Jako, że należę do tej grupy ludzi, którzy mają talenty, które znajdują się na liście "mało ważne", pozwoliłam sobie na napisanie przemyśleń dotyczących wagi talentów, bo wbrew wszystkiemu istnieje takie coś. Przykład? Pierwszy z brzegu:
Jest tyle tych muzycznych programów, gdzie śpiewają. Muzyka jest przedmiotem wykładanym w szkołach, trzeba tam śpiewać (rzecz jasna) na ocenę. Śpiew jest nawet w kościele, tam też trzeba śpiewać. Gdzie się nie obejrzeć tam jest śpiew, a nie często jeszcze i człowiekowi trzeciemu każą śpiewać. Rozumiem - muzyka jest nieodłącznym elementem ludzkości, rozwija się z nim od tysiącleci. Ale czy to nie przesada, aby torturować tym innych? Mam na myśli to, że śpiew powinien być dla chętnych (a często słyszę WSZYSCY śpiewamy, ZAŚPIEWAJMY itp.). Nie wiem jak niektórym, ale mi się robi trochę przykro, że mój głos jest taki, a nie inny, gdy ciągle każą śpiewać. W grupie śpiewanie jeszcze pół biedy, ale najgorsze jest upokorzenie, jak nauczyciel każe każdemu śpiewać po kolei (ogólna sytuacja). Z mojego doświadczenia większość ludzi na świecie ma talent do śpiewu; a nikt nie lubi być w tej mniejszości. Pomyślmy też nad rodzajem śpiewu - głównie śpiewa się piosenki/pieśni o wysokich tonach; nie każdy ma taką skalę głosu, nawet jeśli jest dziewczyną. Nawet na różnych apelach się bierze tych, co śpiewają. Jakich jest najwięcej konkursów? Tych wokalnych oczywiście. Niesprawiedliwość ludzka. Głos doceniany jest najbardziej ze wszystkich talentów. Diament nad diamentami w umyśle ludzkim.
![]() |
| From Internet |
Wymieniłam rysowanie... Kurcze, jest tyle styli rysowania, że nie da się wszystkich spróbować i
ogarnąć. Ktoś rysuje tak, a ktoś siak. Nie każdy artysta umie każdym stylem rysować i malować. Może ktoś ma talent do abstrakcji? A w szkole nie pokaże tego.
Ogólnie takie zmierzania mam, że według mnie plastyka i muzyka nie są potrzebne w szkołach. Może i odkrywają nowe talenty i je rozwijają, jednak... Jeśli już być muszą to niech będą bez ocen. :p W ogóle... szkoła przyjęła na siebie odkrywanie talentów, a i tak nie odkryje każdego u każdego i te dziecko może źle się czuć. Załóżmy, że to dziecko ma talent do... no nie wiem, np. szydełkowania. Może zrobi jedną świetną pracę, ale zostawią to w spokoju. Bo przecież ten talent "jest jak kamień z ulicy, nie warty do podnoszenia". To przez te wiersze... Nie lubiłam metafor, a teraz jakoś tak... xD
Czyli małe podsumowanie: źle jest na świecie, że jednego ceni się bardziej i pokazuje go, bo np. śpiewa, a drugiego wcale, ponieważ np. umie sztuczki na deskorolce. Wolałabym, aby za parę lat była równowaga talentów, jednakże tak się nie da i nie będzie. Mogę tylko rzec - powodzenia tym, którzy prawdopodobnie, nigdy nie będą docenieni i nie wyjdą na światło dzienne.
PS. To już... 200 post!
PS2. Jeśli nie zapomnę w Dniu Dziecka dodam luźnego posta z piosenkami, które aktualnie słucham. Chcecie taki post? ;)

Myślę, że poza talentem trzeba mieć determinację, by zostać zauważonym, ale - co jest chyba ważniejsze - by wyznaczać sobie nowe cele, podnosić sobie poprzeczkę i uczyć się nowych rzeczy. Co da - na przykład - talent to śpiewania, gdy delikwent nie zna nut? Nikt sam z siebie nie jest geniuszem :)
OdpowiedzUsuńhttp://zakurzone-stronice.blogspot.com/
Zdarza się, że jedne talenty są wywyższane ponad inne, ale przyznaję, że ja się z tym jakoś bardzo nie spotkałam. Każdy ma inny talent, każdy ma inne umiejętności i każdy rozwija je na swój sposób. I osobom z talentami powinno się pomagać, wspierać je, bo czasem nie wierzą w siebie. Chociaż one same też powinny robić wszystko, aby się rozwijać, jeśli oczywiście tego chcą.
OdpowiedzUsuńJa w sumie uważam, że plastyka i muzyka są potrzebne w szkołach. Ale to tylko moje zdanie. To znaczy, muzyka może mniej, chociaż wykształca poczucie rytmu i tak dalej, a to się przydaje. Plastyka uczy zdolności manualnych, co naprawdę potem plusuje w życiu. Poza tym, to rozwija też mózg. U mnie plastyka i muzyka były tylko w pierwszej klasie, od następnego roku już znikną, zastąpione przez fizykę, chemię i informatykę. W sumie trochę żałuję, zwłaszcza muzyki. Na lekcjach zawsze było fajnie- nikogo nie zmuszano do śpiewania, jeśli nie chciał. Raz śpiewaliśmy kolędy. Wygłupialiśmy się, śmialiśmy i w sumie to dobrze się bawiliśmy:) Mieliśmy też coś takiego, że każdy miał prezentację i opowiadał o czym chciał- o dowolnej muzyce, swojej ulubionej, czy też po prostu interesującej. Moim zdaniem ciekawy pomysł, można było poznać różne zespoły, różne gatunki. Zacna rzecz:D
Zgadzam się z Kylie- ważne jest rozwijanie swego talentu i to, aby sam jego posiadacz uczył się, zagłębiał się w swoją pasję i tak dalej. Bo to on powinien o to dbać:) Jak ktoś powiedział- talent to tylko 10%, pozostałe 90% to ciężka praca.
Bardzo podoba mi się pomysł na posta z piosenkami:D
Pozdrawiam ciepło!
Pola
Oj z tym śpiewaniem jest różnie. Jedne osoby są w tym naprawdę świetne, inne zaś od mikrofonu powinny trzymać się jak najdalej, chociaż nie zawsze są świadome braku tego talentu. W sumie to ja sama, jak byłam mała, myślałam, ze bardzo ładnie śpiewam i chciałam zostać piosenkarką O.o Dobrze, że się w porę opamiętałam.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o same przedmioty artystyczne - plastyka i muzyka... To trochę sumie nie fair, bo ktoś może nie mieć w ogóle talentu plastycznego lub słuchu muzycznego czy też ładnego głosu... Chociaż w sumie jestem trochę zaprzeczeniem tego stwierdzenia, bo nie mam ani słuchu, ani głosu, ale i tak pani od muzyki dała mi w pierwszej klasie na koniec roku sześć. Czyli to też zależy trochę od tego, jakiego nauczyciela się ma. Jeden będzie oczekiwał dzieł na miarę Matejki, innego zadowolą bazgroły na poziomie trzylatka :)
Chociaż lekcje muzyki są same w sobie fajne. Zwłaszcza śpiewanie w grupach. Ale śpiewanie w pojedynkę jest straszne. Pamiętam, jak w pierwszej klasie gimnazjum m miałam zaśpiewać jakąś kolędę. Przed katastrofą życia uratowała mnie umiejętność grania na flecie :P Ale i tak potem musiałam pod koniec roku coś zaśpiewać... Ech... Na szczęście nikt nie pamięta już, że śpiewałam "Gdzie strumyk płynie z wolna". Chyba..
A ja bym jeszcze co nieco wspomniała o wf-ie. Nie każdy urodził się z genami przyszłego mistrza olimpijskiego w i biegu na sto metrów, rzutem piłką lekarską, siatkówce i gimnastyce. Nie mowie tu o sobie (u mnie kondycja jeszcze jest na całkiem dobrym poziomie), ale o innych osobach, które się starają tak bardzo, ale czasem im po prostu nie wychodzi. Nie każdy ma predyspozycje w danej dziedzinie sportu. Uważam, że wf powinien być bez ocen. Niektórzy gadają, że nam to obniży mobilizację i nie będzie nam się chciało ruszać, ale ja uważam, że lekcje wtedy będą takie bardziej przyjemne i wtedy dopiero będzie można tą kondycje rozwinąć bez martwienia się o to, czy się dobiegnie w odpowiednim czasie do mety.
Mazdy ma inny talent. Zgadzam się z paniami powyżej - trzeba go tylko rozwijać. Do sukcesu nie ma windy, trzeba iść po schodach.
Pozdrawiam cieplutko :)
Tutti