środa, 30 sierpnia 2017

Koniec wakacji & Zlot

Może oficjalnie jeszcze trochę do końca wakacji... Około czterech dni. W pewnym sensie można podziękować MEN za przedłużenie wakacji, jednak... Mogłoby być to rozpoczęcie w piątek. Dwa dni na przysłowiowe ogarnięcie, przyzwyczajenie się do myśli, że zaczęła się szkoła, poukładanie w głowie planu... Większość plusów, jak dla mnie. :p W każdym razie w ciągu tych kilku dni niewiele się zmieni, więc mogę śmiało napisać post podsumowujący te dwa miesiące lenistwa. Tak, lenistwa, bo większość planów nie zostało wypełnionych. Zresztą... Czy ja w ogóle miałam, jakieś plany? A, kilka - słabo.



Na początek filmowo. Udało mi się być kilka razy w kinie. Patrząc na filmy, które obejrzałam w kinie, najbardziej polecam "Króla Artura", a najmniej "Voltę". Nie dziwne. Za polskimi filmami rzadko przepadam. A za komediami już zwłaszcza. Chyba po prostu mam dziwne poczucie humoru.
"Król Artur" podbił moje serce głównie ścieżką dźwiękową. Mam nadzieję, że dostanie nominację do Oscara za muzykę. Efekty komputerowe też świetne, ale mnie przede wszystkim podobała się muzyka.
"Siedem minut po północy" - ogólnie bardzo wzruszająca historia, jednak... Nie polubiłam głównego bohatera, a przede wszystkim nie polubiłam to drzewo. Niestety, nie pamiętam imienia tego bohatera. Rozumiem, że na swój sposób chciał pomóc chłopakowi, ale ten sposób i ta mowa... Nie, po prostu nie. Bardzo spodobało mi się przedstawienie opowiadań drzewa. Przypominało mi to trochę opowieść o trzech braciach z "Harry'ego Pottera". Piękna forma.
O "Mrocznej wieży" napisałam osobny post - LINK.
Ostatnim filmem była "Atomic Blonde". Mam mieszane odczucia, co do tego filmu. Z jednej strony bardzo dobry, a z drugiej raczej przeciętny. Nie chodzi mi o to, że był za brutalny, bo do tego nic nie mam. Jakoś... Nie wybił się, aż, tak bardzo. Oczywiście, pokazuje inny obraz kobiecej bohaterki - bohaterki - szpiega, która, jednak nie jest niezniszczalnym robotem.
Obejrzałam jeszcze kilka filmów online, ale o nich będzie wzmianka w styczniu - w wielkim podsumowaniu roku.

Z filmów do seriali. Na początku lipca do kończyłam "Trzynaście powodów" (LINK). Jeśli chodzi o seriale, które całkowicie obejrzałam w wakacje to są to "Skam" i "Atypowy". O "Skam" dodałam post tydzień temu (LINK), a o "Atypowym" zamierzam napisać pod koniec tygodnia. Jakoś, tak wyszło, że ostatnio sporo o serialach, ale przez cztery miesiące na pewno nie pojawi się już żaden post o serialu. Albo i przez osiem. Raczej będę wolała oglądać filmy, niż zagłębiać się w następne seriale. Chociaż... Na początku nowego roku powinien pojawić się drugi sezon "Serii Niefortunnych Zdarzeń". To może wtedy... A! Bym zapomniała! Skończył się kilka tygodni temu drugi sezon "Shadowhunters"! Mam kilka małych uwag, ale one nie są wielkie. Nie spodobały mi się odtwórczynie (tak, jest ich dwie) Królowej Jasnego Dworu. Do ideału daleko. Kat chociaż jest podobna do Clary, a tamte aktorki wcale do swojej bohaterki. Porównałam je do Katherine McNamara, ponieważ te aktorki słabo grają aktorsko. Cóż... Ale przynajmniej świetnie wybrali aktora, który wciela się w Sebastiana/Jonathana, czyli Willa Tudora. Może z wyglądu nie pasuje stuprocentowo, ale za to gra aktorska - super. Nie rozumiem tylko, dlaczego prawdziwego Jonathana, tak zniszczono. Jego wygląd... jest przerażający w złym sensie. Mam nadzieję, że nieczęsto Sebastian będzie przybierał prawdziwą postać. Minusem dla mnie też jest to, że wydarzenia, które powinny dziać się w Idrisie dzieją się w Nowym Jorku. Serio? To nie to samo. Idris miał swój urok, a Alicante już w ogóle! Mam duże oczekiwania wobec trzeciego sezonu. Przede wszystkim mam nadzieję, że Lilith będzie, tak dobrze dobrana jak Sebek. I nie zniszczą tych postaci. Dominic w końcu mógłby się wykazać, bo trzeci sezon to wydarzenia z "Miasta Upadłych Aniołów", a więc... Team Evil. ;)  Jeśli scenarzyści dodadzą pewien wątek związany ze związkiem Magnusa i Aleca... Musi to być dobrze zrobione, bo przez to, co się teraz działo w ich związku.... Te fochy bezsensowne Magnusa... Fochy o nic, a teraz byłby prawdziwy powód... Może lepiej ten wątek pominąć dla dobra Magnusa i fanów.



W lipcu byłam po raz... trzeci (chyba) w Warszawie. I zamierzam w maju jeszcze raz się tam pojawić - chodzi oczywiście o Targi Książki. Planuję post o Warszawie dodać we wrześniu. Razem ze zdjęciami. Teraz żałuję, że nie zrobiłam pewnej rzeczy zdjęcia.... xD

Jeżeli ktoś jest na bieżąco z moim blogiem recenzenckim.... A jeśli nie, to w wakacje przeczytałam dwie z czterech zaplanowanych książek. Tylko dwie, może dlatego, że trzecia (w której jestem w trakcie) jest bardzo gruba. Zamierzam w ciągu najbliższych dni "dobić" do połowy. Obiecałam sobie, że teraz tej książki nie rzucę - przeczytam do końca. Aha, mowa o "Lalce" Prusa. Te dwie przeczytane książki to "Przedwiośnie" i "Granica". Przeczytałam też część jeszcze innej książki, pozostałe strony zostawiłam sobie na "po Lalce". Naprawdę nie wiem, jak to teraz wyjdzie... Trzeba wierzyć, że się uda. xD

Już w czerwcu napisałam prolog pewnego opowiadania do którego zamierzałam się zabrać już dawno. Na początku wakacji dopisałam pierwszy rozdział, ale... Przyszedł mi do głowy całkowicie inny pomysł na prolog i usunęłam dotychczasową pracę. Ten prolog jest o wiele lepszy. Chyba muszę po prostu najpierw pisać na kartkach, a nie od razu w laptopie. ;) Piszę, że lepszy, ale nikt na razie go nie widział. Pierwszą wersję - owszem, jednak... No niestety, urwał się kontakt z tą osobą i teraz nie wiem, co dalej. Jasne, nie piszę dla tej osoby, jednak fajnie jest, kiedy ma się z kim wymieniać uwagi. Kto czyta tego bloga dłużej, może się domyślać o kim mowa. Czytelnicy, którzy zauważyli usunięcie TEGO bloga mogą się domyślić. Boże, co za tajemnice...



Pod koniec sierpnia odbył się też V Ogólnopolski Zlot Nocnych Łowców. Jak było? Oh, było super! Taaa, co może napisać osoba, która stoi na uboczu, jak jakiś nie wiem, kto. Nie ważne. Naprawdę, było fajnie. Niby niektóre konkursy się powtarzały, jednak były zrobione w takiej formie, że nie nudziły. Zresztą dwa z nich to przecież tradycja, więc jakże by tak bez nich? Cosplaye, jak co roku cudowne. Podziwiam tych ludzi i ich talent. Nawet, jeśli ktoś kupił elementy stroju to przecież musiał mieć pomysł na niego, więc też plus. Serio, wow. To jedna z najlepszych części Zlotu. Drugi tradycyjny konkurs to pytania dotyczące książek. Hahaha, w związku z tym, że ja nigdy nie mam czasu na czytanie swoich książek to i tym razem nie powtórzyłam sobie żadnej książki. Tja, no trudno. Chociaż przez to zrobiłam, taki głupi błąd jak się nazywał... A dobra, nie będę spoilerować. Ktoś może nie czytał "Mechanicznej Księżniczki". Najbardziej spodobał mi się konkurs na rymy, wierszyki, które miały obrazić daną postać z książki. Znaczy dawano grupą jakąś postać, potem łączono w pary i ta osoba obrażała tamtą osobę. Bardzo śmiesznie to wyszło. :)



I to chyba wszystko... Blog przechodził w pewnym sensie kryzys. Znaczy nie blog, tylko ja, jako blogerka. Zastanawiałam się, czy nie usunąć tego bloga. Dać sobie spokój. Zaprzepaścić te niecałe pięć lat. Albo cztery. Serio. Rzucić to i mieć to gdzieś. W końcu ma mało wejść, a komentarzach nie pisząc, jednak.... Wczoraj przeczytałam post Jess i... Nie, nie usunę. Boże, zrobiło mi się, tak wstyd, że nie komentowałam jej bloga.... Tyle miesięcy. Jednak wezmę się za to i uzupełnię zaległości. :D
Przepraszam, Jess.

środa, 23 sierpnia 2017

Skam

Serial sławny i niesławny. Z jednej strony wiele osób wie o tym serialu, kiedy się pytam, a z drugiej... Większość wie o nim tylko tyle, że taki serial istnieje i dotyczy grupy przyjaciół. Jednych zachwyca, drudzy uważają, że to nudy.



Na "Skam" głównie natrafiłam, dzięki filmiku Cat (link). Potem podpytałam znajomych. I koniec końców postanowiłam obejrzeć jeden odcinek. Na początku nie wiedziałam, czy to na pewno ten odcinek, a nie jego połowa, ponieważ trwa on ok. 20 minut. Później okazało się, że odcinki mniej więcej, tak trwają: od 20 do 50 minut. Dzięki temu można z łatwością obejrzeć kilka odcinków w jeden dzień, chociaż są osoby dla których nie ma znaczenia, jak długi jest odcinek, bo i tak obejrzą kilka ciągiem.
(Skam pokazuje życie pięciu przyjaciółek: Evy, Sany, Chris, Vilde i Noory.)
Pierwszy sezon najmniej mi się spodobał z wszystkich czterech. Nie był bardzo nudny, jednak jak się okazało po obejrzeniu całego "Skam" - główna bohaterka pierwszego sezonu, czyli Eva jest postacią, którą najmniej lubię. Nie jest płytka, jej losy można śledzić może zapartym tchem, chociaż... Tylko w tym jednym sezonie. Gdy Eva idzie na dalszy plan okazuje się, że to jest "typowa" nastolatka, którą przedstawiają media i filmy dla młodzieży. Jasne, istnieją, takie dziewczyny w rzeczywistości, ale jednak... Bohaterka serialu powinna coś wnosić do niego, no nie wiem. Może ktoś ją bardziej zrozumie (chodzi mi o Evę w pozostałych trzech sezonach), jeśli tak, chętnie przeczytam tę opinię w komentarzu. Dla mnie to było żenujące, kiedy Eva chodziła od jednej imprezy do drugiej i się na niej upijała lub całowała się z chłopakami (bardziej to pierwsze). Ekhem, co, kto woli.
Pozostałe sezony są kolejno poświęcone: Noorze, Isakowi i Sanie. I tak jak przy Evie już irytował jej związek i problemy z nim związane to przy Noorze wcale. Było to leciutko ubarwione, ale oprócz wątku związku dodano inne ważne wątki i problemy. Do końca sezon trzyma w napięciu. Nawet mnie interesowało, czy w końcu Noora będzie z Williamem, czy nie. Obie ciekawe i skomplikowane postaci. Chociaż... Noora wydaje się być wyidealizowana. Nie zgadzam się z tym. Nawet, jeśli nie widać u niej wad to przynajmniej nie zadziera nosa, pomaga wszystkim. Chociaż sezon drugi pokazuje, że ona też potrzebuje rady, pomocy. Polubiłam tę bohaterkę, jednak ma u mnie pewien minus... Optymizm, siła optymizmem, siłą, ale bez przesady. Dewiza życiowa Noory średnio mi się podoba, zwłaszcza, kiedy cytuje to osobie, która wiele przeszła i ona nie zna tej osoby całej historii, nie wie, co ta osoba przeżyła... Nie można od nikogo wymagać uśmiechu na twarzy, cokolwiek się zdarzyło.



Trzeci sezon jest wyjątkiem, ponieważ dotyczy osoby spoza dziewczęcej grupy przyjaciół - Isaka. Przy nim nie trzeba długo się zatrzymywać. Sezon dotyczy (to będzie spoiler?) homoseksualizmu chłopaka. Fajne jest to, że nie został tutaj pokazany stereotypowy gej. Isak pokazuje, że gejem najcześciej jest zwykły chłopak, który niczym się nie wyróżnia. Chłopak jest ciekawą postacią, jednak, czy na osobny sezon? O wiele bardziej interesujący jest Even - chłopak Isaka, który ma chorobę dwubiegunową. Szkoda, że nie ma o nim sezonu, ale jest o Isaku. A przez to widzimy, jak wygląda związek z osobą chorą ze strony partnera, takiej osoby.
Ostatni (i to naprawdę ostatni) sezon jest o Sanie, która jest muzułmanką. To najciekawszy sezon. Dziesięć odcinków pokazuje, że wcale nie jest łatwo być muzułmanką w kraju niemuzułmańskim, pogodzić zasady religii ze zwykłym życiem typowej nastolatki. Przepraszam, jeśli to źle zabrzmiało. Nie miało to na celu nikogo urazić. Trzeba zaznaczyć, że Sana jest bardzo wierzącą osobą i trzymającą się swoich zasad. No i jest pokazane, jak wygląda związek i miłość u młodej muzułmanki. A wygląda to trochę inaczej, niż u chrześcijanek.

Jak można zauważyć: wszystkie sezony łączy to, że każdy główny bohater jest w związku. Można by było powiedzieć, że to będzie nudne: wzloty i upadki, ale wcale, tak nie jest. Każdy związek jest inny. Oprócz tego ważnym wątkiem jest grupa pięciu przyjaciółek, które chcą stworzyć bus... Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam. Chodzi o to, że Skam pokazuje norweską tradycję busów w szkołach (chyba nasze liceum), które organizują imprezy itd. A przy okazji, ile młodzież wydaje kasy na takie rzeczy. Czyli, jak można wywnioskować - jest dużo imprez, bardzo dużo. Nie wiem, czy w rzeczywistości, tak jest i nie chcę analizować prawdy w tym serialu. Podobno scenarzystka i producentka Skam przyłożyła się, żeby przedstawić prawdziwe życie młodych Norwegów, ale... No nie można też patrzeć, tak na to, że wszystkie nastolatki, tak żyją itd.
Co jest bardzo ważne - aktorami są tu amatorzy, przynajmniej ci główni. To osoby w wieku 16-20 lat. Zagrali lepiej, niż nie jeden prawdziwy aktor. I naprawdę, czy nie można by tak? Żeby robić otwarte castingi dla wszystkich?

Co mi się najbardziej nie podobało? To, że bohaterowie mieli po 16-17 lat, a żyli tak... Nie jeden 18-latek nie ma takich "przygód" i życia jak oni.

środa, 16 sierpnia 2017

Mroczna wieża

Nie czytałam serii na której podstawie został stworzony ten film. Pewnie nie prędko to nadejdzie. W każdym razie... Nie znam różnic i elementów
podobnych adaptacji do książek. I może to i lepiej - podeszłam do "Mrocznej wieży" (po prostu) jak do filmu. Niczego nie oczekiwałam. Wcześniej też nie czytałam żadnej recenzji. (Przeczytałam je po obejrzeniu filmu.) Co prawda, chciałam, jednak po natrafieniu na zbyt szczegółowe streszczenie (po co streszczać ludziom, automatycznie odbierając im radość z oglądania?) zrezygnowałam. Pewnie dobrze zrobiłam. Dzień po obejrzeniu filmu okazało się, że na niektórych stronach "Mroczna wieża" nie ma przychylnych opinii. Cóż... O nowym "Królu Arturze" też niektórzy pisali, że klapa, a jednak mnie on bardzo się podobał.
Chcę od razu zaznaczyć, że ten post nie będzie recenzją, tylko, taką o "pogadanką".

Opis: Jake miewa sny - koszmary o tajemniczej Mrocznej Wieży, Mężczyźnie w Czerni oraz Rolandzie, który jest rewolwerowcem. Chłopak ma pewność, że to, co się dzieje w jego snach jest rzeczywistością i trzęsienia ziemi mają z tym związek. Oczywiście nikt mu nie wierzy. Jake'owi pozostaje działanie na własną rękę. Chłopak zamierza odszukać miejsce ze snu... A to będzie dopiero początek historii...

Przede wszystkim film traktuję, jako poniękad film dla młodych odbiorców. Film fantasy, który bez przerażenia w oczach może oglądać młodsza młodzież. Dla mnie ta adaptacja jest jakimś przełomem w filmach dla młodzieży. Każdy może mieć swoją opinię... Główny bohater nie jest superbohaterem - sam nagle nie zbawia świata. Nie ma naciąganego romansu, który jest chyba w każdym filmie. A to już się robi naprawdę nudne.
Tak naprawdę... Mamy tu dwóch bohaterów, którzy są na równi ważni w tej historii i to byłoby nie fair pisać, że któryś był ważniejszy. I Jake, i Roland nie poradziliby sobie bez siebie, ta historia potoczyłaby się na pewno inaczej. Może dla niektórych ważniejszy będzie Jake, skoro od niego zaczyna się historia, ale nie. Trzeba obejrzeć film do końca, żeby się przekonać.

Aktorzy... Cóż, dla mnie większość aktorów jakoś się nie wybiła, nie zagrała, aż tak, że chciałabym od razu oceniać ich grę w skali 7-10. Według mnie przeciętnie, ale też nie jestem jakimś specjalistą lub krytykiem filmowym. Według mnie wśród wszystkich wybija się Matthew McConaughey w roli Mężczyzny w Czerni (albo jak kto woli Waltera). Pasował on do roli bardzo dobrze. Był takim prawdziwym czarnym charakterem. Sporo "kontrowersji" wzbudziło wybranie Idrisa Alby do roli Rolanda... Hm, rozumiem fanów książek. Z tego co rozumiem książkowy opis postaci nie pasuje do aktora... A raczej odcień jego skóry, ale tak wybrano i już nie ma sensu się rozwodzić, dlaczego to akurat on został wybrany, a nie kto inny. Stało się. Zresztą... Idris Alba wcale nie zagrał najgorzej, nawet nie zagrał źle. Według mnie udało mu się "wejść" w rolę.
Żeby nie było - film posiada również u mnie minusy. To nie tak, że ja się tylko nim zachwycam.
1. Gdzieś w połowie fabuły akcja zaczyna minimalnie za bardzo przyspieszać. Winą tego jest to, że w jednym filmie chciano zmieścić całą serię. I to w półtora godzinnej produkcji! Wielki błąd, któru powoduje niedociągnięcia, czy rozwinięcie akcji.
2. Nie chcę spoilerować, ale jest jeden moment w filmie, który jest dla mnie dziwny. Lub po prostu nie wyjaśniono sytuacji w należyty sposób... Jednego bohatera atakuje demon. Rana jest bardzo ciężka, ale... Nie aż, tak dla ludzkiego, zwyczajnego szpitala i jego leków. Dla mnie to trochę absurdalne... Niby fajnie, śmieszna scena, ale jakby nie patrzeć powoduje kilka pytań.
3. Magiczne efekty. Hm, na co to komu? Czy naprawdę trzeba dawać efekty niczym z "Matrixa"? Przez większość filmu ich nie było. Ta magia nie była przesadzona, ale potem chyba się komuś przypomniało o nich... Okej, nie są złe, jednak dla mnie nie potrzebne (mam na myśli końcową scenę i magię Waltera).
Ocena: 8/10

Zaznaczam raz jeszcze - to moja subiektywna ocena. Nie czytałam serii, więc na niej się nie opierałam. Bo nie ma sensu opierać się na czymś, czego dokładnie się nie zna. Jednak film, złe opinie oraz pewna osoba z booktube zachęciły mnie do przeczytania pierwszego tomu "Mrocznej wieży". Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale mam tę serię w planach czytelniczych. ;) A może akurat spodoba mi się cała seria?
Jeśli chodzi o wszystkie opinie i recenzje na temat tego filmu... Każdy ma inny gust i naprawdę niewarto, aż tak kierować tym wszystkim, czy to opinia będzie na plus, czy tym bardziej na minus. Zresztą to dotyczy wszystkiego. Wielu osobom nie spodobała się "Mroczna wieża", następne tyle osób nawet nie obejrzy tego filmu lub pójdzie ze złym nastawieniem. I po co? Bo te osoby mają świętą rację i ty już wiesz, że jak im się nie spodobało, to tobie też nie. Okej, niektórzy mają podobny gust. Niektórzy. To również, tak naprawdę dotyczy każdego filmu, czy książki. Najbardziej filmu.
Zauważyłam zresztą, że jest zawsze od górna jakaś opinia na dane dzieło. Albo nagle coś wszystkim się podoba i jest to wychwalane, albo wręcz przeciwnie. Nie piszę, że ktoś komuś narzuca daną opinię, bo nie twierdzę, że tak jest. Ale jednak jakąś odgórną łatkę film dostaje.

środa, 9 sierpnia 2017

Tanatos

Był chłopiec z czarnymi włosami.
O kruczoczarnych skrzydłach.
Piękny, a jednak brzydki.
Wnosił smutek i gniew,
Oskarżenia.
Chciał być dobry -
Nie pozwolono mu.
Przypieczętowano jego Los.
Miał pozostać zły, nikczemny,
Porcelanowy,
Okrutnie piękny,
Towarzyszyć nam do końca świata.


niedziela, 6 sierpnia 2017

Gry komputerowe

Niedawno kupiłam sobie grę z serii "Assasin's Creed". Trochę o tych grach słyszałam... Znaczy się niewiele, jednak podejrzewałam na podstawie kilku informacji, że gry powinny mi się spodobać. I co? Jasne, spodobała mi się ta gra. Akurat część, którą posiadam dzieje się we Francji podczas rewolucji francuskiej. Jest akcja, są misje, fabuła. Właśnie, takiej gry szukałam. Bądźmy szczerzy, ile można było grać w Simsy. Co prawda przez ponad pół roku w nie, nie grałam, ale... Tak, moja historia z grami komputerowymi zawierała głównie Simsy. Lubiłam tworzyć domy, Simów itd. Zastanawiałam się nawet, czy nie kupić sobie podstawowej części "dwójki" - to było jeszcze przed Assasinem. Jednak potem, tak pomyślałam, że lepiej spróbować czegoś innego. I jest Assasin. Cóż, nawet zdaję mi się, że ta gra ma o wiele lepszą grafikę, niż te Simsy (swego czasu, tak bardzo zachwalane). W każdym razie... Assasin bardzo mi się podoba, gdy zacznę grać mogę grać nawet z dwie godziny, bo ciągle coś nowego się dzieję... Właśnie, "gdy zacznę grać" - to mnie trochę zdziwiło: nie gram non stop w tę grę, nie jest, tak, że o Boże, muszę dziś zagrać, nie. Ostatnio prawie cały tydzień nie grałam, prawie zapomniałam o tej grze. I teraz... Cieszę się, że jednak nie wydałam pieniędzy na "The Sims". Niby fajnie, czasem sobie w to pograć. Właśnie: czasem. Gdybym nie musiała kupować jednej części to byłoby inaczej. Po prostu byłyby zainstalowane na laptopie, raz na kiedyś bym sobie zagrała, ale... Jaki jest sens kupowania gry tylko do zainstalowania? Gdzie nie będę za często w tę serię grała? A nawet, jeśli to może z jakąś godzinę tylko. Tak, 60 minut to by była góra, bo poniękad w Simsach ciągle dzieje się to samo. W ogóle, jakby spojrzeć na tę serię... To po prostu głupie - żeby zagrać w jakiś dodatek, musisz zainstalować przedtem płytę podstawową, która potem nie będzie ci potrzebna. Nie to, że wydasz na jedno, to musisz zaraz znowu wydać. Chyba, że ktoś znajomy ma, ale... Nie każdy pożycza, a zresztą czas świetności Simsów dawno minął.


Według mnie te nowe części nie są już, tak dobre, jak "dwójka". Może tam grafika była słaba w porównaniu z "czwórką", ale sterowanie itd. było lepsze i łatwiejsze. Teraz... Zdaję mi się, że twórcy gry przywiązują wagę do tworzenia "ludzi" i domów, niż do samego sterowania... Taka jest po prostu moja subiektywna opinia. W ogóle prawie wszystko teraz, co na siłę jest zmieniane na " lepsze", staje się poniekąd gorsze. Choćby stare bajki (z animacji do technologii komputerowej). 
A może to ja po prostu nie umiem się odzwyczaić od tego, co stare...?