Może to wydawać się śmieszne, ale
ja naprawdę mam małe obawy przed ostatnią klasą gimnazjum. ;) Nie
są one jakoś przejmujące, chyba większość trzecioklasistów
miała/ma/będzie mieć podobne. Nie paraliżują mnie, ale są i
postanowiłam sobie o nich napisać. Jeden z zaplanowanych postów.
Zacznę od tego co najbliżej, czyli
balu trzecioklasisty przed zimowym feriami. Wydawać się to może
odległy temat, ale... Na balu trzeba będzie zatańczyć poloneza! A
co z tym się wiążę – zatańczyć z którymś z chłopaków.
Niestety dziewczyn jest więcej w mojej klasie, dlatego te co zostaną
będą musiały zatańczyć z którymś chłopakiem z drugiej lub
pierwszej klasy. Podobno nie można zapraszać jakiegoś z zewnątrz.
Na dodatek głównie trzeba się będzie dobrać pod wzrost. Jestem
jedną z najniższych dziewczyn w klasie i jeśli patrzeć na
chłopaków (z mojej klasy) pod względem wzrostu to znajdzie się
tylko jeden o mniej więcej pasującym wzroście. A przynajmniej tak
było przez ostatnie dwa lata, może urósł przez wakacje. Nawet,
jeśli nie urósł to jest tylko jeden. A dziewczyn niskich (ze mną)
jest co najmniej trzy. Któreś będą musiały mieć kogoś z innej
klasy. Właśnie, boję się, że to będę ja... Nie chciałabym
tańczyć z jakimś obcym chłopakiem. W gruncie rzeczy, jeżeli zna
się kogoś dwa lata to jest inaczej, nawet jeśli jest łobuzem. No
i oczywiście te dziewczyny co są w normalnym wzroście i chłopaki
będą mieli większy i lepszy wybór partnera/partnerki do tańca.
Dziewczyna nie może mieć spodni na
balu. Cóż... Dawno... Dawno nie nosiłam sukienki. Nie lubię tego
typu rzeczy. W tym roku szkolnym miałam ją tylko raz i to nawet
była sportowa sukienka. Bardziej tunika. A tutaj... I jeszcze
rajstopy... Masakra. Aha, i jeszcze baletki. Dziewczyny umówiły
się, że mają być na obcasie/obcasiku... Ostatni raz buty na
podwyższeniu miałam na pierwszej komunii. Po prostu nie jestem
dziewczyną, która lubi takie rzeczy. Ale trzeba będzie to
przeżyć...
Słowo „bal” mówi samo za siebie.
Oprócz poloneza będą jeszcze inne tańce i zabawy. Hm, nie lubię
tańczyć i jakoś nie bawi mnie to. Powtórzę początek zdania. Nie
jestem typem zabawowca.
Testy trzecioklasisty. Trzy dni udręki.
Oczywiście, jeśli się uczyłam to nie ma czego się bać. Może
nie tyle się boję, że nie będę czegoś umiała, co że zabraknie
mi czasu. Najgorzej mi chodzi o zadania otwarte z polskiego,
matematyki i angielskiego. W matematycznych trzeba obliczać różne
rzeczy, a spieszyć się... Jak się uczeń spieszy to popełnia
błędy. W pozostałych przedmioto -zadaniach trzeba wymyślić jakiś
logiczny tekst. A wymyślić na poczekaniu piękny i pasujący tekst
wcale tak łatwo nie napisać.
Mam nadzieję, że nie będzie również
tak jak na próbnym próbnego sprawdzianie trzecioklasisty w drugiej
klasie, że dużo osób przeszkadzało innym. Rozumiem, każdy się
denerwuje, ale zacięte pstrykanie długopisem, czy stukanie butem o
podłogę, naprawdę rozprasza. Albo głosy z zewnątrz, a zwłaszcza
wtedy, kiedy można się ich pozbyć, ale nie zrobią tego
nauczyciele, chociaż większości to przeszkadza. Ale teraz będzie
naprawdę, czyli raczej będzie okay.
Co tam jeszcze...
Pożegnanie szkoły może być smutne.
Znowu te pożegnania, kwiaty... Ledwo co było przecież zakończenie
podstawówki, a tu ponownie... Dlaczego tak musi być? Ta klasa jest
naprawdę w porządku. Ma swoje minusy, ale jednak... :)



