niedziela, 29 września 2013

Autorytety

Zadali u mnie w klasie takie głupie zadanie domowe z WOSu, dlatego postanowiłam je przemyśleć na blogu. Proszę tylko, żeby nikt tego nie kopiował i czytał to na swojej lekcji WOSu jeśli ktoś ma takie samo zadanie! Jasne, można bazować, ale tylko bazować!

Przez parę tygodniu chyba większość mojej klasy głowiła się nad tym zadaniem. Trzeba będzie wyjść na środek klasy i przedstawić osobę którą uważa się za autorytet.

Czytając definicję autorytetu, coraz bardziej wątpię, czy mam taką osobę. Jakaś połowa klasy przedstawi pewnie jakąś gwiazdę, lecz mnie gwiazdy nie interesują na tyle, żeby je naśladować. Druga część będzie przedstawiała kogoś z rodziny.
Kiedy byłam mała, tak jak każdy pewnie widziałam wśród niej jakiś autorytet. Bo to rodzice są ci pierwsi, z których bierze się przykład. Ale im dorastasz zaczynasz pojmować co dobre, a co złe i rozumiesz, że nie wszyscy rodzice zachowują się okej; powoli odchodzi w zapomnienie ta myśl o autorytecie.
Nie chcę wymyślać nic na siłę na to zadanie. Powiem prawdę, nie mam autorytetu. Przynajmniej wśród realnych osób, bo są przecież jeszcze bohaterowie z książek. Dlaczego oni nie mogliby być autorytetem? Np. taka Ania Shirley? Jej akurat nie mam za autorytet, ale takie bohaterki jak Clary Fray z "Darów Anioła" lub Katniss Everdeen z "Igrzysk Śmierci" - owszem. Ich zachowanie nie jest zawsze dobre i świetne, ale mam tyle lat, że potrafię już odróżnić co nie co. Te bohaterki są jak ludzie, nie są białe, ani czarne. A z męskich bohaterów? Hm, Alexander Lightwood i Magnus Bane z tej samej serii książek co Clary. Np. dzięki Magnusowi zrozumiałam, żeby się nie przejmować co inni powiedzą, inność jest okej. Clary Fray - dziewczyna nie musi być taka jak jej przypisane być. Może też walczyć. Alec Lightwood - nawet jeśli jesteś na początku słaby i nieśmiały, przez różne wydarzenia w swoim życiu możesz znaleźć siłę, która sprawi, że będziesz lepszy.
Rudowłosa szesnastolatka jest Nocnym Łowcą, tak samo jak osiemnastoletni Alec. Magnus jest czarownikiem i posiada jakieś 800 lat. ;)

To tak ogólnie napisane. Poprawię to i będzie okej. Mam nadzieję, że pan nie wyrzuci mnie przez okno xD
Rysunek Cassandry Jean

piątek, 27 września 2013

O tym tygodniu...

Boże, ale ten tydzień śmieszny był! Ale nie tylko śmieszny, bo były też trzy sytuacje..., że tak napiszę tragiczne. Spokojnie, nic z takich okropnych rzeczy. Po prostu jeden z chłopaków zaliczył jednego dnia trzy bójki, z czego dwie z nich to z dziewczyną była bójka była. Nie wiem co w tym jest takiego do chwalenia, że chłopak z dziewczyną się bił,... niech się bije z osobami swojej płci, a dopiero potem niech się chwali.
No, tak zapomniałam dodać na samym początku, że ten tydzień śmieszności dotyczy szkoły.
Na początek może parę tekstów.
1. Zajęcia fotograficzne.
- Proszę pana, będziemy rozbierać aparat na części?
- Ale nie wolno rozbierać! To jest nie dozwolone. (i tutaj mogę się mylić przy tym zdaniu - to nie dotyczy dialogu) Nie chcemy tu urządzać filmów pornograficznych. Nietykalność osobista.
2) Na chemii. Pan ubiera biały fartuch labolatoryjny, gumowe rękawiczki i okulary.
- Wie pan, czasami czuje się tutaj jak w psychiatryku.
- Słuchając was też czasami tak się czuję.
3) Na fizyce. Moja koleżanka ciągle się pytała pana, czy może się iść wysmarkać, ale pan nie słyszał chyba tego.
- Co szybciej spadnie: betonowa kula, czy plastelinowa kulka?
- Moje smarki za chwilę.
4) Na na religii. Już nie całe dialogi, ale urywane zdania. Kontekst jest zachowany.
- Pana księdza!
- Księże diakonie. (to akurat tekst pierwszoklasisty, albo kogoś z podstawówki).

Wczoraj odbył się w szkole Europejski Dzień Języków [Obcych]. Z tej okazji na trzeciej lekcji zorganizowano taki jakby apel. Każda klasa musiała parę tygodni przed coś przygotować na to święto. Pierwsza występowała moja klasa. Znaczy... parę osób z drugiej grupy (jesteśmy podzieleni na grupy na j. niemieckim tj. początkująca grupa, początkująca - bardziej zaawansowana, zaawansowana) i jedna z trzeciej. Każda z nich przedstawiała inny kraj (jak się nie mylę: Francja, Anglia, Włochy i Niemcy), dodatkowo, żeby było śmieszniej poprzebierali się w charakterystyczne stroje. Każde z nich mówiło po kolei ten sam wyraz, ale po różnemu. Najśmieszniej było na końcu zawsze, bo po każdym języku wyrazy brzmiały nawet podobnie i jak tako, ale gdy dochodzili do "reprezentanta Niemiec" całkiem inaczej to wszystko brzmiało. Dodatkowo gdy ten chłopak siadał na widowni przed uroczystością strzeliły mu szelki. :D Potem była klasa pierwsza i ich scenki po niemiecku, a później po angielsku. Te co były po niemiecku to nic nie zrozumiałam xD Na końcu była oczywiście klasa trzecia. Wszyscy poprzebierali się bardzo śmiesznie i szalono. Coś w stylu disco polo? Śpiewali rosyjską piosenkę. Nie wiem jak się pisze jej tytuł po rosyjsku, nawet nie wiem co oznacza on po polsku. Ten punkt programu był najśmieszniejszy! Po prezentacji klas (jak zauważyliście może, połowa albo może mniej uczniów z mojej klasy w ogóle prawie nie wzięła udziału w obchodach; co prawda mieliśmy wyszukać stereotypów o mieszkańcach różnych krajów, ale i tak nie odczytane one zostały; ten kto widział mojego aska coś wie na temat stereotypów xD) nastąpiła druga część, czyli quiz. Nie wiem kto wybierał reprezentantów poszczególnych klas, bo na pewno my swojego nie wybraliśmy. Tym reprezentantem, a raczej reprezentantką była Kuroi. Quiz składał się z pięciu tur: flaga państwa, kontur państwa, odgadnięcie jakiegoś słówka z jakiego ono języka, stereotypy o mieszkańcach (ułożone przez nauczycielki). Dalej nie pamiętam, więc może było mniej etapów. Zdobyliśmy tylko jeden punkt. :(

Chyba nie było okazji, żeby was poinformować, że teraz lekcję religii (katechezy) prowadzi taki jeden diakon. Jest on chyba na praktykach. Pierwsza jego lekcja ziała nudąąąąąą. Ale następna już była lepsza. Mieliśmy zadanie kto więcej wypiszę imion: męskich - dziewczyny, damskie - chłopacy. Wygrały dziewczyny. xD Później bym myk kto przedostanie się przez jedną kartkę papieru (taką z zeszytu). Nikt nie wpadł na pomysł, dopiero jak diakon pokazał to wszyscy: "aaaaaaa". :D A co było dzisiaj? Stworzenie świata, ale inaczej prowadzone. Np. dowiedzieliśmy się, że "Adam", znaczy "człowiek" po hebrajsku. Jednak... jest to wyraz u nich bez liczby; coś w stylu naszych nożyczek, drzwi i spodni. Więc naprawdę nie wiemy, czy Bóg stworzył tylko jego i Ewę, czy może więcej par. A Pismo Święte? To już domysły mojej klasy: opisali tylko jedną z nich. Albo te siedem dni. To tak naprawdę, jakby symbol. Bóg tworzył parę milionów lat świat (to już by było bardziej możliwe z naukowym słowem, choć i tak... nie ważne, nie temat o rozmyśleniu o wierze). Później zadawaliśmy różniaste pytania. Głównie o siostrach zakonnych. Taka już moja klasa. :D

Dziś była pierwsza lekcja WDŻ xD Zmienili nam prowadzącego :-/ Zamiast pana od chemii i fizyki jest pani od polaka z podstawówki. Niestety (z tego co zauważyłam) bardzo religijna. Już na pierwsze zajęcia przyniosła Biblię. Gdy mówiła nam jakie tematy będą na lekcjach dodała, że będzie również stanowisko Kościoła, fragmenty Piśma Św. oraz wypowiedzi Jana Pawła II. Masakra... Ja bym wolała bardziej światowo, niż katolicko. Pod koniec zajęć mieliśmy taką grę dla trzech osób. Każda grupa dostała dwie kostki i kartkę z pytaniami. Tyle ile oczek, taki numer pytania. Dotyczyły one siebie np. jaki jest twój ulubiony film itp. też śmiech był przy tym.

O bójkach raczej nie będę wam opowiadała, bo po co?
Zapraszam do poprzedniego postu. :)

Parę zdjęć z biblioteki. Z okazji Tygodnia Zakazanych Książek.


A teraz karteczka z tematami z WDŻ:

środa, 25 września 2013

"Miłość z kamienia"

Autorka: Grażyna Jagielska
Tytuł: Miłość z kamienia
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 202
Dawno nie czytałam książki polskiego autora (nie liczę lektury). Jakoś tak... nie przepadam za polskim pisarstwem. Mało czytam polskich książek.
Książka jest bardzo intrygująca..., jeszcze się nie spotkałam, żeby w jakieś innej była opisana taka sytuacja jak tutaj.
Główna bohaterka (najprawdopodobniej autorka) znajduje się w szpitalu psychiatrycznym w wyniku stresu bojowego. Opisuje swoje życie ze swoim mężem - korespondentem wojennym.
W szpitalu poznaje Lucjana, który zabił męża córki. To jemu wszystko opowiada.
Czasem można się zgubić w lekturze, znaczy zapomnieć o prawdziwym miejscu i czasie, gdzie naprawdę znajduje się kobieta.
Na pewno to nie jest książka na pracowity czas. Mam na myśli to, że powinno się po nią sięgnąć wtedy, kiedy będziecie mieli czas, bo "Miłość z kamienia" nie powinno się czytać na odwal się. Ona skłania do refleksji.
Powiem szczerze, że chociaż nie lubię "miłosnych książek" to tą czytałam z wielką ciekawością. To dlatego, że to nie jest książka tylko o miłości. Opowiada ona również o wojnie i skutkach jej oraz samotności.
Ocena książki: 10/10
Cytaty:
"Dzisiaj mijają trzy miesiące, odkąd przyjęto mnie do kliniki psychiatrycznej z objawami stresu bojowego. Tak naprawdę jest to stres mojego męża, ale on zawsze oddawał mi wszystkie swoje kłopoty."

"- Jestem poza zasięgiem innych ludzi, nie mają do mnie dostępu (...) Jestem oderwana od innych. Prawie w ogóle nie wychodzę z domu, a przyjaciele wydają się nieprawdziwi, jakby byli atrapami."

Książka przeczytana na potrzeby Dyskusyjnego Klubu Książki.

niedziela, 15 września 2013

Szablon

Jak widzicie wita Was nowy szablon na blogu stworzony przez Jill z Zaczarowanych Szablonów. Bardzo jej za to dziękuję. Pewnie miała sporą trudność przy tworzeniu, bo albo zastanawiałam się nad cytatem, albo dałam zdjęcia nie zbyt pasujące do siebie. Na szczęście Jill wzięła (jak dobrze widzę) tylko trzy i stworzyła z nich cudo. :) Niektórym z Was może się nie podobać, że tak czarno i mroczno. Czarny jest fajny! Lubię ten kolor, a zresztą w czerni Nocni Łowcy wyglądają pięknie xD
Może wyjaśnię zdjęcia które znajdują się na nagłówku. Magnus Bane (ciekawe, która z Was nie westchnie xD) ma symbolizować inność, bo on sam jest bardzo odmienny od całej reszty postaci w "Darach Anioła" i w "Diabelskich Maszynach". Las,... czasem chyba każdy chciałby się choć na chwilę zgubić i pobyć w ciszy przyrody bez ludzi wokoło. Świeczka... też jest na swój sposób odmienna. Zamiast płomienia jest woda. Można by napisać - kontrast.
Cytat:  Oratores fiunt, poeatae nascuntur. Ludzie mówcami się stają, poetami się rodzą. Dlaczego akurat po łacinie? Eh, chciałabym się nauczyć łaciny, podoba mi się ten język. Szkoda, że do teraz nie jest on używany tak jak kiedyś. :-/ A dlaczego ten cytat, a nie inny? Chyba sytuacja z życia i świat. Są konkursy poetyckie, tak? I kto pierwszy się do nich tak naprawdę pcha? Ci co nie umieją pisać wierszy (tak zresztą też jest w innych dziedzinach). A ja właśnie uważam, że z tym trzeba się urodzić. Tego nie da się nauczyć i chociaż ktoś by się starał jak może i to i tak mu nie wyjdzie tak jak wrodzonemu poecie. A mówić tak, żeby cię słuchali... da się nauczyć. Potwierdzone to już jest w starożytności (aktorzy z teatru opowiadali o tym, gdy byli w mojej szkole). Jeśli chodzi jeszcze o lirykę... z pisarstwem pewnie jest tak samo.
Zmieniłam też swoją favikonę. Nie mogę za bardzo pokazać jej, ale wstawię obrazek (stworzony przeze mnie w jednym kreatorze), który jest częścią favikony. Favikona to tylko głowa postaci.


PS. Zmieniłam również opis w podstronie "Ja"


piątek, 13 września 2013

Pierwsza lektura w drugiej klasie

Autor: Arkady Fiedler
Tytuł: Dywizjon 303
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Rok wydania: 1980
Ilość stron: 95
" Jedyna polska książka, pisana na obczyźnie, a wydana także w Polsce okupowanej w 1943 roku."
Na samym początku, czyli pod koniec sierpnia (kiedy to dostaliśmy spis lektur do drugiej klasy) mówiłam, że pewnie nie spodoba mi się ta lektura, bo jest o II Wojnie Światowej, a ta tematyka mocno mnie nie interesuje. Dlaczego? Za blisko teraźniejszości.
Jednak myliłam się i to bardzo!

Książka opowiada o "Bitwie o Wielką Brytanię" i uczestniczącym w niej Dywizjonie 303.
 Tytułowy dywizjon składał się głównie z Polaków, jednego Czecha i kilku Brytyjczyków.

"Dywizjon 303" nie jest typową książką historyczną z fabułą, to bardziej sprawozdanie (Fiedler spotkał się z członkami dywizjonu; znajdował się w Anglii, kiedy działy się poszczególnie wydarzenia opisane później w książce). Są tu krótkie, rzeczowe zdania. Nie ma niepotrzebnych kwiecisto ułożonych. Oczywiście występują tam również zdania złożone, lecz właśnie te zwięzłe nadają charakter lekturze.
Czytając ją miałam wrażenie, że dzieje się to obok mnie, a nie przeszło siedemdziesiąt lat temu.

Teraz większość młodych uważa za nic Polaków. Polak to Polak, nic godnego uwagi. Niektóre narodowości pewnie w głębi duszy też.
Okej, mogę się mylić co do tego drugiego, ale pierwsza rzecz jest prawdziwa patrząc na dzisiejszą młodzież. Dlatego taka książka jak ta jest potrzebna. Nie została napisana i wydana o tak sobie. Zwłaszcza teraz i pewnie dalszym pokoleniom takie coś będzie potrzebne.
Pokazuje, że Polacy umieją walczyć, są dzielni i wartościowi. Może gdyby nie pomoc Polaków w "Bitwie o Wielką Brytanię" wynik bitwy inaczej by się skończył?
Ocena: 9/10
Znalazłam w Internecie to samo wydanie, które ja posiadam z biblioteki.

wtorek, 3 września 2013

3 września 2013 roku

Miałam możliwość napisania tego postu na informatyce, ale... wolałam nie. Pan ciągle krążył, a czasem nawet z zaskoczenia zerkał przez kogoś ramię lub stał po prostu nad kimś. Ja tak można by rzec "wpadłam", gdy pisałam z jedną blogerką na fejsie, na szczęście pan nic nie powiedział. Prawie wszystkie dziewczyny..., a to później napiszę. ;)
Nie wiem o czym innym mógłby być post jak nie o dzisiejszym dniu. Nie przeczytałam na razie żadnej książki, nie mam pomysłu na notkę "psychologiczną".
Lekcję zaczęły się o godzinie ósmej rano, tak jak prawie u wszystkich. Przyszłam trochę wcześniej, dlatego wyjęłam "W pierścieniu ognia" i zaczęłam sobie czytać. Przez parę pierwszych przerw też to czytałam.
Pierwsza lekcja to była matematyka. Matematyczka oczywiście omówiła PSO i pod koniec lekcji musieliśmy odpowiadać ustnie na jej zadane przykłady matematyczne. Jeszcze się nie którym osobom w pewnym sensie dostało, moim zdaniem nie potrzebnie. Bo pani się pytała kto ma pierwszą część ćwiczeń - okej, będziemy ich używać póki co. Ale za chwilę zadała pytanie o drugą część. Ja i parę innych osób nie miało i zostało wpisanych na listę. Nie wiem po co, na szczęście nie dostaliśmy żadnych kropek, ani jedynek. Zresztą za chwilę dodała, że nie będziemy tych ćwiczeń póki co używali. Więc po co ta kartka była? Podręczniki, ćwiczenia i przybory dużo kosztują, nawet bardzo. I nie wszyscy mają tak bogatych rodziców, że od razu wszystko mu kupują. Np. dalsze części ćwiczeń. Bo taka prawda, patrząc na cenę rzeczy do szkół - trzeba nieźle wydać na nie.
Następnie był niemiecki z nową germanistką. Pierwsze wrażenie zrobiła dziwne, albo nie, nie dziwne. Oschłe. Ogólnie można jej było współczuć, bo chłopcy ciągle przeszkadzali i się wygłupiali. Nawet śmiesznie było, ale nie wyobrażam sobie takiego zachowania jak będziemy się uczyć, czy pisać sprawdziany bądź kartkówki. Takie coś łatwo rozprasza. PSO.
Język polski. Na dzień dobry sprawdzenie naszej wspaniałej wiedzy. Każdy musiał powiedzieć, czego nauczył się z gramatyki i ortografii przez te osiem lat. Było przy tym trochę śmiesznie, bo ktoś mówił np. że nauczyć się, że stawia się kropkę na końcu zdania. :D Potem polonistka przypomniała jakie będziemy mieć lektury i powiedziała, żebyśmy już czytali "Dywizjon 303".
Fizyka. PSO i przypomnienie sobie różnych rzeczy z przeszłego roku. Czyli już jest materiał do nauki.
Zajęcia artystyczne (Muzyka). Ratujcie mnie z muzyki! Błagam! Pan powiedział, że będziemy śpiewać oraz tańczyć! A ja jestem antymuzykalna! Przynajmniej jeśli chodzi o te dwie wyżej wymienione czynności. :-/
Następny niemiecki. Mieliśmy dzisiaj akurat dwa, bo anglistki nie było. Zresztą podobno nie ma być jej jakoś cały tydzień. Wychodzi, więc na to, że będziemy mieć w tym tygodniu sześć niemieckich. :-/ Może nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że cała klasa jest wtedy. Na drugiej godzinie bawiliśmy się w wisielca niemieckiego. Pani napisała na tablicy dwa pytania i ukryte słowa miały być odpowiedzią na zadane u góry pytanie. Ogólnie okazało się, że jak na razie pani nie jest taka zła, tylko przez chłopaków wydaje się inna. Zobaczymy jak będzie później. Mamy mieć z nią tylko rok, bo stara germanistka, wtedy wróci.
WOS. PSO i program nauczania. Czytaliśmy jakiś tam tekst w podręczniku o konsumencji i rozmawialiśmy na ten temat. Czy ona jest dobra, czy nie itp.
Informatyka. Wolność internetowa xD Informatyk tylko omówił regulamin pracowni informatycznej i zasady obowiązujące na lekcji. Po czym mogliśmy robić co chcemy. Może nie tak bardzo... zależy czy ktoś lubi jak mu się zagląda w monitor czy nie. Ja akurat jak wcześniej pisałam pisałam na Facebooku i szukałam fajnej tapety na pulpit; w końcu wybrałam taką jedną z Magnusem Banem z Darów Anioła. Reszta dziewczyn (może nie liczne nie) pisały na 6obcy. Dużo śmiechu było przy tym, bo pisały jakieś głupoty, albo trafiały na jakiś zboków.
Więc... tak dobrze wyliczyliście. Miałam dziś osiem lekcji! Wg. planu mam (nie liczę WF, bo nie chodzę) 32 godziny jakoś w tygodniu. Ale mogłam coś źle policzyć. Jutro jeszcze będzie siedem godzin, a później już normalnie.
Czy było coś śmiesznego? Oczywiście! Fizyk chciał jednego chłopaka przesadzić i sypały się teksty np. "On się nawróci!", "Jezus dałby mu drugą szansę!". Dla niektórych z Was może nie będzie to śmieszne, ale dla nas było. Albo na muzyce wleciała osa i był oczywiście krzyk oraz pisk. A gdy podleciała do pana ta osa to próbował muzyk ją wygonić ją za okno i trzepał ciągle pan w nią książką (znaczy zaganiał), a ona nic. Jeden chłopak krzyczał, żeby pan ją zabił, ale dorosły nie posłuchał się go. Dopiero po paru minutach zwierzątko wyleciało z budynku.
Od  jutra jednak zacznie się nauka i zadania domowe pełną parą! Jutro mam: Niemiecki albo angielski (zależy, czy będzie pani od angola), polaka, religię, biologię, zajęcia fotograficzne i dwie matematyki.
Zdjęcia z rozpoczęcia roku szkolnego: http://www.katolik.trzcianka.com.pl/gimnazjum/obrazki/galeria-209/skorowidz1.html  Buhahaha! Mnie tam nie znajdziecie!
Informacja, którą będę wklejać za każdym postem, który dodam, bo nie wiem, kiedy zacznie się szał.
W tym roku chcę się przyłożyć do nauki, dlatego będę dodawała posty, jeśli będę miała czas!

poniedziałek, 2 września 2013

Welcome to the rok szkolny 2013/2014!!!

Rozpoczęcie zaczynało się o 10 w kościele. Ja przyszłam trochę wcześniej (jakieś 10 minut przed) i pogadałam sobie z dwiema dziewczynami z mojej klasy. Za chwilę jednak ksiądz wyszedł z kościoła i zaczął wszystkich zaganiać do środka, bo było trochę zimno. Bo trzeba dodać, że dziś u mnie w mieście szarobura pogoda. Jeśli chcecie coś wiedzieć o mszy to tak: psalmy śpiewał pan od muzyki, było "kwieciste" powitanie nowego proboszcza. Po oficjalnej mszy odbyło się coś jakby szkolne rozpoczęcie roku szkolnego (też w kościele). Wszedł sztandar szkoły, przedstawiono wychowawców poszczególnych klas i była przemowa dyrektorki. Trochę, a nawt baaaaaardzo się to dłużyło, bo proboszcz jeszcze na mszy omawiał długo kazanie. :-/ Ale gdy w końcu nastąpił koniec rozeszliśmy się do szkół. Znaczy 1-6 do podstawówki, a 1-3 do gimnazjum. Tam musieliśmy chwilkę poczekać na wychowawczynię. Po jej przyjściu dowiedzieliśmy się jaki mamy plan lekcji. Czyli jutro chyba mam osiem lekcji, jeśli informatyk powie, że dziewczyny mają jutro infe. Ci co nie mieli kartek, ani przyborów do pisania zrobili zdjęcie planu lekcji... Trochę lekka przesada moim zdaniem. Liczba osób w klasie się nie zmieniła. Równowaga nie została zachwiana. Odeszła jedna osoba, doszła za nią następna. ;) Nie wiem jak to będzie z tą osobą, bo... to chłopak i już pokazał jak będzie wyglądać atmosfera na lekcjach w klasie. :-/ Mam nadzieję, że jednak są to uprzedzenia. ;)
Jutro jeszcze będzie jak tako dzień, bo po raz ósmy w życiu moje uszy usłyszą czego nie robić, a co wręcz robić itp. Więc powinnam dodać jakiś post. Nie znaczy to, że dodam.
W tym roku chcę się przyłożyć do nauki, dlatego będę dodawała posty, jeśli będę miała czas!
Mój drugi blog (ze zdjęciami): http://greyworld-greyphoto.blogspot.com/
PS. Niestety nie wzięłam aparatu fotograficznego, dlatego nie mam żadnych zdjęć ze szkoły :(
Święta prawda! :D


niedziela, 1 września 2013

Koniec wakacji

Jutro rozpoczęcie roku szkolnego :'(
A ja jak spędziłam wakacje? Wyjazd do Zakopanego i Krakowa. Parę spotkań z Kaśką. Siedzenie przed kompem. Przeczytałam w sumie w te wakacje pięć książek, z czego "Wybranych" zaczęłam czytać pod koniec czerwca. Jak na mnie to mało, a może ja na serio tak czytam? Tylko dopiero blog mi pokazuje prawdę? Może... To przez ten komputer, mnie i hałas wokoło.
1. Zawsze znalazł się ktoś kto był na fejsie i chciał pogadać.
2. Nie umiem się skupić na książce, kiedy za ścianą u sąsiadki ktoś lub coś nieźle hałasuje.
3. Rodzice są niewyrozumiali. Jak oni chcą spokój to trzeba być cicho, ale jak ja czytam książkę to można włączyć mega głośno telewizor. :-/ I jaka sprawiedliwość?
Patrząc na te dwa ostatnie punkty boję się co będzie w roku szkolnym. Jak ja będę się uczyć? Będę chyba musiała do biblioteki chodzić.
Co jeszcze się stało? Rodzina w gości przyjechała, stronę z Natal2000 założyłam na fejsie. I tyle.
Czy żałuję tych wakacji? Jasne, mogłam lepiej spędzić ten czas, ale nie uważam, że te dwa miesiące zmarnowałam w przeciwieństwie do moich rodziców.

Co spodziewam się po następnym roku szkolnym?
Teraz jestem w pewnym sensie przygotowana na to co mnie czeka. Wiem już, że zapamiętanie z lekcji w moim przypadku nie pomoże, że muszę powtarzać materiał w domu. Koleżanka która jakoś w drugim semestrze miała lekcje indywidualne teraz znów dojdzie do naszej klasy. Dwa nowe przedmioty dojdą. Znam nauczycieli którzy mają je prowadzić. Jeden dodatkowo uczy historii, a drugi informatyki. Dlatego można się spodziewać jak będzie wyglądał WOS (Wiedza o społeczeństwie) i zajęcia fotograficzne. Wiem, zdziwiliście się pewnie patrząc na ten ostatni przedmiot. Też na początku się zdziwiłam. Bo w pewnym sensie po co to? Tak samo jak plastyka i muzyka? Przeglądając ćwiczenia wnioskuję, że będziemy omawiać historię fotografii (albo aparatu, nie pamiętam), uczyć się robić idealne zdjęcia. Najśmieszniejszy jest ostatni temat, bo jest tam o zakładaniu fotoblogów na bloggerze. ;)
Dodatkową udręką będzie projekt, który będziemy w czerwcu musieli pokazać przed nauczycielami oraz rodzicami. Oraz pisanie próbnego sprawdzianu trzecioklasisty. Niby nie taki stres jak ci starsi będziemy mieć, no i wiadomo wszystkiego nie będziemy musieli wiedzieć, ale i tak punkty będą zliczane. Aha, i jeszcze te scenki po angielsku i niemiecku, co były w pierwszej klasie. Pierwsza klasa... jak to dziwnie brzmi. Ciągle ta nazwa kojarzy mi się z podstawówką.
Właśnie! Dojdzie rocznik 2000. Hm, ciekawe jaki on jest? Patrząc na niektórych ludzi z tego rocznika... to mało znam, że tak napiszę tych normalnych. Może ten best o rocznikach 1999 i 1998 był prawdziwy? xD Nie, no żartuję. ;)
Ten post miał być dłuższy, ale spieszę się (muszę obejrzeć prawie cały V sezon "Czasu Honoru" do 21) ;) A jeśli już o tym piszę to szczerzę polecam tą serię!
Wszystkie podręczniki oprócz angola, niemca, plastyki i muzyki, bo będą takie same jak rok temu. A z niemca zamawia szkoła.
Sorki za szafkę. xD A nie dałam plecaka, bo stary.