kuzyna? Niby w tej komisji siedzą ci co się znają, ale tak na prawdę znają się tylko na ogólnym znaczeniu. To głównie nauczyciele wiedzą kto jak pisze, czy rysuje. A zresztą... podam przykład jednego konkursu literackiego. Jest jakieś super napisane opowiadanie (nie ma kategorii wiekowych) kto je napisał? Sześciolatek! Hm, przepraszam, sześciolatek napisał lepiej od szesnastolatka? No sorki, ale widać tutaj, że coś nie gra. Rozumiem, że w tego typu konkursach czasami jury stara się, żeby miejsca zajęły osoby z różnych grup wiekowych, no, ale... Przecież od razu wiadomo jakim językiem posługuje się sześciolatek. Aż takich geniuszy raczej nie ma, a jak już to w mniejszości.

Szkoła... Oceny... Jeśli ktoś chce być wyróżniony lub mieć nie wiem tam jaką średnią to niech się po prostu uczy lub stara się, a nie biega do nauczycieli o podwyższenie ocen. Zresztą... w wakacje napiszę o absurdalności w niektórych momentach ocen.  Bo czy jest to fair, jeśli inny uczeń się stara i dostanie załóżmy tam pięć, a tamten poszedł do nauczyciela nagadał coś i też ma pięć, choć widać, że nie przykładał się na te pięć. No, ogólnie mam na myśli takich ludzi co dostaną cztery, pięć i się burzą, że nie wyższa. Okej, szkoda jest gdy widzisz, że do lepszej oceny brakowało ci jeden lub... pół punkta! To da się jeszcze wytłumaczyć, ale takich co ni stąd ni zowąd wymyślą, że mają dostać taką, a nie inną ocenę? Kurcze jedna czwórka nie rozbije ci wszystkich ocen w semestrze, jeśli się następnym razem bardziej postarasz. Zaraz powiecie, że oceny mnie nie obchodzą. Owszem, obchodzą, ale nie są dla mnie świętością. Oceny nie są dla mnie końcem świata.

A więc zadaję pytanie: czy w taki sposób zdobywania celu cieszy człowieka? Może w danej chwili laureaci konkursów plastycznych i innych takich się cieszą z zdobycia jakiegoś tam miejsca w sposób nie właściwy. Ktoś im to zrobił, jednak... w miarę upływu czasu to nie będzie ich radować. Tak samo średnia roczna uzyskana przez wybłaganie nauczyciela. Bardziej człowiek będzie się cieszył z czegoś co dokonał sam.

Okay (czytam GNW xD), teraz możecie hejtować. :p

niedziela, 29 września 2013

Autorytety

Zadali u mnie w klasie takie głupie zadanie domowe z WOSu, dlatego postanowiłam je przemyśleć na blogu. Proszę tylko, żeby nikt tego nie kopiował i czytał to na swojej lekcji WOSu jeśli ktoś ma takie samo zadanie! Jasne, można bazować, ale tylko bazować!

Przez parę tygodniu chyba większość mojej klasy głowiła się nad tym zadaniem. Trzeba będzie wyjść na środek klasy i przedstawić osobę którą uważa się za autorytet.

Czytając definicję autorytetu, coraz bardziej wątpię, czy mam taką osobę. Jakaś połowa klasy przedstawi pewnie jakąś gwiazdę, lecz mnie gwiazdy nie interesują na tyle, żeby je naśladować. Druga część będzie przedstawiała kogoś z rodziny.
Kiedy byłam mała, tak jak każdy pewnie widziałam wśród niej jakiś autorytet. Bo to rodzice są ci pierwsi, z których bierze się przykład. Ale im dorastasz zaczynasz pojmować co dobre, a co złe i rozumiesz, że nie wszyscy rodzice zachowują się okej; powoli odchodzi w zapomnienie ta myśl o autorytecie.
Nie chcę wymyślać nic na siłę na to zadanie. Powiem prawdę, nie mam autorytetu. Przynajmniej wśród realnych osób, bo są przecież jeszcze bohaterowie z książek. Dlaczego oni nie mogliby być autorytetem? Np. taka Ania Shirley? Jej akurat nie mam za autorytet, ale takie bohaterki jak Clary Fray z "Darów Anioła" lub Katniss Everdeen z "Igrzysk Śmierci" - owszem. Ich zachowanie nie jest zawsze dobre i świetne, ale mam tyle lat, że potrafię już odróżnić co nie co. Te bohaterki są jak ludzie, nie są białe, ani czarne. A z męskich bohaterów? Hm, Alexander Lightwood i Magnus Bane z tej samej serii książek co Clary. Np. dzięki Magnusowi zrozumiałam, żeby się nie przejmować co inni powiedzą, inność jest okej. Clary Fray - dziewczyna nie musi być taka jak jej przypisane być. Może też walczyć. Alec Lightwood - nawet jeśli jesteś na początku słaby i nieśmiały, przez różne wydarzenia w swoim życiu możesz znaleźć siłę, która sprawi, że będziesz lepszy.
Rudowłosa szesnastolatka jest Nocnym Łowcą, tak samo jak osiemnastoletni Alec. Magnus jest czarownikiem i posiada jakieś 800 lat. ;)

To tak ogólnie napisane. Poprawię to i będzie okej. Mam nadzieję, że pan nie wyrzuci mnie przez okno xD
Rysunek Cassandry Jean

piątek, 30 sierpnia 2013

"Sławne" podszywania

Wczoraj wpisałam sobie na askowej wyszukiwarce hasło "kołodziejczyk". Dlaczego? Słyszałam już, że ludzie prawie ciągle się pytali (może nadal pytają?) Zuzę Kołodziejczyk (zwycięszczyni Top Model) czy ma aska. Odpowiadała (jeszcze odpowiada?), że nie. Po chwili natrafiłam na pytanie do niej co zrobi "z dziewczyną która się za nią podszywa". Dlatego wpisałam, tak z czystej ciekawości. I co wyszło? Jakoś mniej więcej pięć profili. Oczywiście na każdym ktoś zapewnia, że to jest naprawdę Zuza. Niektórzy mądrzy proszą, żeby, więc dała video ze sobą. Na każdym profilu są podobne tłumaczenia. Albo, że nie ma kamerki, albo, że nie ma czasu. Nie wiem czy to prawda, czy nie. I czy jednak dziewczyna założyła sobie aska, ale w każdym razie po co ludzie się pod nią podszywają? Lub kogoś innego? Przepraszam, co temu komuś coś da, że będzie ludzi oszukiwał i odpowiadał za nią? Czasem nawet nie stworzone rzeczy? Nie wiem... chce się poczuć jak osoba sławna? Może to jest jakiś powód, lecz... na długo to oszustwo nie pójdzie. Jeśli sławna osoba w końcu się tak wkurzy, że do sądu tych podszywaczy zaprowadzi, to będą mieli.
A co jeśli chodzi o tych co się przebierają i udają sławy? Czasem nawet tak się upodobniają, że prawie identycznie, jak oryginał wyglądają. Pewnie to zabrzmi... różnie, ale to już jest chore. Mówić, że ma się na imię np. Ewelina i normalnie opowiadać jako ona. "Byłam w X factorze" itp.  Albo widziałam w telewizji jakiś tam koncert, czy coś podobnego. Zaprosili jakąś kobietę przebraną za Dodę i gadali, że to ona. A tamta, że niby na serio jest Dodą (jakby ludzie byli tacy tępi). Może to było w formie zabawy, ale... dla mnie takie... (jak to nazwać?) przebieranki? Coś typu cosplay? Jest żenujące i ośmieszające człowieka. Dobra, jeśli ta osoba ma dystans do siebie to okej. Nie słucha tego lub obradza to w żart. Lecz tak naprawdę tamci ludzie nie wiedzą, albo inaczej - tak się w tym zatopią, że przekraczają pewne granice. Nie wiem czy tak jest w realnym świecie (a nie zdziwiłabym się, gdyby tak było), ale oglądałam taki jeden film, gdzie dziewczyna ze szkoły teatralnej przebrała się za jedną sławną piosenkarkę i po prostu zabrała jej życie. Nie pytajcie jaki to film, bo nie powiem. :D
W każdym razie pokazuję jeden z faktów dla których źle być celebrytom, czy w ogóle kimś sławnym.  Bo... czasem fajnie tak sobie pomarzyć, ale gdy poogląda rzeczywistość już się nie chce o tym marzyć. Napisałabym też o czymś innym... też żenującym zachowaniu "fanów", na podstawie jednego filmiku który ostatnio obejrzałam z jedną osobą, ale... muszę to przemyśleć. I pewnie on będzie bardzo krótki. Krótszy od tego.
A jeśli już pisałam o asku to podam swojego. Zachęcam do zadawania mi różniastych pytań. Jeśli nie macie konta możecie skorzystać z opcji anonima. http://ask.fm/fobosdemos

czwartek, 29 sierpnia 2013

Wampiry

Wiem, co zaraz napiszecie. "Nieeee, znowu one. Mam ich już dość!". Heh, a ja mam chyba jakiegoś hopla na tym punkcie. Może nie tak wielkiego jak na "Dary Anioła", ale coś w tym jest.

Tak myślę... każdy inaczej sobie wyobraża wampiry. No, dobrze są podobne wyobrażenia, ale to zależy od człowieka. Jeśli ma wybujałą wyobraźnie to doda coś swojego do tych mitycznych bestii lub nawet stworzy całkiem nowy pogląd na nie! A ci drudzy, że tak to ujmę (nie chcę nikogo obrazić) "ci z płytką wyobraźnią" będą się trzymali tych wyobrażeń z książki, bądź filmu. Tak np. było (sorka :D) ze "Zmierzchem". Piękne wampiry "świecące" w słonecznym świetle, pijące krew zwierzęcą i wgl prawie nie groźne. Dziewczyny oczywiście zaraz to podłapały (nie wszystkie na szczęście) i zaczęły się tym zachwycać, wyznawać miłość aktorom xD Lecz... ciekawa jestem czy by tak było, gdyby słodki Edward Cullen był krwiożerczą bestią, która przy pierwszej byle okazji rozerwała Bellę Swan na strzępy (wiem, że w ogóle by była inna historia, ale to tylko przykład)? Pewnie nie. Bo co z tego (jak te fanki uważają), że jest przystojny skoro budził by odrazę? Można napisać, że ta saga to w pewnym sensie przełom w literaturze... fantasy? Horroru? Chociaż... nie wiadomo. Może ktoś wcześniej od Meyer wymyślił "ludzkie" wampiry, a jej książki po prostu się bardziej wybiły. Tak czy siak z potworów stały się a la człowiek. Nie za bardzo mi się to spodobało. Nawet nie patrzę już na to jak ta saga jest napisana i na aktorów grających głównych bohaterów, po prostu... Dobra, wygląd nadany bardziej normalny - okej. Ale cała reszta... Zabrzmi to pewnie jak wymądrzanie się, no ale... przyzwyczaiłam się do innych wampirów. Np. moim zdaniem ciekawie są one pokazane w serii "Dary Anioła" (wiem, "znowu ta seria!"): ich przemiana, moce. Zwłaszcza wtedy gdy pewien bohater się nim (wampirem) staję. Słońce - wampir nie może wyjść na słońce! Bo inaczej się spali! Dla mnie to logiczne, hehe. :D Tylko jest później mały problem z tą postacią,... ale przynajmniej wiemy dlaczego robi coś co inne wampiry nie mogą, wytłumaczone to jest.
Ale od wieków te stworzenia były kojarzone jako potwory, które wyczyniało nie wiadomo co. Ludzie to wszystko wymyślali, żeby zaspokoić swoją ciekawość, nie znali wszystkich chorób, które nam teraz one są znane, czy przypadłości. Lub po prostu z czystego okrucieństwa. Ktoś kogoś nie lubił to roznosił plotki, że ten np. pił krew swojej żony. Tak samo było z tzw. czarownicami. Bo... tak sobie myślę, że wampiryzm powstał na podstawie różnych schorzeń, chorób i właśnie przypadłości.
Bardzo jasna skóra (oraz czerwone oczy) - albinizm.
Długie zęby - kurcze... zapomniałam jak to się nazywało, ale czytałam kiedyś w gazecie o takiej chorobie co daje złudzenie, że kły są dłuższe i większe. Tak samo coś tam było o czosnku.
Sławni ludzie uznawani za wampiry:
Vlad Palownik. To on dał początek historią o Drakuli z Transylwanii. Pochodził ze Siedmiogrodu. Jego przydomek: Drakula, pochodzi najpierw od wyrazu draco, które później przekształciło się w słowo drakul (diabeł). Czyli Drakula. Czytając (przyznaję się) strzępkami jego Wikipedię myślę, że to przez jego okrutne traktowanie ludzi, a wręcz nikczemne, narodziły się plotki o tym iż miał np. gotować ofiary żywcem. Cóż... dostał facet za swoje. Za to wpisał się w karty światów filmu i literatury,... a może jeszcze czegoś? Nie wiem.
Elżbieta Batory (jak to niektóre dziewczyny z mojej klasy mówią: "Elżunia"). Węgierka, siostrzenica Stefana Batory. Też była dość okrutna. Nie robiła może tego samego co Vlad, ale też, że tak napiszę do zwykłych zachowań nie należała. Dziwnie to brzmi, nie? Kurcze... nie umiem tego inaczej ująć. W każdym razie za okrucieństwo została zamurowana żywcem. Najsłynniejsze plotki dotyczące jej to to, że np. kąpała się w krwi kobiet. Tak naprawdę jak teraz przeglądam nie zawsze jest ona pokazywana jako wampir, ale... jest napisane, że czasami jest nazywana "wampirem ze Siedmiogrodu", więc postanowiłam o niej napisać.
O reszcie nic nie wiem, a przynajmniej nie kojarzę. Według mojej książki (taka wiecie, trochę dla dzieci :D ) są jeszcze inni ludzie, nawet bardziej sławniejsi, niż tamta dwójka, ale... nic nie słyszałam o tym, żeby uznawano je za mityczne wampiry. Wolę nie pisać, więc.
Co tam jeszcze? Może... dhampir?
Krzywo można na nie patrzeć. Dhampir, pół człowiek pół wampir. Heh, czyli taka Renesmee była dhampirem xD Dla mnie jest to emmm, trochę nie logiczne. No bo jak to jest możliwe, żeby człowiek był z wampirem? Dobra, nie tłumaczcie mi xD Moim zdaniem wampirem można się stać tylko poprzez zamienienie i tyle. :D Ale to są fantazję kogoś tam innego, co wymyślił to parę pewnie setek lat temu, więc z tym akurat kłócić się nie będę. Po prostu dla mnie to jest dziwne i tyle. ;)

Wczoraj byłam w bibliotece i nareszcie odebrałam długo zamawiane książki. A, że spodobało mi się zdjęcie ustawionych książek, które mam zamiar po kolei czytać to właśnie wstawię taką zaraz. Na zdjęciu nie ma tylko ujętych lektur. ;)
Przepraszam za te światło, ale próbowałam wszystkiego, żeby się pozbyć go. A inne zdjęcia, gdzie było ciemniej nie wyszło za dobrze...

środa, 28 sierpnia 2013

Zazdrość (pisarstwo)

Piszę ten post, bo... ostatnio natrafiłam na pewien post na jednym blogu. Nie wiem czy to była prawda, czy kłamstwo, ale... postanowiłam o tym napisać.

Wśród większości blogerów (przynajmniej wśród tych co czytam) jest hobby - pisanie. Różne formy: wiersze, opowiadania, bądź dłuższe formy literackie. A tam gdzie dużo osób robi coś podobnego często się wkrada zazdrość. To może być fakt lub po prostu wymysł ludzkiej wyobraźni. Czasem nawet są osoby, które zazdroszczą niektórym pisarzom i... piszą albo mówią o nich niestworzone rzeczy. Jasne, może to być czasem prawda, ale co jeśli, nie? Albo to: jeśli nie podoba się komuś książka to po prostu wyraża swoje zdanie lub w ogóle pomija ją, bo po co się pytam pisać ciągle złe opinię i się na siłę kłócić z fanami książek oraz zniechęcać ludzi do nich? Każdy ma prawo wyboru, nie można narzucać jego nikomu. Nie podoba się mi, okej. Może kogoś innych to zaciekawi. Tak samo jest w odwrotną stronę. Podoba mi się? Też okej, ale nie trzeba hejtować ciągle tekstami typu "kocham to", "jesteś głupi, bo tego nie lubisz". Właśnie przez takie coś są później wojny między grupami. Najczęściej jeśli chodzi o gust muzyczny.
To teraz trochę o czym innym. Każdy popełnia błędy. No i powinno się uczyć na nich. Nie powinno się skreślać człowieka, bo kiedyś coś tam zrobił złego. Dobra, nie mamy stuprocentowej pewności co do niego, ale też nie powinniśmy zachowywać się w stosunku do niego nie wiadomo jak okrutnie. Bo... jeśli to nie prawda? Nauczył się ten ktoś na błędach? Winny z przeszłości... 
Zresztą jeśli ktoś jest lepszy to trzeba się z tym pogodzić o już, a już w ogóle jeśli ta osoba jest o wiele starsza od ciebie. Pomyślmy jak taka osoba musi się czuć? Ale tak zawsze będzie. Zazdrość to jedna z tych cech, które charakteryzują człowieka wśród innych organizmów. Zwłaszcza, jeśli chodzi o rywalizację.

piątek, 23 sierpnia 2013

Być sobą... cokolwiek się stanie

"Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu?" Marek Grechuta - "Dni, których jeszcze nie znamy"
Ciągle ta piosenka przewija mi się w głowie i chcąc, nie chcąc nucę pod nosem jej tekst. Nie jest on o niczym, nie jest banalny. Ciekawy!
Tyle się pisze tego, żeby nie udawać, być sobą. A jednak... to nie do końca tak jest, że to my w pełni decydujemy, czy pozostaniemy do końca tacy jacy się urodziliśmy. No bo... zaczynając od rodziców, po osobach ukochanych kończąc. Zacznę właśnie od tego...
Głównie przeważają rodzice tacy którzy ciągle pouczają, krzyczą i czepiają się. Chyba, że u Was jest inaczej to, wtedy sorka. Ale piszę tak jak widzę. To odciska piętno na psychice dziecka. Podajmy na przykład sytuację, kiedy dziecko mówi swoje zdanie na dany temat, a rodzic mu wytyka, że źle, że tak nie powinien mówić - czepia się. Kto, więc po kilku latach takiego słuchania, nadal by był sobą? W końcu człowiek się zamyka... Trzeba by być silnym, a... nie każdy taki umie być. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi i nie będziecie robić z siebie w komentarzu "kozaków".
Nauczyciele. Tak, oni też biorą w tym wszystkim udział. Chociaż nie wszyscy. Niektórzy z nich są zbyt uprzedzeni, aby coś zrozumieć. Uważają, że jak oblałeś jakiś sprawdzian lub kartkówkę to pewnie się nie uczysz i w ogóle różne takie rzeczy. Ale przecież tak naprawdę te sprawdziany (itp.) nie sprawdzają faktycznej wiedzy ucznia. Bo taka prawda - tak uważam. Można trafić na przykłady albo zadania, które faktycznie nie umie się. Tak samo z językami obcymi. Nie wiem jak u Was, ale u mnie nauczyciele karzą tłumaczyć tekst na polski w słowo, w słowo, a przecież tak się nie da! Chodzi mi o to, że to bezsensu! Ważne, aby zrozumieć sens tekstu, a do tego nie trzeba znać wszyściutkich słów. Wiem co piszę, bo sama to zauważyłam u siebie. Na świadectwie miałam tróję z angielskiego, ale jak czytam tumblra Cassandry Clare to mniej lub więcej rozumiem o co chodzi w tekście napisanym przez autorkę "Darów Anioła i Diabelskich Maszyn oraz Kronik Bane'a". Okej, nie często są tam posty pisane, ale chodzi mi jeśli są. A w ogóle mam pytanie: czy jeśli byśmy pojechali do jakiegoś kraju anglojęzycznego to czy byśmy w ogóle wiedzieli jak się porozumieć? Zależy od toku nauczania, ale prawda jest taka, że nie. Np. miałam tak z niemieckim. Uczyliśmy się nie wiadomo czego, lecz gdybym miała stanąć w oko w oko z Niemcem to raczej nic bym nie wydukała. No dobra - Wie heisst du? xD Och, kurcze... zagalopowałam się. Zboczyłam z tematu, a więc wracając - jeśli ktoś jest taki, że nie odbierze tego jako zachętę, żeby pokazać nauczycielowi, że się ten myli, to jeszcze bardziej się pogorszy. Powie: "jestem głupi".
Wracając jeszcze do rodziców. Pisałam o tym na początku istnienia tego bloga, ale powtórzę (trochę inaczej to ujmę). Czasem rodzice tak jęczą i stękają lub co gorsza mówią wulgarne teksty do swojego dziecka, ciągle pytają bierzesz coś? Pijesz, ćpasz, palisz itp. Że w końcu dziecko weźmie coś z bezradności, albo, żeby wkurzyć rodziców. Tak specjalnie. A pisać nie trzeba jak zmieniają używki.
Rówieśnicy. Tak, to chyba każdy zna... Zacznę od chłopaków. Dlaczego, niech ktoś mi wytłumaczy dlaczego niektórzy faceci muszą się popisywać przed sobą?! Na co dzień są okej, ale gdy któryś kumpel pojawi się w promieniu paru metrów, robi obrót o 180 stopni. Docina, przezywa i różne takie tam rzeczy co chłopacy potrafią robić, kiedy są w centrum uwagi. Na szczęście są jacyś normalni, co pozostają sobą...
Koleżanki. Kobiety to jedne normalnie z najgorszych stworzeń na świecie. Piszcie co chcecie, ale mojego zdania nie zmienicie. To one są wredne jak mało kto, potrafią tak zniszczyć drugą osobę... W jednej książce, którą przeczytałam chłopak wymienia na co się dzielą kobiety. Dziewczyny, baby... Ja wiem, możecie się dziwić, że tak piszę sama będąc dziewczyną, ale taki jest po prostu fakt, nie oszukujmy się. Wyśmiewanie się, bo nie nosisz coolowych ciuchów, nie jarasz się 1D, czy Bieberem (chociaż, on chyba już wyszedł z mody...), nie robisz z siebie wariatki, gdy przechodzi obok jakiś "super" chłopak, nie palisz, pijesz itd.  W każdej klasie znajdą się takie, które chociaż jeden fakt w sobie mają. Z takim utrapieniem można sobie radzić różnie. Jeśli masz swój świat to cię to nie obchodzi. Ty masz swoje poglądy, one swoje. Może i cię one wkurzają, ale przynajmniej, jesteś jaki jesteś. Ci co nie mają swej pasji, świata, są że tak to ujmę słabi łatwo dadzą się omotać takimi. Minie kilka dni i z normalnej dziewczyny, powstanie potwór.
Oczywiście są też bandyci, łobuzy..., ale o nich nie chcę mi się pisać. Wiadomo o co z nimi chodzi.
Miłość. Zakochanie. Niektórzy dla ukochanej osoby mogą zrobić wszystko. Odwrócić się od znajomych, przyjaciół, rodziny. Robić rzeczy, które samemu, by się nigdy nie zrobiło. No i wgl...
Najbardziej dostrzegalne są zmiany przez kumpli i miłość.

Co sądzicie, o tym poście? Może być? Chcecie, abym napisała Wam recenzję książki, którą muszę przeczytać na DKK (Dyskusyjny Klub Książki) (uprzedzam, dość... em, dziwna)? Jakiego typu byście chcieli posty? A może, macie jakąś propozycję na tematy? Proszę tylko, żeby to nie były byle jakie jak już tematy. :D

niedziela, 21 lipca 2013

Aktor ≠ bohater grany przez niego

Podobnym czymś już ostatnio zamęczyłam Natal2000 xD Ale ten temat prawie ciągle mnie nachodzi, żeby o nim napisać. Zresztą już dawno coś podobnego zamierzałam napisać. ;D

Dużo ludzi jak zauważyłam już dawno utożsamia aktora z jego bohaterem którego gra. Głównie jest tak, że zamiast imienia i nazwiska (lub tylko jednej rzeczy) aktora mówimy na niego imieniem i nazwiskiem postaci. Np. w szóstej klasie byłam na lekcji w teatrze i wyświetlono tam zdjęcie Daniela Radcliffe'a, pan spytał się kto to jest. Oczywiście chór głosów odpowiedział Harry Potter, tak naprawdę może dwoje ludzi się odezwało, albo może troszeczkę więcej, że to Daniel.
Myślę, że to dla aktorka/aktorki w pewnym sensie poniżenie, że ludzie znają cię tylko z roli i nie wiedzą nawet jak się nazywasz. Ja sama przyznam się, że też nie znam wszystkich aktorek oraz aktorów na świecie, bo to by było wręcz nie możliwe, ale np. gdy jakiś film mnie interesuję to staram się dowiedzieć przynajmniej jak nazywają się główni aktorzy lub ci co grają moją ulubioną postać. Można sprawdzić w Internecie, jak ktoś się nazywa. Żyjemy w XXI wieku, to zajmie parę minut, jak nie sekund. Na Wikipedii w artykułach dotyczących filmu, (serialu), jest wypisana obsada. Co ja piszę! Nawet w bajkach jest ona zapisana, kto kogo dubbingował! W gorszym razie można zastosować np. taki schemat: Nie znam jego/jej imienia, ale w tym filmie ... grał/grała tego/ją ... Czy coś podobnego zastosować. Bo, przecież czasem się spieszymy lub nie mamy ze sobą takiego źródła jakim jest np. Wikipedia. ;-) A jeśli nas spotka taka sytuacja, że nasz znajomy tak powie, a my znamy nazwisko i imię, to nie powinniśmy na niego od razu naskakiwać, że uuuuuuu obrażasz aktora i wgl takie rzeczy mówić. W końcu każdemu się zdarza zapomnieć. Albo nie wiedzieć. ;)
A teraz przejdę do rzeczy, która mnie załamuje coraz bardziej. Z wiadomości które napisałam osobie na górze, mógłby wyjść poemat xD
Podam najpierw za przykład "czasy świetności" "Zmierzchu". Był sobie Robert Pattinson i była Kristen Stewart. Oboje grali główne postacie, zakochane w sobie nawzajem. Oczywiście co było w świecie medialnym? Oni na pewno są razem, zakochali się w sobie! Nie wnikam czy tak było, czy nie. Ale jakoś nie chcę mi się w to uwierzyć, że nagle ich olśniło. Tak chyba jest w większości filmach dla młodzieży. Plotka o miłości aktorów grających swoich bohaterów zakochanych w sobie przeszła już można by rzec do historii. Każda sytuacja jest tak odbierana, nawet taka głupia (podam prawdziwy przykład, ale już nie ze Zmierzchu), jak pokazywanie sobie czegoś na telefonie. Jezuuuuuuu! To musi być normalnie miłość forever xD Dziecinada. A kto głównie wymyśla takie "niusy"? Media oraz taki za przeproszeniem puste Barbie. No bo kto z rozumem przejmowałby się ich życiem prywatnym?
Coś jeszcze mam do napisania??? Yyyyy, chyba nie. :D
Znalezione na gdzieś na fejsie. Oczywiście to jest Bravo. Nie chciałam zdjęć aktorów dawać (ogólnie się tyczy, a nie tylko Lily i Jaime'go), a to gazeta, więc...

poniedziałek, 1 lipca 2013

Styl twórczości artystycznych

Człowieka nie pozna się po tym jak się ubiera lub co mówi. Pozna się po tym co tworzy i jak.
Moje

Nikt mi nie wmówi, że styl talentów artystycznych nie zależy od człowieka. Przecież człowiek, który w duszy ma smutek nie będzie dobrowolnie robił czegoś wesołego. Tworzy się od siebie. Co mi w środku gra. Czasem może to być nie świadomie: kreska na papierze, nastrój pisania. Różnie. No po prostu nie wierzę w to, że to się kształtuje bez nas!
Bo niby dlaczego tak trudno niektórym pisarzom się zgrać i napisać razem? Przecież to żaden problem. A jednak gdybyśmy sięgnęli po coś kilku autorów moglibyśmy odróżnić kiedy kto pisał. 
Ciekawiej jest ze stylem rysowania... Są osoby które rysują (czy tam malują) tak, a nie inaczej i za nic choć by się mocno starały nie zmienią go. Piszę naturalnie o tych osobach co umieją rysować. ;) Mogą patrzeć na zdjęcie, bądź inną rzecz którą chcą przenieść na swój papier, a i tak po swojemu wyjdzie. Ciekawe. Nie warto, więc robić tak jak ktoś (identycznie). Warto się ponieść myślą i swojemu wnętrzu, a na pewno wyjdzie coś swoistego. 
Nie powinniśmy też tego zmieniać. Komuś nie pasuje nasz styl? Trudno, każdy w czym innym gustuje. Powinniśmy (artyści) szukać też tego swojego. W czym dobrze się czujemy. 
Nie wiem czy chcecie dalej czytać czy nie. Dalej trochę o sobie w tym wszystkim napiszę. Jeśli kogoś to nie interesuje uprzedzam, że może zakończyć już czytanie. :)
Nie wiem jak to jest u mnie z pisaniem, ale z rysunkiem już słyszałam parę razy, że mam taki trochę animowany styl i powinnam spróbować swoich sił w komiksie. Heh,dlatego właśnie zamierzam w wakacje narysować coś na wzór komiksu, chociaż wątpię. Nie umiem rysować ludzi z boku.

PS: http://swiat-magii-cm.blogspot.com/2013/07/wywiader-z-martyna-raduchowska.html

sobota, 22 czerwca 2013

Ocenianie na podstawie ocen

O 19 zaczął się koncert u mnie w mieście nad jeziorem. Nosi on nazwę (mam nadzieję, że się nie pomylę): "Beach Party". Jednym z artystów którzy mają wystąpić będzie Maja Hyży, którą poznaliście w "X Factorze". Dochód z tego koncertu pójdzie na leczenie jakieś dziewczynki, jeśli dobrze pamiętam. Nie idę. Nie chcę mi się, to nie dla mnie. Nie lubię głośnych, hucznych koncertów.

Czasem jest tak, że oceniamy kogoś na podstawie jego ocen w szkole, zresztą dorośli też. Czasami nawet częściej od nas samych. Ktoś ma same słabe oceny - o! ten to musi być rozrabiaka. A jeśli jest odwrotnie - z nim musisz się zakolegować, to na pewno wzorowy uczeń. Przez takie ocenianie można łatwo się pomylić. Nie każdy, przecież kto ma same jedynki i dwóje jest zły i nie zależy mu na szkole. Niektórym po prostu trudno przychodzi nauka lub szybko zapominają. Nie każdy przeczyta książkę, pouczy się z kilka godzin i już umie. Jest też rodzina i jej problemy. Jeśli ktoś ma trudną sytuacje w domu, to możliwe, że to się odbija na jego nauce, chociaż bardzo pragnąłby, żeby było lepiej. Takim osobą można postarać się jakoś pomóc, jeśli oczywiście życzą sobie tego, bo nic na siłę lepiej nie robić. No, i też pozostają te osoby co na serio wisi im przedmiot i szkoła. W ogóle się nie uczą, choć by mogli. Nic im w tym nie przeszkadza. Robią to na złość rodzicom, bądź nauczycielom. Ale tak naprawdę robią to sobie, w końcu to oni będę powtarzać tą samą klasę, a nie nauczyciel. Aha! Są też przedmioty, które po prostu nie przypadną człowiekowi np. taka fizyka (nie chcę nikogo straszyć!). Jeśli ktoś nie skapnie się o co w tym chodzi, jest humanistą, a nauczyciel jeszcze nie jest skory do pomagania, bo dla niego jest wszystko jasne, to rozumie się, że to się wszystko odbija. Np. taka ja. Uczę się na chemii i fizyki, ale po prostu mi ona jakoś nie wchodzi. Od nauczyciela też dużo zależy. Moim zdaniem powinien zrozumieć ucznia. Patrzeć na jego możliwości i chęci, a nie tylko na oceny. 
Dobzi uczniowie nie muszą być wcale fajni w zachowaniu. Spotyka się przecież, czasami takich co w dzienniku same wzorowe oceny i na lekcjach, a zaraz na przerwie przeklinają wulgarnie i różne takie rzeczy robią jakby to nie oni. Trudno w takie coś uwierzyć, prawda? Już bardziej uwierzymy, że słaby uczeń jest grzeczny, niż, że wzorowy to "uliczniak". Oprócz takich, są też ci przykładni, co słówko nie pisnął na nauczyciela. Zawsze umieją więcej, niż program oczekuje. Bardzo często to szóstkowi uczniowie, zwani potocznie "kujonami" są nie lubiani. Nikt chyba nie lubi gdy ktoś się wybija w grupie ponad normę. Zazdrość. Inni uczą się np. tydzień na sprawdzian i dostaną 3, a ten tylko parę dni i 6. Złość wtedy wszystkich zżera, że nie ma co. Ale zdaję mi się, że tak jest w takich klasach co normalną oceną jest trzy lub cztery, w takich bardzo słabych. Bo w tych wyżej tak bardzo ten "kujon" nie jest widoczny. Zależy też od osoby. Czy jest miła, koleżeńska, czy oschła, wywyższająca się. Jeśli pokaże, że jest normalnym człowiekiem, który ma po prostu talent do nauki, to ma większe szanse do zaakceptowania, niż ta co ciągle się uczy. Bez przesady! Trzeba czasem się oderwać od książek, spotkać się z kumplami, czy co innego porobić. ALE, przecież nie we wszystkim jest wzorowy uczeń idealny, musi mieć jakiś słaby punkt. Pamiętajmy o tym, za nim zaczniemy rozpaczać, że jesteśmy beznadziejni, bo ten jest świetny we wszystkim, wszystko umie. W mojej klasie np. ten uczeń nie umie rysować. :) LECZ nie powinniśmy mu tego wytykać.
Podsumowania raczej nie muszę pisać. Chociaż... może? Nie, już pisałam to w jakimś poście, że nie powinniśmy oceniać kogoś na podstawie czegoś, a nie jego charakteru i osobowości.


piątek, 14 czerwca 2013

Facebook

Ten tydzień był... zróżnicowany. Znaczy konkretnie to były dwa wydarzenia jeśli dobrze pamiętam, a oprócz tego dużo sprawdzianów oraz kartkówek. Niestety to się nie zakańcza na tym tygodniu. W następny czwartek musimy przedstawić trzy scenki po angielsku i takie same po niemiecku. Dostajemy za to ocenę, która może ważyć na ocenie rocznej. Wszystko to trzeba przygotować w parach. Pierwszym takim jakby zdarzeniem w tym tygodniu było wyjście do kina. Wszystko nawet by było okej gdyby film nie trwał dłużej, niż mamy lekcje a mianowicie do 15. Film nosił tytuł "Cristiada" i był o prześladowaniu chrześcijan w Meksyku na początku wieku XX. Szczerze to on mnie nie zaciekawił. Nie za bardzo przypadła mi do gustu tematyka filmu oraz kilka innych rzeczy: czasem (często) akcja się dłużyła, napisy tłumaczyły tylko język angielski, a wtedy kiedy mówili po hiszpańsku nie wyświetlano napisów. Taka jest mniej więcej moja opinia na temat tego filmu. Drugie zdarzenie nastąpiło wczoraj. Zamiast plastyki okazało się, że mamy mieć lekcję z pedagogiem szkolnym. Po dzwonku jednak okazało się, że nie mamy z nią zajęć, a z terapeutom z ośrodka uzależnień (czy jakoś tak). Mieliśmy z nim oczywiście pogadankę o uzależnieniach. Dodatkowo, abyśmy się nie nudzili usiedliśmy w kółku (na krzesłach) i mieliśmy jedno zadanie w grupach do wykonania. W jednej grupie (dziewczyny) musiało się napisać minusy zażywania narkotyków, a w drugiej (chłopcy) zalety. Później pan coś tam mówił i niektórzy zadawali pytania. Np. "Brał pan kiedyś narkotyki?"(oczywiście to było pytanie jednego mojego kolegi). Jedno z pytań które na serio zastanawia było pytanie "Narkotyki są w Polsce zabronione. Dlaczego, więc alkohol i papierosy nie są zabraniane skoro też mocno uzależniają?" Ogółem spotkanie było przegadane, znaczy ci co nie chcieli słuchać gadali i wygłupiali się, pana to denerwowało i nie zrobiliśmy wszystkiego co mieliśmy.

Teraz jest moda na zakładanie kont na fejsie. Zresztą tak jest od jakiegoś czasu. Prawie każdy ma konto. Nawet jakieś głupie serki czy programy mają konto czy tam grupę na fb. Co jest akurat dla mnie głupie. Normalne osoby - rozumiem, ale np. biblioteki? To jest już lekka przesada. Ludzie głównie zakładają tam konta, żeby utrzymać jakoś kontakt ze znajomymi, bo o to chodzi we Facebooku. Ale inni mają dziwniejsze powody do zakładania typu: fajne gry. Ja sama musiałam założyć konto, żeby zdobyć lekcje, gdy jestem chora. Na smsy nikt prawie nie odpowiada, ale na portalu siedzi prawie ciągle. Gdyby nie to, chyba bym nie założyła konta, choć miałam już dawno takie zamiary. Ale jeśli w tej chwili przyszedł wam do głowy pewien pomysł to przeczytaj dalej! Nie zapraszaj mnie jeśli się nie znamy. Chodzi mi o to, że przedtem nie mejlowaliśmy na przykład (mam nadzieję, że wiecie o co chodzi). Ale to nie jest tak, że nikogo z blogerów nie mam, bo mam dwie blogerki. Lecz można tak napisać, że jako tako się znamy przez Internet już wcześniej, jeśli się nie mylę to będzie rok albo więcej. To nie było tak, że mega na ślepo zaprosiłam je, lub one mnie.
Z fejsem trzeba z umiarem. Np. chodzi o zdjęcia. Trzeba trochę pomyśleć za nim się jakieś doda. Mniej więcej mam na myśli takie w których dziewczyny robią nie wiadomo jakie pozy czy gesty. Ale są jeszcze inne. Jeśli ktoś choć trochę pomyśli to zrozumie. Widzę czasem, jak dziewczyny robią sobie w szkole różne foty, żeby tylko dodać je na fb. Co dla mnie jest żałosne. Np. widziałam  jedno zdjęcie, gdzie dziewczyna na lekcji sobie robiła zdjęcie. I co? Myśli, że jest z tego powodu super?
Nie wiem jak u was, ale pewnie podobnie jest; u mnie na informatyce dużo osób siedzi na swoich kontach i sobie pisze. Nie wtrącam się do tego, okej to ich sprawa, czy zrobiły już zadania czy nie. Lecz mi np. przeszkadzałoby chodzenie pana wokoło, mi by się zdawałoby, że on czasem zerka na mój monitor. A one normalnie piszą i wgl. Albo z logowaniem. Trzeba pamiętać, aby się wylogowywać z różnych kont np. na informatyce. A gdy się niektórzy spieszą zapominają się wylogować lub idą sobie nawet nie wyłączając Facebooka. I później się dziwią, że ktoś im się włamuje, i pisze różne rzeczy.

wtorek, 28 maja 2013

Listy

Ludzie piszą listy od wieków, ale teraz to niestety zanika. Jest XXI wiek; rządzi technologia.
Ja sama listów nie piszę, bo nie mam do kogo, choć bym może nawet chciała. Do koleżanki która mieszka w tym samym, małym mieście raczej się nie opłaca. Za nim list dojdzie to zdążę się z nią spotkać. Może kiedyś będę miała okazję, jak będziemy mieszkać w innych miastach.
Większość osób woli pisać maile. Dlaczego? Szybko, prosto. Nie trzeba zaczynać od początku, jeśli źle się coś napiszę. Bo raczej nikt nie wyśle listu pokreślonego. :) Zresztą jak napisałam przedtem w kilka sekund on dojdzie. Nie czeka się też w niepewności jak przy listach. Napisze czy nie napisze? A może ten list gdzieś utknął? Czasem za nim list doszedł już dawno było po wszystkim, a ta osoba nie wiedziała i się martwiła.
List to też osoba pisząca. Trzeba się trochę wytrudzić w jego napisanie, niż w maila. Wypada, aby odręcznie napisać treść, najlepiej bez błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. Ruszyć się z domu i zanieść go na pocztę. Nie tak łatwo to zrobić, dlatego większość woli komputerowo wszystko załatwić. Myślę też, że list ma coś takiego w sobie, że się czeka na niego z niecierpliwością i bardziej się ktoś cieszy z niego, niż z maila. Dlaczego? Na pocztę elektroniczną  moim zdaniem można codziennie wejść nawet kilkanaście razy dziennie. A tu czekasz właśnie w tej niepewności. Raczej ktoś czuję się lepiej wiedząc, że tej osobie zależało na nas i wysłała list, choć mogła użyć do tego poczty elektronicznej.
Teraz listy głównie kojarzą się z tymi listami miłosnymi. Absurd! Nie tylko osoba zakochana może pisać listy! To tylko podkreśla, że ludziom zależy na sobie.
Czy może kiedyś zniknie poczta, a wraz z nią listy? Może... nigdy nic nie wiadomo. Podobne pytanie słyszałam już w stosunku do książek papierowych. Moim zdaniem to wszystko będzie istnieć do póki ludzie będą tego używać. Powinno to być nawet gdyby jedna osoba na całym świecie pisała tylko listy.

Postanowiłam sobie, że będę dodawała posty wtedy kiedy będę miała jakiś pomysł, a nie dlatego, że już jest weekand lub wolne albo jestem chora. Choć... czasem mam pomysł na post, ale on tylko pasuje chyba tylko dla mnie. Tak jak było z tymi plakatami z "Miasta Kości". Nie każdemu chce się oglądać po kolei każdy plakat z każdym bohaterem. Posty też mogą zdawać się czasami krótkie no ale, cóż nie będę nic wymyślać na siłę. Wiem, wiem pewnie zaraz napiszecie co jeszcze mogłam dodać, ale proszę nie róbcie tego.

niedziela, 12 maja 2013

Jak to jest z tymi blogami?

Ale super, wycieczka swoje, a nauczyciele... w ten tydzień robią masę kartkówek i sprawdzianów. Tak, więc jutro karka z bio i polaka.
Nie wiem co napisać. Miałam kilka pomysłów np. dlaczego warto mieć własny pokój, kółko fotograficzne, opowiadanie. I to chyba wszystkie tematy jakie wymyśliłam. Kończą mi się szczerze powiem. Znaczy się mam kilka takich super, ale nie chcę ich za szybko wykorzystywać, bo mam zamiar jeszcze trochę po blogować. Więc jeśli ktoś chciałby podać jakiś ogólny zakres tematów jaki chciałby widzieć na blogu to zapraszam na napisanie tego w komentarzu. Nie piszcie tylko, że chcecie notek o mnie, bo za to się nie biorę! ;)

Dlaczego tak jest, że na niektóre blogi wchodzą ludzie, a na nie które nie?
Jest kilka czynników.
Posty powinny być ciekawe i dodawane ze systematycznością. Co z tego, że pierwszy post zainteresuje czytelnika, jak drugi będzie... za kilka miesięcy? Czytelnikowi znudzi się to czekanie. Jasne, w roku szkolnym rozumie się, że nie ma się czasu, ale można się chociaż postarać np. napisać w jakiś weekand. Są blogi (sama niektóre czytam) co posty nie pojawiają się w nich co tydzień, a i tak mają czytelników. Dlaczego? Wracam do postów - są bardzo ciekawe, aż tak, że ludziom chce się czekać. Albo chociaż jest napisana informacja, że napiszę kiedy będę mieć czas czy coś takiego.
Nie każdemu też pasuje tematyka bloga. Większość sławnych blogów jest o modzie, bo dużo dziewczyn się interesuje modom. A np. gotowaniem już mniej, choć w takich blogach nudno czytać tylko przepisy, mógłby bloger coś dodać sam od siebie.
Wygląd. Choć nie powinien to jest bardzo ceniony u ludzi. To on pierwszy rzuca się w oczy, a nie posty. Są szabloniarnie, lepiej z nich pobrać sobie jakiś szablon co nam się podoba, niż ten co jest do wyboru (np.) w bloggerze. Choć nie ukrywam są blogerzy co umieją z tych bloggerowych ładny wygląd zrobić u siebie na blogu.
Reklama. Nie chodzi mi tutaj, o taki spam, tylko np. o baner albo na stronie VJ (victor-junior.pl) :D tam jest taka zakładka i zostawić tam adres bloga, może ktoś się znajdzie. Ja sama kilka razy tam zostawiałam linka. ;)

Ale czasem, gdy wchodzę na jakieś blogi naprawdę się dziwię dlaczego nikt tam nie wchodzi. Wszystko jest okej, wygląd, posty - no wszystko! A tam jeden komentarz pod postem, zero. Wtedy naprawdę można się zadziwić! Może tu chodzi o szczęście? Na pewno trzeba być wytrwałym. Nie poddawać się w pisaniu!!!

Mam nadzieję, że nie zabrzmi to egoistycznie.
Ja nie wiem czasem co wy widzicie w tym blogu, patrząc na wasze świetne blogi. Normalny, taki sobie. Nie chodzi mi, że chcę was zniechęcić, no ale taki jakiś pospolity on. 

Natal2000 stworzyła fotograficzne wyzwanie. Oto pierwszy punkt - najstarsze zdjęcie w moim komputerze. Poszukałam w swoich zdjęciach i znalazłam...