wtorek, 22 maja 2018

Matury

Z jakieś ponad dwa tygodnie temu zaczął się uroczy maraton maturalny. Ten cel do którego zmierzało moje szkolne życie przez dwanaście lat. Ta prosta, współczesna matura. Ta matematyka z kalkulatorem i wzorami.
Przez większość czasu byłam obojętna na matury - na to czy zdam, czy nie. Bo po co się przejmować? Zawsze można poprawić, pójść do szkoły policealnej. Bliżej maja już całkowicie miałam to gdzieś. Bo i tak nie będę studiować tego, co chcę, więc, jakie ma znaczenie wynik z matury? Pierwszego dnia nadal, tak było. W końcu to piątek. Byle do tej piątej (pisałam rozszerzenie z j. polskiego i j. angielskiego), a potem już piątek. W sobotę można pojechać na miasto... W porządku! Mhm, ale weekend szybko minął i był poniedziałek. Dla niezorientowanych - matematyczny poniedziałek. Szczerze to nie wiem, jak mi poszło. Teoretycznie powinnam uzbierać (jak żebrak) 30% . Jedno pewne, że... Że tak w skrócie, ogólnie napiszę, że nie byłam zachwycona tym arkuszem w przeciwieństwie do większej części Polski (na szczęście później się dowiedziałam, że pewna osoba uważa podobnie jak ja; pozdrawiam Jess). Nie chciało mi się pisać, tak do popołudnia żadnej innej matury. Ale angielski... Według mnie podstawa nie była zła. Chyba najłatwiejsza w zastawieniu pl-mat-ang. A rozszerzenie... Na początku sprawdzałam nieoficjalne odpowiedzi i się załamałam, więc przestałam na nie spoglądać. Napiszę tyle, że takiego tematu na rozprawkę to jeszcze nie widziałam. Okropny.
A! No taaaak, rozprawka! Pewnie słyszeliście, że na podstawowym polskim była "Lalka"? Znowu. Po raz etny. Poniekąd się cieszę. Temat należał do łatwych. Przydało się przynajmniej przeczytanie tego tomiszcza.
Miałam to szczęście, że w mojej szkole egzaminy ustne odbywały się w środę i w czwartek, więc nie musiałam się długo stresować i czekać. Naprawdę się obawiałam tych egzaminów. Chyba najbardziej. Nawet o matematyce, tak nie myślałam. Wypowiedzi średnio mi wychodzą.
Pierwszy język polski. Temat łatwy i niełatwy. Zależy. Trzeba było trochę pomyśleć, zastanowić się. A przede wszystkim się uspokoić. Ku mojemu zdziwieniu udało mi się zdać, aż 82,5% z czego bardzo się cieszę. :D
Drobny wniosek - rozmowa z egzaminatorem, (o dziwo) naprawdę wygląda jak rozmowa, a nie odpytywanie.
Angielski... Jestem zadowolona, że wylosowałam dość łatwy temat na dialog z egzaminatorem. Obrazki mogłyby być trochę lepsze, ale też nie były złe. W gruncie rzeczy... Chyba, na lekcji trafiały się o wiele gorsze. 90%

Picture


A teraz... Podobno najdłuższe wakacje w życiu. Brzmi to jak śmierć. Prawdopodobnie spędzę je niezbyt ciekawie. Minął szybko i niepożytecznie.
Kilka dni temu byłam na Warszawskich Targach Książki. Relacja znajduje się na drugim blogu. :)

poniedziałek, 14 maja 2018

"Kształt wody"

W podsumowaniu Oscarów pisałam, że zamierzam pójść do kina na film, który zdobył nagrodę w głównej kategorii. Tzn. na "Kształt wody". O mało, co nie zobaczyłabym tego filmu, ale dobrze mieć małe kina koło siebie w których niektóre filmy lecą grubo po premierze. I gdzie bilety są tańsze.
Jak zwykle to nie będzie, taka typowa filmowa recenzja. Zwłaszcza, że od seansu minął ponad miesiąc, a film (tak, już piszę z wyprzedzeniem) nie zachwycił mnie.

Właściwie o czym jest ten film? Akcja dzieje się (chyba) podczas zimnej wojny, w Ameryce. Elisa pracuje, takiej jakby bazie, laboratorium, które (jak to laboratorium) robi różne dziwne eksperymenty. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ten jeden, który odmieni życie głównej bohaterki.
Pewnego do laboratorium zostaje przywieziony tajemniczy obiekt. Sekretne stworzenie, które zwiąże swój los z życiem Elisy...

Brzmi to trochę jak bajka? Poniekąd to jest bajka. Mroczna bajka dla dorosłych. Która albo serio jest dziwna, albo po prostu ja jej nie zrozumiałam i to, że uważam, że niektóre sceny były niepotrzebne to głupie gadanie. Okej, nie twierdzę, że rozumiem każdy film... Chociaż chyba ten jest mniej dziwny niż np. "Dziecko w czasie". Tamtego filmu w ogóle nie da się dobrze opisać.

Historia sama w sobie nie jest szczególnie przejmująca. Były wampiry, wilkołaki, jest coś odmiennego: morskie stworzenie. To wszystko już gdzieś się widziało. Nawet można przewidzieć, jak niektóre wątki się zakończą. Dla mnie nie było zaskoczeń w fabule. Oczekiwałam nawet jakiegoś rozwinięcia, jeśli chodzi o wątek Elisy, która nie potrafiła mówić przez wypadek, który zdarzył się jej w dzieciństwie. Bo naprawdę ten wątek jest trochę zagadkowy... Nie mogę się za bardzo rozwinąć na ten temat. A... Albo o nim zapomniano, albo go umniejszony. Lub to ja go zgubiłam.

Co właściwie trzyma fabułę według mnie? Postacie. Właściwie to relacje, które są między nimi. Ilość bohaterów nie poraża, więc teoretycznie nie jest sztuką ukazać to, co się dzieje pomiędzy czterema postaciami, ale to błąd. Wymaga to zdolności. Nawet jeśli jakiś bohater pojawia się epizodycznie to od razu widzimy tę relację: kto z kim i jaki ma stosunek do niego. Uważam, że należy się temu wyróżnienie, duży plus. Zwłaszcza początkowa więź Elisy z morskim stworzeniem. Ale początkowa.

Pod całą fabułą występują inne różne wątki, które są ważne lub nie. Potrzebne lub dodane ot, tak. Nie mnie to oceniać właściwie. Jeśli ktoś chcę obejrzeć ten film to niech to zrobi i sam oceni. Sam spróbuje znaleźć drugie dno, coś więcej. Myślę, że, tak został skonstruowany "Kształt wody".

Film posiada coś jeszcze lepszego, niż relacje międzyludzkie. Czym właściwie "Kształt wody" stoi. Większą część zawdzięcza efektom, wystrojowi i atmosferze. A nawet muzyce. To znaczy całej tej otoczce, która ma dopełnić fabułę, a tu po prostu ją tworzy. Gdyby nie było tych poszczególnych elementów, które nadają pewnego rodzaju mroku to nie byłoby to samo. To byłby inny film.

Nie będę rozważać na temat tego, czy to dobrze, czy nie, że "Kształt wody" dostał Oscara za najlepszy film, ponieważ.... Było, minęło. Myślę, że da się wyciągnąć moją opinię na ten temat z tekstu.