poniedziałek, 30 grudnia 2013

"Hobbit: Pustkowie Smauga"

Tytuł: Hobbit: Pustkowie Smauga
Tytuł oryginału: The Hobbit: The Desolation of Smaug
Data polskiej premiery: 27.12.13
Produkcja: USA i Nowa Zelandia
Czas trwania: 161 min
Wybrani aktorzy:
Martin Freeman - Bilbo Baggins
Ian McKellen - Gandlaf Szary
Richard Armitage - Thorin Dębowa Tarcza
Benedict Cumberbatch - Smaug
Orlando Bloom - Legolas
Evangeline Lily - Tauriel

Wczoraj, jak można się domyślić byłam na drugiej części Hobbita. Wrażenia? Ciekawe, aczykolwiek przesadą jest dla mnie dzielić jedną książkę na trzy filmy, chociażby nawet dodane były jeszcze do nich wątki, które tłumaczył później Tolkien we "Władcy Pierścieni".

Bilbo wraz z kompanią Thorina są coraz bliżej celu swej wędrówki - Samotnej Góry. Za nim jednak dojdą do niej "odwiedzają" następną krainę Elfów, gdzie poznają piękną Tauriel, która zakochuje się w Kilim (w tej roli znany Nocnym Łowcom z roli Luke'a - Aidan Turner). Oprócz Elfów poznają również w Mieście (albo wiosce; nie pamiętam już) Na Jeziorze Barda, który sam wychowuje trójkę dzieci. Krasnoludom (, Hobbitowi i Czarodziejowi) depczą po piętach Orkowie na których czele stoi Azog Plugawy. Którym dowodzi... coś mrocznego. Jak to wszystko się zakończy? Czy załoga w końcu dotrze do Smauga i go zniszczą? Nie spodziewajcie się, że na wszystkie pytania zaznacie odpowiedź, bo za rok jeszcze ostatnia część (niestety).

Pod koniec muszę dodać też, że film był w 3D i z dubbingiem. Gdyby nie to, że poszłam na Hobbita z moją siostrą i resztą rodziny, to wybrałabym wersję z napisami, bo dubbing był taki sobie. Nie piszę tu o starych postaciach z pierwszej części (bo do nich moim zdaniem akurat dobrze dobrali głosy), ale o tych nowych. Legolas, Tauriel, Thranduil (władca Elfów pojawiających się w Pustkowiu Smauga), no i jeszcze Kili (chociaż on występował już poprzednio). Czasem miałam wrażenie, że w ogóle głosy odbiegają od postaci, nie "kleiły" się z nią. Niestety dość często się z tym można spotkać, a zwłaszcza w serialikach na Disney Channel.
Ocena: 8/10



wtorek, 24 grudnia 2013

Styczniowa lektura

Tytuł: Córka Czarownic
Autorka: Dorota Terakowska
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 358

Chyba w wakacje przymierzałam się do przeczytania innej książki tej samej autorki. Książka miała tytuł: Tam, gdzie spadają anioły. Niestety przeczytałam tylko parę stron. Dlaczego? Cóż... jakby się wytłumaczyć? Może będzie Wam znana ta sytuacja: ma się w domu własne książki, które chce się przeczytać, jednak są też te wypożyczone, które ma ją na sobie termin zwrotu. A później? Hm, tak jakoś chyba nie mam czasu za bardzo. Może w tym roku (szkolnym) jeszcze zdążę ją przeczytać.

Wracając do Córki Czarownic: czytając ją miałam jakieś takie wrażenie, że to baśń. Czarownice, magia... Chociaż nie za dużo jest magii. Moim zdaniem ona opowiada o ludzkiej naturze...

Siedemset siedemdziesiąt siedem lat temu istniało Wielkie Królestwo, które zagarnął barbarzyński władca plemion z Wielkich Stepów - Urgh I. Mijają lata wśród, których powstaje Pieśń Jedyna, która mówi, że po tylu latach niewola prawowitych mieszkańców Królestwa zakończy się. Ma w tym pomóc prawowity dziedzic tronu Wielkiego Królestwa. Kim on jest? Nikt tego nie wie...
W tym czasie (według moich obliczeń siedemnaście - osiemnaście lat za nim ma się spełnić Pieśń) jedna z Czarownic dostaje pod swą pieczę Dziewczynkę... Dziewczynka rośnie, staje się Dziewczyną, Panienką, Panną. W czasie swego dorastania uczy się przeróżnych rzeczy od Czarownic.
Oprócz niej występuje również syn Urgha XIII (który jest moim zdaniem ważny i zdobył moją sympatię) - Ajok, który nie jest taki jaki powinien być urghowy władca. Daleko mu do brutalności. Zamiast strzelać z łuku do ptaków woli... tworzyć wiersze.

Tę książkę dołączam to swych ulubionych. Można by rzec, że przemówiła do mnie. Czytałam ją w najpilniejszym skupieniu. Nie zrozumiem nigdy gimnazjalistów, którzy woleli przeczytać streszczenie, niż całą książkę. Lub w ogóle nie sięgnęli po nią.
Ocena książki: 10/10

Cytaty:
"(...) Łatwiej żyje się bez tej pamięci, o wiele gorzej z nią, ale za to żyję się mądrzej i prawdziwiej. Jest to pamięć gorzka, ale dumna."

"Jak widzisz, można zdradzić i za kęs chleba."

"-Marzeń nie można zabić"

"Niektórzy z Olbrzymów szybko jednak zaczęli głosić, że myśl ta - wspaniała i ratująca im życie - wykluła się w ich własnych głowach. (...) Niekiedy wspominają tylko o "natchnieniu" lub twierdzą, że myśli te "naszły je we śnie."

"- Zapamiętaj raz na zawsze, że w każdym ze światów istnieją sprawy, rzeczy i zjawiska nie do wytłumaczenia przez człowieka. (...) I choć dobrze jest znać odpowiedź na większość zagadek i tajemnic, jakie niesie ze sobą życie, bodaj parę winno zostać nie rozwiązanych, dla dobra samego człowieka, aby nie urósł w pychę, sądząc, iż jest ponad wszystkim i wszystko wie."

"- Zaprzestań tej zabawy. Jest okrutna.
- Okrutna? (...)
- Ta wyczarowana przez ciebie wiewiórka przez parę sekund żyje naprawdę. Dajesz jej życie dla zabawy i dla zabawy je odbierasz."


" -Ludzie są dobrzy i źli, odważni i tchórzliwi, szlachetni i godni pogardy - mówiła Czarownica (...) - A najdziwniejsze jest to, że najczęściej wszystkie te cechy naraz łączą się w jednym człowieku. I dopiero wówczas jest on prawdziwą całością."

"Człowiek pozbawiony całkowicie lęku przestaje być człowiekiem."

"- Skazę nosi ten spośród ludzi, który nie potrafi współczuć niedoli innych i nie chce ulżyć ich cierpieniom."

"- Moc uzdrawiania ma ten, kto czerpię siłę i radość z pomagania innym, ma ją każdy, kto bierze na siebie cierpienie chorego, i choć sam cierpi, czuje się szczęśliwy."


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Grudniowa lektura

Tytuł: Stary człowiek i morze
Tytuł oryginału: The old man and the sea
Autor: Ernest Hemingway
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania: 1987
Ilość stron: 68
Książka opowiada o rybaku Santiago, który pewnego razu wybiera się na ocean złowić ryby. Trzeba jednak dodać dwa fakty: a mianowicie mężczyzna jest bardzo biedny, drugi fakt: od wielu dni nie złowił żadnej ryby. Przez (to drugie) nie może wyruszać na łowy wraz z chłopcem, który przy nich mu pomagał, a przy okazji uczył się zawodu. Jednak jego rodzice woleliby, żeby chłopiec służył przy "prawdziwym" rybaku, który prawie co dzień coś przynosi na ląd.
Tak więc starzec wyrusza w drogę, tego dnia zapuszcza się w dalsze wody, niż poprzednio co przynosi mu różne przygody. Jakie? Cóż... niezbyt jakieś wymyślne, na pewno nie fantastyczne! Po prostu takie co mogłyby się każdemu rybakowi przydarzyć na oceanie. A wszystko przez pogoń za zwierzęciem.

Może to jest i krótka książeczka, ale za to jak dobrze napisana! Niektórzy pisarze ścigają się, który utwór będzie mieć więcej stron, plątają bohaterów i wydarzenia, tak że wychodzi później, jakby na siłę to pisali. A w "Starym człowieku i morzu" nie miałam takiego wrażenia. Plus jeszcze dużo ciekawych cytatów jest w lekturze zamieszczonych, które też wpływają na jakość książki.
Ocena: 9,5/10

Cytaty:
"(...) - Dlaczego starzy ludzie budzą się tak wcześnie? Czy po to, żeby mieć dłuższy dzień?"

"- Gdyby inni usłyszeli, że głośno mówię, pomyśleliby, że zwariowałem - powiedział na głos. - Ale ponieważ nie jestem wariatem, więc mi to obojętne."


Niestety "recenzji" "Atlasu Chmur" nie będzie, gdyż musiałam niestety go zwrócić do biblioteki. :-/
Zapraszam do poprzedniego postu (następna część opowiadania; każdy komentarz jest dla mnie ważny, dlatego proszę o wejście pod zamieszczony link):lhttp://maskazycia.blogspot.com/2013/11/czesc-xxiii.html







wtorek, 26 listopada 2013

Wiersz ułożony na muzykę (do preludium e-moll)



 
Siedzę sobie przy oknie.
Deszcz bębni cicho o szyby.
Słucham go i...
Tak rozmyślam:
Jaki jest sens tego świata?

Ludzie się rodzą
I umierają.
Nie każdy z nas będzie jednym z tych Wielkich
Co zapisze się w historii świata.
Dużo osób nie spełni swoich marzeń.
Więc po co jesteśmy?
Żeby dopełnić zapis liczby ludności na świecie?
Żeby cierpieć?

Nikt nie zna odpowiedzi
Na to pytanie...
Trzeba żyć 
W labiryncie pytań
Bez odpowiedzi.
 

sobota, 23 listopada 2013

"W pierścieniu ognia" - film

Wczoraj pojechałam wraz z koleżanką do Piły na premierę drugiej części "Igrzysk Śmierci". Jako, że dość niedawno skończyłam książkę czytać, dlatego moja pamięć jest dość świeża i bez problemu mogłam większość rzeczy porównać.

Tytuł filmu: W pierścieniu ognia
Tytuł angielski: Catching fire
Polska premiera: 22.11.13
Produkcja: USA
Czas trwania: 146 minut
Wybrani aktorzy:
Katniss Everdeen - Jennifer Lawrence
Gale Hawthorne - Liam Hemsworth
Peeta Mellark - Josh Hutcherson
Haymitch Abernathy - Woody Harrelson
Opis: Katniss ma nadzieję, że wszystko zakończyło się po wygraniu w Głodowych Igrzyskach, jednak to dopiero początek. Według tradycji dziewczyna wraz z Peetą odwiedzają wszystkie dystrykty, gdzie wyrażają współczucie przegranym trybutom. Tam widzą, że dzięki nim (lub przez nich >jak kto woli<) ludzie buntują się władzy Kapitolu. Rodzi się bunt.
Rok po zakończeniu 74. Igrzysk następują następne - 75. Te są inne niż reszta, bo to już jest trzecie ćwierćwiecze trwania igrzysk. Na tą okazję prezydent Snow przygotowuje coś... oburzającego. Trybuci będą losowani wśród żyjących zwycięzców (a przecież zapewniano ich, że już nie będą do nich brani)...

Moje odczucia: Hmmm, film podobał mi się, choć były w nim momenty, które mnie przynudzały.  Jednak były też momenty śmieszne, głównie dzięki aktorom. ;)

Moje porównania z książką: jak można się spodziewać książka jest o wiele lepsza! Dużo rzeczy było pozmienianych, paru postaci w ogóle nie było, a jedną nawet sobie dodali. Inaczej wyobrażałam sobie np. stroje Katniss i Peety w paradzie trybutów albo przebranie Johanny. W skrócie: mogłabym się poczepiać filmu, dlatego na pewno dziesiątki nie dam.
Ocena: 8/10

Zapraszam do poprzedniego postu!!!! :)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Listopadowa lektura

Tytuł: Latarnik
Autor: Henryk Sienkiewicz
Ilość stron: 15
Wydawnictwo: Greg
Rok wydania: 2008
Skiwiński jest Polakiem na obczyźnie, który po latach tułaczki chce zaznać odpoczynku. Jakby z nieba, spada mu propozycja posady latarnika w Aspinwall (poprzedni latarnik został porwany przez fale). Bohater myśli, że w końcu zaznał szczęście, jednak myli się... Jego tęsknota za ojczyzną coraz bardziej daje się we znaki. Najpierw dość dziwnie... Skawiński staje się po pewnym czasie odludkiem: z nikim nie rozmawia, nie schodzi z latarni. Jednak emocje wybuchają jak lawa z wulkanu, dopiero gdy mężczyzna dostaje przesyłkę, która zawiera książkę polskiego poety...

Cóż... trudno mi wyrazić swoje odczucia po przeczytaniu tej noweli, gdyż nigdy nie znajdowałam się chociaż po części w takim położeniu jak bohater. Mam na myśli to, że nie byłam długi czas za granicami Polski (Skawiński nie widział Polski przeszło 40 lat). Hm, "Latarnik" jest książką patriotyczną, opowiadającą o tęsknocie za krajem. Wtedy czasy były inne, niż teraz.
Lecz jeśli mam brać pod uwagę bardziej utwór, niż me odczucia to:
Ocena: 7/10

Opis książki napisałam po to, żeby ją sobie poukładać po przeczytaniu. 

niedziela, 10 listopada 2013

Dzień św. Marcina

Jutro oprócz Święta Niepodległości jest również Dzień św. Marcina. Jestem z Wielkopolski, dlatego postanowiłam trochę o tym święcie napisać...

Święty Marcin, a konkretnie Marcin z Tours urodził się w Sabarii (rok nie jest konkretnie określony; można przyjąć lata 316-317); zmarł 8 listopada 397 r. Był biskupem (jak można się spodziewać) miasta Tours. Współcześnie jest świętym katolickim oraz prawosławnym. 
Marcin jest patronem Francji, dzieci, hotelarzy, jeźdźców, kawalerii, kapeluszników, kowali, krawców, młynarzy, tkaczy, podróżników, więźniów, właścicieli winnic, żebraków i żołnierzy. Cóż... dużo tych rzeczy jest. 

Rogale świętomarcińskie - rogal przygotowany na Dzień św. Marcina (w Poznaniu i w większości wielkopolskich miast); z białym makiem.

Historia rogala
Tradycja ta wywodzi się z czasów pogańskich, gdy podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z wołów lub w zastępstwie – z ciasta zwijanego w wole rogi. Kościół przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią św. Marcina. Kształt ciasta interpretowano jako nawiązanie do podkowy, którą miał zgubić koń świętego.
W Poznaniu tradycja w obecnym kształcie narodziła się w listopadzie 1891. Gdy zbliżał się dzień św. Marcina, proboszcz parafii św. Marcina, ks. Jan Lewicki, zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. Obecny na mszy cukiernik Józef Melzer, który pracował w pobliskiej cukierni, namówił swojego szefa, aby wskrzesić starą tradycję. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni otrzymywali go za darmo. Zwyczaj wypieku w 1901 przejęło Stowarzyszenie Cukierników. Po I wojnie światowej do tradycji obdarowywania ubogich powrócił Franciszek Rączyński, zaś przed zapomnieniem tuż po II wojnie światowej uratował rogala Zygmunt Wasiński.*

Jak rozpoznać TEGO rogala od innych?
Jest zrobiony z ciasta półfrancuskiego, nadzienie jest zrobione z:  *białego maku, z dodatkiem takich produktów, jak: cukier, okruchy ciasta biszkoptowego, masa jajowa, margaryna, orzechy, rodzynki, owoce w syropie lub kandyzowane (czereśnia, gruszka, skórka pomarańczowa) oraz aromat migdałowy*. Jego kształt (jak wcześniej było pisane) przypomina podkowę, a masa makowa jest nakładana między poszczególnymi warstwami. 

Uwaga - ciekawostka
Aby cukiernia mogła używać nazwy "rogale świętomarcińskie" lub "rogale marcińskie", musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, która powstała z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania.*

Mam nadzieję, że spodobał Wam się post ;)

Poszczególne części postu oznaczone * pochodzą z Wikipedii. Wyjątkiem jest podpunkt pt. "Jak rozpoznać TEGO rogala od innych?" - tam tylko część tekstu pochodzi z Wikipedii (jest to obszar między jednym *, a drugim *).  Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Rogal_%C5%9Bwi%C4%99tomarci%C5%84ski

 
.


niedziela, 3 listopada 2013

"W pierścieniu ognia" Suzanne Collins

Tytuł: W pierścieniu ognia
Tytuł oryginalny: Catching fire
Autorka: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 359
NARESZCIE SKOŃCZYŁAM!!! Chyba od wakacji czytałam tą książkę, ale nigdy nie mogłam jej skończyć, bo ciągle przeszkadzały mi w tym książki obowiązkowe do czytania. No, ale udało się zakończyć przed premierą kinową! :D

"W pierścieniu ognia" jest drugą częścią trylogii pt. "Igrzyska Śmierci". Niektórzy powiedzą co jeszcze dalej można napisać? Igrzyska się zakończyły, Katniss z Peetą wrócili do domu...

W drugiej części 75. Głodowe Igrzyska to taki, jakby tylko dodatkowy element do fabuły; pojawią się one zresztą po jakiś 2/3 stron. Reszta to opis walki dystryktów z Kapitolem, jego zemsty. Bo Katniss przeciwstawiła się jemu ratując również Peetę z poprzednich igrzysk, a co za tym idzie rozpaliła iskrę nadziei wśród mieszkańców Panem. Teraz oni mając za symbol Kosogłosa (ptaka, który widnieje na broszce Everdeen), dążą do powstań, które zniszczą władze. Wszystko dodatkowo się komplikuje, gdy zwycięzcy z Dwunastki muszą wziąć udział w Tourneé Zwycięzców, czyli objechać wszystkie dystrykty. 
Wszystko się komplikuje, a zwłaszcza udawany związek bohaterki z Peetą, którym żyło całe Panem, zwłaszcza Kapitolińczycy. Bo nie da się ot tak powrócić do normalności. Kamery śledzą każdy ruch zwycięskich Trybutów, ogląda ich sam prezydent Snow...
Na domiar złego ma nastąpić trzecie Ćwierćwiecze Głodowych Igrzysk. Tym razem zostało coś specjalnego przygotowane... Katniss Everdeen chcąc, nie chcąc musi wrócić na arenę.
Ocena: 10/10
Cytaty:

"Niezależnie od tego, co postanowię, kogoś skrzywdzę."

"- (...) pamiętaj, kto jest twoim prawdziwym wrogiem (...)"

Premiera filmu odbędzie się 22 listopada br.


czwartek, 31 października 2013

Halloween

No więc dzisiaj Halloween. :D
Jak je spędzam? Dość pospolicie xD Piszę na fejsie z paroma osobami i nie otwieram drzwi dzieciom. xD Może później pomaluję się jakoś... nie wiem. Jakoś tak bardzo nie zachwyca mnie to święto, żeby się przebierać i chodzić. Może, gdybym się zmówiła z koleżankami... Ale te co chodzą to za daleko mieszkają. A chłopacy... nie. :D

Wymyślałam cały dzień wpis... i jak przyszło co do czego to pustka! :-/ Prawie...
Halloween głównie kojarzy mi się z dzieciakami, które robią głupie żarty. Nie wiedzą, gdzie się kończy zabawa. Bo czy to zabawne rzucać w kogoś jajkami lub w jego okna? Zmasakrować rower lub co innego zrobić? Przecież psikusy powinny być małe, zabawne dla obu stron. Może jestem za stara na to i za wielkim dystansem patrzę na to, ale... w amerykańskich filmach lepiej mi się podoba obchodzenie tego święta. No tak - to od Amerykanów to święto przyjęliśmy. U nas to tak na siłę jest. Może to przez kościół? Ludzi? Nastolatków, którzy robią chamskie psikusy? Chyba tak...

Jeśli zrobię sobie jakiś makijaż to... raczej nie dodam zdjęcia na bloga xD

A tu taka tam moja fotka nastrojowa w sam raz na Halloween

wtorek, 29 października 2013

"Filmy mojego życia"

Autor: Alberto Fuguet
Tytuł: Filmy mojego życia
Tytuł oryginału: Las peliculas de mi vida (w drugim wyrazie "i" jest inne, ale nie mogę znaleźć takiej wersji w wordzie; zamiast kropki jest kreska)
Wydawnictwo: muchaniesiada.com (nie wiem, czy to na serio wydawnictwo, ale napisy na książce na to wskazują)
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 335
Prosto z mostu: spodziewałam się czegoś innego. Zwłaszcza po przeczytaniu opisu z tyłu okładki oraz przekartkowaniu stron.
Książka jest taką jakby biografią głównego bohatera o imieniu Beltrán, który interesuje się trzęsieniami ziemi, jest sejsmologiem po swoim dziadku. Jego więzy rodzinne nie są takie jakie by się chciało mieć. Jego rozmowa z siostrą przez telefon jest dziwna, sztywna, udawana. 
Dopiero, kiedy mężczyzna poznaje w samolocie kobietę, która podpowiada mu pomysł o spisaniu filmów swojego życia, zaczyna się podróż do przeszłości. Poznajemy jego dzieciństwo, rodzinę, dorastanie, przeprowadzki. Przeszłe czasy są opisane za pomocą sytuacji, kiedy obejrzał jakiś film. Hmm, jakby do napisać? Na przykład rozdział zaczyna się od tytułu filmu, daty premiery, czasu trwania, reżysera, obsady i gdzie go obejrzano. Dalej bohater mówi co się działo mniej więcej w tym czasie w którym film został obejrzany, z kim na niego poszedł i dlaczego. Skomplikowane to trochę. :-/ Na początku myślałam, że to będą prawdziwe recenzję filmów, niestety myliłam się i to nie na lepsze. 
Lektura nie przypadła mi do gustu. Dialogi głównego bohatera z siostrą były dla mnie po prostu sztuczne. Może i miał taki zamiar autor, ale nie spodobało mi się to. Ta pomyłka... no, zawiodła mnie, bo czasem w książkach można się pomylić - owszem, ale na lepsze. Nie lubię książek, które są biografiami. Chociaż czytałam parę pamiętników bohaterów... Ale tutaj były daty, miejsca, no tak bardzo przypominało mi życie prawdziwego człowieka, którym w pewnym sensie mógłby być każdy z nas - nie szukam tego w książkach.
Ocena: 6,5/10
Książka została przeczytana na potrzeby Dyskusyjnego Klubu Książki w mojej bibliotece.

Pytania olci700:
 1)Masz ulubioną książkę, jeśli tak to, jaką?
Owszem, mam. Między innymi: "Mechaniczny Anioł" jest moją ulubioną, lecz jest ich wiele.
2) Jakie cechy cenisz w ludziach?
Prawdomówność, normalność, szczerość, tolerancję itd.
3) Ulubione danie?
Ryż
4) Jaki typ książki lubisz najbardziej?
Już odpowiadałam na podobne pytania, więc skieruję do poprzedniego postu. ;)
5) Ulubiony aktor?
Nie mam ulubionego aktora. Napiszę tylko na podstawie filmu "Dary Anioła: Miasto Kości": Lily Collins, Godfrey Gao xD
6) Ulubiona postać z książki?
To też pisałam. :) Magnus Bane.
7) W jakim miejscu czujesz się najlepiej?
W bibliotece. :D
8) Co ostatnio czytałaś?
No właśnie na górze jest odpowiedź. :)
9) Czytałaś "Miasto wampirów"?
Nieeee, dużo tych książek o wampirach...
10) Jaką książkę chcesz przeczytać?
SKOŃCZYĆ WRESZCIE WPO!!!!
11) Czy zastanawiałaś się kiedyś nad stworzeniem wszechświata?
Stworzeniem raczej nie, bardziej nad sensem. ;)


poniedziałek, 28 października 2013

Liebster Blog Award

Zanim o nominacjach napiszę wytłumaczę, dlaczego odbiegam od postanowienia dotyczącego bloga, jeśli chodzi o nominacje. Od jakiegoś czasu nie zamieszczałam wyróżnień na stronie głównej, tylko na podstronie zatytułowanej: "Nagrody bloga oraz nominację dla niektórych". Lecz chyba rzadko ktoś wchodził na tą podstronę, choć dodawałam często link w pe esie na końcu jakiegoś postu, jeśli coś nowego się pojawiło...

Dobrze to teraz o Liebster Blog Award - nominowana zostałam przez dwie blogerki: Magnolię9912 i Natal2000. :) Bardzo dziękuję dziewczyny!

Zacznijmy od pytań Magnolii:
1. Jaki typ książek lubisz najbardziej?
Oczywiście fantasy ;) I takie... poruszający jakiś problem, głębokie.
2. Grasz w simsy/minecrafta/tomb raider?
Czasem pogram w The Sims 2, ale jakoś tak rzadko. Już powoli nudzi mnie ta schematyczność gry. W Minecrafta grałam parę razy u kuzyna - taki sobie, a tej drugiej gry nie znam.
3. Dlaczego założyłaś bloga?
To chyba przez ludzi z VJ xD Tyle ludzi miało i podobały mi się ich blogi, że spróbowałam sama swoich sił w blogowaniu.
4. Kolekcjonujesz coś? Jeśli tak, to co to jest?
Można tak powiedzieć... statki w butelce. Zawsze, jak jestem nad morzem kupuję sobie jakiś.
5. Jakiego typu książek najbardziej nie lubisz?
Oooooooo! Na pewno historycznych! Przyrodniczych, podróżniczych i jeszcze takich typowo babskich typu: dziewczyńskie pamiętniki.
6. Co zmieniłabyś w swoim planie lekcji?
Na pewno to, żeby we wtorek nie było ośmiu lekcji! Nie nawaliłabym też w jeden dzień prawie, że samych najgorszych przedmiotów.
7. Czy jest jakaś książka lub film, przy której/ przy którym się wzruszyłaś?
Jasne ;) "Chcę żyć" na przykład. Autora nie pamiętam.
8. Ulubiony przedmiot w szkole? (ale banał...)
Taaaa, banał xD Język polski. 9. Wolisz tradycyjne książki czy e-booki?
Jestem za papierowymi książkami. Nie lubię czytać e-booków.
10. Wygrałaś podróż w dowolne miejsce na świecie. Dokąd pojedziesz?
Nie wiem. Jest tyle miejsc, które chciałabym zwiedzić...
11. Masz jakieś zwierzę? Jeśli tak, to jakie?
Psa.

Od Natal2000:
 1. Jakich języków obcych chciałabyś się nauczyć w przyszłości? Dlaczego?
Tak jakoś dziwnie to pytanie przypomina mi aska... :D Łaciny!
2. Twoja ulubiona postać książkowa lub filmowa to...? Dlaczego?
Hehehehe, Magnus Bane - oczywiście! Dlaczego? Bo jest inny. Nie przejmuje się tym, że inni uważają go za dziwaka. No... po prostu inność.
3. Wolisz, kiedy pada deszcz, czy kiedy świeci słońce?
Deszcz. :)
4. Jakie masz zdanie na temat współczesnej telewizji?
Współczesna telewizja jest głupia, że się tak wyrażę. Nie ma nic ciekawego i pouczającego w niej. Na niektórych programach to non stop prawie ciągle lecą "Ukryte Prawdy" itp. Z których tylko pośmiać się można. W programach dla dzieci lecą same bajki w których się biją, przeklinają i takie tam rzeczy. Nawet wieczorynkę zlikwidowali... Rozpisałabym się jeszcze, ale nie mam czasu. :-/
5. Masz jakieś nietypowe pasje? Jeśli tak, to jakie?
Nie wiem za bardzo co przez to chciałaś napisać. Nietypowe? Nie... Myślę, że nie mam takich pasji.
6. Co chcesz osiągnąć w życiu?
Ukończyć szkoły, zdać maturę, pójść na studia, mieć pracę, wyprowadzić się za granicę i wydać książkę. xD
7. Prowadzisz pamiętnik?
Kiedyś, jak byłam mała... Teraz już nie.
8. Ile książek przeczytałaś w tym roku szkolnym? (tak w przybliżeniu)
Dwie na 100%, bo to lektury xD Mało niż bym chciała :(
9. Lubisz porządek, czy może raczej przeciwnie?
Eeeeem
10. Jakich osób najbardziej nie lubisz?
Całej masy. Chłopaków, którzy zachowują się jak głupki i roczne dzieci. Dziewczyn, które są "plastikami", uważają, że jak masz kasę to jesteś kimś. Nooo itd.
11. Co chciałabyś w sobie zmienić?
Dużo rzeczy. 

To teraz moje pytanka... Jak ja nie lubię zadawać pytań... :-/ Zawsze mam z tym problem.
1. Gdybyś mogła wybrać tylko jedną osobę kogoś byś wybrała? Najlepszego przyjaciela/przyjaciółkę czy osobę którą kochasz?
2. Co sądzisz o sadze "Zmierzch"?
3. Wierzysz w książki typowo dla konkretnej płci? Chodzi mi o to, że np. jest książka o miłości itp. rzeczach i uważasz, że tego nie mogą czytać chłopacy. Śmiejesz się z takiego, który powie, że np. czytał "Zmierzch" (weźmy już tą książkę za przykład) i mówi, że mu się ta książka podoba?
4. Wolałabyś mieć starsze, czy młodsze rodzeństwo? (nawet jeśli masz je to i tak odp)
 5.  Czytałaś serię "Dary Anioła"?
6. Wiesz kto Malec?
7. Oglądasz bajki animowane?
8. Ilu masz przyjaciół: jednego czy grupę?
9. Czy wiesz kto to Godfrey Gao?
10. Dirictoner, Beliber, Tribute, Potterhead, Shadowhunter?
11. Uprzedzasz się do ludzi odmiennych od ciebie?

Nominuję:
Natal2000
C.C. Clouds
olcia700
Tutti
Himitsu 

Jakoś nie mam głowy do nominacji... szkoła.

środa, 16 października 2013

"Dwanaście prac Herkulesa" - wybrane opowiadania

Lektura na październik.
Autorka: Agata Christie
Tytuł: Dwanaście prac Herkulesa 
Tytuł oryginału: The Labours of Hercules
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 318

Szczerze napiszę, że po raz pierwszy w życiu spotykam się z książką z gatunku kryminał. Znaczy... "Wybrani" też w pewnym sensie podchodzą pod kryminał, ale ta książka jest prawdziwym kryminałem. Jest ona dość nie typowa jak na mój gust, bo te 318 stron to nie jest jedna historia. "Dwanaście prac Herkulesa" składa się z dwunastu opowiadań, plus wprowadzenia.
Akurat w mojej klasie mieliśmy do przeczytania trzy wybrane opowiadania, z czego pierwsze obowiązkowo.

Opis dość ogólny: Herkules Poirot jest angielskim detektywem. Można by rzec, że rozwiązał wszystkie, jakie się da zagadki. Postanawia iść wreszcie na upragniony odpoczynek, emeryturę. Jednak za nim on nastąpi postanawia zająć się dwunastoma sprawami, które w jakimś stopniu nawiązałyby do mitycznych prac Herkulesa (herosa).

Lew z Nemei
Na pozór nudna sprawa - giną pekińczyki bogatych dam. Ale dlaczego akurat tylko one? Między innymi przez takie pytanie detektyw nie odkłada tej zagadki na bok.
Rozwiązanie tej sytuacji było dość oczywiste, lecz... porywacz nie kierował się złym celem. Co może dla niektórych będzie zaskoczeniem, bo przecież często kojarzymy złe uczynki ze złymi ludźmi i nawet się nie zastanawiamy nad podłożem czynu. Dlaczego? Co kierowało tą osobą? Łatwo ocenić szybko takie osoby.

Hydra lernejska
Plotka. Zło nad złem. Sprawa nie dla byle kogo. Łatwo rozpuścić plotkę, ale jak ją zakończyć? Jak dojść do źródła? Prawdy? A zwłaszcza, jeśli chodzi o niesławienie lekarza. Cóż... posądzenie o zabicie żony to nie byle jaka sprawa.
Rozwiązanie tego bardzo mnie zaskoczyło, tak jak bohaterów opowiadania. Kto by mógł podejrzewać, że osoba która jest "normalna", zwykła, wesoła może zrobić coś takiego? Posądzamy nie wiadomo kogo, a tak naprawdę odpowiedź może być koło nas, nawet ta osoba, której najmniej się spodziewamy.

Pas Hippolity
Dwie sprawy, które tak naprawdę nie mają ze sobą związku... Kradzież obrazu i porwanie dziewczynki. Dwie sprawy, a jednak nie są one w oddzielnych opowiadaniach, więc muszą mieć coś wspólnego. Jeśli chodzi o ten drugi czyn: w trakcie jazdy pociągiem do szkoły z internatem znika jedna z uczennic (jadą one grupą z opiekunką). Jak to możliwe? Pociąg tylko raz się zatrzymał, ale po ruszeniu dalej widziano ją. Nie ma, więc żadnej szansy, żeby nie zabijając się uciekła z pociągu.
Nie wiem jak wpadł na rozwiązanie Poirot. Jak dla mnie to wyszło ni stąd, ni zowąd. Kto by takie coś skojarzył?

Pojmanie Cerbera 
Do akcji wkracza kobieta..., która podoba się naszemu głównemu bohaterowi. Dodatkowo jeszcze przeszła złodziejka. Rosjanka. Spotykają się oni po przeszło dwudziestu latach w dość nie typowym momencie, bo na stacji metra. Herkules jedzie ruchomymi schodami w górę, a ona w dół. Zaprasza go do "Piekła". Intrygująca nazwa, prawda? W lokalu spotykają się Anglicy ze skrajnych sobie środowisk. Jedni bogaci urzędnicy, drudzy - przestępcy. Sam w sobie lokal nie byłby niczym złym, gdyby nie narkotyki, które się w nim znajdują. Kto je rozprowadza? Czy Vera znów przeszła na złą drogę? A może ktoś chce ją wrobić?

Jak widzicie przeczytałam cztery opowiadania, bo zrozumiałam słowa pani tak: trzy opowiadania, dodatkowo jeszcze pierwsze obowiązkowo. Same w sobie były one okej, nie mam za wiele uwag do nich. Jednak... dwie sprawy mnie, że tak to ujmę denerwują. Pierwsza (to takie lekkie podenerwowanie) nie wiem, czy tylko w tych częściach co ja wybrałam, czy we wszystkich, ale rozwiązaniem zawsze była kobieta. Dlaczego? Wiem, że niektóre kobiety mają taką naturę, że łatwo je wziąć na morderców, złodziei itd. Ale czy to nie przesada? Jednak ciekawe jest to, że książkę napisała kobieta... Druga rzecz (doprowadzająca mnie, aż do szału w czytaniu) - język francuski. Wiele razy on występuje w książce. Nie umiem go. Co z tego, że wytłumaczone są nie które zdania, czy wyrazy w przypisach, skoro nie wiem jak to się wymawia? No... nie wiem, czy mnie zrozumiecie. Książkę czytam w swojej głowie, bezsłownie wymawiam wyrazy. Bardzo jednak to wszystko psuł francuski. Litery, które na uczy nie widziałam, wiadomy mi był tylko akcent tych słów.
Ocena: 7/10

Trudno jest opisać kryminał nie ujawniając rzeczy, których się nie powinno. Dlatego przepraszam, jeśli dla kogoś te opisy są za chaotyczne, nie zrozumiałe.
Przepraszam za słabą jakość obrazu, ale obrazek był bardzo mały, a nie mogłam znaleźć większego.

sobota, 12 października 2013

"Baśniobór"

Tytuł: "Baśniobór"
Tytuł oryginału: Fablehaven
Autor: Brandon Mull
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Wab
Na początku "Baśniobór" przypominał mi pod pewnymi kątami pierwszą część "Opowieści z Narnii". Rodzeństwo, stary dom, magiczna kraina, mityczne postacie. Przeszkadzało mi to w czytaniu; dodatkowo jeszcze w pewnym momencie książka przypomniała mi "Kroniki Spiderwick" (niestety oglądałam film, nie czytałam książek) - tylko za sprawą czegoś można oglądać dziwne stworzenia. Na moje szczęście dalsze przygody bohaterów już nie przypominały mi żadnego utworu.

Brat i siostra - Seth i Kendra wyjeżdżają do dziadka oraz babci na siedemnaście dni. Dotychczas jeszcze nigdy u nich nie byli. Słabo znają dziadków.
Dostają zakaz wchodzenia do lasu, który otacza całą posiadłość. Jak to często bywa w życiu i w książkach jeden z bohaterów łamie regułę co ciągnie za sobą całą lawinę nieszczęścia.

Rodzeństwo jest budowane na podstawie kontrastów. Każde z nich posiada cechy, które przypadają jedenastolatkowi i piętnastolatce. Chłopak roztrzepany, wszędzie go pełno. Dziewczyna zaś spokojna, rozważna. Chce się napisać typowe rodzeństwo. Na pewno większość osób utożsami się z kimś. Ja na przykład znalazłam w Kendrze momentami siebie. Czasem jej charakter przypominał mi mój. Zaś Seth przypominał moją młodszą siostrę.

Niestety, chociaż książka bardzo mi się podobała to jednak... jest główny minus jej. Przewidywalność.
Ocena: 9/10

Z tyłu okładki jest napisane, że niektóre sceny są na równi z "Władcą Pierścieni" - moim zdaniem to jednak jest nie prawda. Nie powinno się porównywać dwóch książek do siebie, jeśli obie są dobre. Każda świetna książka to indywidualizm.

Cytaty:
"NIKT KTO TU WCHODZI,
NIE WYJDZIE
NIEZMIENIONY

NIEUPRAWNIONYM WSTĘP
WZBRONIONY POD KARĄ
OBRÓCENIA W KAMIEŃ"

"(...) Czy takie właśnie jest życie? Da się spoglądać w przyszłość albo w przeszłość, ale teraźniejszość umyka zbyt szybko, by ją pojąć?"

"Oto przekleństwo bycia śmiertelnym. Pierwszą część życia spędzasz na nauce, nabieraniu sił i umiejętności. A potem, bez twojej winy, ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Cofasz się w rozwoju. Silne kończyny słabną, wyostrzone zmysły zawodzą. Uroda więdnie. Narządy przestają działać. Pamiętasz siebie w kwiecie wieku i nie wiesz, gdzie się podziała ta osoba. Osiągasz szczyt mądrości i życiowego doświadczenia, a jednocześnie zdradliwe ciało staje się więzieniem."

"Żadne więzienie nie jest wieczne."

Książka ma zostać zekranizowana.

Książka przeczytana na potrzeby Szkolnego etapu olimpiady z j. polskiego w województwie Wielkopolskim.

wtorek, 1 października 2013

"Jestę facetę", małe oszustwo i wielki quiz - Dzień Chłopaka

Nie lubię chorować :-/ Zwłaszcza teraz - w gimnazjum. Nowe materiały, trzeba wszystko nadrabiać, pisać kartkówki i sprawdziany - masakra! Jeszcze dochodzi do tego przepisywanie zeszytów.  :-/

Cóż wczoraj był za dzień! No, oczywiście Dzień Chłopaka. Oczywiście nie obyło się bez rechotów.
W poniedziałki z naszą wychowawczynią mamy dopiero trzecią lekcję, więc zrobiłyśmy chłopakom takie małe oszustwo... powiedziałyśmy im, że zapomniałyśmy o ich święcie. :D Jeden z chłopaków, aż się burzył, gdy to usłyszał. xD Zwłaszcza, że jeśli się nie mylę w pozostałych klasach chłopcy dostali upominki na pierwszej lekcji. Najśmieszniejszy prezent dostali trzecioklasiści, bo dziewczyny dały im śliniaczki z ich imieniem i jakimś obrazkiem oraz sztuczną butelkę dla niemowlaków z mlekiem. xD
Z okazji męskiego święta przewodniczący mógł wybrać, kiedy będziemy pisać sprawdzian z matematyki (potęgi o wykładniku ujemnym). Wybrał, żebyśmy pisali w ten sam dzień. Tak zresztą chciała większość klasy. :)
Na trzeciej lekcji, czyli biologii dziewczyny ustawiły się pod tablicą i zaśpiewałyśmy reszcie klasy "Sto lat!". Potem każda z nas wyciągnęła z reklamówki prezent i dała go jednemu chłopakowi. Mi chyba się trafił Marcin. Koledzy dostali czekoladę, wafelka i broszkę (przypinkę) ze śmiesznym napisem. Od razu większość z nich przypięło sobie ją gdzieś, a sznurki którym były owinięte te trzy rzeczy założyli sobie na głowę :D
Po wręczeniu prezencików trzy dziewczyny wymyśliły quiz. Na środek klasy postawiły trzy krzesła i wybrały również trzech chłopaków. Zuzia zadawała im różniaste pytania. Na początku dotyczyły one dziewczyn z klasy (np. "Ile dziewczyn ma urodziny w wakacje?"), później przerodziły się pytania w..., jakby to nazwać? Typowe babskie? No, np. "Czym się różni spódniczka od tuniki?". Oni na serio mieli problem z odgadnięciem! xD
Ale pod koniec lekcji było coś za coś :D Te dziewczyny co zorganizowały quiz musiały usiąść na miejsca chłopaków i to Michał zadawał im pytania, które są dla facetów oczywistością. :D
Co tam się jeszcze działo??? Aha! Chciałyśmy śpiewać historykowi "Sto lat!" dopóki nam nie przerwie, lecz się nie udało. :-/
Z okazji tego święta była również organizowana dyskoteka po południu. Podobno kto na nią poszedł nie był dziś pytany... Moim zdaniem to lekko głupie, bo nie każdy lubi takie rzeczy i co? Ma przyjść i się męczyć, byle by nie być pytanym? Bezsens.
Oczywiście porobiłam parę zdjęć. :)
Wiem, światło. Przepraszam.
Mam nadzieję, że każdy to przyjmie ze śmiechem i nie będzie się burzył, że dodałam zdjęcia.

Nagrałam jeszcze filmik, ale się coś nie chce dodać.



niedziela, 29 września 2013

Autorytety

Zadali u mnie w klasie takie głupie zadanie domowe z WOSu, dlatego postanowiłam je przemyśleć na blogu. Proszę tylko, żeby nikt tego nie kopiował i czytał to na swojej lekcji WOSu jeśli ktoś ma takie samo zadanie! Jasne, można bazować, ale tylko bazować!

Przez parę tygodniu chyba większość mojej klasy głowiła się nad tym zadaniem. Trzeba będzie wyjść na środek klasy i przedstawić osobę którą uważa się za autorytet.

Czytając definicję autorytetu, coraz bardziej wątpię, czy mam taką osobę. Jakaś połowa klasy przedstawi pewnie jakąś gwiazdę, lecz mnie gwiazdy nie interesują na tyle, żeby je naśladować. Druga część będzie przedstawiała kogoś z rodziny.
Kiedy byłam mała, tak jak każdy pewnie widziałam wśród niej jakiś autorytet. Bo to rodzice są ci pierwsi, z których bierze się przykład. Ale im dorastasz zaczynasz pojmować co dobre, a co złe i rozumiesz, że nie wszyscy rodzice zachowują się okej; powoli odchodzi w zapomnienie ta myśl o autorytecie.
Nie chcę wymyślać nic na siłę na to zadanie. Powiem prawdę, nie mam autorytetu. Przynajmniej wśród realnych osób, bo są przecież jeszcze bohaterowie z książek. Dlaczego oni nie mogliby być autorytetem? Np. taka Ania Shirley? Jej akurat nie mam za autorytet, ale takie bohaterki jak Clary Fray z "Darów Anioła" lub Katniss Everdeen z "Igrzysk Śmierci" - owszem. Ich zachowanie nie jest zawsze dobre i świetne, ale mam tyle lat, że potrafię już odróżnić co nie co. Te bohaterki są jak ludzie, nie są białe, ani czarne. A z męskich bohaterów? Hm, Alexander Lightwood i Magnus Bane z tej samej serii książek co Clary. Np. dzięki Magnusowi zrozumiałam, żeby się nie przejmować co inni powiedzą, inność jest okej. Clary Fray - dziewczyna nie musi być taka jak jej przypisane być. Może też walczyć. Alec Lightwood - nawet jeśli jesteś na początku słaby i nieśmiały, przez różne wydarzenia w swoim życiu możesz znaleźć siłę, która sprawi, że będziesz lepszy.
Rudowłosa szesnastolatka jest Nocnym Łowcą, tak samo jak osiemnastoletni Alec. Magnus jest czarownikiem i posiada jakieś 800 lat. ;)

To tak ogólnie napisane. Poprawię to i będzie okej. Mam nadzieję, że pan nie wyrzuci mnie przez okno xD
Rysunek Cassandry Jean

piątek, 27 września 2013

O tym tygodniu...

Boże, ale ten tydzień śmieszny był! Ale nie tylko śmieszny, bo były też trzy sytuacje..., że tak napiszę tragiczne. Spokojnie, nic z takich okropnych rzeczy. Po prostu jeden z chłopaków zaliczył jednego dnia trzy bójki, z czego dwie z nich to z dziewczyną była bójka była. Nie wiem co w tym jest takiego do chwalenia, że chłopak z dziewczyną się bił,... niech się bije z osobami swojej płci, a dopiero potem niech się chwali.
No, tak zapomniałam dodać na samym początku, że ten tydzień śmieszności dotyczy szkoły.
Na początek może parę tekstów.
1. Zajęcia fotograficzne.
- Proszę pana, będziemy rozbierać aparat na części?
- Ale nie wolno rozbierać! To jest nie dozwolone. (i tutaj mogę się mylić przy tym zdaniu - to nie dotyczy dialogu) Nie chcemy tu urządzać filmów pornograficznych. Nietykalność osobista.
2) Na chemii. Pan ubiera biały fartuch labolatoryjny, gumowe rękawiczki i okulary.
- Wie pan, czasami czuje się tutaj jak w psychiatryku.
- Słuchając was też czasami tak się czuję.
3) Na fizyce. Moja koleżanka ciągle się pytała pana, czy może się iść wysmarkać, ale pan nie słyszał chyba tego.
- Co szybciej spadnie: betonowa kula, czy plastelinowa kulka?
- Moje smarki za chwilę.
4) Na na religii. Już nie całe dialogi, ale urywane zdania. Kontekst jest zachowany.
- Pana księdza!
- Księże diakonie. (to akurat tekst pierwszoklasisty, albo kogoś z podstawówki).

Wczoraj odbył się w szkole Europejski Dzień Języków [Obcych]. Z tej okazji na trzeciej lekcji zorganizowano taki jakby apel. Każda klasa musiała parę tygodni przed coś przygotować na to święto. Pierwsza występowała moja klasa. Znaczy... parę osób z drugiej grupy (jesteśmy podzieleni na grupy na j. niemieckim tj. początkująca grupa, początkująca - bardziej zaawansowana, zaawansowana) i jedna z trzeciej. Każda z nich przedstawiała inny kraj (jak się nie mylę: Francja, Anglia, Włochy i Niemcy), dodatkowo, żeby było śmieszniej poprzebierali się w charakterystyczne stroje. Każde z nich mówiło po kolei ten sam wyraz, ale po różnemu. Najśmieszniej było na końcu zawsze, bo po każdym języku wyrazy brzmiały nawet podobnie i jak tako, ale gdy dochodzili do "reprezentanta Niemiec" całkiem inaczej to wszystko brzmiało. Dodatkowo gdy ten chłopak siadał na widowni przed uroczystością strzeliły mu szelki. :D Potem była klasa pierwsza i ich scenki po niemiecku, a później po angielsku. Te co były po niemiecku to nic nie zrozumiałam xD Na końcu była oczywiście klasa trzecia. Wszyscy poprzebierali się bardzo śmiesznie i szalono. Coś w stylu disco polo? Śpiewali rosyjską piosenkę. Nie wiem jak się pisze jej tytuł po rosyjsku, nawet nie wiem co oznacza on po polsku. Ten punkt programu był najśmieszniejszy! Po prezentacji klas (jak zauważyliście może, połowa albo może mniej uczniów z mojej klasy w ogóle prawie nie wzięła udziału w obchodach; co prawda mieliśmy wyszukać stereotypów o mieszkańcach różnych krajów, ale i tak nie odczytane one zostały; ten kto widział mojego aska coś wie na temat stereotypów xD) nastąpiła druga część, czyli quiz. Nie wiem kto wybierał reprezentantów poszczególnych klas, bo na pewno my swojego nie wybraliśmy. Tym reprezentantem, a raczej reprezentantką była Kuroi. Quiz składał się z pięciu tur: flaga państwa, kontur państwa, odgadnięcie jakiegoś słówka z jakiego ono języka, stereotypy o mieszkańcach (ułożone przez nauczycielki). Dalej nie pamiętam, więc może było mniej etapów. Zdobyliśmy tylko jeden punkt. :(

Chyba nie było okazji, żeby was poinformować, że teraz lekcję religii (katechezy) prowadzi taki jeden diakon. Jest on chyba na praktykach. Pierwsza jego lekcja ziała nudąąąąąą. Ale następna już była lepsza. Mieliśmy zadanie kto więcej wypiszę imion: męskich - dziewczyny, damskie - chłopacy. Wygrały dziewczyny. xD Później bym myk kto przedostanie się przez jedną kartkę papieru (taką z zeszytu). Nikt nie wpadł na pomysł, dopiero jak diakon pokazał to wszyscy: "aaaaaaa". :D A co było dzisiaj? Stworzenie świata, ale inaczej prowadzone. Np. dowiedzieliśmy się, że "Adam", znaczy "człowiek" po hebrajsku. Jednak... jest to wyraz u nich bez liczby; coś w stylu naszych nożyczek, drzwi i spodni. Więc naprawdę nie wiemy, czy Bóg stworzył tylko jego i Ewę, czy może więcej par. A Pismo Święte? To już domysły mojej klasy: opisali tylko jedną z nich. Albo te siedem dni. To tak naprawdę, jakby symbol. Bóg tworzył parę milionów lat świat (to już by było bardziej możliwe z naukowym słowem, choć i tak... nie ważne, nie temat o rozmyśleniu o wierze). Później zadawaliśmy różniaste pytania. Głównie o siostrach zakonnych. Taka już moja klasa. :D

Dziś była pierwsza lekcja WDŻ xD Zmienili nam prowadzącego :-/ Zamiast pana od chemii i fizyki jest pani od polaka z podstawówki. Niestety (z tego co zauważyłam) bardzo religijna. Już na pierwsze zajęcia przyniosła Biblię. Gdy mówiła nam jakie tematy będą na lekcjach dodała, że będzie również stanowisko Kościoła, fragmenty Piśma Św. oraz wypowiedzi Jana Pawła II. Masakra... Ja bym wolała bardziej światowo, niż katolicko. Pod koniec zajęć mieliśmy taką grę dla trzech osób. Każda grupa dostała dwie kostki i kartkę z pytaniami. Tyle ile oczek, taki numer pytania. Dotyczyły one siebie np. jaki jest twój ulubiony film itp. też śmiech był przy tym.

O bójkach raczej nie będę wam opowiadała, bo po co?
Zapraszam do poprzedniego postu. :)

Parę zdjęć z biblioteki. Z okazji Tygodnia Zakazanych Książek.


A teraz karteczka z tematami z WDŻ:

środa, 25 września 2013

"Miłość z kamienia"

Autorka: Grażyna Jagielska
Tytuł: Miłość z kamienia
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 202
Dawno nie czytałam książki polskiego autora (nie liczę lektury). Jakoś tak... nie przepadam za polskim pisarstwem. Mało czytam polskich książek.
Książka jest bardzo intrygująca..., jeszcze się nie spotkałam, żeby w jakieś innej była opisana taka sytuacja jak tutaj.
Główna bohaterka (najprawdopodobniej autorka) znajduje się w szpitalu psychiatrycznym w wyniku stresu bojowego. Opisuje swoje życie ze swoim mężem - korespondentem wojennym.
W szpitalu poznaje Lucjana, który zabił męża córki. To jemu wszystko opowiada.
Czasem można się zgubić w lekturze, znaczy zapomnieć o prawdziwym miejscu i czasie, gdzie naprawdę znajduje się kobieta.
Na pewno to nie jest książka na pracowity czas. Mam na myśli to, że powinno się po nią sięgnąć wtedy, kiedy będziecie mieli czas, bo "Miłość z kamienia" nie powinno się czytać na odwal się. Ona skłania do refleksji.
Powiem szczerze, że chociaż nie lubię "miłosnych książek" to tą czytałam z wielką ciekawością. To dlatego, że to nie jest książka tylko o miłości. Opowiada ona również o wojnie i skutkach jej oraz samotności.
Ocena książki: 10/10
Cytaty:
"Dzisiaj mijają trzy miesiące, odkąd przyjęto mnie do kliniki psychiatrycznej z objawami stresu bojowego. Tak naprawdę jest to stres mojego męża, ale on zawsze oddawał mi wszystkie swoje kłopoty."

"- Jestem poza zasięgiem innych ludzi, nie mają do mnie dostępu (...) Jestem oderwana od innych. Prawie w ogóle nie wychodzę z domu, a przyjaciele wydają się nieprawdziwi, jakby byli atrapami."

Książka przeczytana na potrzeby Dyskusyjnego Klubu Książki.

niedziela, 15 września 2013

Szablon

Jak widzicie wita Was nowy szablon na blogu stworzony przez Jill z Zaczarowanych Szablonów. Bardzo jej za to dziękuję. Pewnie miała sporą trudność przy tworzeniu, bo albo zastanawiałam się nad cytatem, albo dałam zdjęcia nie zbyt pasujące do siebie. Na szczęście Jill wzięła (jak dobrze widzę) tylko trzy i stworzyła z nich cudo. :) Niektórym z Was może się nie podobać, że tak czarno i mroczno. Czarny jest fajny! Lubię ten kolor, a zresztą w czerni Nocni Łowcy wyglądają pięknie xD
Może wyjaśnię zdjęcia które znajdują się na nagłówku. Magnus Bane (ciekawe, która z Was nie westchnie xD) ma symbolizować inność, bo on sam jest bardzo odmienny od całej reszty postaci w "Darach Anioła" i w "Diabelskich Maszynach". Las,... czasem chyba każdy chciałby się choć na chwilę zgubić i pobyć w ciszy przyrody bez ludzi wokoło. Świeczka... też jest na swój sposób odmienna. Zamiast płomienia jest woda. Można by napisać - kontrast.
Cytat:  Oratores fiunt, poeatae nascuntur. Ludzie mówcami się stają, poetami się rodzą. Dlaczego akurat po łacinie? Eh, chciałabym się nauczyć łaciny, podoba mi się ten język. Szkoda, że do teraz nie jest on używany tak jak kiedyś. :-/ A dlaczego ten cytat, a nie inny? Chyba sytuacja z życia i świat. Są konkursy poetyckie, tak? I kto pierwszy się do nich tak naprawdę pcha? Ci co nie umieją pisać wierszy (tak zresztą też jest w innych dziedzinach). A ja właśnie uważam, że z tym trzeba się urodzić. Tego nie da się nauczyć i chociaż ktoś by się starał jak może i to i tak mu nie wyjdzie tak jak wrodzonemu poecie. A mówić tak, żeby cię słuchali... da się nauczyć. Potwierdzone to już jest w starożytności (aktorzy z teatru opowiadali o tym, gdy byli w mojej szkole). Jeśli chodzi jeszcze o lirykę... z pisarstwem pewnie jest tak samo.
Zmieniłam też swoją favikonę. Nie mogę za bardzo pokazać jej, ale wstawię obrazek (stworzony przeze mnie w jednym kreatorze), który jest częścią favikony. Favikona to tylko głowa postaci.


PS. Zmieniłam również opis w podstronie "Ja"


piątek, 13 września 2013

Pierwsza lektura w drugiej klasie

Autor: Arkady Fiedler
Tytuł: Dywizjon 303
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Rok wydania: 1980
Ilość stron: 95
" Jedyna polska książka, pisana na obczyźnie, a wydana także w Polsce okupowanej w 1943 roku."
Na samym początku, czyli pod koniec sierpnia (kiedy to dostaliśmy spis lektur do drugiej klasy) mówiłam, że pewnie nie spodoba mi się ta lektura, bo jest o II Wojnie Światowej, a ta tematyka mocno mnie nie interesuje. Dlaczego? Za blisko teraźniejszości.
Jednak myliłam się i to bardzo!

Książka opowiada o "Bitwie o Wielką Brytanię" i uczestniczącym w niej Dywizjonie 303.
 Tytułowy dywizjon składał się głównie z Polaków, jednego Czecha i kilku Brytyjczyków.

"Dywizjon 303" nie jest typową książką historyczną z fabułą, to bardziej sprawozdanie (Fiedler spotkał się z członkami dywizjonu; znajdował się w Anglii, kiedy działy się poszczególnie wydarzenia opisane później w książce). Są tu krótkie, rzeczowe zdania. Nie ma niepotrzebnych kwiecisto ułożonych. Oczywiście występują tam również zdania złożone, lecz właśnie te zwięzłe nadają charakter lekturze.
Czytając ją miałam wrażenie, że dzieje się to obok mnie, a nie przeszło siedemdziesiąt lat temu.

Teraz większość młodych uważa za nic Polaków. Polak to Polak, nic godnego uwagi. Niektóre narodowości pewnie w głębi duszy też.
Okej, mogę się mylić co do tego drugiego, ale pierwsza rzecz jest prawdziwa patrząc na dzisiejszą młodzież. Dlatego taka książka jak ta jest potrzebna. Nie została napisana i wydana o tak sobie. Zwłaszcza teraz i pewnie dalszym pokoleniom takie coś będzie potrzebne.
Pokazuje, że Polacy umieją walczyć, są dzielni i wartościowi. Może gdyby nie pomoc Polaków w "Bitwie o Wielką Brytanię" wynik bitwy inaczej by się skończył?
Ocena: 9/10
Znalazłam w Internecie to samo wydanie, które ja posiadam z biblioteki.

wtorek, 3 września 2013

3 września 2013 roku

Miałam możliwość napisania tego postu na informatyce, ale... wolałam nie. Pan ciągle krążył, a czasem nawet z zaskoczenia zerkał przez kogoś ramię lub stał po prostu nad kimś. Ja tak można by rzec "wpadłam", gdy pisałam z jedną blogerką na fejsie, na szczęście pan nic nie powiedział. Prawie wszystkie dziewczyny..., a to później napiszę. ;)
Nie wiem o czym innym mógłby być post jak nie o dzisiejszym dniu. Nie przeczytałam na razie żadnej książki, nie mam pomysłu na notkę "psychologiczną".
Lekcję zaczęły się o godzinie ósmej rano, tak jak prawie u wszystkich. Przyszłam trochę wcześniej, dlatego wyjęłam "W pierścieniu ognia" i zaczęłam sobie czytać. Przez parę pierwszych przerw też to czytałam.
Pierwsza lekcja to była matematyka. Matematyczka oczywiście omówiła PSO i pod koniec lekcji musieliśmy odpowiadać ustnie na jej zadane przykłady matematyczne. Jeszcze się nie którym osobom w pewnym sensie dostało, moim zdaniem nie potrzebnie. Bo pani się pytała kto ma pierwszą część ćwiczeń - okej, będziemy ich używać póki co. Ale za chwilę zadała pytanie o drugą część. Ja i parę innych osób nie miało i zostało wpisanych na listę. Nie wiem po co, na szczęście nie dostaliśmy żadnych kropek, ani jedynek. Zresztą za chwilę dodała, że nie będziemy tych ćwiczeń póki co używali. Więc po co ta kartka była? Podręczniki, ćwiczenia i przybory dużo kosztują, nawet bardzo. I nie wszyscy mają tak bogatych rodziców, że od razu wszystko mu kupują. Np. dalsze części ćwiczeń. Bo taka prawda, patrząc na cenę rzeczy do szkół - trzeba nieźle wydać na nie.
Następnie był niemiecki z nową germanistką. Pierwsze wrażenie zrobiła dziwne, albo nie, nie dziwne. Oschłe. Ogólnie można jej było współczuć, bo chłopcy ciągle przeszkadzali i się wygłupiali. Nawet śmiesznie było, ale nie wyobrażam sobie takiego zachowania jak będziemy się uczyć, czy pisać sprawdziany bądź kartkówki. Takie coś łatwo rozprasza. PSO.
Język polski. Na dzień dobry sprawdzenie naszej wspaniałej wiedzy. Każdy musiał powiedzieć, czego nauczył się z gramatyki i ortografii przez te osiem lat. Było przy tym trochę śmiesznie, bo ktoś mówił np. że nauczyć się, że stawia się kropkę na końcu zdania. :D Potem polonistka przypomniała jakie będziemy mieć lektury i powiedziała, żebyśmy już czytali "Dywizjon 303".
Fizyka. PSO i przypomnienie sobie różnych rzeczy z przeszłego roku. Czyli już jest materiał do nauki.
Zajęcia artystyczne (Muzyka). Ratujcie mnie z muzyki! Błagam! Pan powiedział, że będziemy śpiewać oraz tańczyć! A ja jestem antymuzykalna! Przynajmniej jeśli chodzi o te dwie wyżej wymienione czynności. :-/
Następny niemiecki. Mieliśmy dzisiaj akurat dwa, bo anglistki nie było. Zresztą podobno nie ma być jej jakoś cały tydzień. Wychodzi, więc na to, że będziemy mieć w tym tygodniu sześć niemieckich. :-/ Może nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że cała klasa jest wtedy. Na drugiej godzinie bawiliśmy się w wisielca niemieckiego. Pani napisała na tablicy dwa pytania i ukryte słowa miały być odpowiedzią na zadane u góry pytanie. Ogólnie okazało się, że jak na razie pani nie jest taka zła, tylko przez chłopaków wydaje się inna. Zobaczymy jak będzie później. Mamy mieć z nią tylko rok, bo stara germanistka, wtedy wróci.
WOS. PSO i program nauczania. Czytaliśmy jakiś tam tekst w podręczniku o konsumencji i rozmawialiśmy na ten temat. Czy ona jest dobra, czy nie itp.
Informatyka. Wolność internetowa xD Informatyk tylko omówił regulamin pracowni informatycznej i zasady obowiązujące na lekcji. Po czym mogliśmy robić co chcemy. Może nie tak bardzo... zależy czy ktoś lubi jak mu się zagląda w monitor czy nie. Ja akurat jak wcześniej pisałam pisałam na Facebooku i szukałam fajnej tapety na pulpit; w końcu wybrałam taką jedną z Magnusem Banem z Darów Anioła. Reszta dziewczyn (może nie liczne nie) pisały na 6obcy. Dużo śmiechu było przy tym, bo pisały jakieś głupoty, albo trafiały na jakiś zboków.
Więc... tak dobrze wyliczyliście. Miałam dziś osiem lekcji! Wg. planu mam (nie liczę WF, bo nie chodzę) 32 godziny jakoś w tygodniu. Ale mogłam coś źle policzyć. Jutro jeszcze będzie siedem godzin, a później już normalnie.
Czy było coś śmiesznego? Oczywiście! Fizyk chciał jednego chłopaka przesadzić i sypały się teksty np. "On się nawróci!", "Jezus dałby mu drugą szansę!". Dla niektórych z Was może nie będzie to śmieszne, ale dla nas było. Albo na muzyce wleciała osa i był oczywiście krzyk oraz pisk. A gdy podleciała do pana ta osa to próbował muzyk ją wygonić ją za okno i trzepał ciągle pan w nią książką (znaczy zaganiał), a ona nic. Jeden chłopak krzyczał, żeby pan ją zabił, ale dorosły nie posłuchał się go. Dopiero po paru minutach zwierzątko wyleciało z budynku.
Od  jutra jednak zacznie się nauka i zadania domowe pełną parą! Jutro mam: Niemiecki albo angielski (zależy, czy będzie pani od angola), polaka, religię, biologię, zajęcia fotograficzne i dwie matematyki.
Zdjęcia z rozpoczęcia roku szkolnego: http://www.katolik.trzcianka.com.pl/gimnazjum/obrazki/galeria-209/skorowidz1.html  Buhahaha! Mnie tam nie znajdziecie!
Informacja, którą będę wklejać za każdym postem, który dodam, bo nie wiem, kiedy zacznie się szał.
W tym roku chcę się przyłożyć do nauki, dlatego będę dodawała posty, jeśli będę miała czas!

poniedziałek, 2 września 2013

Welcome to the rok szkolny 2013/2014!!!

Rozpoczęcie zaczynało się o 10 w kościele. Ja przyszłam trochę wcześniej (jakieś 10 minut przed) i pogadałam sobie z dwiema dziewczynami z mojej klasy. Za chwilę jednak ksiądz wyszedł z kościoła i zaczął wszystkich zaganiać do środka, bo było trochę zimno. Bo trzeba dodać, że dziś u mnie w mieście szarobura pogoda. Jeśli chcecie coś wiedzieć o mszy to tak: psalmy śpiewał pan od muzyki, było "kwieciste" powitanie nowego proboszcza. Po oficjalnej mszy odbyło się coś jakby szkolne rozpoczęcie roku szkolnego (też w kościele). Wszedł sztandar szkoły, przedstawiono wychowawców poszczególnych klas i była przemowa dyrektorki. Trochę, a nawt baaaaaardzo się to dłużyło, bo proboszcz jeszcze na mszy omawiał długo kazanie. :-/ Ale gdy w końcu nastąpił koniec rozeszliśmy się do szkół. Znaczy 1-6 do podstawówki, a 1-3 do gimnazjum. Tam musieliśmy chwilkę poczekać na wychowawczynię. Po jej przyjściu dowiedzieliśmy się jaki mamy plan lekcji. Czyli jutro chyba mam osiem lekcji, jeśli informatyk powie, że dziewczyny mają jutro infe. Ci co nie mieli kartek, ani przyborów do pisania zrobili zdjęcie planu lekcji... Trochę lekka przesada moim zdaniem. Liczba osób w klasie się nie zmieniła. Równowaga nie została zachwiana. Odeszła jedna osoba, doszła za nią następna. ;) Nie wiem jak to będzie z tą osobą, bo... to chłopak i już pokazał jak będzie wyglądać atmosfera na lekcjach w klasie. :-/ Mam nadzieję, że jednak są to uprzedzenia. ;)
Jutro jeszcze będzie jak tako dzień, bo po raz ósmy w życiu moje uszy usłyszą czego nie robić, a co wręcz robić itp. Więc powinnam dodać jakiś post. Nie znaczy to, że dodam.
W tym roku chcę się przyłożyć do nauki, dlatego będę dodawała posty, jeśli będę miała czas!
Mój drugi blog (ze zdjęciami): http://greyworld-greyphoto.blogspot.com/
PS. Niestety nie wzięłam aparatu fotograficznego, dlatego nie mam żadnych zdjęć ze szkoły :(
Święta prawda! :D


niedziela, 1 września 2013

Koniec wakacji

Jutro rozpoczęcie roku szkolnego :'(
A ja jak spędziłam wakacje? Wyjazd do Zakopanego i Krakowa. Parę spotkań z Kaśką. Siedzenie przed kompem. Przeczytałam w sumie w te wakacje pięć książek, z czego "Wybranych" zaczęłam czytać pod koniec czerwca. Jak na mnie to mało, a może ja na serio tak czytam? Tylko dopiero blog mi pokazuje prawdę? Może... To przez ten komputer, mnie i hałas wokoło.
1. Zawsze znalazł się ktoś kto był na fejsie i chciał pogadać.
2. Nie umiem się skupić na książce, kiedy za ścianą u sąsiadki ktoś lub coś nieźle hałasuje.
3. Rodzice są niewyrozumiali. Jak oni chcą spokój to trzeba być cicho, ale jak ja czytam książkę to można włączyć mega głośno telewizor. :-/ I jaka sprawiedliwość?
Patrząc na te dwa ostatnie punkty boję się co będzie w roku szkolnym. Jak ja będę się uczyć? Będę chyba musiała do biblioteki chodzić.
Co jeszcze się stało? Rodzina w gości przyjechała, stronę z Natal2000 założyłam na fejsie. I tyle.
Czy żałuję tych wakacji? Jasne, mogłam lepiej spędzić ten czas, ale nie uważam, że te dwa miesiące zmarnowałam w przeciwieństwie do moich rodziców.

Co spodziewam się po następnym roku szkolnym?
Teraz jestem w pewnym sensie przygotowana na to co mnie czeka. Wiem już, że zapamiętanie z lekcji w moim przypadku nie pomoże, że muszę powtarzać materiał w domu. Koleżanka która jakoś w drugim semestrze miała lekcje indywidualne teraz znów dojdzie do naszej klasy. Dwa nowe przedmioty dojdą. Znam nauczycieli którzy mają je prowadzić. Jeden dodatkowo uczy historii, a drugi informatyki. Dlatego można się spodziewać jak będzie wyglądał WOS (Wiedza o społeczeństwie) i zajęcia fotograficzne. Wiem, zdziwiliście się pewnie patrząc na ten ostatni przedmiot. Też na początku się zdziwiłam. Bo w pewnym sensie po co to? Tak samo jak plastyka i muzyka? Przeglądając ćwiczenia wnioskuję, że będziemy omawiać historię fotografii (albo aparatu, nie pamiętam), uczyć się robić idealne zdjęcia. Najśmieszniejszy jest ostatni temat, bo jest tam o zakładaniu fotoblogów na bloggerze. ;)
Dodatkową udręką będzie projekt, który będziemy w czerwcu musieli pokazać przed nauczycielami oraz rodzicami. Oraz pisanie próbnego sprawdzianu trzecioklasisty. Niby nie taki stres jak ci starsi będziemy mieć, no i wiadomo wszystkiego nie będziemy musieli wiedzieć, ale i tak punkty będą zliczane. Aha, i jeszcze te scenki po angielsku i niemiecku, co były w pierwszej klasie. Pierwsza klasa... jak to dziwnie brzmi. Ciągle ta nazwa kojarzy mi się z podstawówką.
Właśnie! Dojdzie rocznik 2000. Hm, ciekawe jaki on jest? Patrząc na niektórych ludzi z tego rocznika... to mało znam, że tak napiszę tych normalnych. Może ten best o rocznikach 1999 i 1998 był prawdziwy? xD Nie, no żartuję. ;)
Ten post miał być dłuższy, ale spieszę się (muszę obejrzeć prawie cały V sezon "Czasu Honoru" do 21) ;) A jeśli już o tym piszę to szczerzę polecam tą serię!
Wszystkie podręczniki oprócz angola, niemca, plastyki i muzyki, bo będą takie same jak rok temu. A z niemca zamawia szkoła.
Sorki za szafkę. xD A nie dałam plecaka, bo stary.


sobota, 31 sierpnia 2013

Lektury na rok szkolny 2013/2014

1. "Dywizjon 303" Arkady Fiedler
2. "Dwanaście prac Herkulesa" Agata Christie
3. "Latarnik" Henryk Sienkiewicz
4. "Córka czarownic" Dorota Terakowska
5. "Stary człowiek i morze" Ernest Hemingway
6. "Mały książę" A. Exupery
7. "Skąpiec" Molier
8. Wybrana przez nas powieść młodzieżowa

Tak, więc... co miesiąc prawie lektura. Ale znając moją klasę to się przeciągnie ten termin. :-/ A gdyby poszło wszystko sprawnie to już wolny maj i czerwiec od lektur.

Zapraszam tych co nie przeczytali do poprzednich postów. ;)

Po części prawda.

piątek, 30 sierpnia 2013

"Sławne" podszywania

Wczoraj wpisałam sobie na askowej wyszukiwarce hasło "kołodziejczyk". Dlaczego? Słyszałam już, że ludzie prawie ciągle się pytali (może nadal pytają?) Zuzę Kołodziejczyk (zwycięszczyni Top Model) czy ma aska. Odpowiadała (jeszcze odpowiada?), że nie. Po chwili natrafiłam na pytanie do niej co zrobi "z dziewczyną która się za nią podszywa". Dlatego wpisałam, tak z czystej ciekawości. I co wyszło? Jakoś mniej więcej pięć profili. Oczywiście na każdym ktoś zapewnia, że to jest naprawdę Zuza. Niektórzy mądrzy proszą, żeby, więc dała video ze sobą. Na każdym profilu są podobne tłumaczenia. Albo, że nie ma kamerki, albo, że nie ma czasu. Nie wiem czy to prawda, czy nie. I czy jednak dziewczyna założyła sobie aska, ale w każdym razie po co ludzie się pod nią podszywają? Lub kogoś innego? Przepraszam, co temu komuś coś da, że będzie ludzi oszukiwał i odpowiadał za nią? Czasem nawet nie stworzone rzeczy? Nie wiem... chce się poczuć jak osoba sławna? Może to jest jakiś powód, lecz... na długo to oszustwo nie pójdzie. Jeśli sławna osoba w końcu się tak wkurzy, że do sądu tych podszywaczy zaprowadzi, to będą mieli.
A co jeśli chodzi o tych co się przebierają i udają sławy? Czasem nawet tak się upodobniają, że prawie identycznie, jak oryginał wyglądają. Pewnie to zabrzmi... różnie, ale to już jest chore. Mówić, że ma się na imię np. Ewelina i normalnie opowiadać jako ona. "Byłam w X factorze" itp.  Albo widziałam w telewizji jakiś tam koncert, czy coś podobnego. Zaprosili jakąś kobietę przebraną za Dodę i gadali, że to ona. A tamta, że niby na serio jest Dodą (jakby ludzie byli tacy tępi). Może to było w formie zabawy, ale... dla mnie takie... (jak to nazwać?) przebieranki? Coś typu cosplay? Jest żenujące i ośmieszające człowieka. Dobra, jeśli ta osoba ma dystans do siebie to okej. Nie słucha tego lub obradza to w żart. Lecz tak naprawdę tamci ludzie nie wiedzą, albo inaczej - tak się w tym zatopią, że przekraczają pewne granice. Nie wiem czy tak jest w realnym świecie (a nie zdziwiłabym się, gdyby tak było), ale oglądałam taki jeden film, gdzie dziewczyna ze szkoły teatralnej przebrała się za jedną sławną piosenkarkę i po prostu zabrała jej życie. Nie pytajcie jaki to film, bo nie powiem. :D
W każdym razie pokazuję jeden z faktów dla których źle być celebrytom, czy w ogóle kimś sławnym.  Bo... czasem fajnie tak sobie pomarzyć, ale gdy poogląda rzeczywistość już się nie chce o tym marzyć. Napisałabym też o czymś innym... też żenującym zachowaniu "fanów", na podstawie jednego filmiku który ostatnio obejrzałam z jedną osobą, ale... muszę to przemyśleć. I pewnie on będzie bardzo krótki. Krótszy od tego.
A jeśli już pisałam o asku to podam swojego. Zachęcam do zadawania mi różniastych pytań. Jeśli nie macie konta możecie skorzystać z opcji anonima. http://ask.fm/fobosdemos