Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 grudnia 2017

Sportowcy rządzą światem

Ostatnio pojawił się następny argument do tego tematu... Niestety. Nie mam żalu o tę sytuację do nikogo... Może poniekąd do siebie, że nie należę do grupy sportowców.
Co tu ukrywać, skoro wszyscy, którzy mieli wiedzieć już wiedzą - dostałam stypendium. Mówią, że nie byle jakie. Nie wiem, nie zauważyłam, żeby była jakaś różnica między tym, a zwykłym. Może więcej się o nim mówiło. Przez chwilę. Nie, to nie chodzi o to, żeby o mnie trąbiono... A raczej o pieniądzach, jakich dostałam, bo co kogo to obchodzi, ale... Skoro się docenia tym, że uczeń ma najwyższą średnią w szkole to chyba powinno się podać tę informację dalej? Na fanpage szkoły na który więcej osób zagląda na przykład. Nie ważne. Mniejsza z tym. I tak brzydko wyszłam na zdjęciach. Weszłam w zakładkę, która mówi o sukcesach... Problem w tym, że te "sukcesy" to wyłącznie sukcesy sportowe. Cóż, sukces to sukces. Nie wątpię, że nie. Ale uczniowie nie osiągają wyłącznie sukcesów sportowych. Dziwna zresztą byłaby to szkoła. Zażartowałabym sobie głupio, ale chyba nie wypada. :p Hm, czy to nie umniejsza tym niewysportowanym uczniom. Tak jakby reszta osiągnięć była gorsza. Tak, może ja na to, tak patrzę, wyolbrzymiam. Ale nie chodzi tylko o szkołę. Spójrzcie na świat. O czym się mówi? Co przykuwa uwagę ludzi? Sport. Siła. I wszystko z tym związane. Spójrzmy na te stereotypowe seriale i filmy amerykańskie dla młodzieży - najlepsza grupa w szkole to sportowcy, jedna z najgorszych to ci kujoni. Hm, wcale to nie, takie głupie. W głowie od małego mamy coś takiego... Że jeśli ktoś lepiej się uczy, siedzi długo nad książkami to jest obiektem drwin. Może później się to poprawia na dalszych etapach nauki, ale jednak... Taaak, nie ukrywajmy, w tym świecie lepiej mieć osiągnięcia w sporcie i być głupim, niż na odwrót. Popadam w skrajności, żeby jak najbardziej pokazać ten problem. Nie, nie uważam, że sportowcy są głupi i w ogóle, przecież to nie jest ich wina, że ktoś kiedyś, tak wymyślił, że oni będą lepsi i teraz spora grupa ludzi się tym kieruje. Niby rodzice niektórzy mówią, żeby nie patrzeć na innych i tak dalej. I że przecież nauka jest ważna i w ogóle. Jednak... Jakby nie patrzeć to osiągnięcia sportowe bardziej by im się podobały. Bo jak to wygląda, żeby się chwalić przed rodzinom, czy kumplami, że dziecko dostało szóstkę z czegoś lub wzięło udział w olimpiadzie przedmiotowej, kiedy można powiedzieć o tym, że inne dziecko wzięło udział w zawodach lub nauczyło się czegoś nowego. Lepiej to brzmi. Nauka... Wydaje się, czymś absurdalnym i łatwym. Bo niby nie trzeba się natrudzić. Fizycznie to już w ogóle nie wymaga wysiłku. W końcu sport rozwija i psychikę i siłę fizyczną. Więc lepiej, nie? Aczkolwiek jeszcze nie każdy sport. Bo tu też mamy rozgraniczenie. Oczywiście. Szachy. Podobno trudne mają zasady. Znaczy się dla mnie łatwe. Ja rozumiem, że to wcale nie jest pasjonujące patrzeć się, jak dwoje ludzi gra. I ich jedyny ruch to zmienianie układu szachów. No może też naciskanie dzwonka/budzika (nie wiem, jak to się nazywa). Naprawdę rozumiem to. Sama bym nie chciała oglądać takich zawodów. Ale zdaje mi się, że to przez samo to, że bardziej wysila się głowę do tej gry to ten sport jest traktowany jako coś hm, gorszego. Z takim uśmieszkiem się mówi o nim. Który rodzic (głównie ojcowie) nie woleliby, żeby zamiast dziecko grać w szachy, żeby grało w piłkę nożną. Piłka nożna to sport kultowy. Wychodzi się na dwór. Poznaje się ludzi. Nie wiem, który sport jest trudniejszy. Nie gram w piłkę, w szachy gram raz na kiedyś. Ostatni raz był w czerwcu. Co prawda przegrałam, ale gra nie trwała pięć sekund.
Wylewam żale w tym poście... To chyba głupie. Zależy dla kogo. Mi - osobie, której daleko do sportu z pewnych względów, zależy na tym, żeby nauka oraz osiągnięcia poza sportowe były bardziej doceniane. Nie da się przekroczyć niektórych rzeczy, nie zmienię tego, że coś jest ciekawsze od jednego. Ale mogę wyrażać opinię na ten temat. Dla mnie ten temat jest ważny. Na pewno nie jestem osamotniona w tym. 

Link

niedziela, 11 czerwca 2017

Lęki

Wystawione oceny... Spokój? Ależ skąd - angielski, matematyka, polski... Na wystawianiu ocen nie zakańczają się te przedmioty. No i niemiecki xD Ahhh, i lektury. Myślałam, że w wakacje będę miała czas na czytanie swoich książek, a tu nie... Chyba, że cudem uda mi się przeczytać trzy książki w miesiąc lub półtora ("Fredydurke", "Lalka", "Mistrz i Małgorzata"). Przynajmniej, chociaż jedna z tych książek jest ciekawa. xD Takie pocieszenie...

Strachy, lęki, fobie... A jeśli ktoś uwielbia na siłę zdrabniać słowa - straszki. [ciekawe słowo] To wszystko wydaje się zabawne. Niektóre strachy może i rzeczywiście są nawet śmieszne... Nawet. Aczkolwiek, każdy inaczej pojmuje strach, bo w końcu nie ma człowieka, który niebałby się niczego. Można zgrywać nie wiadomo, kogo, ale jednak człowiek żyje strachem. Strach żył w ludziach od zawsze i będzie w nich do wyginięcia ludzkości. 
Właśnie, dla każdego straszne może być, co innego... Więc, czy warto się śmiać z lęków? Jasne, że nie. Ale uważam, że jest to poniekąd dopuszczalne do jakieś granicy. Dajmy przykład strachu przed zwierzętami jakimiś (bo większość ludzi boi się pająków lub owadów) - śmianie się ot, tak, kiedy danego zwierzęcia nie ma - spoko, pokazywanie obrazków - okej (chociaż przy ciężkiej fobii może się to skończyć zawałem serca). Nawet sztuczne zabawki może by przeszły. Bo tego czynnika, tak naprawdę nie ma. Osoba, która się boi też w pewnym sensie to wie, ale jednak... Czy rzeczywiście chcielibyśmy, żeby z naszych lęków też ktoś się śmiał? Dla nas to zabawne, a dla osoby obok nie. Może walczy z tym lękiem, może się wstydzi tego, a my... My to pogłębiamy śmiejąc się. Jeszcze bardziej, taka osoba się wycofuje, czuje się beznadziejnie. Bo w końcu reszta się śmieje, w takim razie obiekt strachu jest głupi, a co za tym idzie pewnie my też w takim razie jesteśmy głupi. 
A jeśli czynnik się pojawi? Można najnormalniej w świecie pomóc zwalczyć strach tej osobie. Nie, nie chodzi mi o usilne "nie masz czego się bać" (itd.), ale np. o wyniesienie zwierzaka, zrobić coś za tę osobę, ominąć coś. Jest tyle możliwości... A ta osoba poczuje się lepiej, bo po pierwsze nie będzie się czuć zagrożona, ale i po drugie wyobcowana. 
Okej, trzeba walczyć z lękami! Absurd. Okej, utrudniają życie. Ale jak wcześniej napisałam, każdy je ma. To nie tak, że każdy wysługuje się kimś i usprawiedliwia się strachem. Nie piszę, że nie ma takich ludzi. Ale przełamanie się musi nadejść z czasem, z inicjatywy danej osoby. Z przymusu, na siłę... Naprawdę źle się może zakończyć. I całkowicie poważnie. 


piątek, 2 czerwca 2017

Gdybym żył tam... A tam jest lepiej, bo...

Kilka dni temu... Przepraszam, konkretnie tydzień temu na historii mówiliśmy o pewnym kraju, a wręcz kraiku porównywając powierzchniowo do Polski, który różni się od naszego państwa wszystkim. Chociaż niektórzy mogą powiedzieć, że są jakieś podobieństwa... No nie wiem. Jest, jak jest, ale wbrew założeniu niektórych ludzi Polska nie jest centrum świata i... Serio, nie mamy, co narzekać, jeśli mamy porównać sobie Koreę Północną, bo to o tym kraju mowa, do nas.
Nie będę opisywać Korei, ponieważ, takie informacje podstawowe można znaleźć, chociażby na Wikipedii, więc... No po co, skoro tu nie o Koreę Północną mi chodzi? Tylko o myślenie niektórych Polaków. Zresztą pewnie nie tylko Polaków, bo prawie każdy mieszkaniec jakiegoś rozwiniętego kraju marudzi na swój los. Bo taka współczesna człowiecza natura - możemy mieć wszystko, a i tak będzie źle, i niedobrze. Pech.
Nie piszę też, że ja jestem święta i nie narzekam. Oczywiście, że tak. Może niektórzy powiedzą, że dość często... Jasne, że chciałabym, żeby dużo się w Polsce zmieniło, żeby było chociaż trochę, jak w tych bogatszych państwach, ale no mała szansa jest na to. To zwykłe gadanie. Ale, kiedy obejrzałam dokument przedstawiający ludzi i system polityczny państwa położonego mniej więcej po drugiej stronie kuli ziemskiej... Nie no, chyba większość osób poczułaby wstyd. Oczekujemy nie wiadomo czego, nie potrafimy cieszyć się z małych, codziennych rzeczy... A gdzieś tam na świecie są ludzie, którzy w ogóle tego nie mają, może nawet nie wiedzą o istnieniu niektórych rzeczy. Niektórzy, może większość nawet nie marzą o innej rzeczywistości. Prawdopodobnie innej nie znają.  Żyją, myśląc, że to, co się dzieje wokół nich jest w porządku. A jeśli mają ową świadomość, że coś nie gra... Jakie to ma znaczenie tam, skąd jest mała szansa opuszczenia kraju? Tam, gdzie nie powinieneś mieć innych poglądów.
Okej, ten dokument był trochę stary. Stary, czyli nie ważny? Pokazujący przeszłość? Jakoś w to wątpię. Wątpię też, że historyk miałby mówić o tym, co nie istnieje. Może minęło kilka lat... Ale nagle wszystko się nie zmieniło. W telewizji można zobaczyć (chociaż ja praktycznie TV nie oglądam) raz na kiedyś, że niespecjalnie jest dobrze. Wręcz źle, okropnie.
I co? Nie piszę, że w Polsce jest pięknie i cudownie. Nie piszę, że zabraniam marudzić i narzekać, bo każdy ma do tego prawo, ale... No właśnie, ale wtedy zastanówmy się, czy jest, tak naprawdę źle. Przypomnijmy sobie o tych innych ludziach, którzy są zmuszeni na gorszy los, niż my. I tu nie chodzi mi o ludzi z bliskiego otoczenia, czy takich samych jak my (jeśli chodzi o niepełnosprawnych to nie chodzi mi o to, że mają patrzeć na innych niepełnosprawnych); mam na myśli, ludzi z innych państw.
Tak, Korea Północna to tylko jeden z wielu przykładów, które można by było podać. Są jeszcze inne państwa w których jest źle, ale chyba można zrozumieć, dlaczego napisałam akurat o tym państwie.
Najbardziej żal mi zawsze dzieci, które całkowicie nie są winne swojemu losowi, a często to one są najbardziej we wszystkim poszkodowane. 


sobota, 20 maja 2017

Eurowizja 2017

Jednak następny filmowy post będzie za tydzień :)

Siedem dni temu odbył się finał Eurowizji. Ludzie mają różną opinię na temat tego konkursu. Głównie, że to wszystko jest ustawione i że na tym konkursie są same dziwaki. Cóż... Zależy kogo nazwać dziwakiem... Każdy wygląda jak wygląda. Niektórzy zrobią wszystko byle, by stać się sławnym... Przypomniał mi się przedostatni odcinek "Sherlocka" czwartego sezonu... Ale przede wszystkim powinno się mieć talent... Cóż, Conchita przynajmniej umiała śpiewać. Piosenka, którą śpiewała nie była w gruncie rzeczy, taka zła. W porównaniu z reprezentantem Czarnogóry w tym roku. Jeśli ktoś oglądał pierwszy półfinał to powinien go kojarzyć - mężczyzna z długim warkoczem, który szczerze pisząc nie wiem, co wyczyniał  na scenie. Według mnie to było po prostu komiczne. Żeby to jeszcze jakoś świetnie śpiewać umiał, albo piosenka w miarę okej była... A tu tylko show. Nie ukrywam, że się cieszyłam, że nie przeszedł do finału.
Słyszałam też o nieprzychylnych opiniach dotyczących piosenki Rumunii. Cóż... Nie była to szałowa piosenka, ale mnie się ona nawet podobała. Według mnie nie była zła. Bo jodłowanie było, to od razu źle. Nietypowo to wyszło, a kobieta, która jodłowała, już w śpiewie nie była, tak dobra, ale całość mi się spodobała.

Hmmm, tak. Jeżeli chodzi o wygraną piosenkę... Zawiodłam się. Nie widzę nic nadzwyczajnego w piosence Portugalczyka. Może się nie znam. W dodatku jego sposób bycia na scenie... No, dla mnie dziwny, ale okej. Myślę, że ta jego wygrana trochę jest naciągana. Nagle większości krajom, tak się spodobała ta piosenka, że przyznawali jej po 12 punktów... Magia. Zresztą nie pierwszy raz. Chociaż kilka lat temu (chyba dwa) była przynajmniej mała rywalizacja w punktach pomiędzy Szwecją, a Rosją - do końca nic nie było wiadome. A tu... Drugie i trzecie miejsce było świetne. Ale to zaraz.
Polacy krytykowali wybór Kasi Moś na Eurowizję. Znaczy ją i jej piosenkę. Że to nudne i smętne. No bez przesady, ta piosenka nie jest, taka zła. Mogliśmy wysłać "My Słowianie", a tego nie? To pierwsze wg. mnie było beznadziejne. Udany występ miała Kasia Moś na Eurowizji. To, że tak nisko oceniono tę piosenkę... No, cóż - konkurs. Bez przesady, żeby to było, tak ważna impreza, że Polacy muszą za wszelką cenę ją organizować. Cieszmy się, że byliśmy w finale. A krytyka jest zbędna, bo "Color of your life" też nie był żywiołowy.
Ostatnia część postu to piosenki, które  spodobały mi się najbardziej w trakcie Eurowizji. Jedne się dostały, drugie nie... Kilka z nich porównam do piosenek zeszłorocznych. W sensie z tego samego kraju i że rok temu też mi się spodobały... Zobaczycie zaraz o co mi chodzi.
Kolejność nie ma znaczenia.

Irlandia
2017: Dying To Try  (grubą czcionką zaznaczam piosenki, które wygrały ten pojedynek)
2016: Sunlight


Łotwa
Line

Azerbejdżan
2017: Skeletons
2016: Mircle


Francja
2017: Requiem
2016: J'ai cherché 

Bułgaria
2017: Beautiful Mess
2016: If Love Was A Crime

Węgry
2017: Origo
2016: Pioneer

Holandia
Lights and Shadows

Finlandia
2017: Blackbird
2016: Sing It Away

Cypr
2017: Gravity
2016: Alter Ego

Mołdawia
Hey Mamma


Belgia
City Lights

To naprawdę przypadek, że rok temu podobały mi się również piosenki, które z tamtych państw i nie tylko. :D





niedziela, 7 maja 2017

Uniwersytet versus szkoła policealna

Chciałam dodać ten post w trakcie matur... Głównych matur - żeby nie było. Dobra, został jeszcze angielski, więc poniekąd się wyrobiłam. 
Za 362 dni moje matury się zaczną... A za 2 miesiące koniec roku szkolnego! :D 

Skąd pomysł na ten post? A no, nadal się zastanawiam, gdzie iść po liceum. Zakładając, że zdam maturę. :p W dużej mierze chciałabym pójść na studia, ale jakoś marnie siebie tam widzę... Zresztą najpierw tam trzeba się dostać, a tu poniekąd trzeba mieć szczęście. Bo co ci po zdanej maturze skoro nie dostaniesz się tam, gdzie chcesz. Jasne, dobrze mieć wybrany kierunek na który też warto składać papiery... Tylko, co mi po tym, skoro tak trudno wybrać kierunek studiów? xD Na razie mam po prostu wybrane cztery kierunki, które mi się podobają. Trzy filologiczne i jeden związany z przestępczością oraz kolokwialnie pisząc trupami. Prawdopodobnie przez rok ten kierunek odpadnie... Myślałam nad filologią węgierską, ale w gruncie rzeczy to byłoby mocno naciągane, więc no... Odpada od razu. Podobają mi się jeszcze cztery inne kierunki, a nawet pięć, ale no... Podobanie się, a przyszłość to niestety dwie różne rzeczy. Najkrócej pisząc: po nich jest większe
prawdopodobieństwo bezrobocia, niż po innych. Tak, w tym sławna psychologia. Niby wbrew wszystkiemu społeczeństwo coraz częściej cierpi na choroby psychiczne, więc powinno się to równać potrzebie specjalistów, a jednak... Większość ludzi idzie, bo moda, i potem jest takie zawyżenie i ogólne mniemanie o tym kierunku. W ogóle przeraża mnie to, że sporo osób uważa i mówi, że humaniści nie mają przyszłości. Kierunki humanistyczne nie mają przyszłości. Że teraz w techno-informatycznym świecie kładzie się nacisk na przedmioty ścisłe. Zawód przyszłości to programista i informatyk. I co? Jaki ze mnie ścisłowiec? Na jakimś tam marnym poziomie umiem matematykę i na tym bajka się kończy. Kiedyś chciałam zostać astrofizykiem. Ha ha ha, marne marzenia. Fizyki praktycznie nie ogarniam. Astronomie w miarę, znaczy wszystko tylko nie obliczenia. Po prostu nie liczby i literki. Biologii i chemii nie cierpię. Geografia? Nie. Co zostaje? Humanistyczne przedmioty. I pech. Okej, języki zawsze będą przydatne i będzie potrzeba ludzi umiejących dany język. Angielski angielskim, ale czasem obcokrajowiec chce mówić po swojemu i wtedy angielski nie pomoże. Wiadomo o co mi chodzi. xD Nie wybieram się na filologię angielską. Jakoś... Mój angielski nie jest perfekcyjny. Są o wiele lepsi ludzie, których znam. Więc no... Aha, no tak, kryminologia wiąże się z biologią... No cóż... Ale jakoś w tym, by mi ona nie przeszkadzała. xd Pisałam, że pewnie to odpadnie do maja następnego.
A tak szczerze po co studia? Okej, wyższe wykształcenie - wow, można się pochwalić, inaczej na ciebie patrzą. Też czujesz się może inaczej. Do niektórych zawodów (okej) jest naprawdę potrzebne wyższe wykształcenie. Takie osoby mają super - wiedzą, co chcą robić w przyszłości. A reszta studentów? Nie ukrywajmy, że idą, bo idą. W sensie wybierają byle co, byle nie zmarnować tych ok 85 zł (ta, wg. moich informacji na dwóch kierunkach tyle kosztuje wpis, nie wiem, jak w innych uniwersytetach). Albo inaczej: nie to, że idą na byle co; tylko na to, co im się po prostu podoba i nie patrzą w przyszłość. A niestety przyszłość może pokazać, że takiego kogoś z takim wykształceniem nie chce. Ale też nie ukrywajmy, że wyższe wykształcenie nie czyni z ludzi bogów. Istnieje grupa ludzi, którzy są bezrobotni z konkretnego powodu - skończyłem studia, nie będę pracować za taką kasę. Jestem ponad to. Hmm, wątpię, żeby pierwsze prace nagle były super płatne. W ogóle to na kasie, czy w przysłowiowym Macu ktoś musi pracować, co tu ukrywać.



A może po prostu lepiej iść do szkoły policealnej? Skończyć jakiś konkretny zawód i robić coś konkretnego? Według mnie to jest dobre. Sama myślę, żeby iść do szkoły policealnej, gdybym się nie dostała na studia (a to jest bardzo prawdopodobne). Nie przesiedzę roku, czy dwóch. Oczywiście, można też od razu iść do pracy. ;) Oczywiście, szkoła policealna nie gwarantuje pracy. Ale otwiera więcej ścieżek. Jeszcze to zależy, jaki zawód wybierzemy... Osobiście chciałabym pójść na zawód fotografa, ale co tu ukrywać? Teraz jest tyle sprzętów i programów do obrabiania zdjęć, że no, marny z tego zawód. Jako dodatkowy - ok. Ale przyszłością bym tego nie nazwała. Teraz nikogo nie obchodzi, czy masz papierek, że jesteś fotografem. Sesje zdjęciowe robią nawet dzieci. Ludzie niby chcą ładne i pomysłowe zdjęcia, ale... Jednak mało jest ludzi, którzy rzeczywiście wybierają tych lepszych fotografów.
Można się śmiać, ale ja myślę o florystyce. Co? Nagle kwiaty pójdą w zapomnienie? Każdy zacznie sam sobie układać bukiety i wieńce? No wątpię. Kwiaty kupuje się na każdą okazję. Chcemy, żeby ładnie wyglądały. I co? Dobry, dobry wybór. :) A zresztą to jedyny kierunek w policealnych, który mi się jeszcze podoba. Taaak, wielkie mam wymagania. xD Znaczy zainteresował mnie jeszcze grafik komputerowy, ale... Nie jestem pewna swoich umiejętności.

PS. Obejrzałam "Łotra" i... spodobał mi się. Nawet bardzo. W porównaniu z "Assasin's Creed" to film świetny. Aczkolwiek ten komputerowy Tarkin... Nie, to było okropne.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Głupie filmy i ogłupiające bajki

Taka piękna liczba postów była xD Trzy takie same cyfry podrząd. 

Jakkolwiek to brzmi inspiracją do tego postu był film "Power Rangers", a raczej opinie dorosłych na jego temat. Pamięta ktoś w ogóle Power Rangersów? To były czasy... Niby to był poniekąd kicz, gdy się tak teraz patrzy... Mało efektów komputerowych, ludzie w przebraniach, dialogi też nie należały do perfekcyjnych - trochę by wymieniać. A jednak nam się podobał ten serial. Jest grupa ludzi (do której ja należę), którzy mają sentyment do tych bohaterów. Mi, Power Rangers kojarzy się z dzieciństwem. Rozumiem, to już było, ale... Czy każdy nie chciałby wrócić, chociaż na chwilę do niego? Jasne, są ambitniejsze teraz filmy i seriale. Mamy te "naście" (i więcej), więc powinniśmy oglądać coś "na poziomie". Ta, prawda, jednak... Jak to ma się w rzeczywistości? Czy takie Power Rangers jest gorsze od Warsaw Shore? A no tak, jest, bo przecież PR to bajeczka dla dzieci [sarkazm]. Dla każdego, co innego będzie głupie. Zresztą... To nie tak, że ten film nie ma sensu. Fabułę dopasowali do aktualnego stanu nastolatków i świata. Power Rangersi to wyrzutki, a nie super wojownicy. Może niektórzy z nastolatków wydawali się cudowni i bez skaz, ale to było tylko złudzenie. Każdy z czymś się boryka, nawet szkolny futbolista. Były futbolista. Można udawać, że jest świetnie, ale... No właśnie. Oceniamy wszystkich ot tak. Jacy jesteśmy wśród znajomych, przyjaciół, rodziny? Za każdym razem inni. Czy to znaczy, że mamy roztrojenie jaźni? Nie. Rzadko tak naprawdę można być sobą, więc... Nie oceniamy, tak naprawdę człowieka, a... jakąś jego część, jedną z ról. Zbaczam z tematu, ale niegłupie te przemyślenia. Jeśli ktoś nie lubi PR to zwyczajnie nie przekona go ten argument. Myślę, że Power Rangers będzie chyba miało na zawsze łatkę głupiej bajeczki o wojownikach w kolorowych kostiumach. Niech ludzie gadają, tylko niech obejrzą najpierw wznowioną wersję. Może to ten film nie należy do ambitnych, ale... Uwierzcie, w ciągu poprzedniego roku, w kinie były o wiele gorsze filmy.
Do filmów o żółwiach ninja, jednak nie jestem przekonana. Wynika to z tego, że nie podoba mi się film, gdzie ludzie przebierają się w stroje żółwi, albo są one stworzone komputerowo. Akurat tutaj zostanę przy bajkach. Ale nie krytykuję tych filmów. ktoś chce to ogląda. Założę się, że nie wszystkie filmy o żółwiach ninja są głupie. No, ale znowu to samo - o Boże, żółwie ninja, hahahhaha. Ja nie wiem, co ludzie mają do takich postaci: Power Rangers, żółwia ninja... To serio nie jest fajne, kiedy cieszysz się, że pójdziesz do kina na jakiś film, ale wszyscy wokół ciebie się z tego nabijają. Bo jak można zrobić, taki film? Tak się cieszyliśmy, że faza na to przeminęła... Cieszmy się, że nastała era ogłupiających bajek.
Ta, kiedyś też były bajki na bardzo niskim poziomie, gdzie inteligentniejsze dziecko po prostu śmiało się z głupoty bohaterów, ale... Teraz... Mam wrażenie, że te bajki uwsteczniają dzieci. Bez przesady, że trzeba po sto razy mówić dzieciom, że to jest np. łyżka. Zapamiętanie i te sprawy, no ale... Na prawdę trzeba uznawać dzieci za nie wiem, co. Te dwa razy chyba wystarczą. Dobra, trzy. To nie chodzi o to, że patrzę na te bajki z innej perspektywy, niż kiedyś. Okej, niektóre dzieci potrzebują takich programów, ale nie mówmy, że wszystkie. Dobra, dziecko (a raczej rodzic) może wybrać. Ale co? Co to za wybór: albo program, który ogłupia dziecko, albo bajka z tekstami oraz sytuacjami dla nastolatków, a nawet dorosłych. I to bajka z gatunku dla dzieci. To chyba takie czasy. Albo robi się z dzieci dorosłych lub nie doceniamy dzieci. W końcu każdy człowiek dojrzewa. Nie zatrzymujemy się w wieku trzech lat.

PS. Założyłam podstronę, gdzie można pisać propozycję postów.

piątek, 31 marca 2017

I co? Nic

Minął około miesiąc... Ponad miesiąc.
Czy coś się zmieniło? Absolutnie nic. Nadal jestem tą samą osobą, wszyscy tak samo mnie traktują. Oczekiwałaś czegoś innego? A kto nie? Marzymy o tym kluczowym dniu w naszym życiu, wszyscy w końcu o nim mówią. W końcu to ważna impreza, moment w życiu. Ale czy na pewno? Z przełomowym momentem wiążemy nie wiadomo, ile nadziei, a ile z nich się sprawdzi? Mniej niż jeden procent - tak uważam. Bez przesady, że nagle z Tym dniem świat się zmienia. Świat pozostaje ten sam i ma głęboko gdzieś, jak starzy jesteśmy. Czymże jesteśmy w obliczu wszechświata? Marnym prochem i cieniem, więc nie róbmy szopki. Może to tylko moje odczucia, może dla innych wszystko się zmieniło. Ale zastanówmy się, co miałoby się zmienić? Dostajesz dowód? Większość nastolatków już ma wcześniej dowód tymczasowy, więc ten prawdziwy jakoś nie zachwyca wtedy. Możesz legalnie "imprezować"? Och, dajmy spokój, że jeśli ktoś chce "imprezować" to go nie obchodzi, ile ma lat, a pełnoletność nie ma przy tym znaczenia. Prawo do głosu w wyborach? Może i to ważna rzecz, jednak... Polityka jest dziwną sprawą i przynajmniej ja wolałabym nie mieć jeszcze tego prawa i decyzji... W końcu wypada śledzić sprawy państwa, a mnie to zwyczajnie przeraża. Może to głupie. Najwidoczniej nie jestem dojrzała. Co jeszcze...? No chyba to najważniejsze sprawy. Myślę, że najfajniejszą rzeczą związaną z pełnoletnością jest prawo jazdy. W dobie technologii i przemieszczania się z miejsca na miejsce, to przydatna rzecz, kto wolałby się tłuc autobusami? Prawdopodobnie moja przyszłość to autobusy...
Urodzinowa impreza... To chyba, jednak mit z wielu, jakimi się zaśmieca umysł nastolatka. W końcu wraz z urodzinkami tyle zdjęć i video na Facebooku... Ma się wrażenie, że każda osiemnastka, tak cudownie wygląda. No i następne marzenie. Co tu ukrywać? Prawdopodobnie właśnie, tak to wygląda... Chyba. Chyba, że jesteś aspołecznym introwertykiem to wtedy jest mała żenada. Niby fajnie, a jednak... A jednak żal się patrzy na te inne imprezy. Nie cofnie się nagle czasu. Wszystko doprowadziło do tego punktu, trza było się szybciej ogarnąć. Teraz... Czekać do czterdziestki? Niby też znaczeniowa data... O Boże, starzejesz się... Martwić to się mogli ludzie żyjący ponad trzysta lat temu, kiedy obchodzili 40. urodziny, a teraz? No nic.
Pesymizm leje się z tego postu... Cóż, po prostu przekonałam się, że nie potrzebnie czekałam na Ten wiek, bo nic po tym. Praktycznie nawet nie mogę sama o sobie decydować (jakkolwiek to brzmi; nie ważne). Raczej nie jestem z tym odosobniona.
Bawią mnie i smucą tylko osoby, które z dniem urodzin nagle się zmieniły. Tak jakby nagle dostali objawienia. Mam te 18 lat i nagle robisz to wszystko, co było niedozwolone, bo nagle... Nie wiem, co. Takie za przeproszeniem odwalenie. Staną się te osoby przez to fajniejsze? Przynajmniej nikt nimi nie pogardzi, bo trza korzystać z życia...

License

sobota, 18 marca 2017

Brak magii

Temat na post powstał w trakcie "rozmowy" z blogerką Tutti. Nie wątpię, że treść tego postu może być bez składu i ładu... Postaram się pisać, jak najbardziej "ogarnięcie". Trzeba w końcu wyrzucić chaos ze swoich wypowiedzi...

Temat głównie dotyczy dwóch serii książek i dzieci. Tak, dzieci. Co to się dzieje ze współczesnym światem, że dzieciństwo, tak szybko zanika? Nawet bajki, czy książki nie dają dzieciom takiej przyjemności jak kiedyś. Gdzie podziała się ta dziecinna wyobraźnia? Magia? Wiara w wróżki i inne postaci fantastyczne? Może po prostu nie potrafimy tego już zaakceptować u dzieci, zapominamy, że sami coś takiego przeżywaliśmy. Wiemy, że świat jest okrutny i chcemy, żeby dzieci dowiadywały się o tym, jak najwcześniej, żeby miały świadomość, gdzie żyją. Z jednej strony to dobrze. W końcu źle żyć z nieświadomością, prawda wtedy bardziej boli. Z drugiej strony... Czy aby na pewno brak świadomości u dzieci jest, taki zły? Dzieci, które przeżyły coś okropnego lub wojnę nie będą już nigdy, takie same, jak kiedyś. Chcąc, nie chcąc ich dzieciństwo zostaje brutalnie zabrane. Praktycznie jest niemożliwe odbudowanie tego na nowo. Więc dlaczego na siłę zabiera się dzieciństwo dzieciom, które mają na nie szansę? Zabawki to nie wszystko. I to nie wina komputera, bez przesady, że to zawsze wina komputera. Czy to ma na celu zbudowanie lepszego społeczeństwa? W czym lepszego? Bardziej zagubionego i sfrustrowanego? Dzieci powinny pozostać dziećmi, jak najdłużej. Głupi przykład: po co dzieciom, tak szybko mówi się, że święty Mikołaj nie istnieje i to nie on przynosi prezenty? Okej, w ten sposób łatwiej wytłumaczyć dzieciom, dlaczego nie dostaną wymarzonego prezentu, ale... Czy naprawdę nie da się inaczej? Może to rodzicom nie chce się w to bawić. Inną kwestią jest to, że jeśli znajdzie się starsza osoba, która nadal wierzy w Mikołaja to jest wyśmiewana przez resztę grupy. Bo to takie niedojrzałe. Och, dobrze, że dojrzalsze jest zgrywanie dorosłego, imprezowanie i picie na umór mając te czternaście lat. Tak, definicja dziecka, młodego nastolatka zmieniła się przez te kilka lat. Teraz nawet wstyd przyznać się, że się ogląda bajki. No chyba, że to są te hiszpańskie serialiki typu Violetta - to są rzeczy na poziomie -_- A ja oglądam czasem bajki, bardziej kiedyś, bo teraz czasu nie mam, ale tak oglądam. A na "Moim bracie niedźwiedziu" nadal potrafię się wzruszyć jak malutkie dziecko.
Nawiązując do dwóch serii książek. I braku fantazji dzieci oraz ich za bardzo dorosłym podejściu do życia. Dlaczego seria "Ulysses Moore" nie jest praktycznie znana przez młodsze pokolenie? O tuż sprawa wyjaśnia się tak, według mnie: to typowa książka, która działa na wyobraźnie, te inne światy, tajemnicze drzwi i klucze... Teraz ludziom, którzy są w wieku głównych bohaterów wydaje się ta seria dziecinna i absurdalna. Przecież to wszystko jest wymyślone. I co z tego? Nie można o tym zapomnieć? Te zabiegi autora... Chociaż wiedziałam w szkole podstawowej, że to tylko książka to i tak uwierzyłam, że to naprawdę są dzienniki Ulyssesa Moore i że ta postać jest rzeczywista. Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy, że te książki napisał, tak naprawdę Pierdomenico Baccalario. Nie ukrywam, że się trochę zawiodłam, kiedy dowiedziałam się o nazwisku autora. Ale to było fajne, chociaż przez chwilę mogłam żyć tymi książkami, jakby ich historia była prawdziwa. I czy stało się coś złego? Nie. Nikomu to krzywdy nie zrobiło. A teraz? Wątpię, czy chociaż połowa dzieci dałaby się ponieść fantazji.
Albo "Seria Niefortunnych Zdarzeń". Pominę kwestię pesymizmu i gotyku w książce, bo to sprawa indywidualna, jak ktoś podchodzi do takich spraw w książkach. A pesymizm w SNZ jest bardzo specyficzny. Postać Lemony'ego Snicketa jest stworzona trochę podobnie, jak postać Ulyssesa Moore'a. W dodatku Snicket jest w fabule narratorem, komentuje historie to jak nie podchodzić z dystansem do tego bohatera? Dlaczego to nie mógłby być prawdziwy autor, który poznał podobną historię?
Może byłam dziwna, że uwierzyłam w takie rzeczy. Może. Ale przynajmniej miałam frajdę z czytania i wymyślania.

Jednak... Uważam, że ta fantazja i wiara ma swoje granice, kiedy stajemy się starsi. Może nie granice, ale... Cóż nie wiem, jak to nazwać. Z dystansem patrzy się na osobę, która już jest starsza i "wierzy" w zaklęcia. Bo wtedy powstaje pytanie, czy ta osoba, tak na serio, czy tylko się zgrywa.


sobota, 15 października 2016

Dzieci na przełomie kilku lat

Podkreślam już na początku, że chodzi mi w tym poście o krótki odcinek czasu, ponieważ nie muszę cofać się w daleką przeszłość, żeby zauważyć tę zmianę, która nastąpiła, przecież, tak nagle. A nie?


Nie oszukujmy się. Jest różnica pomiędzy pokoleniem, które aktualnie jest w szkole średniej (druga-trzecia klasa) i ją skończyło, a tymi młodszymi. Chociażby ten rok różnicy - pierwsza i druga klasa. Niby tylko rok? To dlaczego czasem trudniej dogadać się z osobą młodszą o rok, niż z osobą starszą o 3 lata (gdzie jest większa różnica patrząc od osoby starszej)? Rozumiem, że są różni ludzie, ale faktem jest, że z pokolenia na pokolenie tworzy się przepaść.

License


Porównajmy dzieci (takie 8-10 lat). Kto myślał w tym wieku o malowaniu się, kontach w Internecie, miłości i innych tego typu sprawach? Okej, były poniekąd inne czasy, ale to tylko wymówka do zatuszowania tego... "postępu". No kurcze, dziewięciolatka zna więcej tajników makijażu niż nie jedna nastolatka? Niech się malują, a co. Przecież wyglądają wtedy, tak dorośle, a ty osiemnastolatko, która się nie malujesz, wyglądasz jak straszydło i dzieciątko z przedszkola. Ubiór. Niedługo dział dziecięcy przestanie istnieć, a przynajmniej bajkowe stroje/nadruki na bluzkach. Przecież to wstyd i wiocha. Bajki? Wstyd. A jeśli już to jakieś durnowate, które są dla starszych. Które i tak nie zrozumiesz o co, tak naprawdę twórcom chodziło, człowieku. Starter pack przeciętnego dziecka: super ciuchy, rokko/frugo/cola (czy co to tam modne teraz jest), przekleństwa, wywyższanie się. Nie piszę o wszystkich. Są jeszcze te normalne dzieci. Jednak myślę, że z roku na rok to dzieciństwo gdzieś zanika. Niektórzy nie mają szansy na normalne dzieciństwo, a inni po prostu je marnują na dopasowanie się do wszystkich. Bo cię wyśmieją, więc nie mówisz nikomu, że tak naprawdę lubisz oglądać kucyki Pony, bo to takie... żenujące.  Oh, człowieku! Po co marnować sobie na siłę najlepszy czas (teoretycznie) w życiu? Później będziesz żałować. Lubisz bawić się lalkami w wieku trzynastu lat? To się baw i nikogo to nie powinno obchodzić.
Co mnie ostatnio "rozśmieszyło"? Jedno dziecko stwierdziło, że słuchanie na głos muzyki (kilku piosenek Owl City) jest dziecinne. Okej, akurat większość piosenek, które słucham Owl City to piosenki do bajek, ale jakoś to nie ma znaczenia dla mnie. Zabawne w tym wszystkim jest to, że ta osoba sama ogląda "Soy Lunę" (czy coś takiego). Pytam się, gdzie w tym wszystkim jest sens? Disney'owski serialik jest taki mądry... Problemy typu, którego mam wybrać, przecież są na poziomie nastoletnich problemów. Tylko, że... Dziewczynko, w prawdziwym życiu to prawdopodobnie do co najmniej lat 20 nie będziesz miała żadnego chłopaka. Rozumiem oglądanie takich seriali dla samej ciekawości, ale... Te seriale też mącą w głowie dzieci. Pokazują, jakby naciąganą rzeczywistość. I ten dubbing... Przez tego typu rzeczy przestałam tolerować dubbing w filmach.
Nawiązując jeszcze do tych kont na portalach społecznościowych. Dobra, ja też chciałam mieć w szóstej klasie konto na jednym z portali, ale mój argument był dość marny (spodobała mi się jedna gra i chciałam w nią grać). Ale zakładanie Facebooka przez ludzi, którzy mają poniżej trzynastu lat jest według mnie żenujące. Żeby oni grali tylko tam w gry to byłoby cudowne, ale założenie konta łączy się również ze zdjęciami, postami i... udostępnieniami. Na pewno macie Facebooka, albo przynajmniej jesteście w temacie mniej więcej. Na tej stronie są często "konkursy" typu udostępnij to, żeby wygrać jakąś rzecz (w tym przypadku głupotę, maskotkę) itd. Większość chyba rozumie, że to często jest niezgodne z prawdą. Tak podejrzewam. A takie osoby to "jara". A zdjęcia... Dziecko drogie, ciesz się, że niektórych zdjęć nie widzą niektóre osoby. Te zdjęcia dzielą się na dwie kategorie:
a) jakby te osoby miały o wiele więcej lat, no... można się domyśleć chyba o co chodzi
b) robię zdjęcia wszystkiemu i mam gdzieś co na nich jest i jakiej jakości
Po prostu kongratlujeszyn.
Określenie "Dziecko" zmieniło znaczenie z biegiem lat. Kiedyś starszy od ciebie kolega(nastolatek) powiedział, tak na ciebie, bo jego już nie bawiło to, co ciebie. Irytowałeś go. A teraz? Powie tak dziecko do dziecka. Takie popatrz na mnie, jestem taki dorosły. Chyba na każdym etapie historii ludzkości młodsi chcieli dorosnąć, podziwiali dorosłych. Ja nie jestem wyjątkiem. Problem w tym, że... kiedy w końcu stajesz się starszy i dociera do ciebie "dorosłe życie" to tęsknisz za dzieciństwem. Parę lat temu dzieci tylko marzyły, w zabawie podkradały krawaty, buty, kosmetyki itp. Teraz marzenia weszły w życie i robią wszystko, żeby oderwać się o nalepki "dziecko". Tylko jeśli nie teraz to kiedy? Kiedy znowu powrócisz to tych dziesięciu/ośmiu/dwunastu lat? Nigdy.
License
 

piątek, 16 września 2016

Worek z napisem niepełnosprawność

Zakładam z góry, że większość z Was będzie miała całkiem odmienną opinię ode mnie.
Zakładam też, że na 99% osoby, które będą komentować ten post są pełnosprawne.

Ale na poważnie, bo wcale nie bawi mnie ten temat.
Większość osób (nie ukrywajmy tego) uważa, że niepełnosprawni są dziwni, że wszyscy są tacy sami, a ich myślenie różni się od myślenia osób pełnosprawnych. Nastały czasy, że ludzie kierują się równaniem niepełnosprawny równy się upośledzony. Oczywiście to absurd. Jest różnica między niepełnosprawnym tylko ruchowo, a tym intelektualnie. Takie myślenie jest krzywdą dla ludzi, którzy są nawet ponadprzeciętnie inteligentni, ale niepełnosprawni i przez to mniej doceniani.
Ale chwila, skąd to się wzięło, że całą grupę ustawiono na jednym poziomie?
Po pierwsze wychowanie. Rodzice nie są winni? A od kogo uczymy się różnych zachowań, komu zadajemy pytania? Przepraszam bardzo, ale jeśli nie umie się odpowiedzieć na pytanie dziecka, dlaczego to dziecko wygląda inaczej/jeździ na wózku/ma "patyki" (kule) to... Nie musimy opowiadać niestworzonych historii. Nie zbliżaj się, bo ona/on cię zarazi. Tak, na pewno cię dziecko, ktoś zarazi chociażby porażeniem dziecięcym. Tak, jeszcze są ludzie na świecie, którzy uważają, że niepełnosprawnością można się zarazić jak chorobą zakaźną. Gapiostwo. Świat to jedno wielkie zoo? Dlaczego ktoś może się gapić bezczelnie na niepełnosprawnego, ale niepełnosprawny już nie może skomentować tego gapiostwa? Oh, może powinien zachować się kulturalnie i mieć to gdzieś? Boże, męczennikami nie jesteśmy. Niedługo będziemy musieli przykleić sobie kartkę: długie patrzenie na mnie grozi wypadkiem. Odszkodowania nie daję. Nie wątpię, że nie jeden raz jakieś dziecko/starsze dziecko było narażone na wypadek przez to, że się gapiło. Prawie wlecenie na chodnik, wejście w krzaki, czy płot, pod samochód - to chyba norma. W niektórych przypadkach, kiedyś mnie bawiły takie sceny. Po prostu... Rodzic nie umie, nie wie, jak zareagować na takie zachowanie swojego dziecka, czy pytania. Niepełnosprawni... To nadal jest chyba temat skomplikowany. Tak, naprawdę rzadko na co dzień spotyka się osoby niepełnosprawne. Może ktoś ma jakąś w rodzinie, ale to głównie pewnie wózek, może kule. W każdym razie inaczej jest, kiedy ma się do czynienia z taką osobą. A tak... Szczerze - jakim obrazem niepełnosprawności jesteśmy otoczeni? Głupia telewizja, co nam podaje? Biedne dzieci, które często niewyraźnie mówią, wyglądają przez chorobę, jak wyglądają, albo są w dodatku też głęboko upośledzone. I co? Człowiek tyle się naogląda, naczyta tego, że jego mózg w końcu koduje, taki obraz, a nie inny. I jak spotyka na ulicy... osobę, która jest niepełnosprawna, ale różni się ona od tego, co daje telewizja to jak człowiek reaguje? Gubi się i zaczyna pajacować np. gapić się. Okej, ja rozumiem, że te dzieci potrzebują pieniędzy i w ogóle, ale zadbajmy też o lepszy obraz osoby niepełnosprawnej. Zresztą telewizja, tak ma, że woli pokazywać te "gorsze" przypadki. Kiedy telewizja przychodzi robić program do telewizji o mojej szkole to praktycznie pod uwagę nie są brani ci zwykli niepełnosprawni, tylko ci drudzy, bardzo często z upośledzeniem. Nieupośledzeni tylko są, kiedy trzeba logicznie udzielić wywiadu. Bo tak jest u ludzi. Niepełnosprawność niepełnosprawności nie równa. Tu jesteś nie dość niepełnosprawny. Na to jesteś za niepełnosprawny. Just niektóre niepełnosprawności bardziej się docenia. Jeśli, tak mogę to nazwać. Chociażby wózki. Praktycznie ludzie na wózku mogą uprawiać, każdy sport, jaki chcą. Nawet szermierkę... Inni mają trochę gorzej, bo praktycznie są nie doceniani, albo nie pozostaje im nic innego, jak szachy. Okej, szachy nie są złe, ale... Dobra, mam nadzieję, że kiedyś będę mogła spełnić jakieś swoje marzenie i ktoś kiedyś dostosuje pewne sprawy w tych marzeniach do mnie.
Porównywanie ludzi niepełnosprawnych. Cóż... Ludzie pełnosprawni mają to do siebie, że lubią to robić. I dołować tym adresatów tych słów. Każdy jest indywidualnością, to nie jest motywacja, kiedy powiesz komuś, że ten to umie, a ty nie. To ja ci powiem, dlaczego nie umiesz się pięknie czesać, skoro twoja siostra potrafi? Głupi przykład, ale taki przyszedł mi do głowy tylko. Porównywanie to coś najgorszego, co można zrobić przy niepełnosprawnych. Nie wszyscy są leniami. Niektórzy chcą robić więcej, ale cóż... Nein.
Ostatnio jest trochę szumu, a przynajmniej był wokół pewnego filmu i książki. Piszę tu o "Zanim się pojawiłeś". Nie czytałam JESZCZE książki, ale byłam w kinie na filmie, więc wiem o co jest ta cała nagonka. Nie bójcie się, nie będę spoilerować. Oh, błagam tych ludzi. Po co to wszystko? Czy wszystko musi być słodkie i tak nierealistyczne, że aż płakać się chcę? Książki obyczajowe powinny trzymać się realności życia, a... jeden z wątków "Zanim się pojawiłeś" jest po prostu rzeczywisty. Bądźmy szczerzy nikt nie ma obowiązku godzić się ze swym losem. Nie oczekujmy, że osoba niepełnosprawna, czy to po wypadku, czy od urodzenia wymaże przeszłość/alternatywną przyszłość, będzie żyć z uśmiechem na twarzy, pogodzi się z losem. Nic nikt nie musi i nie ma obowiązku. Jesteśmy tylko ludźmi. Nie jesteśmy wybrańcami (jak niektórzy dziwni chrześcijanie uważają: masz dziecko szczęście). 

Tak wyszło, że jest to post o kilku sprawach. Jeszcze wczoraj wieczorem myślałam, żeby napisać tylko o jednej rzeczy, żeby to nie był chaos. Jak wyszło, sami oceńcie.
Tak, chciałabym kiedyś spróbować szermierki. Tak, chciałabym polecieć w kosmos. Tak, chcę dostać się na któryś z trzech polskich uniwersytetów.

(Szukam obrazka do postu... Pod ogólnym hasłem wyskakuje tylko przysłowiowy wózek...)
To chociaż z Glee...

sobota, 10 września 2016

Rewolucja w szkolnictwie

Wiem, że posty miały pojawiać się częściej... Tak naprawdę ten post miał się pojawić dziewięć dni temu. Post szkolny w pierwszy dzień szkolny... Ale (nie to nie tak, że nie mam chęci) nie mam nastroju na pisanie postów. Bardziej chce mi się pisać wiersze niż posty. Sami sobie dopowiedzcie resztę. Co w ogóle u mnie ciekawego przez te pierwsze dni szkoły się działo? Nic szczególnego, chyba w poniedziałek będę mieć pierwszą kartkówkę z historii. Lista lektur szkolnych mnie przerosła i chyba nic w tym roku szkolnym nie przeczytam dla hobby. Aktualnie czytam "Lalkę". Na razie jest okej, problem w tym, że to jedna z tych książek, którą możesz czytać godzinami, a numeracja stron, jakby stała w miejscu. Jestem dopiero na 1/12, więc szał.  Aha, jeszcze z takich ciekawych rzeczy - trafiłam na jeden zespół amerykański, który ma niebanalne teksty w które trzeba się trochę wczuć, chodzi mi o to, że to nie są piosenki dla kogoś, kto żyje cudownie i nie rozumie problemów świata. Aczkolwiek teksty dotyczą każdego. Zespół nazywa się twenty one pilots i trafiłam na niego, dzięki ich piosence do "Legionu samobójców". Zastanawiam się, czy nie kupić sobie ich płytę "Blurryface" w przyszłości.


Przechodząc do tematu (zastrzegam, że to moja własna opinia). Wiem, że są różne opinie na temat zmian w edukacji szkolnej i że większość dorosłych, którzy ukończyli osiem lat podstawówki>cztery lata liceum, uważają, że to jest bardzo dobre i że gimnazjum były Złem. Cóż, ja jestem ta młodsza i chodziłam do gimnazjum. I uważam, że mam prawo się wypowiedzieć, jak każdy młody, który chodził do "Zła".
Nie uważam, że gimnazjum było cudowne, ale instytucje tworzą ludzie, a ludzie są różni. Czy serio warto winić gimnazja za to, że jest tam młodzież, jaka jest? Co poradzić, że to szkoła, która akurat przypada na "bunty" i odnajdywanie siebie? No nic się nie poradzi. Tak przypadło. Jasne, są opinie, że gimnazjaliści już czują się dorośli w gimnazjum i się panoszą, jacy to oni nie są. Kto nie chce być dorosłym? W jakimś etapie życia. W siódmej klasie człowiek nie poczuje się kimś? Podejrzewam, że nawet będzie gorzej. Porównajmy drugogimnazjalistę do pierwszaka z podstawówki. Mania wielkości tego piętnastolatka wzrośnie razy dwa. Przecież on jest kimś, a ten dzieciak świetnie się nadaje na popychadło. A nie? Błagam, niech mi ktoś zaprzeczy. Nauczyciele będą chronić wszystkich? A może będą oddzielne wejścia, piętra itd. ? Nie, no proszę was. Okej, kiedyś wszyscy żyli koło siebie i nic się nie działo. Jednakże to były inne czasy, mentalność, wszystko było inne. Teraz społeczeństwo jest inne, nie oszukujmy się. Dzieciaki nie zmienią się ot, tak. Bo dlaczego by miały? Przemoc zniknie? Używki? Z używkami będą mieli do czynienia już najmłodsi. Nie oszukujmy się, serio. Dla pierwszaka szóstoklasista jest jak dorosły, tak jakby go podziwia. A ósmoklasista? Już w ogóle. Ale to już nawet nie chodzi o zachowanie starszych. Chodzi też o naukę. Gimnazjum jest etapem przejściowym, uczy przysłowiowego "ogarnięcia się" na przerwach. Starszy "dzieciak" potrzebuje jakieś w miarę ciszy i spokoju do nauki, rozmowy na przerwie. Wiem, że szósto-, piątoklasistów już denerwują młodsze dzieci, które krzyczą i biegają na przerwach. A starsza osoba? Tym bardziej będzie go to irytować. To może będą piętra dla starszych i tych młodszych? Wspaniale to po co w ogóle likwidować gimnazja? Okej, w niektórych podstawówkach szóstoklasiści mają powiedzmy, że swoje piętra, kąt spokoju, ale co z tymi mniejszymi budynkami? Czy nauczyciele, tak jak w podstawówce teraz będą wszystkich wyganiać na zatłoczone boisko, bo tak? Co z podręcznikami? No tak, chyba trzeba będzie znowu nowe kupować, w końcu nowa podstawa. Znowu absurdalne wydatki. Matura też całkiem nowa? Jak nauczyciele mają przygotowywać do matury, ćwiczyć egzaminy, skoro będą wiedzieli, jak i co? Trzy lata temu niby wiadome coś było na temat ustnych matur, jednak nadal była to niewiadoma.
Podsumowując... Nie widzę tego. Ale zobaczymy za 5-10 lat, jak to wyszło w XXI wieku, w społeczeństwie, tak zaawansowanym, że aż cofającym się wstecz.

License

niedziela, 28 sierpnia 2016

IV Ogólnopolski Zlot Nocnych Łowców

W takich przypadkach żałuję, że nie mam kanału na YouTube... Ale będę mieć kiedyś... Bardzo kiedyś. To chyba jedyne moje realne marzenie... Nie, no trzeba mieć jakieś realne marzenia w końcu.
Dobra, ale nie ma kanału, więc chcę się podzielić wrażeniami po IV Ogólnopolskim Zlocie Nocnych Łowców pisząc o nim tutaj. Chyba niektórzy się już do tego przyzwyczaili, że co roku pod koniec sierpnia pojawia się, taki post... Just new tradition.

To przypadek, że GIF jest z Glee. xD

A jakże mogę, tak wyglądać na takich zgromadzeniach. Cicha, praktycznie nieodzywająca się, nieśmiała do potęgi etnej, mało spontaniczna... Prawie idealny szpieg. Nie, nie jestem typem człowieka, który idzie, jest gdzieś, żeby być, rozglądać się i podsłuchiwać, żeby wykorzystać wszelkie informacje przeciwko jakieś osobie, wydarzeniu. Może, tak to wyglądać, ale... Istnieje, takie coś jak tolerancja na świecie. I w imieniu tej niewielkiej grupy mega nieśmiałych - nie oceniajcie nas, nie zadawajcie głupiego pytania: to po co tam idziesz, bo i tak tego nie zrozumie się. Mnie rozumie tylko jedna osoba na świecie, która ma tak samo (nie, to nikt z rodziny). Pojawi się post na temat nieśmiałości.
Ale, żeby już nie przedłużać - Zlot.


W tym roku Zlot Nocnych Łowców był rozłożony na dwa dni. Co oznacza, że w piątek (26.08) było ok. 150 osób, a na drugi dzień przyszło następne ok. 150, które miało bilet. W każdym dniu było to samo, więc to było poniekąd bez znaczenia, czy ktoś zapisze się na piątek czy na sobotę. Zdaję mi się, że w sobotę było więcej osób z poprzednich edycji Zlotu, ale to może być tylko moje takie odczucie. Miejscem Zlotu był, tak jak rok temu hotel IOR i Centrum Kongresowe w Poznaniu. "Bramki" otwarto ok. jedenastej, przy recepcji, każdy dostał pamiątkową paczkę startową w której były pamiątki, które każdemu NŁ przydadzą się: plakat książkowy, przypinka i długopis - a to wszystko w ładnej materiałowej torbie "I'm not a Mundane". Napis tylko dla wtajemniczonych w fandom Nocnych Łowców. xD Kiedy wszyscy się już zebrali nastąpiło otwarcie Zlotu. :D Najpierw odbyły się konkursy poza grupowe. Nawet wzięłam udział w jednym - "Kłamstwach Sebastiana". Sebastian/Jonathan <3 Gdzieś w połowie Zlotu nastąpiło rozdzielenie na grupy, które wyszło bardzo sprawnie. Moja drużyna różnie radziła sobie w konkurencjach, ale koniec końców zdobyliśmy drugie miejsce. Konkursy były ciekawe, z tego, co pamiętam to jeszcze żaden się nie powtórzył przez te Zloty na których byłam. Nie wiem skąd organizatorka bierze te pomysły. Są super! Jednym z konkursów, które mi się podobał najbardziej był konkurs parabatai. Dzięki niemu wyszła prawda, jak bardzo pary się znają i ile o sobie wiedzą. Ale i tak najlepszy był konkurs na cosplaye! :D Niektórzy naprawdę się postarali i z rok na rok, robią coraz lepsze przebrania.
Krótko mówiąc Zlot mi się bardzo podobał. Widać, że Embers bardzo się postarała i zależy jej bardzo na tym całym wydarzeniu. :D Chyba nie ma takiego prezentu, który wyraziłby, jak bardzo wszyscy są jej wdzięczni za każdą edycję. W tym roku Monika miała też wielką pomoc ze strony helperów, którzy naprawdę wiele dali: i ogranięcie drużyn, uspokajanie ludzi i wiele innego.
Ja wiem, że moja opinia jest mało emocjonalna, tylko suche fakty, ale naprawdę podobał mi się Zlot! I... jeśli będzie okazja za rok (to już byłby okrągły - piąty Zlot!) - śmiało kupujcie bilety. Jeżeli odpowiednio szybciej wszystko ogarniecie to na pewno jakimś cudem uda Wam się przybyć.

wtorek, 12 lipca 2016

Prawdziwy gwiezdny początek #3

Powinnam ten post napisać na początku cyklu postów o "Gwiezdnych Wojnach", ale... Wyszło jak wyszło. Nie chciałam go pisać, jako pierwszego, ponieważ myślę, że przy tym i następnym poście z cyklu będę miała najwięcej zabawy. Od razu przepraszam, jeśli zdania i podział tekstu będzie nieskładny, ale... Przekonacie się pewnie dlaczego.




O "Star Wars" oczywiście słyszałam dużo wcześniej. W końcu, komu nie było się nic o uszy? Zwłaszcza, że mój kuzyn uwielbia tą serię. Ale nie znałam szczegółów historii. Świetlne miecze, science fiction, statki (jakby kosmiczne), galaktyki, planety, jakiś Luke i... ten czarny w masce Vader. I oczywiście kultowy tekst! "Luke, jestem twoim ojcem." Jednak ogólnie pustka. Blisko premiery siódmej części trafiłam na jednej stronie na porównanie aktorów (jak się zmienili przez te ileś lat). No... i nadszedł dzień, kiedy spytano się mnie, czy nie chciałabym jechać do kina na "Przebudzenie mocy". Zgodziłam się bez zastanowienia, bo czemu by nie? Okej, pojechałam. Pierwsze wrażenie pierwszych minut? Czy tam jest jakaś fabuła, czy tam tylko się strzelają i biją?! Okazało się, że jest jakaś fabuła, choć co prawda troszku zepchnięta na bok. Jednak... wnet wszystko wybaczyłam, kiedy pojawiła się postać Kylo Rena... Nie, nie wersja Kylo w masce. Od razu mi przyszło na myśl: on przypomina syna Severusa Snape'a! Sporo ludzi ma nadzieję, że w następnej części Kylo będzie non stop w masce, niczym Vader, ale ja mam nadzieję, wręcz odwrotną. ;p Po co mu maska? Dobra, ale o tym bohaterze, kiedy indziej. Jednakże Kylo nie był jedyną osobą, dzięki której zainteresowałam się serią. To wszystko dzięki Tutti! Taaaak, jej fascynacja GW potrafi chyba zarazić każdego. Dziękuję Ci za te wszystkie rozmowy o SW i że dałaś radę z moimi teoriami na temat ósmej części, Kylo i Rey. Później zaczęłam nadrabiać pozostałe części (akurat jakoś po premierze na TVNie co tydzień leciała jedna część). Niestety nie obejrzałam jeszcze dwóch ostatnich części nowej trylogii (z Anakinem), ale nadrobię... Kiedy nie będzie tyle natłoku wszystkiego. Może za rok po maturze? Akurat przydadzą się takie filmy... Zobaczę, jak to wyjdzie.
Czy nazwałabym siebie wielką fanką? Nie, ponieważ wielu kwestii jeszcze nie ogarniam w "Gwiezdnych Wojnach". Głównie tych politycznych i geograficznych. Ale uważam, że jestem fanką GW. Lubię o nich rozmawiać, na telefonie pełno mam obrazków dotyczących SW, no i... Oh, na pewno znam się bardziej na "Star Wars" niż pewien człowiek, który oprowadzał mnie po muzeum, gdzie była wystawa poświęcona GW.
Na mojej półce czekają dwie książki o "Gwiezdnych Wojnach", które wkrótce przeczytam, dlatego moja wiedza się pogłębi i będę mogła więcej o nich mówić...
Czy polecam "Gwiezdne Wojny"? Oczywiście, że tak! Wątek Hana i Lei jest taki nietypowy, na pewno nikomu nie będzie przeszkadzał w filmie. Rozbawi na 100% Moja ulubiona postać? Nie muszę chyba pisać jaka. ;) Podejrzewam, że też polubię Anakina, ponieważ lubię niejednolitych bohaterów, ale jak napisałam - muszę obejrzeć jeszcze dwie części, żeby się do tego przekonać.

Tematu ostatniego postu z tego cyklu, nie podam, bo... Duża podpowiedź jest w poście. ;)





EDIT: Usunęłam całe opowiadanie z bloga.

sobota, 9 lipca 2016

Zrzutka

Chcę dziś poświęcić post jednej konkretnej osobie. Mianowicie mojej koleżance - Gosi Cieślak. Nie będę się wiele i długo rozpisywać, bo chodzi o ważną sprawę. Sprawa jest prosta dla osób trzecich - zrzutka. Gosia zbiera pieniądze na zabieg, który ułatwi jej funkcjonowanie, czyli fibrotomie.
O fibrotomii możecie przeczytać tutaj: http://www.ulzibat.pl/pl/metoda/technika  Gosia jest niepełnosprawna (dziecięce porażenie mózgowe o postaci spastycznej czterokończynowej), ale jest w pełni sprawna umysłowo. Serio, to inteligentna dziewczyna, która ma konkretne cele w życiu i marzenia. Właśnie... marzenia. Kto ich nie chce spełnić? Wiele osób nie może tego zrobić, wielu chorym/niepełnosprawnym nie da się za bardzo pomóc. Wielu musi się pogodzić z losem. Ale są osoby, które nie muszą i muszą mieć tylko nadzieję, że ktoś pomoże im spełnić ten cel. Małgosia chce po skończeniu szkoły policealnej pójść na uniwersytet i zdać na filologię angielską (jest świetna z angielskiego). I właśnie tu jest utrudnienie - choroba. Okej, żyje z tym praktycznie od urodzenia, skończyła szkoły, więc powiecie po co jej to. Kurcze, potrzebne bardzo. Tego nie da się od tak wytłumaczyć. Uniwersytet i dorosłe życie to samodzielność i życie samemu - co jest ważne dla niepełnosprawnego. Na ten moment Gośka nie jest w pewnym sensie w stanie sama rozpocząć życia takiego jak jej rówieśnicy. A chciałaby. Dzięki temu zabiegowi wszystko może się zmienić.
Zabieg odbędzie się w sierpniu, dlatego dziewczyna ma miesiąc na zebranie ogromnej kwoty. Dlatego proszę - mówcie o tej zrzutce znajomym, udostępniajcie link (podany niżej), gdzie się da. Na pewno to coś da. Nie musicie zaraz wpłacać ogromnych kwot, nie. Gosię cieszy nawet drobny gest, widzi wtedy, że po prostu ktoś chce pomóc jej i dołożyć coś do kwoty. Wpłacajcie tyle, ile możecie. W grupie siła.

Miejmy nadzieję, że się uda! :D Trzymam kciuki! 

LINK!!!!: https://www.siepomaga.pl/malgosiacieslak



niedziela, 3 lipca 2016

Booktuberzy

Dziś przychodzę trochę z nietypowym postem, bo poświęconym booktuberom. Dlaczego akurat im, a nie blogom lub zwykłym youtuberom? Takich zwyczajnych youtuberów oglądam tylko dwóch... Można powiedzieć, że trzech. Oglądam ich, bo podobają mi się ich filmiki, ale nic więcej... Nie wiedziałabym, co o nich napisać. Co nie znaczy, że na temat booktuberów wiem więcej i będę pisać o nich poematy. Nie. Z oglądaniem ludzi na Youtube jest trochę jak z prawdziwym życiem: często nie ma konkretnego powodu dla którego kogoś lubisz, chcesz z nim gadać i przebywać. Po prostu tak jest. I tak właśnie jest z booktuberami, których oglądam. Przypadli mi do gustu, podoba mi się jak mówią o książkach i przy okazji robią fajne tagi, a niektórzy nawet vlogi.
Ale zanim przejdę do booktuberów... Jeszcze tylko wytłumaczę, dlaczego nie napisałam o blogach. I prawdopodobnie nie napiszę. Ostatnio... przez ostatnie miesiące, nie czytam za wielu blogów. Praktycznie liczba czytanych blogów zmniejszyła się do minimum... Nie wynika to z braku czasu, bo są teraz wakacje, więc mogłabym uzupełnić zaległości, ale... Hm, nie chcę tego robić. Nie potrafię ująć w słowa, dlaczego. Niektóre blogi mnie znudziły, a pozostałe nie zainteresowały mnie na tyle, żeby zerkać do nich za każdym razem, kiedy pojawi się nowy post. Kiedyś komentowałam blogi recenzenckie, a teraz... Słabo. Muszę zrobić następną selekcję wśród blogów, które obserwuję.
Przechodząc, jednakże do tematu... Zacznę od dwójki booktuberek od których zaczęło się moje zainteresowanie booktubem. Mowa o Next Chapter. O dziewczynach, kiedyś Wam napomykałam, robiąc Wedding Tag.

Dziewczyny z Next Chapter znam poniekąd osobiście. Poznałam je na Zlocie Nocnych Łowców. To nie jest, tak, że oglądam ich filmiki ze względu na to, że je znam, bo tak nie jest. Podoba mi się, że dziewczyny są naturalne na filmikach i sposób, jaki przybliżają treść książki, której recenzują, czyli pięć pytań. Pytania te nie są takie zwykłe, a odpowiedzi na nie tym bardziej. Odpowiedzi głównie są tak zbudowane, że można dowiedzieć się czegoś o książce, fabule, bohaterach. Nie jeden raz to właśnie dzięki pytaniom chciałam sięgnąć po daną książkę.
LINK DO KANAŁU: https://www.youtube.com/channel/UC6zjCZCvYtcd9OCuKi3yNQQ
OSTATNIA RECENZJA:

Dalej, czyli dwie booktuberki, które oglądam, ale... Nie lubię ich oglądać, aż tak bardzo jak dalszych booktuberów, którzy się pojawią po nich. Nie wynika to z tego, że nudzą mnie ich filmiki, ale... Pewnie z tego, że jedna z nich dopiero założyła swój kanał na Youtube, więc musi minąć trochę czasu, aż będę mogła bardziej wyrazić swoją opinię i tego, czy jednak chcę oglądać jej filmiki, czy nie. Chodzi mi o Ulę z kanału słomka. Mam nadzieję, że (mam nadzieję, że mogę zwracać się po imieniu) Ula będzie nagrywała więcej, dzięki czemu jej filmiki będą coraz lepsze.
LINK DO KANAŁU: https://www.youtube.com/channel/UCqhsI5i_qvMjGxJguQJ7z6w
OSTATNIA RECENZJA:

Drugą booktuberką jest Maja z kanału Maja K. Jeśli ktoś śledzi polskiego booktuba to pewnie ją kojarzy. Nie jestem w stanie napisać, co mnie nie przekonuje w jej recenzjach, tak jak u innych. Niektóre recenzje są naprawdę spoko, a inne... zwyczajnie omijam. Ale takie jest życie i nie powiedziane jest, że wszystko ma się podobać u kogoś. Ale jak wcześniej napisałam - pewnie za krótko ją oglądam. ;)
LINK DO KANAŁU: https://www.youtube.com/user/myluckypotato
OSTATNIA RECENZJA:

Teraz kolejność nie ma znaczenia. Najpierw booktuberki, a na koniec dwaj booktuberzy.
Cat z kanału Cat Vloguje nie tylko dodaje recenzje książek, ale dodatkowo filmiki poświęcone urodzie, kosmetykom, chociaż takich filmików jest trochę mniej. Nie wiem, czemu, ale mam jakieś dziwne wrażenie, że lubię też oglądać jej recenzje ze względu na to, że mówi w nich... tak mądrze(?)
LINK DO KANAŁU: https://www.youtube.com/user/theecattiem
OSTATNIA RECENZJA:

Laura z kanału Laura Lee. Z tego, co wywnioskowałam z jej filmików jesteśmy w podobnym wieku, ale nie jestem pewna. W każdym razie, Laura opowiada tak ciekawie i... żywiołowo (emocjonalnie) o książkach, że trudno ominąć jej filmiki. Na kanale pojawiają się dodatkowo filmiki o urodzie i vlogi.
LINK DO KANAŁU:https://www.youtube.com/channel/UCFmUTLuFxB4huEEYer8cc4w
OSTATNIA RECENZJA:

Dalej będę tylko wymieniać booktuberów, co nie znaczy, że są gorsi, czy że mniej lubię oglądać ich filmiki. Czasem właśnie o najlepszych nie można nic powiedzieć....

Klaudia z kanału totallbooknerd7
LINK DO KANAŁU: https://www.youtube.com/channel/UCGgg68w3eypgOhtwtbIg25Q


Daria z kanału Więcej Książków
LINK DO KANAŁU: https://www.youtube.com/user/wiecejksiazkow
OSTATNIA RECENZJA:

Paweł z kanału P42
LINK DO KANAŁU: https://www.youtube.com/user/Pablo37tubey
OSTATNIA RECENZJA:

Jerzy z kanału Kto czyta, żyje podwójnie
LINK DO KANAŁU: https://www.youtube.com/channel/UCpFkjxVLLiTySxlCwe6OB-Q
OSTATNIA RECENZJA:

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam tymi wyliczeniami. Napiszcie w komentarzu, czy oglądacie booktuberów. Zauważyłam, że bardzo dawno nie poruszałam na blogu jakiegoś poważniejszego tematu. Jeśli macie jakieś propozycje - piszcie. Jeżeli przypadną mi do gustu to z przyjemnością poruszę te tematy. Znalazłam rozwiązanie, żeby recenzji filmowych nie pojawiało się, tak wiele. Przez miesiąc na blogu będzie wisiała ankieta z filmami z poprzedniego miesiąca - będziecie mogli wybrać sami o jakim filmie chcielibyście przeczytać. ;)
Zdjęcie jest moje

niedziela, 20 marca 2016

Eurowizja 2016 - piosenki, które przykuły moją uwagę

Do Eurowizji jeszcze sporo czasu, ale że niedawno Polska wybrała swojego reprezentanta i było wokół niego głośno, to z ciekawości weszłam na kanał Eurowizji na Youtube i sprawdziłam, czy już są reprezentacyjne piosenki innych państw. Były, więc przesłuchałam sobie je. Hmmmm, w tym roku jakiegoś szału nie ma. Słabo według mnie. Niektóre piosenki wybijają się dzięki temu z tłumu i mam nadzieję, że przez to zdobędą wysokie noty.


Na początek Polska, czyli nasz reprezentant Michał Szpak. Różne są opinię na jego temat, zwłaszcza po tym jak wygrał "polską Eurowizję". Ja osobiście do niego nic nie mam. Uważam, że talent i głos ma bardzo dobry, a jego piosenka może nie jest żywiołowa, skoczna i w ogóle, ale ma to coś. Miło się jej słucha i ma szansę być wysoko w rankingach. Nawet bym się nie zdziwiła, gdyby Michał Szpak od razu przeszedł do finału, bo zgodnie z tradycją piosenki, które (teraz już nie pamiętam dokładnie) będą miały najwięcej głosów lub oglądalności na YT przechodzą do finału. Piosenka "Color of Your Life" ma ponad milion odsłon, niewiele piosenek ma tyle w tym roku, więc jest szansa. Trzymajmy kciuki za naszego reprezentanta. :)



Dalej.... Piosenka, która najbardziej ze wszystkich mi się podoba to "Alter Ego" - cypryjskiego zespołu Minus One. Uwielbiam tą piosenkę. Jest taka inna... Dawno nie było na Eurowizji piosenki z podobnym brzmieniem (bo o gatunkach to mam znikome pojęcie).


"Pioneer" to tytuł piosenki reprezentanta Węgier - Freddiego. Przypadła mi ta nuta, ale za każdym razem jak słucham tego mam wrażenie, że przypomina mi ta piosenka jakąś inną... Ale to może tylko złudzenie, czasem tak mam z piosenkami, że słyszę po raz pierwszy, a mam wrażenie, jakbym już znała ten utwór.

Lecimy dalej. Teraz będą piosenki, które mi się podobają, ale przyczepiłabym się do czegoś tam, chociaż... Do pierwszej z tego zestawu już się przyzwyczaiłam.
Chodzi o (przepraszam, ale  nie napiszę francuskich znaków) " J'ai cherche" Amira. Ta piosenka ma coś w sobie, choć na początku refren wybijał mnie z rytmu. Uważałam, że ta melodia nie pasuje do reszty. Teraz... Jak wyżej napisałam - przyzwyczaiłam się. Fajne jest to, że piosenka nie jest cała po francusku, sporo występuje w niej angielskiego.


Nie wiem po jakiemu śpiewają Dalal, Deen i Ana Rucner, ale reprezentują Bośnię i Hercegowinę piosenką "Ljubav Je". Nie chcę pisać głupot, dlatego nie będę strzelać jaki to język, bo tego nie uczą w szkole - jak odróżniać jedne podobne języki od drugich. Dlatego, jeśli ktoś wie na 100% to niech to napisze w komentarzu. ;) Następny utwór, który jest ładny, ale... No właśnie "ALE". Zastanawia mnie po co do tej piosenki jest dodany rap. To tak psuje według mnie całość... Zresztą posłuchacie to ocenicie.


Pod pewnym kątem zagadkowa piosenka, a to dlatego, że na początku jakoś mnie nie zachwyciła. Ominęłam ją, jednak zaraz powróciłam do niej. Jest to reprezentacyjna piosenka Białorusi - "Help You Fly" wykonana przez Ivana. Nie wiem, co napisać o tym... Ogólnie fajny wykon.


Ostatnia piosenka... Jest naprawdę na ostatnim miejscu mojej eurowizyjnej listy piosenek, które mi się podobają. Zwróciłam głównie na ten utwór (Hovi Star - "Made of Star") uwagę przez to, że głos Hoviego przypomina mi głos Sama Smitha. Zresztą na moje ucho melodycznie ich piosenki też są podobne. Ale ja tam się nie znam na muzyce. Zresztą każdy utwór z czym innym kojarzy się ludziom.


A Wy co uważacie o tych piosenkach? Która przypadła Wam do gustu?

czwartek, 13 sierpnia 2015

Bezimienni

Temat na ten post przyszedł w trakcie mojego pobytu nad morzem... Jednak nie zastanawiałam się nad nim dopiero teraz. Myślałam o tym za każdym razem, kiedy widziałam pewne zdjęcia. Gdy oglądałam jedną, czy dwie wystawy krążyło mi po głowie pytanie do fotografa: czy pytał pan się o zgodę tych ludzi?

W drugiej klasie gimnazjum miałam takie lekcje jak zajęcia techniczne: zajęcia fotograficzne. Odbywały się one trochę dziwnie, bo wystarczyło po prostu oglądać nudne prezentacje przygotowane przez pana, nawet specjalnie nie trzeba było słuchać. Warunek był taki, żeby nie przeszkadzać i nie pisać liścików itp. Prezentacje dotyczyły budowy aparatu, technik fotografowania, programów graficznych (na co mi oglądanie filmików z YT jak coś zrobić w Photoshopie, skoro legalnie nigdy go nie będę miała?), a pod koniec roku etyki fotografa... Właśnie i tam było (bo akurat wtedy były okropne zdjęcia, to pamiętam xD), że powinno się pytać ludzi, jeśli mają być na zdjęciu. Jest tylko tam parę zawodów, co ludzie, którzy je wykonują, nie trzeba ich pytać o zdanie, jeśli chce się zrobić zdjęcie. Ale jednak wypadałoby.

Jednakże mnie głównie chodzi o zdjęcia, gdzie są ludzie trzeci. Z przypadku lub specjalnie. Z pierwszą opcją można łatwo sobie poradzić poprzez:
a) usunięcie zdjęcia
b) nieupublicznianie zdjęcia
c) przerobienie w programie graficznym
Ale, co to znaczy osoba trzecia z przypadku na zdjęciu? Po prostu - robisz sobie zdjęcie i później się okazuje, że oprócz ciebie ktoś też jest na nim; ktoś, kto akurat patrzy się prosto w obiektyw, i ktoś kogo nie chcieliśmy na zdjęciu. Na przykład mi się tak zdarzyło, kiedy byłam w Krakowie i robiłam zdjęcie smokowi wawelskiemu. Ale to jeszcze nic, widziałam jeszcze lepszą sytuację. Moja szkoła była na wycieczce w Warszawie i zwiedzali (bodajże) sejm. Któryś z nauczycieli zrobił jednemu chłopakowi zdjęcie przy drzwiach do jakiegoś gabinetu, akurat w tym czasie wchodził spiesznym krokiem z niego jakiś poseł, no i... Bach, mamy zdjęcie. Naprawdę komicznie to wyszło. Skąd wiem? Zamieścili je wśród zdjęć z wycieczki na stronie szkoły... Na serio, tak bardzo potrzebne było to zdjęcie? Ja bym nie chciała się, gdzieś zobaczyć, gdzie nie powinnam być. Nawet telewizji lokalnej nie lubię oglądać, bo się boję, że gdzieś będę. xD

Druga opcja jest wkurzająca. Ja wiem, czasem z zaskoczenia wychodzą ciekawe zdjęcia. Albo są momenty, kiedy chcemy coś uwiecznić. Na przykład są takie zdjęcia ukazujące niedolę ludzką. Ale... Czy ci wszyscy ludzie chcą być na nich [zdjęciach]? Być oglądanym przez wielu obcych ludzi. Pomyślmy - robi ci ktoś obcy zdjęcie i idzie dalej. Może nie masz odwagi do niego podejść lub zwyczajnie nie możesz; a twój wizerunek jest pokazany całemu światu. Wszyscy go oglądają, rozmyślają na tym zdjęciem. Podoba się to? Właśnie nad morzem, jakiś człowiek zrobił zdjęcie mojemu psu i za nim zdążyłam pomyśleć z mamą jego już nie było. Okej, niby nic. Zwykłe zdjęcie psa, ale do czego może zostać wykorzystane? Nie warto byłoby się spytać? Jest też coś takiego, jak zbiorowy bohater zdjęcia. Na pewno spotkaliście się z takim czymś: zdjęcia mieszkańców miast lub ludzi na dworcach kolejowych. Wtedy rzeczywiście - nie będziesz łapać wszystkich ludzi ze zdjęcia i się pytać. Hm, takie zdjęcia nawet mogą być uzasadnione, jeśli nie chodzi nam o konkretną osobę i żaden człowiek nie patrzy się wprost w obiektyw.

Chciałabym, żeby nigdy nie było sytuacji, że ktoś znajdzie siebie na zdjęciu w rzeczywistym świecie lub internecie (bo tak np. powstają memy) w głupiej lub normalnej sytuacji bez swojej zgody.

Of course, the photo is form the Internet

piątek, 20 marca 2015

Luźny post o zaćmieniu Słońca.

Zdaję mi się, że długo nie dodawałam postów... Cóż, teraz, gdy nie pojawiają się tutaj recenzję, postów jest mniej. Zdaję mi się, że stanowiły one 3/4 wszystkich postów, no może nie aż tak wielką część, jednak one i opowiadanie były w pewnym sensie były kluczowe, to na nich istnienie bloga można opierać. Ogólnie założyłam go z myślą o postach dotyczących jakiś zagadnień, jednakże takich postów jest na ten moment mało. Dlaczego? Chyba nie mam pomysłu. No, może na tą chwilę mam dwa, jednak jeden byłby raczej krótki, a drugi chyba nudny (dotyczyłby przyszłości, szkoły). Aha, a ten pierwszy bajek. Myślałam też nad postem w którym powróciłabym do dzieciństwa, znaczy się do "moich czasów" (jedno z ostatnich pokoleń, które tak może powiedzieć).

Wracając do tematu - widzieliście zaćmienie Słońca? Było mniej więcej o 10... Jeśli ktoś nie wiedział, że takie coś było dzisiaj to nawet się nie skapnął, żył sobie jak zawsze. Bo ogólnie teoretycznie szału nie było. Bo to było tylko (niestety) częściowe zaćmienie. W naszej strefie... czasowej, klimatycznej jak zwał tak zwał, nie interesuję się geografią rzadko można zobaczyć całkowite zaćmienie. Nawet nie każdy miał szanse zobaczyć częściowe w Polsce. Podobno najlepiej je było widać w północno-zachodniej części Polski, tak jest napisane na pewnej stronie internetowej. Może, nie wiem, należę do północnego - zachodu. xD W każdym razie w mojej szkole tylko mojej klasie się poszczęściło zobaczyć częściowe zaćmienie Słońca. Może to dlatego, że nasze głowy ciągle wyglądały przez okno? xD Nie no, coś się należy po kartkówce z tematu "Religie Wschodu" (temat zresztą ciekawy coś w końcu nowego na religii ;) ). Żartuję. W każdym razie po kartkówce poszliśmy na chwilę z księdzem na boisko, aby zobaczyć te zaćmienie. Dobrze, że ksiądz miał "specjalny" sprzęt do oglądania takich zjawisk astronomicznych, ponieważ inaczej nic byśmy nie mogli dostrzec. Zwyczajni przechodnie również i w ogóle wszyscy, którzy nie mieli czegoś przez co można by było oglądać zaćmienia. Ale jak się w końcu spojrzało przez nie... Uwielbiam to zjawisko i ogólnie lubię astronomię i myślę, żeby iść na astronomiczne studia, albo na astrofizykę. Hahahaha, beznadziejne marzenia, to już lepiej myśleć o religioznastwie po którym nic konkretnego nie zrobisz. Ale, ale znowu zbaczam z tematu. -_- Mnie ten obrazek się podobał. Patrzyłabym na to długo... Dobrze, że następne jest za... dziesięć? Chyba tak, za dziesięć lat, albo za rok, ale raczej jest prawdziwsza wersja za dziesięć lat. Już nie pamiętam ksiądz mówił rok, ale jakoś się mi nie zapamiętało. Tak, tak, tak uwielbiasz astronomię. xD
 Zjawisko ciekawe i nie zdarzające się u nas na co dzień, dlatego wzbudza tyle emocji. Z tego co słyszałam na równiku częściej je można zobaczyć, bo na równiku... Każdy wie co to równik. Ale cały świat nie mieszka na równiku, dlatego gdy w starożytności i średniowieczu, a może i w nowożytności ludzie zobaczyli różne zaćmienia byli przerażeni. Oczywiście nie rozumieli, dlaczego tak się dzieje, cóż co się dziwić? Jednak dzięki temu mamy różne mity dotyczące zaćmienia... Bo raczej są takie, jeszcze na nie nie trafiłam, ale wątpię, żeby ich nie było. Skoro ludzie tłumaczyli sobie błahe rzeczy to co dopiero zaćmienie...
Śmiesznie to trochę wygląda, jakby ktoś zakleił Słońce w paintcie. Widok zaćmienia z Wysp Owczych.

Trochę przesadziłam o równiku. W tym roku akurat nie objęło równika. xD