sobota, 23 lutego 2013

Wywiad z Kuroi na temat "Pięknych Istot"

Fobos: Słyszałam, że byłaś na "Pięknych Istotach", tak? Fajny? Opłaca się kupić bilet?

Kuroi: Tak, byłam na tym filmie. Bardzo spodobał się mi i mojej koleżance. Nie żałuję wydanych pieniędzy.

Fobos: Mogłabyś trochę opowiedzieć o czym on jest i dla kogo bardziej się nadaje (chodzi mi tu o dziewczyny, chłopaków, jakiś styl)?

Kuroi: Film moim zdaniem przeznaczony jest dla każdego wieku i płci. Opowiada o dziewczynie i jej rodzinie, która ma moce. W szkole nikt jej nie akceptuje. Potem poznaję chłopaka i razem rozwiązują kłopoty, które się jej przytrafiają. Na początku nie byłam przekonana co do tego żeby pójść na ten film ale w końcu postanowiłam pojechać i nie żałuję

Fobos: Krążą plotki, że seria podobna jest do Zmierzchu...

Kuroi: Ja osobiście nie przepadam za Zmierzchem. Te dwa filmy przy najmniej w mojej ocenie nie są do siebie podobne. O wiele bardziej spodobał mi się film "Piękne Istoty".

Fobos:  Heh, czyli nie ma wampirów?

Kuroi: Nie, nie ma wampirów. Chociaż uwielbiam filmy z wampirami to "Zmierzch" był dla mnie naciągany.

Fobos: Masz rację, istoty ciemności które nie boją się światła, piją krew zwierzęcą i przedstawione jako pięęęęekne stworzenia - to żadne wampiry.

Kuroi: Moim zdaniem wampiry są brutalne i nie zakochują się tak jak bohaterowie "Zmierzchu". W filmie "Piękne Istoty także występuje miłość ale prawdziwa i ludzka więc nawet mi się spodobało.

Fobos: Ale nie taka jak w Romciu i Julci?

Kuroi: Nie. Gdy oglądałam ten film (nawet ja) chciałam mieć chłopaka :P. Takim chłopakiem jak w tym filmie myślę, że nikt by nie pogardził i nie mówię tu o wyglądzie

Fobos: :D z wyglądu po zdjęciach powiedziałbym, że brzydki :D (ale ja tam się nie znam).
Podsumowując: bardzo fajny film, Internet kłamie, że to jest "kopia" Twilight i dla wszystkich?

Kuroi: Tak, przy najmniej tak sądzę. Moim zdaniem film trzeba samemu zobaczyć i ocenić bo jak wiadomo każdy ma inny gust.

Fobos:  Zgadzam się z tobą. Bardzo dziękuje za wywiadzik! Pewnie słabo mi wyszedł, to dlatego, że pierwszy.

Diakon

Co wydarzyło się fajnego w szkole?
Mieliśmy lekcję z diakonem! Zamiast księdza. Diakon jest faaaajny. W ogóle inaczej patrzy i prowadzi lekcję. Nie mówi do nas jak typowo facet z zakonu i tylko jak normalny człowiek. Wszystkim się on podoba (znaczy się sposób prowadzenia lekcji jego). O dziwo nawet się nie nudziłam na religii! W środę mówiliśmy o wierze i zaufaniu. Diakon czytał nam taką jedną bajkę i zorganizował taką mini zabawę. Na końcu moja koleżanka miała się rzucić i zaufać mu czy ją złapie. To było trudne dla niej, bo pierwszy raz go widziała i w ogóle go nie znała. Na szczęście diakon ją złapał. Cztery osoby żarty sobie z niego zrobiły i zamieniły się imionami. W piątek diakon zaczął lekcję pytaniem do niektórych chłopaków jak byś powiedział lub pokazał jakieś osobie, że ją kochasz? Oczywiście później cała klasa się włączyła do tego. Najwięcej odpowiedzi było "wieśniackich" za przeproszeniem, czyli SMS, zmienić status na fb itp. No, ale też były takie normalne np. kwiat bym kupił, dał prezent, prosto w oczy. Potem przekładaliśmy te odpowiedzi na religię, znaczy list to Biblia, prezent z niespodzianką i kwiaty to ziemia. Co Bóg dał nam, żeby pokazać, że nas kocha. Później dał nam na kartce fragment pisma świętego po współczesnemu, średniowiecznemu, łacinie, angielskiemu, grecku i na język młodzieżowy przetłumaczony (slangiem). Mieliśmy sobie to wszystko porównać, no i się zaczęliśmy pytać dlaczego pismo nie mogłoby być przetłumaczone na "nasz" język, diakon tam mówił dlaczego pismo św. tak późno zostało przetłumaczone (żeby niby ludzie nie brali słów dosłownie) i napisał na tablicy: moja stara wypiła i wylądowała w piwnicy (czy coś takiego) i wszyscy się śmiali z tego. Ogólnie lekcje z nim były OK. Jedyne co mnie zraziło to to jak jeden z chłopaków chciał go nazwać (bo mówił diakon do niego "misiu").
W piątek po drugiej lekcji p. Justyna z p. sprzątaczką w świetlicy piekły i sprzedawały gofry. Normalnie cała szkoła kupowała! A jak pachniało! Nawet polonista i bio- geografka kupiły sobie. Szkoda, że w szkole nie można używać telefonów :-/ a na aparat trzeba mieć zgodę nauczycieli.

W tygodniu wymyśliłam coś takiego:
"Jest tyle pisarzy i pomyśleć, że dwa razy tyle jest ludzi którzy skrycie piszą"
"W tłumie pisarzy tylko jeden się przebije dalej"

Wczoraj nie napisałam, bo byłam w Pile na rehabilitacji, a potem w Empiku. Tam kupiłam sobie nową książkę - "Miasto upadłych Aniołów". Jest to czwarta część serii Dary Anioła. Moją ulubioną postacią jest Alec, to jego opis na Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Miasto_ko%C5%9Bci#Postacie


niedziela, 17 lutego 2013

Urodziny

W poniedziałek miałam tak oficjalnie urodziny. Nikt z klasy nie składał mi życzeń, bo nikomu nie mówiłam o moich urodzinach. Nie lubię zbytnio składania życzeń i śpiewania "Sto lat...".
Gdy przyszłam do domu okazało się, że na moją komórkę przyszły dwa SMSy. Otworzyłam je i... aż się zdziwiłam! Życzenia mi przesłały cztery koleżanki z podstawówki. Szybko odpisałam im podziękowania.
O godzinie piątej poszłam po moją koleżankę ze starej klasy (nazwijmy ją Żeglarką), żeby ją zabrać do galerii na jakiś deser z okazji moich urodzin. Gdy weszłam do niej do mieszkania zrobiło mi się trochę głupio, bo dała mi prezent (kwiatka, laurkę i perfum). Potem poszłyśmy na ten deser. Cóż trochę trudny był wybór, ale w końcu wybrałyśmy czekolady do picie i wjechałyśmy windą na wyższe piętro. Rozmawiałyśmy sobie jakoś godzinę, albo i więcej. Po czym rozeszłyśmy się do domu. Tam rodzice dali mi prezent - mitologię skandynawską. Ah! Jeszcze zapomniałam, że za nim poszłam po Żeglarkę przyszła moja babcia i dała mi czekoladki oraz pieniądze.
W sobotę miałam przyjęcie urodzinowe. Oczywiście związku z tym, że z jedną koleżanką spotkałam się w poniedziałek to nie było nikogo z moich znajomych na przyjęciu.
Ja z moim kuzynem nie mieliśmy można tak napisać co robić i siedzieliśmy w salonie z dorosłymi, a młodsi się bawili w pokoju. W środku gdzieś przyjęcia mama wniosła tort. Zdmuchnęłam za pierwszym razem wszystkie świeczki oprócz dwóch. To i tak dobrze jak na mnie ;)
Gdy poszli goście siedziałam potem do późna na komputerze. Chyba coś ok. 22 zeszłam.
Co dostałam na urodziny?
- pieniądze
- kartki urodzinowe
- torbę wielką na ramię
- zakładkę magnetyczną
- mitologię skandynawską
- kwiaty
- perfum

Kartka od Żeglarki

PS. Jak się dodaje te etykiety czy coś? Chodzi mi o to, że np. jest napis "książki" i tam się wrzuca wszystkie posty o książkach. Te kategorie.



sobota, 16 lutego 2013

"Stowarzyszenie Umarłych Poetów"

Jak wczoraj pisałam, w piątek na pierwszej lekcji, przerwie oraz drugiej lekcji całej szkole  był puszczany film pt. "Stowarzyszenie Umarłych Poetów".
Film był OK. Pewnie bardziej by mi się spodobał gdybyśmy nie siedzieli ciągle na krzesłach i mielibyśmy jakąś przerwę. Bo po jakim czasie już nie chciało się niektórym siedzieć na twardych, szkolnych krzesłach.
"Stowarzyszenie Umarłych Poetów" opowiada o grupie chłopaków którzy chodzą do męskiego liceum z wielkim wymaganiami i surowymi zasadami. Można powiedzieć, że to taka elitarna szkoła. Rodzice chłopaków chcą, żeby byli m in. lekarzami, prawnikami, bankierami. Krótko mówiąc mieć jakieś bogate zawody i uznawane. Nowy nauczyciel od języka angielskiego chcę zmienić coś w życiu szkoły. Głosi zasadę carpe diem - chwytaj dzień. Np. na jednej lekcji poezji nie zgadza się z autorem podręcznika i karze uczniom wyrwać kilka kartek z niego. Fascynuje chłopaków poezjom. I tak w nocy siedemnastolatkowie wymykają się z szkoły do takiej groty, żeby razem przeczytać różne wiersze.
Jeden z grupy uczniów chce zostać aktorem wbrew woli ojca. I dostaje główną rolę w "Śnie nocy letniej" Szekspira.
W dniu występu wszyscy jego koledzy wraz z nauczycielem idą go obejrzeć. Dodatkowo jeszcze przychodzi jego ojciec. Chłopak wystąpił świetnie! Lecz niestety ojciec jego nie zgodził się z innymi i zabrał go do domu oraz zabronił mu kiedykolwiek grać w jakieś sztuce. No i wieczorem odnosi skutki tej decyzji, bo syn umiera.
Dyrektor z wiązku z tym postanawia rozwiązać stowarzyszenia i przesłuchuje uczniów, żeby się dowiedzieć kto był w tym stowarzyszeniu i kto tym zarządzał. Gdy się dowiaduje, że to ten nowy nauczyciel zwalnia go.
Końcówki wam nie będę opowiadać. Jeśli chcecie sami go obejrzyjcie. Polecam szczerze wam go!
PS. Przepraszam, za różne błędy językowe. I jeśli coś przekręciłam.

piątek, 15 lutego 2013

14 lutego był dzień św. Walentego

Hm, może najpierw napiszę co tam się dzisiaj u mnie w szkole wydarzyło:
Na wychowawczej cała szkoła zebrała się w takiej jakby "świetlicy", żeby obejrzeć film pt. "Stowarzyszenie Umarłych Poetów". Film sam w sobie fajny, napiszę o nim jutro. Okazało się, że film ma trwać tak z gdzieś 100 minut i zeszła nam cała wychowawcza, przerwa i mojej klasie akurat jeszcze polski. Na ostatniej lekcji - informatyce edytowaliśmy jakiś tam tekst i nagle pan krzyknął "NIE!". Brzmiało to normalnie jakby pożar widział. Tak naprawdę nie wiem o co panu wtedy chodziło.

Walentynki. Może niektórzy lubią to święto, ale ja niezbyt. Wszędzie serduszka, Amorki (czy tam Erosy), serduszka przebite strzałą. Nudy! Dla mnie to po prostu głupie i smętne.
Ludzie w tym dniu obchodzą głównie miłość partnerską, ale dlaczego np. nie też przyjacielską? No co prawda ona nie jest taka typowa, ale też ważna.
U mnie w szkole jak może w większości szkołach była poczta walentynkowa i na lekcji fizyki przyszła p. Justyna dać walentynki osobom z mojej klasy. Ja dostałam walentynkę od Kuroi! Za co jej szczerze dziękuje. Ja nie robiłam żadnych kartek, bo... nie lubię.

Zgłosiłam się u Loli14 (polamojezycie.blogspot.com) na takie losowanko. Pod koniec każdego tygodnia Lola14 będzie losowała z listy blogów które się zapisały jeden i krótko o nim napisze na swoim blogu. Bardzo fajna jest ta akcja. Nic nie kosztuje, wystarczy dołączyć do obserwatorów, wkleić obrazek. A jeśli się poszczęści może dzięki takiej jakby reklamie może znajdą się nowi czytelnicy bloga.

niedziela, 10 lutego 2013

Mieszkanie w bloku

Ci co mieszkają w bloku pewnie mnie zrozumieją.
Sąsiedzi bez kultury, nie wiedzą co to cisza nocna - to jest główny minus bloków.
Wczoraj 20 albo 21 na dole ktoś sobie zrobił głośną imprezę. Ludzie się upili i nieźle hałasowali, dodatkowo jeszcze włączyli sobie muzę. Masakra była gdy śpiewali "Ona tańczy dla mnie" (czy jakoś tak). Nikt nie schodził do nich, bo kto zejdzie do ludzi upitych? Różnie mogą przecież zareagować na zwrócenie im uwagi. Na policję nie było po co dzwonić, bo i tak by przyjechała po kilku godzinach. U mnie w mieście policja się nie przejmuje zakłócaniem ciszy nocnej. Ale, ale przecież wam nie napisałam, że przekroczyli 10! No to teraz już wiecie, że przekroczyli tą godzinę. Wkurzało mnie, chciałam iść spać, ale nie mogłam. W końcu chyba ktoś do nich poszedł, bo słyszałam jakiś głos mówiący na klatce. Po kilku minutach impreza się uciszyła.
To tylko jedna sytuacja z kilkunastu. Mam np. sąsiadkę za ścianą która puszcza ciągle głośno muzykę nie patrząc na godzinę, czasami jest tak głośno, że aż dudni, piszczy, skacze po łóżku. Normalnie jakby z klatki ktoś wpuścił ją. Najlepsze jest to, że jak ja sobie puszczę głośno muzykę to przeszkadza jej to i jeszcze głośniej sobie swoją puszcza. Masakra. Albo w nocy na całą epe skype'a ma włączonego i każdą jej wiadomość która przyjdzie do niej słychać.
Przed nią był pijak który robił u siebie awantury i głośno było oraz kłótnie.
Czasami też można trafić w bloku na ludzi którzy wyzywają, biją, szaleją z nożem i takich o. U mnie na razie takich nie ma, ale słyszałam jak u innych byli.

Co od poniedziałku będzie?
- kartkówka z angola
- sprawdzian z chemii
- dyktando z polaka
- sprawdzian z angola
- sprawdzian z biologii
- walentynki
- dzień chorych
- moje urodziny
- impreza urodzinowa

sobota, 9 lutego 2013

Kłótnie i obrażanie się w klasie

Wczoraj miałam dodać posta, ale się nie udało, były pewne komplikację. :-/

Tamten post miał być o kłótniach w klasie... no i napiszę go teraz.

Pewnie nikt z Was nie lubi jak są jakieś kłótnie w klasie. Po nich następuje często ponura, napięta atmosfera. Jeśli obrażone osoby obrażają się między sobą to jest jako tako OK. Ale jak biorą w tym udział osoby trzecie to jest już źle.
Chodzi mi tutaj o namawianie osób: nie gadaj z nim, bo jest taki (tutaj mówi coś złego na tamtą osobę). Jeśli osoba która przekonuje ma do tego dar to łatwo znajdzie sobie zwolenników. Ta trzecia osoba tak naprawdę nic nie wie o tej kłótni czy obrazie. Bo przecież tamta mogła powiedzieć różne rzeczy często nieprawdziwe.
Pomyślmy teraz jak się czuje druga strona? Nikt z nią nie gada, wszyscy omijają ją szerokim łukiem. Pewnie smutno jej, bo przecież pokłóciła się tylko z jedną osobą, a nie z całą klasą.
Najgorzej też jest jak jakaś osoba obrazi się na drugą, na gada innym na nią, a ta osoba nie wie w ogóle o co jej chodzi. Wczoraj jeszcze rozmawiały, a teraz już nie.
To jeszcze gorsze, niż ta druga sytuacja. Inni wiedzą, a ja nie.

Więc podsumowując. Uważam, że nie powinniśmy poddawać się namową jakiś osób, żeby z kimś nie gadać, bo jest jakiś. Nie znamy prawdy, więc po co się w to mieszać? Lepiej być osobą bez stronniczą.
 

sobota, 2 lutego 2013

Teatr Polski w Szczecinie

W poniedziałek dowiedzieliśmy się, że w środę jedziemy do teatru. Cała (albo większość) szkoła się ucieszyła, myśleliśmy, że stracimy lekcje. Ale niestety tak się nie stało. Do teatru mieliśmy jechać o 14.30.
W środę popołudniu niektórzy zebrali się przed szkołą, a inni w szkole. Gdy przyjechał autobus ruszyli wszyscy zająć miejsca, głównie te na tyle. Ja siedziałam z Kuroi na tyle, koło drzwi. W praktyce wyjechaliśmy sprzed szkoły pół godziny po czasie. Droga była trochę nudna, trzy godziny drogi do Szczecina. Ja czytałam (jedną stronę) „Władcy Pierścieni” i słuchałam muzyki.
Przyjechaliśmy o dziwo przed czasem, dlatego musieliśmy trochę poczekać na pana który miał nas oprowadzić. Gdy już przyszedł pokazał nam pokój gdzie aktorzy się charakteryzują, dwie sale gdzie odbywają się spektakle i kulisy sceny gdzie miało się odbyć przedstawienie.
Po tym weszliśmy na widownie, nie miałam szczęścia i nie siedziałam z nikim ze swojej klasy. :-/

Spektakl miał nazwę „Przyjazne dusze” i był super! Co prawda była moja druga wizyta w teatrze, ale moim zdaniem był udany! Wszyscy się śmiali, (bo to była komedia), no i był z przesłaniem, a nie taki byle jaki. Chodziło np. o to, żeby się nie kłócić o byle co, bo i tak później się o tym zapomni, a życie leci i nie wiadomo kiedy się skończy. „Przyjazne dusze” opowiadały o dwójce duchów (małżeństwo) i parze która przeprowadziła się do domu zmarłej pary. Najpierw chciały duchy wygonić ich, ale po pewnym czasie polubiły ich. Kobieta (człowiek) była w ciąży i pod koniec zaczęła rodzić. Okazało się, że dziecko nie oddycha i duch – mężczyzna zaczął się modlić (a był niewierzący) do Boga i zaczął w niego wierzyć, gdy Bóg wysłuchał jego modlitwy, a dziecko zaczęło oddychać. W nagrodę on i jego żona mogli się dotknąć i pójść do nieba.
Piszę wam! Było suuuuuuuuuuuuuuuuuuuper!
Gdyby to nie był ostatni termin wystawienia spektaklu bym wam go poleciłam.
Procentowa ocena? 200%? 1000%? Największa. 
PS. To jest moje zdjęcie.