Wiem, że posty miały pojawiać się częściej... Tak naprawdę ten post miał się pojawić dziewięć dni temu. Post szkolny w pierwszy dzień szkolny... Ale (nie to nie tak, że nie mam chęci) nie mam nastroju na pisanie postów. Bardziej chce mi się pisać wiersze niż posty. Sami sobie dopowiedzcie resztę. Co w ogóle u mnie ciekawego przez te pierwsze dni szkoły się działo? Nic szczególnego, chyba w poniedziałek będę mieć pierwszą kartkówkę z historii. Lista lektur szkolnych mnie przerosła i chyba nic w tym roku szkolnym nie przeczytam dla hobby. Aktualnie czytam "Lalkę". Na razie jest okej, problem w tym, że to jedna z tych książek, którą możesz czytać godzinami, a numeracja stron, jakby stała w miejscu. Jestem dopiero na 1/12, więc szał. Aha, jeszcze z takich ciekawych rzeczy - trafiłam na jeden zespół amerykański, który ma niebanalne teksty w które trzeba się trochę wczuć, chodzi mi o to, że to nie są piosenki dla kogoś, kto żyje cudownie i nie rozumie problemów świata. Aczkolwiek teksty dotyczą każdego. Zespół nazywa się twenty one pilots i trafiłam na niego, dzięki ich piosence do "Legionu samobójców". Zastanawiam się, czy nie kupić sobie ich płytę "Blurryface" w przyszłości.
Przechodząc do tematu (zastrzegam, że to moja własna opinia). Wiem, że są różne opinie na temat zmian w edukacji szkolnej i że większość dorosłych, którzy ukończyli osiem lat podstawówki>cztery lata liceum, uważają, że to jest bardzo dobre i że gimnazjum były Złem. Cóż, ja jestem ta młodsza i chodziłam do gimnazjum. I uważam, że mam prawo się wypowiedzieć, jak każdy młody, który chodził do "Zła".
Nie uważam, że gimnazjum było cudowne, ale instytucje tworzą ludzie, a ludzie są różni. Czy serio warto winić gimnazja za to, że jest tam młodzież, jaka jest? Co poradzić, że to szkoła, która akurat przypada na "bunty" i odnajdywanie siebie? No nic się nie poradzi. Tak przypadło. Jasne, są opinie, że gimnazjaliści już czują się dorośli w gimnazjum i się panoszą, jacy to oni nie są. Kto nie chce być dorosłym? W jakimś etapie życia. W siódmej klasie człowiek nie poczuje się kimś? Podejrzewam, że nawet będzie gorzej. Porównajmy drugogimnazjalistę do pierwszaka z podstawówki. Mania wielkości tego piętnastolatka wzrośnie razy dwa. Przecież on jest kimś, a ten dzieciak świetnie się nadaje na popychadło. A nie? Błagam, niech mi ktoś zaprzeczy. Nauczyciele będą chronić wszystkich? A może będą oddzielne wejścia, piętra itd. ? Nie, no proszę was. Okej, kiedyś wszyscy żyli koło siebie i nic się nie działo. Jednakże to były inne czasy, mentalność, wszystko było inne. Teraz społeczeństwo jest inne, nie oszukujmy się. Dzieciaki nie zmienią się ot, tak. Bo dlaczego by miały? Przemoc zniknie? Używki? Z używkami będą mieli do czynienia już najmłodsi. Nie oszukujmy się, serio. Dla pierwszaka szóstoklasista jest jak dorosły, tak jakby go podziwia. A ósmoklasista? Już w ogóle. Ale to już nawet nie chodzi o zachowanie starszych. Chodzi też o naukę. Gimnazjum jest etapem przejściowym, uczy przysłowiowego "ogarnięcia się" na przerwach. Starszy "dzieciak" potrzebuje jakieś w miarę ciszy i spokoju do nauki, rozmowy na przerwie. Wiem, że szósto-, piątoklasistów już denerwują młodsze dzieci, które krzyczą i biegają na przerwach. A starsza osoba? Tym bardziej będzie go to irytować. To może będą piętra dla starszych i tych młodszych? Wspaniale to po co w ogóle likwidować gimnazja? Okej, w niektórych podstawówkach szóstoklasiści mają powiedzmy, że swoje piętra, kąt spokoju, ale co z tymi mniejszymi budynkami? Czy nauczyciele, tak jak w podstawówce teraz będą wszystkich wyganiać na zatłoczone boisko, bo tak? Co z podręcznikami? No tak, chyba trzeba będzie znowu nowe kupować, w końcu nowa podstawa. Znowu absurdalne wydatki. Matura też całkiem nowa? Jak nauczyciele mają przygotowywać do matury, ćwiczyć egzaminy, skoro będą wiedzieli, jak i co? Trzy lata temu niby wiadome coś było na temat ustnych matur, jednak nadal była to niewiadoma.
Podsumowując... Nie widzę tego. Ale zobaczymy za 5-10 lat, jak to wyszło w XXI wieku, w społeczeństwie, tak zaawansowanym, że aż cofającym się wstecz.
Ja patrzę na to z innej strony, bo w zasadzie do gimnazjum nie chodziłam. Moje gimnazjum było połączone z podstawówką, więc 10 lat w jednej szkole. I tak, dzieciaki 1-3 były na dolnym korytarzu, starsi na górnym, przedszkole i zerówka oddzielone drzwiami. Dzięki temu do szkoły chodziło się pokoleniowo, starsze rodzeństwo pomagało młodszemu, odprowadzało je ze szkoły itd. Poza tym nauczyciele znali dzieciaki od małego, wiedzieli czego się spodziewać, gdy te już miały po 14 lat. Atmosfera była fajna, bo nawet nauczyciele znali nasze przezwiska i klasowe zwyczaje, nikt nie mówił do nikogo po nazwisku, częściej ksywką. Nie mieliśmy też wyścigu szczurów po podstawówce, bo nie musieliśmy wybierać nowego gimnazjum. Nie było rozstania, zmiany środowiska w najgorszym okresie życia, przyjaciół miało się od zerówki. Ja moją przyjaciółkę dłużej znam, niż nie znam ;) W Polsce jest bardzo dużo takich zespołów szkół, szczególnie na wsi. Gimnazjum przy liceum to niby dobra intelektualnie kwestia, ale dzieciaki robią się o wiele szybciej zblazowane, udają dorosłych, naśladują maturzystów- szkoda że z najgorszej strony (u mnie w liceum tak było przynajmniej). Jak na mnie nikomu nie zaszkodzi taki system edukacji, przez który sama przeszłam. A do liceum czteroletniego sama bym chciała pójść, bo moje liceum to było tylko przygotowanie do matury i chyba jedyna szkoła, z której nie chciałam wychodzić. Wolałabym być tam 4 lata. W liceum ludzie są bardziej ustawieni, szczególnie że dobre licea nie pozwolą, by spadły im wyniki, więc 15-latków też będą ostro szlifować.
Ogólnie chcą wszystko przewrócić do góry nogami, kiedy już cały system zaczął działaś po kilkunastu latach. Chodziła do gimnazjum połączonego z podstawówką, ale tak właściwie to byliśmy na różnych pietrach. Jedynie geografia była na tym samym piętrze, ale nie mogliśmy się przemieszczać wgłąb korytarza. W zasadzie to jednak wolałabym chodzić do tego gimnazjum niż do podstawówki w mojej pseudo-wsi. Człowieka zaczęto traktować jakoś dorosłej, przerwy były spokojniejsze, a kadra nauczycielska lepsza. W koncu jakoś pozbyłam się choć trochę swojego podstawówkowego przerażenia, niepewności itd. Wszystko zależy od ludzi, a to, jakie osoby przychodzą do gimnazjum, wynika bezpośrednio z wcześniejszego wychowania. Starsi lubią narzekać na dzisiejszą młodzież, choć często zapominają, że w ósmej klasie podstawówki sami zaczynali eksperymentować z papierosami i alkoholem, że nie byli wcale lepsi. To, że 30 lat temu chodzili do innej szkoły i było im dobrze, nie znaczy, że teraz to się sprawdzi. Cofnijmy się do komuny. Może wprowadźmy jeszcze kartki? I gospodarkę centralnie-planowaną, bo wtedy każdy miał pracę (ale za to był przerost zatrudnienia, państwo utrzymujące nierentowne zakłady i pogłębiający się kryzys). Zresztą ludzie lubią zapominać o wadach szkoły, do której chodzili kilkadziesiąt lat temu. Wszystko się zaciera, tak samo jak obraz komunizmu. Co teraz mówią? "Za komuny było spoko. Miałam pracę, wybudowałam dom, każdy pracował. No te kolejki były trochę uciążliwe, ale tylko trochę." I powiedzą, że dobrze było, ze dzieci wtedy bito po łapach pałką, choć pewnie za szkolnych czasów im się to nie podobało i ich szacunek do nauczycieli był sztuczny i motywowany strachem. Jednocześnie na obraz młodzieży wpływają takie seriale jak "Szkoła". Wystarczy włączyć jeden odcinek i człowiek zacznie się dziwić, czy naprawdę wszyscy gimnazjaliści/licealiści mają taki poziom umysłowy, by sprzedawać herbatę i mówić, że to narkotyki. Wszystko dzieje się w jednej szkole i przez to ludzie zakładają, że wszyscy uczniowie gimnazjów są tępi, głupi i beznadziejni. Ogólnie system trzystopniowy istnieje w wielu krajach i jakoś nie narzekają. Zresztą tę reformę średnio widzę. Zrobiona na szybko, niekonsekwentnie, bez przegadania sprawy z uczniami i nauczycielami, jakby zrobiona na złość poprzednim rządzącym. Pozdrawiam Tutti MÓJ BLOG
Nie widzę tej reformy. Dla mnie to po prostu zabieg polityczny (,,oni zrobili tak, więc, my zrobimy odwrotnie") który będzie kosztował dużo pieniędzy i wprowadzał chaos... bo zamieszanie jest spore. No i tak jak Ty, uważam, że taki piętnastolatek nie odnajdzie się w jednej szkole z siedmiolatkiem. Po pierwsze, dzieci hałasują. Obok mojego gimnazjum jest podstawówka i gdy się tam wejdzie, to człowiek nie słyszy własnych myśli. Po drugie, czy naprawdę chcemy, żeby osoby, nie ukrywajmy, w trudnym wieku, przebywały z najmłodszymi? Tak jak napisałaś, jeśli znajdą się jakieś oszołomy, mogą uwziąć się na dzieci. Gimnazjum jest skupione na dojrzewającej młodzieży, dostosowuje się do ich potrzeb i tak dalej (a może raczej powinno). Ludzie narzekają, że w gimnazjach dzieje się patologia? To się nie zmieni tylko dlatego, że nastolatki trafią do podstawówki! Trzeba zająć się aspektem wychowawczym, a nie wywracać cały system do góry nogami. Ech... Zgadzam się z Tutti - ludzie często mają jakiś wypaczony obraz młodzieży. Przez telewizję, przez inne media, jakieś stereotypy. I tak, młodzież jest dzisiaj inna, ale pod pewnymi względami taka sama. To nie jest tak, że tylko nasze czasy są jakieś demoniczne. Chociaż ja się nie znam, pewnie nie powinnam się wypowiadać. Kup ,,Blurryface", jest genialna! twenty one pilots to absolutni mistrzowie, uwielbiam ich ♥ Pozdrawiam ciepło! P.
Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj. Wszystkie reklamy będą usuwane. Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się! Jesteś na blogu? Skomentuj! Dziękuję za komentarz!
Ja patrzę na to z innej strony, bo w zasadzie do gimnazjum nie chodziłam. Moje gimnazjum było połączone z podstawówką, więc 10 lat w jednej szkole. I tak, dzieciaki 1-3 były na dolnym korytarzu, starsi na górnym, przedszkole i zerówka oddzielone drzwiami. Dzięki temu do szkoły chodziło się pokoleniowo, starsze rodzeństwo pomagało młodszemu, odprowadzało je ze szkoły itd. Poza tym nauczyciele znali dzieciaki od małego, wiedzieli czego się spodziewać, gdy te już miały po 14 lat. Atmosfera była fajna, bo nawet nauczyciele znali nasze przezwiska i klasowe zwyczaje, nikt nie mówił do nikogo po nazwisku, częściej ksywką. Nie mieliśmy też wyścigu szczurów po podstawówce, bo nie musieliśmy wybierać nowego gimnazjum. Nie było rozstania, zmiany środowiska w najgorszym okresie życia, przyjaciół miało się od zerówki. Ja moją przyjaciółkę dłużej znam, niż nie znam ;) W Polsce jest bardzo dużo takich zespołów szkół, szczególnie na wsi.
OdpowiedzUsuńGimnazjum przy liceum to niby dobra intelektualnie kwestia, ale dzieciaki robią się o wiele szybciej zblazowane, udają dorosłych, naśladują maturzystów- szkoda że z najgorszej strony (u mnie w liceum tak było przynajmniej). Jak na mnie nikomu nie zaszkodzi taki system edukacji, przez który sama przeszłam. A do liceum czteroletniego sama bym chciała pójść, bo moje liceum to było tylko przygotowanie do matury i chyba jedyna szkoła, z której nie chciałam wychodzić. Wolałabym być tam 4 lata. W liceum ludzie są bardziej ustawieni, szczególnie że dobre licea nie pozwolą, by spadły im wyniki, więc 15-latków też będą ostro szlifować.
Ogólnie chcą wszystko przewrócić do góry nogami, kiedy już cały system zaczął działaś po kilkunastu latach. Chodziła do gimnazjum połączonego z podstawówką, ale tak właściwie to byliśmy na różnych pietrach. Jedynie geografia była na tym samym piętrze, ale nie mogliśmy się przemieszczać wgłąb korytarza. W zasadzie to jednak wolałabym chodzić do tego gimnazjum niż do podstawówki w mojej pseudo-wsi. Człowieka zaczęto traktować jakoś dorosłej, przerwy były spokojniejsze, a kadra nauczycielska lepsza. W koncu jakoś pozbyłam się choć trochę swojego podstawówkowego przerażenia, niepewności itd. Wszystko zależy od ludzi, a to, jakie osoby przychodzą do gimnazjum, wynika bezpośrednio z wcześniejszego wychowania.
OdpowiedzUsuńStarsi lubią narzekać na dzisiejszą młodzież, choć często zapominają, że w ósmej klasie podstawówki sami zaczynali eksperymentować z papierosami i alkoholem, że nie byli wcale lepsi. To, że 30 lat temu chodzili do innej szkoły i było im dobrze, nie znaczy, że teraz to się sprawdzi. Cofnijmy się do komuny. Może wprowadźmy jeszcze kartki? I gospodarkę centralnie-planowaną, bo wtedy każdy miał pracę (ale za to był przerost zatrudnienia, państwo utrzymujące nierentowne zakłady i pogłębiający się kryzys). Zresztą ludzie lubią zapominać o wadach szkoły, do której chodzili kilkadziesiąt lat temu. Wszystko się zaciera, tak samo jak obraz komunizmu. Co teraz mówią? "Za komuny było spoko. Miałam pracę, wybudowałam dom, każdy pracował. No te kolejki były trochę uciążliwe, ale tylko trochę." I powiedzą, że dobrze było, ze dzieci wtedy bito po łapach pałką, choć pewnie za szkolnych czasów im się to nie podobało i ich szacunek do nauczycieli był sztuczny i motywowany strachem. Jednocześnie na obraz młodzieży wpływają takie seriale jak "Szkoła". Wystarczy włączyć jeden odcinek i człowiek zacznie się dziwić, czy naprawdę wszyscy gimnazjaliści/licealiści mają taki poziom umysłowy, by sprzedawać herbatę i mówić, że to narkotyki. Wszystko dzieje się w jednej szkole i przez to ludzie zakładają, że wszyscy uczniowie gimnazjów są tępi, głupi i beznadziejni.
Ogólnie system trzystopniowy istnieje w wielu krajach i jakoś nie narzekają. Zresztą tę reformę średnio widzę. Zrobiona na szybko, niekonsekwentnie, bez przegadania sprawy z uczniami i nauczycielami, jakby zrobiona na złość poprzednim rządzącym.
Pozdrawiam
Tutti
MÓJ BLOG
Nie widzę tej reformy. Dla mnie to po prostu zabieg polityczny (,,oni zrobili tak, więc, my zrobimy odwrotnie") który będzie kosztował dużo pieniędzy i wprowadzał chaos... bo zamieszanie jest spore.
OdpowiedzUsuńNo i tak jak Ty, uważam, że taki piętnastolatek nie odnajdzie się w jednej szkole z siedmiolatkiem. Po pierwsze, dzieci hałasują. Obok mojego gimnazjum jest podstawówka i gdy się tam wejdzie, to człowiek nie słyszy własnych myśli. Po drugie, czy naprawdę chcemy, żeby osoby, nie ukrywajmy, w trudnym wieku, przebywały z najmłodszymi? Tak jak napisałaś, jeśli znajdą się jakieś oszołomy, mogą uwziąć się na dzieci. Gimnazjum jest skupione na dojrzewającej młodzieży, dostosowuje się do ich potrzeb i tak dalej (a może raczej powinno). Ludzie narzekają, że w gimnazjach dzieje się patologia? To się nie zmieni tylko dlatego, że nastolatki trafią do podstawówki! Trzeba zająć się aspektem wychowawczym, a nie wywracać cały system do góry nogami. Ech...
Zgadzam się z Tutti - ludzie często mają jakiś wypaczony obraz młodzieży. Przez telewizję, przez inne media, jakieś stereotypy. I tak, młodzież jest dzisiaj inna, ale pod pewnymi względami taka sama. To nie jest tak, że tylko nasze czasy są jakieś demoniczne. Chociaż ja się nie znam, pewnie nie powinnam się wypowiadać.
Kup ,,Blurryface", jest genialna! twenty one pilots to absolutni mistrzowie, uwielbiam ich ♥
Pozdrawiam ciepło!
P.