środa, 28 czerwca 2017

"Sherlock"

Jak widać, obejrzałam wszystkie odcinki Sherlocka. Wszystkie, jeśli nie zostanie stworzony następny sezon... Co jest raczej mało prawdopodobne. Może to dobrze? A może nie?...
Z jednej strony jestem ciekawa dalszych przygód Sherlocka Holmesa i postaci Moriartiego (spokojnie, nie będzie spoilerów), a z drugiej... Niech, tak zostanie. Czwarty sezon, akurat zamyka całość serialu. Nie chciałabym też milionów sezonów, ponieważ wtedy nawet najlepszy serial potrafi się znudzić. Według mnie serial powinien mieć z góry mniej więcej ustaloną liczbę sezonów. Najgorsze są w tym wszystkim te seriale obyczajowe, które mogłyby zakończyć się po góra trzech sezonach. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo przestałam oglądać te "tasiemce".
Przechodząc do serialu głównego...
Sherlock dzieli się na cztery sezony po trzy 90. minutowe odcinki. Więęęc tak jakby się oglądało dwanaście filmów. Nie oglądałam nigdy dwóch odcinków pod rząd. Nie tyle chodzi w o czas trwania odcinku, ale o to, że w trakcie oglądania trzeba być cały czas skupionym. Bardzo skupionym. A i tak idzie się pogubić. Serial nie dla głupich. Najbardziej skomplikowanym i za wirowanym odcinkiem wydaje mi się drugi odcinek czwartego sezonu. Mega. Nie wiadomo do końca, co jest grane i kto mówi prawdę.
Głównym bohaterem (przepraszam za ten chaos) jest oczywiście tytułowy Sherlock Holmes. Postać dziwna, nietypowa. Bez emocjonalna i nad wyraz inteligentna. Czasem się zastanawiałam, czy ta inteligencja nie jest jednak utrapieniem, "nagrodą", która ma okropne skutki. Zachowanie Sherlocka nazwałabym poniekąd autystycznym, ale żeby to zrozumieć trzeba by było obejrzeć, chociaż jeden sezon.
Towarzyszem Holmesa jest doktor Watson. Niegłupi, jakby się zdawało. Bardziej... O wiele bardziej człowieczy od swojego przyjaciela.
Różni praktycznie wszystko tych mężczyzn, ale różnice właśnie to coś, co ich łączy.
Chciałam napisać o tym serialu, a teraz braknie mi słów... 

Każdy odcinek to oddzielna historia, oddzielna sprawa do rozwiązania. Odcinki łączą tylko główni i drugoplanowi bohaterowie. A wśród drugoplanowych postaci znajduje się czarny charakter, czyli Jim Moriarty, który wygrywa ten serial. Nie wiele o nim wiemy. Wziął się praktycznie znikąd... Okej, nie tak do końca z powietrza, ale jednak nagle w życiu Sherlocka. Dla mnie zabawne było trochę ich pierwsze spotkanie...
Humor. Każdy ma inne poczucie humoru, ale jak ktoś może obejrzeć Sherlocka bez (chociaż) uśmiechu? Ten sarkazm jest cudowny. :D Nawet jeśli to nie ma być sarkazmem, a całkowitą powagą to i tak jest zabawnie. Albo ja mam dziwne poczucie humoru.
Zagadki są według mnie stworzone świetnie. Czasem zastanawiałam się, czy jestem głupia, czy co, że czegoś tam nie zauważyłam. Ciekawa o tyle jest cała fabuła, że w pewnym sensie jest stworzona od nowa. Wzięto ileś dziewiętnastowiecznych opowiadań o Sherlocku, wybrano kilka elementów i dostosowano je do świata współczesnego. Magia kina. A jednocześnie pokazuje, że tacy bohaterowie są uniwersalni.
Duży plus serialowi (oprócz obsady) daje muzyka i efekty komputerowe. Nie jakieś tam byle jakie efekty, które na siłę są wpychane... A może to inaczej się nazywa? W każdym razie sztuczki obrazem, kamerom (zwolnione tempo itd. itp.). Świetne.
Prawdopodobnie ten post nie zachęcił was, tak do obejrzenia tego serialu, jakbym chciała, ale naprawdę - szczerze polecam Sherlocka. :)

sobota, 24 czerwca 2017

Zakończenie drugiej klasy

I oficjalnie zakończyła się szkoła, a zaczęły wakacje - czas odpoczynku. Albo i całkowite lenistwo. Lenistwo do potęgi entej, gdzie nie ma miejsca na czytanie książek nie byle jakich, niestety. Jestem zobowiązana przeczytać (aż) cztery lektury szkolne. Znając mnie zajmie mi to całe wakacje, a tak chciałam się zabrać za młodzieżówki... No nic, może zdążę. Gdyby, tak nie było Internetu i MP3... Na pewno dam znać, gdy skończę wszystko czytać. Pozostałe plany? Oprócz tego i zlotu (o którym raczej już pisałam) to już nie mam żadnych planów. No tak, chcę jeszcze zakończyć serial "Trzynaście powodów". "Sherlocka" w pewnym sensie skończyłam... (Ostatni odcinek obejrzałam po angielsku, więc słabo [tzn. nic] zrozumiałam, a po polsku na razie nigdzie nie mogę znaleźć online.)

To trzecie to "Lalka"


Przechodząc do zakończenia, jakże cudownej klasy drugiej.... Odebrałam świadectwo z biało-czerwonym paskiem. Średnia chyba 4.9... Nie jest źle, oczekiwałam gorszej. Dobra o tyle, że nie podwyższona religią, zresztą i tak by wyszło na to samo, ale jednak. Czwórka tylko z niemieckiego, ale i tak nie oczekiwałam piątki. Lekcje języka niemieckiego to po prostu, byle przetrwać do dzwonka, więc... Może coś tam bym się dogadała w bardzo podstawowych kwestiach. Gdyby oczywiście Niemiec mówił bardzo powoli. Nie tak jak na tych nagraniach z płyt. Do świadectw raczej dołączają książki... Nie żadne ciekawe, bo masz się po prostu cieszyć uczniu, że w ogóle szkoła ci daje nagrodę, chociaż to może zależy od szkoły. Dotychczas nie spotkałam się z jakimiś ciekawymi nagrodami... Chociaż w poprzednim roku koleżanka dostała mitologię grecką, co jest bardzo interesujące... Moja książka została wydana w 1998 roku i jest poświęcona wydarzeniom, które miały znaczący wpływ na historię świata. Ogólnie ładnie wydana. Nie było by nic złego, gdyby nie rok... Ale to oddzielna kwestia dla której nie ma tutaj miejsca.
Zakończenie roku nie było nawet, takie złe. Pomijając deszcz i to, że nie było praktycznie miejsc siedzących. Pogoda pogodą nic nie zrobisz, ale z tymi miejscami to przesada. Ja rozumiem, że rodzice przychodzą z dziećmi, ale... Czy rodzice (a nawet całe rodziny) nie mogliby przemyśleć sprawy i nie zabierać miejsc uczniom szkoły? Serio, to jest komiczne. A jeśli już nie siedzą to stoją w przejściu i zagradzają drogę. Trochę zrozumienia... Plus taki, że nie musiałam z klasą siedzieć w tym zatłoczonym pomieszczeniu i się dusić od tego tłumu. Minusem było tylko, że musiałam wyjść po odbiór świadectwa, a to... Było małą misją. Bo nie widać przecież, że człowiek idzie z nauczycielem, ponieważ będzie prawdopodobnie wyczytywany zaraz... Przeciskajmy się przez dzieci i nauczycieli łokciami, bo trza zrobić zdjęcia. Szczęście, że to ostatnie zakończenie ze wszystkimi. Za rok już urocze, w mniejszym gronie.
W ogóle, co mnie zaskoczyło... Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. Według mnie brak szacunku. Ludzie, którzy dostali świadectwo najzwyczajniej w świecie wychodzili. I nagle pod koniec apelu sala prawie opustoszała. Czy tych ludzi zbawi te kilka minut?
Po apelu nadeszła pora na pożegnanie z wychowawczynią, rozdanie reszty świadectw i danie kwiatów pozostałym nauczycielom. Cieszę się bardzo, że koniec trzeciej klasy jest inny. Ostatni raz kupuje kwiaty w supermarkecie. To jakaś tragedia. Liście po spadały, takie żenujące te kwiaty. Głupio się czułam dając je nauczycielom. To nie moja wina w końcu była, nic takiego tym różom nie zrobiłam. Były w wodzie, a potem... No taki długi ten apel.
Teraz trzeba czekać na trzecią klasę. Mówią, że szybko mija... Mam poniekąd taką nadzieję. Naliczyłam o 16 godzin mniej niemieckiego, więc są plusy w następnej klasie. Wszystko się okaże za parę miesięcy, a teraz trzeba być dumnym, że przetrwało się drugą (klasę) z ogarniętą średnią.  :)

sobota, 17 czerwca 2017

TOP 3 najbardziej irytujące bohaterki książek dla młodzieży

Ostatnimi czasy słychać dużo o pewnym serialu dla młodzieży... Konkretniej to o "Trzynastu powodach" zrobiło się dość głośno. Serialu jeszcze nie skończyłam, zostały mi cztery odcinki, ale jak tylko skończę oglądać na pewno napiszę post na ten temat, ponieważ... Serial na ten moment jest lepszy. Ale na razie to nie ma znaczenia. Chodzi o opinie na temat głównej bohaterki, czyli Hannah Baker. Opinie są skrajne. Bardzo skrajne. I to właśnie Hannah Baker zainspirowała mnie do zrobienia takiego topu. Nie trzeba pisać, że to subiektywna opinia? Spodziewam się, że inni mogą mieć odmienne zdanie, co do tych bohaterek (głównie do Hannah). Z chęcią przeczytam wasze zdanie, jednak... Tak, jak ja nie będę krytykować waszej opinii, tak nie trzeba krytykować od razu mojej. ;)
Kolejność jest przypadkowa. 

1. Hannah Baker ("Trzynaście powodów")
Nie wątpię, że dziewczyna dużo przeżyła. Nie zazdroszczę jej. Okej, nie wiem, jak ja bym zareagowała na jej miejscu, ale... Wysyłanie kaset z nagraniami wydaje mi się zwyczajnie głupim pomysłem. Co to jej dało? Jakąś satysfakcję, że po jej śmierci te osoby, które przyczyniły się do jej śmierci dostaną nauczkę? Że będą musiały się zmierzyć ze swoim czynem, mając ją na sumieniu? Pytań jest więcej. Niektórym osobom z kaset zwyczajnie się to nie należało. I tak już były w rozsypce, więc po co im więcej? To... poniekąd samolubne - mnie nie ma, a wy sobie radźcie. Według mnie Hannah jest typem nastolatki, która od siebie mało, co zrobiła, ale obwinia cały świat o zło, które ją spotkało. Nie przypominam sobie, żeby zrobiła coś więcej od siebie w początkowym etapie. Nie mówię o rozmowach z rodzicami, czy psychologiem, nawet nie o odgryzywaniu się. Miała przyjaciół, przyjaciela. O niektórych rzeczach głupio na pewno było jej pisać, ale jej rozwiązania nie były wcale lepsze. 



2. Camille ("Hellheaven")
Jeszcze przed przeczytaniem tej książki miałam chwilę zwątpienia. Ale przecież warto dać szansę młodym pisarzom, prawda? No właśnie. Moje przypuszczenia się ziściły. Główna bohaterka, tejże książki jest tak zwyczajna i irytująca, że musiała wylądować w tym topie. Miałam wrażenie, że Camille sama nie wiedziała czego chce. Zrozpaczona i zagubiona, ale nie na tyle, żeby robić kolejne głupstwa. Wiek ją nie tłumaczy, bo podobny wiek do niej ma większość bohaterek dla młodzieży. I nie koniecznie są, tak irytujące. Żeby chociaż Camille była bohaterką drugoplanową... Zwyczajnie jej nie polubiłam. 

Tutaj przynajmniej zachowanie i charakter głównej bohaterki da się wytłumaczyć wiekiem. Chyba każdy, kto ma 13 lat jest w jakimś stopniu irytujący. Nie można było oczekiwać, że w tym wieku dziewczyna będzie mieć realistyczne i mądre cele. Nieudane dzieciństwo i patologiczna rodzina nie równa się, nagle dziecku o mentalności dorosłego. W tym wypadku Luli pozostała dzieckiem, której marzeniem było po prostu uciec z toksycznego miejsca za wszelką cenę. A że życia nie znała to nie jej wina, bo życie dało się we znaki dość szybko w postaci Eddiego. Chociaż... Wątpię, że zrozumiała życie, po całej "przygodzie" z Eddim. Irytująca, ale do wytłumaczenia. Jakoś. Może. Na pewno, nie tak jak Camille. 

Jednak wychodzi na to, że Luli po prostu miała, taka być, ponieważ w filmie ("Hick") jest, taka sama. 
W serialu próbują usprawiedliwić jakoś Hannah... Nie, nie jestem do tej bohaterki uprzedzona. I to nie tak, że jestem nieempatyczna. Po prostu jej nie polubiłam i tyle. Jeszcze jedno - próbują usprawiedliwić Hannah, ale przy okazji pokazują, jak bardzo rujnuje to życie jej byłego najlepszego przyjaciela. I to wcale nie jest, a niech ma za swoje. 
W tytułach książek mieszczą się odnośniki do ich recenzji. 

niedziela, 11 czerwca 2017

Lęki

Wystawione oceny... Spokój? Ależ skąd - angielski, matematyka, polski... Na wystawianiu ocen nie zakańczają się te przedmioty. No i niemiecki xD Ahhh, i lektury. Myślałam, że w wakacje będę miała czas na czytanie swoich książek, a tu nie... Chyba, że cudem uda mi się przeczytać trzy książki w miesiąc lub półtora ("Fredydurke", "Lalka", "Mistrz i Małgorzata"). Przynajmniej, chociaż jedna z tych książek jest ciekawa. xD Takie pocieszenie...

Strachy, lęki, fobie... A jeśli ktoś uwielbia na siłę zdrabniać słowa - straszki. [ciekawe słowo] To wszystko wydaje się zabawne. Niektóre strachy może i rzeczywiście są nawet śmieszne... Nawet. Aczkolwiek, każdy inaczej pojmuje strach, bo w końcu nie ma człowieka, który niebałby się niczego. Można zgrywać nie wiadomo, kogo, ale jednak człowiek żyje strachem. Strach żył w ludziach od zawsze i będzie w nich do wyginięcia ludzkości. 
Właśnie, dla każdego straszne może być, co innego... Więc, czy warto się śmiać z lęków? Jasne, że nie. Ale uważam, że jest to poniekąd dopuszczalne do jakieś granicy. Dajmy przykład strachu przed zwierzętami jakimiś (bo większość ludzi boi się pająków lub owadów) - śmianie się ot, tak, kiedy danego zwierzęcia nie ma - spoko, pokazywanie obrazków - okej (chociaż przy ciężkiej fobii może się to skończyć zawałem serca). Nawet sztuczne zabawki może by przeszły. Bo tego czynnika, tak naprawdę nie ma. Osoba, która się boi też w pewnym sensie to wie, ale jednak... Czy rzeczywiście chcielibyśmy, żeby z naszych lęków też ktoś się śmiał? Dla nas to zabawne, a dla osoby obok nie. Może walczy z tym lękiem, może się wstydzi tego, a my... My to pogłębiamy śmiejąc się. Jeszcze bardziej, taka osoba się wycofuje, czuje się beznadziejnie. Bo w końcu reszta się śmieje, w takim razie obiekt strachu jest głupi, a co za tym idzie pewnie my też w takim razie jesteśmy głupi. 
A jeśli czynnik się pojawi? Można najnormalniej w świecie pomóc zwalczyć strach tej osobie. Nie, nie chodzi mi o usilne "nie masz czego się bać" (itd.), ale np. o wyniesienie zwierzaka, zrobić coś za tę osobę, ominąć coś. Jest tyle możliwości... A ta osoba poczuje się lepiej, bo po pierwsze nie będzie się czuć zagrożona, ale i po drugie wyobcowana. 
Okej, trzeba walczyć z lękami! Absurd. Okej, utrudniają życie. Ale jak wcześniej napisałam, każdy je ma. To nie tak, że każdy wysługuje się kimś i usprawiedliwia się strachem. Nie piszę, że nie ma takich ludzi. Ale przełamanie się musi nadejść z czasem, z inicjatywy danej osoby. Z przymusu, na siłę... Naprawdę źle się może zakończyć. I całkowicie poważnie. 


piątek, 2 czerwca 2017

Gdybym żył tam... A tam jest lepiej, bo...

Kilka dni temu... Przepraszam, konkretnie tydzień temu na historii mówiliśmy o pewnym kraju, a wręcz kraiku porównywając powierzchniowo do Polski, który różni się od naszego państwa wszystkim. Chociaż niektórzy mogą powiedzieć, że są jakieś podobieństwa... No nie wiem. Jest, jak jest, ale wbrew założeniu niektórych ludzi Polska nie jest centrum świata i... Serio, nie mamy, co narzekać, jeśli mamy porównać sobie Koreę Północną, bo to o tym kraju mowa, do nas.
Nie będę opisywać Korei, ponieważ, takie informacje podstawowe można znaleźć, chociażby na Wikipedii, więc... No po co, skoro tu nie o Koreę Północną mi chodzi? Tylko o myślenie niektórych Polaków. Zresztą pewnie nie tylko Polaków, bo prawie każdy mieszkaniec jakiegoś rozwiniętego kraju marudzi na swój los. Bo taka współczesna człowiecza natura - możemy mieć wszystko, a i tak będzie źle, i niedobrze. Pech.
Nie piszę też, że ja jestem święta i nie narzekam. Oczywiście, że tak. Może niektórzy powiedzą, że dość często... Jasne, że chciałabym, żeby dużo się w Polsce zmieniło, żeby było chociaż trochę, jak w tych bogatszych państwach, ale no mała szansa jest na to. To zwykłe gadanie. Ale, kiedy obejrzałam dokument przedstawiający ludzi i system polityczny państwa położonego mniej więcej po drugiej stronie kuli ziemskiej... Nie no, chyba większość osób poczułaby wstyd. Oczekujemy nie wiadomo czego, nie potrafimy cieszyć się z małych, codziennych rzeczy... A gdzieś tam na świecie są ludzie, którzy w ogóle tego nie mają, może nawet nie wiedzą o istnieniu niektórych rzeczy. Niektórzy, może większość nawet nie marzą o innej rzeczywistości. Prawdopodobnie innej nie znają.  Żyją, myśląc, że to, co się dzieje wokół nich jest w porządku. A jeśli mają ową świadomość, że coś nie gra... Jakie to ma znaczenie tam, skąd jest mała szansa opuszczenia kraju? Tam, gdzie nie powinieneś mieć innych poglądów.
Okej, ten dokument był trochę stary. Stary, czyli nie ważny? Pokazujący przeszłość? Jakoś w to wątpię. Wątpię też, że historyk miałby mówić o tym, co nie istnieje. Może minęło kilka lat... Ale nagle wszystko się nie zmieniło. W telewizji można zobaczyć (chociaż ja praktycznie TV nie oglądam) raz na kiedyś, że niespecjalnie jest dobrze. Wręcz źle, okropnie.
I co? Nie piszę, że w Polsce jest pięknie i cudownie. Nie piszę, że zabraniam marudzić i narzekać, bo każdy ma do tego prawo, ale... No właśnie, ale wtedy zastanówmy się, czy jest, tak naprawdę źle. Przypomnijmy sobie o tych innych ludziach, którzy są zmuszeni na gorszy los, niż my. I tu nie chodzi mi o ludzi z bliskiego otoczenia, czy takich samych jak my (jeśli chodzi o niepełnosprawnych to nie chodzi mi o to, że mają patrzeć na innych niepełnosprawnych); mam na myśli, ludzi z innych państw.
Tak, Korea Północna to tylko jeden z wielu przykładów, które można by było podać. Są jeszcze inne państwa w których jest źle, ale chyba można zrozumieć, dlaczego napisałam akurat o tym państwie.
Najbardziej żal mi zawsze dzieci, które całkowicie nie są winne swojemu losowi, a często to one są najbardziej we wszystkim poszkodowane.