Tytuł oryginału: The Hobbit: The Desolation of Smaug
Data polskiej premiery: 27.12.13
Produkcja: USA i Nowa Zelandia
Czas trwania: 161 min
Wybrani aktorzy:
Martin Freeman - Bilbo Baggins
Ian McKellen - Gandlaf Szary
Richard Armitage - Thorin Dębowa Tarcza
Benedict Cumberbatch - Smaug
Orlando Bloom - Legolas
Evangeline Lily - Tauriel
Wczoraj, jak można się domyślić byłam na drugiej części Hobbita. Wrażenia? Ciekawe, aczykolwiek przesadą jest dla mnie dzielić jedną książkę na trzy filmy, chociażby nawet dodane były jeszcze do nich wątki, które tłumaczył później Tolkien we "Władcy Pierścieni".
Bilbo wraz z kompanią Thorina są coraz bliżej celu swej wędrówki - Samotnej Góry. Za nim jednak dojdą do niej "odwiedzają" następną krainę Elfów, gdzie poznają piękną Tauriel, która zakochuje się w Kilim (w tej roli znany Nocnym Łowcom z roli Luke'a - Aidan Turner). Oprócz Elfów poznają również w Mieście (albo wiosce; nie pamiętam już) Na Jeziorze Barda, który sam wychowuje trójkę dzieci. Krasnoludom (, Hobbitowi i Czarodziejowi) depczą po piętach Orkowie na których czele stoi Azog Plugawy. Którym dowodzi... coś mrocznego. Jak to wszystko się zakończy? Czy załoga w końcu dotrze do Smauga i go zniszczą? Nie spodziewajcie się, że na wszystkie pytania zaznacie odpowiedź, bo za rok jeszcze ostatnia część (niestety).
Pod koniec muszę dodać też, że film był w 3D i z dubbingiem. Gdyby nie to, że poszłam na Hobbita z moją siostrą i resztą rodziny, to wybrałabym wersję z napisami, bo dubbing był taki sobie. Nie piszę tu o starych postaciach z pierwszej części (bo do nich moim zdaniem akurat dobrze dobrali głosy), ale o tych nowych. Legolas, Tauriel, Thranduil (władca Elfów pojawiających się w Pustkowiu Smauga), no i jeszcze Kili (chociaż on występował już poprzednio). Czasem miałam wrażenie, że w ogóle głosy odbiegają od postaci, nie "kleiły" się z nią. Niestety dość często się z tym można spotkać, a zwłaszcza w serialikach na Disney Channel.
Ocena: 8/10


