piątek, 1 kwietnia 2016

Nowa nadzieja kinematografii #2

To nie Prima Aprillis! Naprawdę napisałam następny post z cyklu "Gwiezdne Wojny"! Jej, brawa dla mnie i mojego lenistwa. :p No, ale nic. Trzeba napisać ten jeden z nudniejszych postów o GW, żeby później pisać o Kylo Renie.

Tytuł: Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja
Tytuł oryginału: Star Wars (dopiero później: Star Wars: Episode IV - New Hope)
Reżyseria: George Lucas
Scenariusz: George Lucas
Premiera światowa: 25 maja 1977 r.
Wybrani aktorzy:
Mark Hamill - Luke Skywalker
Harrison Ford - Han Solo
Carrie Fisher - księżniczka Leia
Alec Guinness - Obi - Wan Kebobi
Peter Cushing - Tarkin

Opis tej części pewnie każdy zna. trylogia pierwszych trzech części jest bardziej znana od trzech następnych. Jednak przypomnę ją pokrótce.
Lord Vader jest zagrożeniem dla wszechświata. Chce być potężny i władać na wszystkimi i wszystkim. Księżniczka Leia podczas swojej ucieczki przed Vaderem zostawia pewną wiadomość dla pewnej osoby. Tą wiadomość przechowuje robot - R2-D2. Robot później znajduje zwykłego chłopaka, w tych czasach powiedziałoby się ze wsi, który można tak rzecz, zaprzyjaźnia się z robotem. Okazuje się, że wiadomość jest nadana to Obiego - Wan Kenobiego, który okazuje się być starym rycerzem Jedi. Mężczyzna opowiada chłopakowi o jego przeszłości oraz Jedi.... Oboje postanawiają pomóc Lei i jej poddanym. W trakcie swojej przygody biorą do swej załogi Hana Solo i Chewbacce, który jest przyjacielem Hana. Czy uda się ich misja? Zdążą na czas?
Absurdalne pytania, ale aż cisną się na klawiaturę. ;)
Ten opis nie jest zbyt dokładny, ale to tak naprawdę trudne opisać ten i resztę filmów "Gwiezdne Wojny". Sporo w niej polityki, historia, która już trwa. Nie ma dawno dawno temu. Jest: dzieje się to i to, aktualny stan rzeczy to to. Nie ma jakiegoś bawienia się w początkowe rozdziały. Cieszy mnie to, ale też... Ja nie mogłam się na początku w tym wszystkim połapać. Kto ma jaki tytuł, jak coś się nazywa i wiele innych rzeczy. To nie jest łatwy film. Zwłaszcza, że poza wątkiem dobro-zło, jest ten wątek polityczny, a polityki nie lubię.
Jeśli chodzi o postacie to w tej części się niczym ciekawym nie wyróżniają. Poza postacią Hana Solo rzecz jasna. To bardzo ciekawa szydercza postać faceta, który ma szemrane interesy, nie jest rozbójnikiem, ale nie ma dobrej opinii. Jego humor... Jest cudowny i gdyby nie on to może zanudziłabym się na filmie. W dodatku wątek Leia&Han... Czy jest śmieszniejsza i bardziej nietypowa para od tych dwóch? To takie... Nie, nie słodkie. Inne. W ich kłótniach nie ma nic z filmowych lub książkowych wątków: chłopak i dziewczyna bardzo się lubią, ale dogrywają sobie, żeby nic nie wyszło na jaw. Szczerze - ja wolę taką parę. A główny bohater? Już Obi- Wan Kenobi jest bardziej interesujący, niż sam Luke. Gdzieś zgubił się w tym wszystkim. Nie nazwałabym go najlepszym bohaterem. Obejrzałam dalsze części i mój stosunek do niego jest nadal taki sam. O wiele bardziej wolę Anakina Skywalkera.
Ocena: 6,5/10 (nic mi nie komentować, dlaczego taka ocena, po prostu taka jest)