poniedziałek, 30 czerwca 2014

"Gwiazd Naszych Wina"



Tytuł: Gwiazd naszych wina
Tytuł oryginału: The Fault In Our Stars
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 310

Nie przeczytałam książki dzięki jej adaptacji, ponieważ:
a) nie byłam w kinie na niej
b) zwiastun szczególnie mnie nie zachęcał do książki
Nie przeczytałam również jej dzięki recenzjom innych blogerów, bo jakoś też nie zachęcały mnie do niej. Fabuła wydawała mi się taka... No, pospolita.
A więc co mnie skierowało ku niej? ED SHEERAN i All of the stars!!! Piosenka jest zamieszczona w soundtracku do filmu. Tekst + głos Eda + muzyka = sięgnę po Gwiazd Naszych Wina. Co mi tam, prawda?

Wracając do samej lektury... W pewnym sensie miałam rację. Nowości w tej książce nie ma. Jest to co znane i... aż za bardzo znane. Jest chłopak i dziewczyna. Jest choroba (w tym przypadku rak). Każdemu znane jest równanie chłopak i dziewczyna, plus wielka miłość, równa się jakieś nieszczęście. Jak się można spodziewać na końcu książki jest to nieszczęście. Jeśli zaś o bohaterach mowa:
Hazel (główna żeńska bohaterka) - dość zwykła nastolatka z rakiem tarczycy o wybitnej mądrości (xD).
Augustus (główny męski bohater) - ma jakiś nowotwór, nie wiem jak on się nazywa naprawdę (w książce mówią "kostniakomięsak"), ze skłonnością do odkrywania metafor w różnych rzeczach, "palacz", idealny chłopak dla każdej dziewczyny, wszystko co chłopak idealny powinien mieć on ma.
Rodzice Hazel - rodzice, którzy wszystko robią dla dobra córki
Isaac - też nowotwór ma, polubiłam go najbardziej, absurdem u niego jest tylko to, że nagle po operacji, gdzie  traci wzrok, dostaje np. gry video dla niewidomych i skrzynkę pocztową, która sama mu czyta listy. Nie wiem, czy takie coś istnieje, a nawet jeśli to jest bardzo drogie (że nie przeklnę jak drogie) i nie stać go by było na takie rzeczy.
Jest jeszcze wiele bohaterów. Może nie, aż tak szczególnie wiele, ale nie będę Wam wszystkich opisywała. W każdym razie chyba w każdej postaci znajdzie się coś... absurdalnego, wręcz nie możliwego. Augustus bez żadnych wad? Niech ktoś mi znajdzie takiego.

W każdym razie Gwiazd naszych wina opowiada o nastolatce o imieniu Hazel, która od paru lat zmaga się ze swoim nowotworem. Pewnego dnia spotyka wymarzonego chłopaka - Augustusa Waters (pozostanę wierna swoim przekonaniom, że jego nazwisko się nie odmienia w języku polskim. ;) ). Jak to w książkach bywa zakochują się. Lecą razem do pięknego europejskiego państwa, gdzie... widzą się ze swoim ulubionym autorem książki. I ten moment najbardziej mi się podobał w książce! Czasem idealizujemy ludzi, którzy nam się podobają (nie w sensie zauroczenia, czy miłości), lubimy to co robią. Tu bohaterowie zderzają się z rzeczywistością. Co tu dużej pisać o treści? Historia miłosna taka.

Czy żałuję sięgnięcia po ten utwór? Nie. Nie uważam, że jest "denny" i bezwartościowy, tylko, że nie przypadła mi ta tematyka do gustu. Zdaję mi się, że takie rzeczy nie są dla mnie. Może gdyby książka odbiegła od schematu, który znam byłoby lepiej, ale tak, mogę napisać, że nie jest źle.

Ocena: 9/10

Wieleeee cytatów:

"- Nadejdzie czas - zaczęłam - gdy wszyscy będziemy martwi. Nadejdzie czas, gdy nie pozostanie ani jeden człowiek, który by pamiętał, że ktokolwiek kiedykolwiek żył czy że nasz gatunek czegokolwiek dokonał. Nie pozostanie nikt, kto by pamiętał Arystotelesa lub Kleopatrę, a co dopiero ciebie. Wszystko, co zrobiliśmy, zbudowaliśmy, napisaliśmy, wymyśliliśmy albo odkryliśmy, pójdzie w zapomnienie, a to - wykonałam szeroki gest - zupełnie straci sens. Może ta chwila nadejdzie szybko, a może jest odległa o miliony lat, ale nawet jeśli przetrwamy śmierć naszego słońca, nie będziemy istnieć wiecznie. Był czas, gdy organizmy nie miały świadomości, i nadejdzie czas, gdy znów będą jej pozbawione."

"Nie uważam, że wszyscy muszą mieć oboje oczu, nie chorować i tak dalej, ale każdy powinien przeżyć prawdziwą miłość, a ona powinna trwać przynajmniej do końca jego życia."

"- To metafora - wyjaśniłam. - Trzyma w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie daje mi mocy, by zabijał."

"- Zakochałem się w tobie i nie zamierzam sobie odmawiać prostej przyjemności wyznania prawdy. Kocham cię i wiem, że miłość jest tylko wołaniem w próżni, a zapomnienia nie da się uniknąć, że wszyscy jesteśmy skazani i nadejdzie dzień, kiedy cały nasz wysiłek obróci się w pył, wiem, że słońce pochłonie jedyną ziemię, jaką mamy, a ja cię kocham."

" Ta powieść powstała z linii wydrapanych na papierze, moja droga. Zamieszkujący ją bohaterowie nie mają żadnego innego życia poza tymi liniami. Co się z nimi dzieje? Wszyscy przestają istnieć w chwili, gdy powieść się kończy."

Sorki, że tyle miłosnych cytatów...


piątek, 27 czerwca 2014

Zakończenia roku szkolnego

Nie przez przypadek w poście jest napisane "zakończenia", a nie "zakończenie"...

Wczoraj odbyło się w mojej szkole zakończenie lat gimnazjalnych klasy trzeciej. Moja klasa jako ich zastępcy (w sensie klasa druga) miała za zadanie przygotować dla nich upominek i powiedzieć im jakieś pożegnanie. Wypadało, żeby przyszła większa ilość osób z klasy, jednak niestety było nas tylko... siedmioro-ośmioro, czyli mniej więcej połowa klasy.
Pożegnanie było bardzo uroczyste i zabawne. Dla dziewczyn z mojej klasy również wzruszające.
Zaczęło się odświętnym wyczytywaniem po kolei imienia i nazwiska absolwenta. Każdy wyczytany wchodził do sali i siadał na swoim miejscu. Następnie była przemowa p. dyrektor, uczniów, wychowawcy i rodziców. Aha, i jeszcze jakoś w środku tego weszliśmy my - drugoklasiści. Z. miała mówić przemowę, ale... nie dała rady, bo... łzy. Po tym każdemu trzecioklasiście daliśmy zdjęcie grupowe naszej klasy z podpisami na tyle oraz przypinkę/broszkę z napisem "BĘDZIEMY TĘSKNIĆ" (koło napisu było również serduszko). Jednak najbardziej większość płakała przy momencie, kiedy uczniowie wręczali różę swoim rodzicom... Choć nawet wtedy Z. udało się rozbawić paru ludzi. Na koniec włączono filmik stworzony za czasów, kiedy trzecia klasa chodziła do podstawówki (podstawówka i gimnazjum są w pewnym sensie połączone, więc większość znała się dziewięć lat). Jako upominki dano im pamiątkowy kubek z herbem/znakiem szkoły i zdjęciem klasowym, płytkę ze zdjęciami, jakąś książeczkę i czekoladę. Było pięknie i skromnie. To jedna z zalet mojej szkoły: mało uczniów, wszyscy się znają i jest bardziej rodzinnie. Klasa trzecia była... fajna. ;) Zresztą nadal jest fajna. :D

A dziś nastąpił koniec roku szkolnego dla wszystkich uczniów. Najpierw oczywiście odbyła się msza święta po której nastąpiło wręczenie świadectw z paskiem. Dość duża przepaść była między podstawówką, a gimnazjum. 4-5 najwięcej osób do wyróżnienia: 10, 1-2 najwięcej osób: 4. W mojej klasie były trzy. Dwie dziewczyny i chłopak. Po uroczystej części poszliśmy do szkoły, gdzie nasza wychowawczyni została "obładowana" kwiatami i dwiema czekoladami. Większość tak się pchała, aby dać pani ten mały prezencik, że wychowawczyni nie miała jak nam wręczyć świadectw. xD Na koniec, gdy w końcu każdy dostał swoje... Było nie mało miłych zdziwień, jeśli chodzi o zachowanie. Moje oceny..., a co napiszę co dostałam, jeśli ktoś nie chce to nie będzie czytał. ;p
religia - 5
j. polski - 5
j. angielski - 4
j. niemiecki - 4
historia - 4
WOS - 5
geografia - 4
biologia - 3
chemia - 3
fizyka - 3
matematyka - 4
informatyka - 5
zajęcia artystyczne (plastyka + muzyka) - 5
zajęcia techniczne (fotograficzne) - 6

Nie dołujcie mnie tylko swoimi przechwałkami w komentarzach na temat waszych ocen. xD


czwartek, 26 czerwca 2014

Osiągnąć cel.... w stosunku do innych nie fair

Taaaak, temat dość kruchy. Jedni uważają, że to dobre lub inni ich nie rozumieją, a reszta będzie uważać podobnie jak ja. W tym poście głównie skupię się na konkursach i szkole.

Konkursy... Jak wiele ich się już pojawiło w naszym życiu? Czasem udało nam się zdobyć choćby wyróżnienie, innymi razy nie. Przegrana nie jest porażką. Gdy się zastanowić po jakimś czasie na pewno znajdziemy powód dla którego nic nie zdobyliśmy. Może za mało się przyłożyliśmy, staraliśmy? Albo po prostu byli lepsi. Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za konkursami, gdzie nie ma kategorii wiekowych. Jak na przykład szóstoklasista może rywalizować z licealistą? Chyba, że tamten ma jakąś nadzwyczajną wiedzę, ale to wyjątek. Inaczej jest również, gdy człowiek przekupi jury lub zasiada tam ktoś z jego rodziny lub komisja bardzo przepada za nim. Niby teraz, aż tak tego nie ma. Teoretycznie nie może być, jednak kto wie... Nie każdy umie oceniać obiektywnie. Teraz dochodzę do najgorszego rozwiązania (które nawiązuje trochę do poprzedniego) - oszustwo. Oszustwo do potęgi... wybierajcie sobie numerek od jeden wzwyż. Tak naprawdę... aktualnie jest dość mało konkursów, gdzie uczestnik musi na żywo pokazać swoje umiejętności (wykluczam olimpiady wiedzy, dyktanda itp.). Wymienię te co na ten moment przychodzą mi do głowy: aktorskie, wokalne, instrumentalne i kulinarne oraz inne takie co trzeba pokazywać na miejscu. Plastyczne i literackie są często dla oszustów świetnym miejscem. Pracę trzeba przesłać, tak? A kto tam wie w jury, że narysował mi rysunek tata albo napisała kuzyna? Niby w tej komisji siedzą ci co się znają, ale tak na prawdę znają się tylko na ogólnym znaczeniu. To głównie nauczyciele wiedzą kto jak pisze, czy rysuje. A zresztą... podam przykład jednego konkursu literackiego. Jest jakieś super napisane opowiadanie (nie ma kategorii wiekowych) kto je napisał? Sześciolatek! Hm, przepraszam, sześciolatek napisał lepiej od szesnastolatka? No sorki, ale widać tutaj, że coś nie gra. Rozumiem, że w tego typu konkursach czasami jury stara się, żeby miejsca zajęły osoby z różnych grup wiekowych, no, ale... Przecież od razu wiadomo jakim językiem posługuje się sześciolatek. Aż takich geniuszy raczej nie ma, a jak już to w mniejszości.

Szkoła... Oceny... Jeśli ktoś chce być wyróżniony lub mieć nie wiem tam jaką średnią to niech się po prostu uczy lub stara się, a nie biega do nauczycieli o podwyższenie ocen. Zresztą... w wakacje napiszę o absurdalności w niektórych momentach ocen.  Bo czy jest to fair, jeśli inny uczeń się stara i dostanie załóżmy tam pięć, a tamten poszedł do nauczyciela nagadał coś i też ma pięć, choć widać, że nie przykładał się na te pięć. No, ogólnie mam na myśli takich ludzi co dostaną cztery, pięć i się burzą, że nie wyższa. Okej, szkoda jest gdy widzisz, że do lepszej oceny brakowało ci jeden lub... pół punkta! To da się jeszcze wytłumaczyć, ale takich co ni stąd ni zowąd wymyślą, że mają dostać taką, a nie inną ocenę? Kurcze jedna czwórka nie rozbije ci wszystkich ocen w semestrze, jeśli się następnym razem bardziej postarasz. Zaraz powiecie, że oceny mnie nie obchodzą. Owszem, obchodzą, ale nie są dla mnie świętością. Oceny nie są dla mnie końcem świata.

A więc zadaję pytanie: czy w taki sposób zdobywania celu cieszy człowieka? Może w danej chwili laureaci konkursów plastycznych i innych takich się cieszą z zdobycia jakiegoś tam miejsca w sposób nie właściwy. Ktoś im to zrobił, jednak... w miarę upływu czasu to nie będzie ich radować. Tak samo średnia roczna uzyskana przez wybłaganie nauczyciela. Bardziej człowiek będzie się cieszył z czegoś co dokonał sam.

Okay (czytam GNW xD), teraz możecie hejtować. :p

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Info do blogerów, których czytam ich blogi

Wiem, że nie każdy bloger obserwuje mojego bloga, ale przynajmniej ta wiadomość dotrze do paru osób. :) Od wczoraj coś mi się chyba popsuło na bloggerze i wyświetla mi się tylko jeden najnowszy post z jednego bloga, którego obserwuje. Próbowałam klikać po dziesiąt razy wyświetl więcej i nawet patrzyłam, czy da się coś zmienić w ustawieniach, ale nic nie ma. Jeżeli ktoś wie jak temu zaradzić to byłabym wdzięczna gdyby ten ktoś mi napisał jak zaradzić temu w komentarzu. A jeśli zaś chodzi o blogi, które czytam i komentuje - blogerzy, piszcie mi w komentarzach wiadomości o każdym nowym poście i link do niego. Byłabym wielce wdzięczna. ;) Jeśli w końcu blogger wróci do normalnego stanu powiadomię Was o tym.

Właśnie tylko taką mam widoczność. Jeden post.



Zapraszam do poprzednich postów. ;)

EDIT: Już wszystko się naprawiło. ;)

sobota, 21 czerwca 2014

Film i książka - dwie "recenzje"


Zacznę od filmu.

Tytuł: Czarownica
Tytuł oryginału: Maleficent
Reżyser: Robert Stromberg
Scenarzysta: Linda Woolverton
Produkcja: USA
Czas trwania filmu: 97 minut
Polska premiera: 30 maja br.
Wybrani aktorzy:
Czarownica - Angelina Jolie
Aurora (Śpiąca Królewna) - Elle Fanning
król Stefan - Sharlto Copley
książę Filip - Brenton Thwaites
Diaval (kruk Diaboliny) - Sam Riley

Jeśli nie ma się pomysłu na nowy film trzeba się wziąć za klasykę.
 W pewnym sensie to zdanie jest prawdziwe. Jednak nie do końca... Przez ostatnie lata twórcy filmów postanowili spojrzeć pod innym kątem na baśnie, które są znane i lubiane. Była "Królewna Śnieżka" z Lily Collins, "Królewna Śnieżka i łowca" z Kristen Stewart i coś tam jeszcze dotyczące "Jasia i Małgosi".
Nie wszyscy przepadają za złymi bohaterami, a głównie dzieci. Może to dlatego, że często im ludzie mówią, że zło może być tylko złem? Mam na myśli to, że człowiek może być tylko zły lub dobry. Baśnie w pewnym sensie to podkreślają. Diabolina w "Śpiącej Królewnie" była zła i tyle. Twórcy "Czarownicy" spojrzeli na tę postać głębiej. Postawili sobie pytania, które większość z nas powinno sobie postawiać przy złej postaci (zresztą przy żywym człowieku też) - dlaczego ona jest taka zła? Naprawdę chodziło jej tylko o zaproszenie na urodziny córki króla? Co nią kierowało? Dzięki temu filmowi możemy sobie odpowiedzieć na parę z tych pytań, choć to oczywiście tylko alternatywa reżysera.

Diabolina była zwykłą wróżką nie krzywdzącą innych. Kiedyś... Pewnego dnia poznała chłopca o imieniu Stefan. Bardzo miłego zresztą, niestety chłopiec ją zawiódł... Zrobił coś okropnego. Zawiódł Was kiedyś przyjaciel? Pewnie będziecie wstanie się wczuć w jedną z najpotężniejszych wróżek.

Na początku nie zamierzałam iść na ten film. Myślałam sobie, a pewnie to jakaś dziecinna historia. Rysunki przełożyli na aktorów, jednak... hm, poszłam i nie żałuję. Film nie jest dziecinny. Czasem jest nawet... trochę za straszny dla małych dzieci. Jednak występują w nim też element komizmu. Dajmy na przykład trzy znane nam wróżki, które dały trzy dary Aurorze. Jedną z nich jest aktorka grająca Umbridge w "Harrym Potterze i Zakonie Feniksa". Byłam (z siostrą) na wersji z dubbingiem i... nie był on aż tak szczególnie zły. Najgorzej dopasowanym chyba głosem był głos Elle. A może ona naprawdę tak śmiesznie grała w pewnym momencie?

W każdym razie film godny polecenia. Jednak oglądając go nie powinniście przywiązywać się do baśni, bo wtedy może z lekka on zawieść.



Tytuł: Dziewczyna, którą kochały pioruny
Tytuł oryginału: Struck
Autorka: Jennifer Bosworth
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 318

Następna wizja przyszłości... Były IŚ, "Niezgodna", teraz jest Dziewczyna... Ta wizja jest najbardziej bliższa współczesności niż pozostałe dwie serie książek. Jednak... we wszystkich tych książkach najbardziej mnie bawi to, że wszystko się dzieje w Ameryce. Czyli tak: Europejczycy, Afrykańczycy, Australijczycy i Azjaci mogą być spokojni o swoją przyszłość. xD A tak na poważnie: książka opowiada o dziewczynie, która nazywa się Mia Price. To właśnie ona jest tą dziewczyną, którą kochają pioruny, a raczej na odwrót to ona je kocha. Ma w sobie coś takiego, że je przyciąga i choć trafiały w nią kilkadziesiąt razy... żyje. Gdy w Los Angeles wybucha.... Powstaje jedne z największych trzęsień ziemi, jakie Los Angeles miało w swej historii dwie sekty ruszają do werbowania nowych członków. Wiadomo - wielki kataklizm, ludzie są strachliwy co jeszcze może nastąpić, dlatego to jest najlepszy czas dla tych zgromadzeń. Dodatkowo jeszcze szef jednej z nich, który nazwał siebie Prorokiem przepowiada wypełnienie się apokalipsy z Nowego Testamentu. Czy naprawdę jest prorokiem? Po co dwóm odmiennym sektom Mia? I kim jest chłopak, który chciał ją zabić?

Fabuła wydawać, by się mogła ciekawa, jednakże... od samego początku taka nie jest. Nie są to jednak przysłowiowe flaki z olejem, a... hmmm, nieumiejętność ciekawie opisania go.

Główna bohaterka posiada na swoim ciele... figury Lichtenberga, jeśliby kogoś one ciekawiły i pomogły w fabule to na Wikipedii znalazłam coś takiego: figury Lichtenberga

Ocena: 6,5/10

Cytat:

"Wszystko jest połączone. Absolutnie wszystko. Nie ma prostych linii, tylko kręgi, które biegną w kółko i zawsze kończą się tam, gdzie się zaczęły."

poniedziałek, 9 czerwca 2014

"Druga Szansa"



Tytuł: Druga Szansa
Autorka: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: nie wiem... W środku książki nigdzie tego nie ma. Chyba auro coś tam.
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 350

"Jak uciec z pułapki własnego umysłu?"

Miałam dodać już wczoraj "recenzję", ale niestety było trochę za późno. :-/ W każdym razie książka jest super! W porównaniu z Ja, diablicą... No, nie ma porównania. Widać, że te trzy-dwa lata od napisania pierwszej części trylogii o Wiktorii dużo zmieniły w stylu autorki. Mam na myśli to, że wg. mnie Druga Szansa jest bardziej przemyślana i nietypowa. Bardzo ciekawą fabułę p. Miszczuk wymyśliła. Po prostu nie mogłam się oderwać! A... nie zdarza mi się to za często. Nie mogłam długo przeżyć bez jej dokończenia. xD Trzyma w niepewności przez cały czas. Zaskakuje. Są momenty... grozy. Oczywiście to słowo może istnieć dla niektórych w tej książce, a dla innych nie. To zależy, czy ktoś ogląda horrory. xD Podsumowując można czasem dostać dreszczy. Lektura jest napisana w pierwszej osobie, więc jeszcze bardziej możemy wczuć się w sytuację bohaterki. Te jej niepewności... Są osoby, które nie lubią wahających się często bohaterek/bohaterów. Tu, nie będziecie mieć tego za złe Julii (głównej bohaterce), bo sami będziecie zmieniać non stop decyzję. Druga Szansa, aż prosi się sama o drugą część! Niestety z tego co przeczytałam autorka nie ma w planach jej napisania. Może to i dobrze? ;)

Przechodząc do krótkiego opisu: młoda dziewczyna (dwudziestoparoletnia) budzi się w dziwnym pokoju. Nie wygląda on za bardzo na rodzinny pokoik. Przez okno widać kruka... Zwykłego ptaka. Nic nie było by może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Julia nic nie pamięta! Straciła pamięć! I co teraz? Jak dowie się prawdy o sobie? I jeszcze te słowa sąsiadki zwiastujące śmierć...

Ocena: 10/10