Z jednej strony jestem ciekawa dalszych przygód Sherlocka Holmesa i postaci Moriartiego (spokojnie, nie będzie spoilerów), a z drugiej... Niech, tak zostanie. Czwarty sezon, akurat zamyka całość serialu. Nie chciałabym też milionów sezonów, ponieważ wtedy nawet najlepszy serial potrafi się znudzić. Według mnie serial powinien mieć z góry mniej więcej ustaloną liczbę sezonów. Najgorsze są w tym wszystkim te seriale obyczajowe, które mogłyby zakończyć się po góra trzech sezonach. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo przestałam oglądać te "tasiemce".
Przechodząc do serialu głównego...
Sherlock dzieli się na cztery sezony po trzy 90. minutowe odcinki. Więęęc tak jakby się oglądało dwanaście filmów. Nie oglądałam nigdy dwóch odcinków pod rząd. Nie tyle chodzi w o czas trwania odcinku, ale o to, że w trakcie oglądania trzeba być cały czas skupionym. Bardzo skupionym. A i tak idzie się pogubić. Serial nie dla głupich. Najbardziej skomplikowanym i za wirowanym odcinkiem wydaje mi się drugi odcinek czwartego sezonu. Mega. Nie wiadomo do końca, co jest grane i kto mówi prawdę.
Głównym bohaterem (przepraszam za ten chaos) jest oczywiście tytułowy Sherlock Holmes. Postać dziwna, nietypowa. Bez emocjonalna i nad wyraz inteligentna. Czasem się zastanawiałam, czy ta inteligencja nie jest jednak utrapieniem, "nagrodą", która ma okropne skutki. Zachowanie Sherlocka nazwałabym poniekąd autystycznym, ale żeby to zrozumieć trzeba by było obejrzeć, chociaż jeden sezon.
Towarzyszem Holmesa jest doktor Watson. Niegłupi, jakby się zdawało. Bardziej... O wiele bardziej człowieczy od swojego przyjaciela.
Różni praktycznie wszystko tych mężczyzn, ale różnice właśnie to coś, co ich łączy.
Każdy odcinek to oddzielna historia, oddzielna sprawa do rozwiązania. Odcinki łączą tylko główni i drugoplanowi bohaterowie. A wśród drugoplanowych postaci znajduje się czarny charakter, czyli Jim Moriarty, który wygrywa ten serial. Nie wiele o nim wiemy. Wziął się praktycznie znikąd... Okej, nie tak do końca z powietrza, ale jednak nagle w życiu Sherlocka. Dla mnie zabawne było trochę ich pierwsze spotkanie...
Humor. Każdy ma inne poczucie humoru, ale jak ktoś może obejrzeć Sherlocka bez (chociaż) uśmiechu? Ten sarkazm jest cudowny. :D Nawet jeśli to nie ma być sarkazmem, a całkowitą powagą to i tak jest zabawnie. Albo ja mam dziwne poczucie humoru.
Zagadki są według mnie stworzone świetnie. Czasem zastanawiałam się, czy jestem głupia, czy co, że czegoś tam nie zauważyłam. Ciekawa o tyle jest cała fabuła, że w pewnym sensie jest stworzona od nowa. Wzięto ileś dziewiętnastowiecznych opowiadań o Sherlocku, wybrano kilka elementów i dostosowano je do świata współczesnego. Magia kina. A jednocześnie pokazuje, że tacy bohaterowie są uniwersalni.
Duży plus serialowi (oprócz obsady) daje muzyka i efekty komputerowe. Nie jakieś tam byle jakie efekty, które na siłę są wpychane... A może to inaczej się nazywa? W każdym razie sztuczki obrazem, kamerom (zwolnione tempo itd. itp.). Świetne.
Prawdopodobnie ten post nie zachęcił was, tak do obejrzenia tego serialu, jakbym chciała, ale naprawdę - szczerze polecam Sherlocka. :)





