sobota, 29 czerwca 2013

Plany na wakacje, oceny roczne

Postanowiłam sobie, że w tym poście napiszę sobie co chcę robić, gdzie chcę pojechać w wakacje. Czyli takie I'm going to... polskie xD

Gdzie chcę pojechać?
- do Torunia, do Krakowa, do Niemiec, (i takie tam marzenie, które się nie spełni za żadne skarby: do Londynu na spotkanie Cassandry Clare z fanami)
Co zamierzam zrobić?
- narysować parę rysunków, napisać kilka części opowiadania, spotkać się z jedną koleżanką (minimum jeden raz :) ), przeczytać książki które stoją na mojej półce i w roku szkolnym nie miałam na nie czasu; to chyba wszystko

Jeśli kogoś ciekawią moje oceny:
religia: 5
j. polski: 4
j. angielski (poziom rozszerzony): 3
j. niemiecki (poziom dla początkujących): 4
muzyka: 5
plastyka: 6
historia: 5
geografia: 4
biologia: 4
chemia: 3
fizyka: 3
matematyka: 3
informatyka: 5
Czyli średnia jakoś 4.16 czy jakoś tak. Wiem, wy pewnie macie większe, ale większość z was jak mi się zdaje jest z podstawówki, więc poczekajcie do gimnazjum. :p
Zdjęcia z wczorajszego dnia i jedno dotyczące tego postu:
Kolejność ustawienia nie jest przypadkowa.
Bukiet mojej wychowawczyni z zebranych kwiatów.
Bye, bye school!
Nie wstawiłam wszystkich zdjęć (dwóch czy tam trzech), gdyż było na nich widać twarze, a o zgodę się nie pytałam, więc sami rozumiecie...

piątek, 28 czerwca 2013

Zakończenie roku & urodziny Zuzi

Nie wiem czy się cieszyć czy nie. Niby nareszcie tak upragniona wolność, ale... Dwa miesiące to dla mnie za dużo. Po paru tygodniach mi się znudzi i będę chciała do szkoły. Nie do sprawdzianów i kartkówek, ani odpowiedzi. Tylko do klasy, niektórych nauczycieli, za tą atmosferą. Nie jestem typem towarzysza. Wolę siedzieć w domu, co możecie się śmiać. Wolę czytać książki, niż spotykać się ze znajomymi. A w domu... sąsiadka za ścianą puszcza muzykę na całą epe, mała siostra i remont w chacie. Więc jak widzicie atmosfera nie sprzyja czytaniu, więc pewnie spędzę wakacje przy komputerze :-/ Zobaczy się.

Jak wyglądało zakończenie roku? Hmmm, podobnie co rozpoczęcie.Najpierw poszliśmy do kościoła, gdzie prawie wszystkie dziewczyny usiadły w jednej ławce na tyłach. Oczywiście na mszy nie było całkiem spokojnie, bo gadałyśmy ;) Pan od muzyki śpiewał różne tam pieśni i psalmy. Po mszy odbyła się uroczystość wręczenia świadectw z paskami oraz jakaś tam inscenizacja przygotowana przez podstawówkę. Najpierw wniesiono sztandar i odśpiewano hymn Polski (aż 4 zwrotki). U mnie w klasie były tylko dwie osoby wyróżnione na siedemnaście :D Ta inscenizacja przygotowana przez SP była dość nudna. Jakaś tam pioseneczka, wierszyki które podobno się powtarzają co rok. Ksiądz trochę się rozgadał.
Po tym udaliśmy się do szkoły, do swoich klas. Na samym początku zaraz po wejściu każdy dał naszej wychowawczyni kwiaty za to, jak super jest wychowawczynią. Na zdjęciu mniej więcej uwieczniałam ten bukiet. ;) Pani bardzo się ucieszyła, gdyż jak mówi lubi kwiaty. Potem rozdała świadectwa. Dodatkowo jeszcze dała osobom które brało udział już daaaaaaawno w konkursie fotograficznym pendrivy.
Po zakończeniu ja, Kisiel, Ania i Daniela poszłyśmy do tej ostatniej do domu. Tam pare z nich się przebrało i czekałyśmy na Zuzię i Kuroi, aż przyjdą po nas. Z nimi poszłyśmy po Marikę i w końcu dotarłyśmy do celu: domu Zuzi. Trochę może to skomplikowanie napisałam, cóż... tak to nawet wyglądało. U Zuźki dałyśmy jej prezenty (dostała bluzkę, koszulę, torebkę, torbę i chyba coś jeszcze, ale nie pamiętam). Zuzia wniosła tort, pomyślała życzenie i zdmuchnęła świeczki. Po jedzeniu dziewczyna włączyła muzykę i większość sobie tańczyła. Oczywiście mniejszością, a raczej chyba jedyną która w takiej zabawie nie brała udziału byłam ja. Nie lubię tańczyć i w ogóle wygłupiać się. To nie mój świat. Po tańczeniu znowu poszłyśmy do stołu i dziewczyny użalały się na chłopaków. Że ten mnie nie zna, a ja go kocham itp. teksty. Następnie była sławna zabawa "prawda czy wyzwanie". Choć można śmiało napisać tylko "prawda", bo nikomu się nie chciało wyzwań brać.
Gdzieś o trzeciej wyszłam z zabawy. Towarzyszyłam przy okazji Marice.
W domu naturalnie tata chciał zobaczyć świadectwo. :-/ I czekała tam na mnie mała niespodzianka. Przynajmniej miała nią być. Rodzice za dobre świadectwo kupili mi książkę pt. "Intruz" Stephanie Meyer. Nie za bardzo odpowiadała mi ta książka i autorka, więc poszłam do księgarni ją wymienić, gdyż była też taka opcja. Zamieniłam ją na "Mechanicznego księcia" Cassandry Clare ;)
Zdjęcia wstawię może jutro. Nie chcę mi się teraz, a zwłaszcza, że jest późno. Rodzice w każdej chwili mogą kazać mi zejść, choć przecież są WAKACJE.

czwartek, 27 czerwca 2013

Czwartek, przed zakończeniem roku szkolnego

Dziś był dość zabawnym dniem. ;) Głównie na chemii i fizyce.
Na początku miało tak być, że będziemy mieć trzy lekcje wg. planu, a później do 12.30 z naszą panią, ale trochę inaczej się to ułożyło.
Pierwsze były chemia i fizyka. Te przedmioty mamy z tym samym nauczycielem (jeszcze uczy WDŻtu), więc dwie lekcje, jakby się zlały w jedną. Tym razem zagraliśmy w tego jakby wisielca, bez wisielca. Chodziło po prostu o to, żeby zgadnąć litery i hasło. Były dwie grupy: dziewczyny kontra chłopacy. Za każdą literkę był jeden punkt, a za całe hasło pięć punktów. Najpierw pan dawał hasła, ale później trochę poprzemienialiśmy zasady. Jedna grupa wymyślała drugiej, a za złe odpowiedzi były odejmowane punkty. Dzięki temu wyniki się wahały, raz dziewczyny wygrywały, raz chłopcy. Na przerwie po pierwszej lekcji zwolniłam się u pana i z Kiślem poszłyśmy do mnie do domu po aparat, żebym mogła porobić jakieś zdjęcia dzisiaj w szkole. Podróż zajęła nam przerwę i kilka minut lekcji. :D Na drugiej lekcji nadal był "wisielec", potem taka zabawa, że leżały różne przedmioty na podłodze, jedna osoba wychodziła i w tym czasie ktoś musiał DOTKNĄĆ jakiś przedmiot, gdy tamta wracała musiała zgadnąć jaki. Mało osób zgadło, ale największą atrakcją w tej zabawie był pan. Krystian ledwo tylko dotknął przedmiotu, a pan zgadł jakiego, choć był za drzwiami i inna osoba je trzymała. Wiecie, na wypadek, gdyby zachciało się panu podglądać. xD Na koniec była taka zabawa, że osoba wychodziła, kilkoro osób rysowało coś na tablicy. Tamta osoba wskazywała obrazek (odwrócona ciągle tyłem do klasy), a tamte osoby co narysowały to musiały zmienionym głosem powiedzieć "moje". Jak się spodziewacie ten co był za drzwiami musiał zgadnąć kto to powiedział.
Trzecią lekcją był angielski. Dokańczaliśmy na nim "Wielkiego Mike'ego" ("Big Mike"). Na początku mieliśmy trochę trudności, bo ciągle się film zacinał na jednym fragmencie; pani musiał przyspieszyć. Gdzieś w połowie lekcji anglistka wyszła i wróciła z informacją, żeby kilkoro chłopaków pomogło wnieść pizzy naszej wychowawczyni. Wszyscy się zdziwiliśmy, w końcu pizza miała być dopiero prawie za 45 minut. Ale okazało się, że później w pizzerni nie mieli czasu; dużo szkół zamawiało.
Było fajnie. Film i pizza! :D Dwie dziewczyny poszły jeszcze po picie i kubeczki, ale się trochę spóźniły i przyszły chyba dopiero na przerwie.
A na czwartej godzinie doszła jeszcze do nas druga klasa. Pan od historii i WOSu  puścił nam jakieś dwa filmiki o udzielaniu pierwszej pomocy i ratowaniu "topielców". To akurat nudne było. Jeszcze pani z jedną z dziewczyn nalewała nam picie (oczywiście gazowane xD), to parę osób z drugiej się zgłosiło, że też chcą. I tak z naszych pieniędzy poszło na kogoś innego... Choć sami na następnej lekcji mieli też zamówić sobie pizze.
Związku z tym, że pizze przyszły wcześniej, to wcześniej poszliśmy do domu. ;)
Jeszcze po jednej lekcji kilka osób w tym ja poszło do podstawówki spytać się kto chce kupić podręczniki. Nikt nie chciał :( Daniela tylko znalazła kogoś kto chciał. Reszta mówiła, że woli nowe, niż używane. Trudno, niech mają piękne, powyżej 100zł. Ja np. wolę takie używane.
Coś jeszcze miałam napisać? Chyba już nie. Jutro post o zakończeniu roku, może uda mi się porobić jakieś zdjęcia. :)
Dziewczyny rysujące coś na tablicy.
Film
Jedno z czterech pudełek od pizz. xD
Nikt nie chciał mieć prawie twarzy fotografowanej.
Przedmioty leżące na ziemi. Trochę może nie wyraźne, ale w ławce siedziałam.

środa, 26 czerwca 2013

"Lód i woda, woda i lód"

Było kilka dni upału, a teraz nadchodzą dni deszczu. Już nie wiem co lepsze. Chyba to drugie.
W poniedziałek oglądaliśmy na angielskim "Zambezię" (po polsku xD), okazało się, że mamy na 8.45, a nie na czterdzieści pięć minut wcześniej, bo nie ma niemca, ale nasz ukochany kolega (:D) zapomniał wszystkich o tym poinformować. Tak, więc niektórzy poszli na miasto, a reszta (2 osoby) zostały na boisku szkolnym. We wtorek gadaliśmy na polskim o szkole (co nas zaskoczyło, czego się baliśmy itp.), na matmie można tak napisać, że też, na angielskim oglądaliśmy "Big Mike" (Fajny film.), ale nie obejrzeliśmy go w całości, zresztą on też był po polsku :D Na chemii gadaliśmy i Krystian wymyślił, żeby grać w wisielca chemicznego, ale to jakoś się nie przyjęło. Pan mówił o gazie rozweselającym i śmierci na wskutek wypicia za dużo wody. Pod koniec lekcji pan sobie zażartował i napisał wzór chemiczny na wodę (nie mogę go tu napisać, ale chyba każdy zna), a przy tlenie napisał krzyżyk, i się pytał co to za wzór. Żart był taki, że to woda święcona. Później najwyżej na paintcie na piszę i dodam.

Autorka: Majgull Axelsson (Szwedka)
Tytuł: Lód i woda, woda i lód
Tytuł oryginału: Is och vatten, vatten och is
Ilość stron: 553
Muszę napisać, że chyba pobiłam rekord w czytaniu dzięki tej książce. xD W tydzień tyle stron... Ale to pewnie przez to, że musiałam ją przeczytać na dzisiaj, na spotkanie DKK (Dyskusyjny Klub Książki) w bibliotece. Inaczej nie wiem ile by mi to zajęło. :D
Okładka, jak dla mnie troszeczkę jest dziwna, a to przez to, że imię i nazwisko autorki jest napisane małą literą, zresztą tytuł też.
Akcja książki nie ma jednego miejsca, najogólniej określić to Morze Północne i Szwecja. Tutaj nie ma jednego bohatera i jednego życia, jest parę. Czasem może to trochę rozłościć, gdyż autorka przeskakuje czasem w "złym momencie" do innej postaci. I dopiero później wyjaśnia się ciąg dalszy. Zastosowany jest często powrót do przeszłości (nie pamiętam jak to się nazywa). Ogólnie występuje tam Susanne (pisarka kryminałów), Björn (gwiazda pop, dziewiętnastolatek), Inez i Elzie (bliźniaczki), Anders (lekarz). Postaciami które nie są pokazane w tak dosłowny sposób jak poprzednie, ale też ważne to Birger (mąż Inez) i Eva (fanka Björna i eks żona Andersa). Wszyscy w jakiś sposób się ze sobą łączą. Nie umiem zarysować wam fabuły. Powieść zawiera bardzo dużo wątków i zdarzeń, jeszcze na dodatek zmiana bohaterów... no, jak sami sięgniecie to zrozumiecie. ;)
Niektórych decyzji bohaterów nie rozumiem, gdyż dla mnie są one śmieszne np. Jedna z bliźniaczek była zazdrosna o drugą, gdyż tamta szybciej zaczęła dojrzewać od niej. Naprawdę tego nie rozumiem.
Na DKK (jakoś godzinę temu) zastanawiałam się nad tytułem. I coś mi przyszło na myśl, ale to muszę zostawić dla siebie, gdyż jeśli ktoś chciałby po to sięgnąć, to wyjawiłabym mu przed parę rzeczy. A to raczej nie umila czytania, jak się wie co będzie dalej.
Ocena: 10/10 
Cytat (tylko jeden, bo spisywałam go na spotkaniu, gdyż wcześniej nie miałam czasu):
"Jestem tylko człowiekiem, pomyślała. Jestem tylko człowiekiem wśród ludzi. Nie muszę już uciekać. Uniosę swoją winę. Wytrzymam." 
Wzór chemiczny stworzony przez pana.




sobota, 22 czerwca 2013

Ocenianie na podstawie ocen

O 19 zaczął się koncert u mnie w mieście nad jeziorem. Nosi on nazwę (mam nadzieję, że się nie pomylę): "Beach Party". Jednym z artystów którzy mają wystąpić będzie Maja Hyży, którą poznaliście w "X Factorze". Dochód z tego koncertu pójdzie na leczenie jakieś dziewczynki, jeśli dobrze pamiętam. Nie idę. Nie chcę mi się, to nie dla mnie. Nie lubię głośnych, hucznych koncertów.

Czasem jest tak, że oceniamy kogoś na podstawie jego ocen w szkole, zresztą dorośli też. Czasami nawet częściej od nas samych. Ktoś ma same słabe oceny - o! ten to musi być rozrabiaka. A jeśli jest odwrotnie - z nim musisz się zakolegować, to na pewno wzorowy uczeń. Przez takie ocenianie można łatwo się pomylić. Nie każdy, przecież kto ma same jedynki i dwóje jest zły i nie zależy mu na szkole. Niektórym po prostu trudno przychodzi nauka lub szybko zapominają. Nie każdy przeczyta książkę, pouczy się z kilka godzin i już umie. Jest też rodzina i jej problemy. Jeśli ktoś ma trudną sytuacje w domu, to możliwe, że to się odbija na jego nauce, chociaż bardzo pragnąłby, żeby było lepiej. Takim osobą można postarać się jakoś pomóc, jeśli oczywiście życzą sobie tego, bo nic na siłę lepiej nie robić. No, i też pozostają te osoby co na serio wisi im przedmiot i szkoła. W ogóle się nie uczą, choć by mogli. Nic im w tym nie przeszkadza. Robią to na złość rodzicom, bądź nauczycielom. Ale tak naprawdę robią to sobie, w końcu to oni będę powtarzać tą samą klasę, a nie nauczyciel. Aha! Są też przedmioty, które po prostu nie przypadną człowiekowi np. taka fizyka (nie chcę nikogo straszyć!). Jeśli ktoś nie skapnie się o co w tym chodzi, jest humanistą, a nauczyciel jeszcze nie jest skory do pomagania, bo dla niego jest wszystko jasne, to rozumie się, że to się wszystko odbija. Np. taka ja. Uczę się na chemii i fizyki, ale po prostu mi ona jakoś nie wchodzi. Od nauczyciela też dużo zależy. Moim zdaniem powinien zrozumieć ucznia. Patrzeć na jego możliwości i chęci, a nie tylko na oceny. 
Dobzi uczniowie nie muszą być wcale fajni w zachowaniu. Spotyka się przecież, czasami takich co w dzienniku same wzorowe oceny i na lekcjach, a zaraz na przerwie przeklinają wulgarnie i różne takie rzeczy robią jakby to nie oni. Trudno w takie coś uwierzyć, prawda? Już bardziej uwierzymy, że słaby uczeń jest grzeczny, niż, że wzorowy to "uliczniak". Oprócz takich, są też ci przykładni, co słówko nie pisnął na nauczyciela. Zawsze umieją więcej, niż program oczekuje. Bardzo często to szóstkowi uczniowie, zwani potocznie "kujonami" są nie lubiani. Nikt chyba nie lubi gdy ktoś się wybija w grupie ponad normę. Zazdrość. Inni uczą się np. tydzień na sprawdzian i dostaną 3, a ten tylko parę dni i 6. Złość wtedy wszystkich zżera, że nie ma co. Ale zdaję mi się, że tak jest w takich klasach co normalną oceną jest trzy lub cztery, w takich bardzo słabych. Bo w tych wyżej tak bardzo ten "kujon" nie jest widoczny. Zależy też od osoby. Czy jest miła, koleżeńska, czy oschła, wywyższająca się. Jeśli pokaże, że jest normalnym człowiekiem, który ma po prostu talent do nauki, to ma większe szanse do zaakceptowania, niż ta co ciągle się uczy. Bez przesady! Trzeba czasem się oderwać od książek, spotkać się z kumplami, czy co innego porobić. ALE, przecież nie we wszystkim jest wzorowy uczeń idealny, musi mieć jakiś słaby punkt. Pamiętajmy o tym, za nim zaczniemy rozpaczać, że jesteśmy beznadziejni, bo ten jest świetny we wszystkim, wszystko umie. W mojej klasie np. ten uczeń nie umie rysować. :) LECZ nie powinniśmy mu tego wytykać.
Podsumowania raczej nie muszę pisać. Chociaż... może? Nie, już pisałam to w jakimś poście, że nie powinniśmy oceniać kogoś na podstawie czegoś, a nie jego charakteru i osobowości.


piątek, 21 czerwca 2013

Przegląd scenek sytuacyjnych: angielski/niemiecki

Wszystkie oceny już wystawione. Można napisać, że już koniec. Choć nie do końca, jeśli ktoś będzie wredny wymyśli coś w następnym tygodniu. Z tym "kimś" chodzi mi o nauczycieli.
Jak minął ten tydzień? Hmmmm, okropnie. Prawie codziennie był jakiś sprawdzian czy coś podobnego. Najgorszymi rzeczami były: sprawdzian z chemii, sprawdzian z fizyki i przegląd scenek sytuacyjnych po angielsku i niemiecku. Nie wiem czy jest u was to ostatnie, więc pozwolę sobie co nie co napisać, jak to się odbywało u mnie w szkole.
Tydzień przed, dostaliśmy karteczki, gdzie były propozycje tematów do scenek. Musieliśmy podzielić się w pary i to przygotować na czwartek. W ten dzień akurat mamy podrząd angielski i niemiecki, więc odbywało się to na dwóch lekcjach.
Gdy weszliśmy jedna ławka była przyłączona do biurka, a za nią stały dwa krzesła (tam usiadło "jury"). Kilka metrów dalej stała następną ławka na przeciwko tamtej też z dwoma krzesłami. Za nim zaczęliśmy przedstawiać scenki pani od niemca puściła nam dwa filmy po niemiecku. Potem panie wyczytywały pary które mają wyjść na środek. Okazało się, że nie potrzebnie uczyliśmy się trzech scenek po angielsku i dwóch po niemiecku, bo przedstawialiśmy tylko jedną z każdego języka. Po tym para siadała do tej ławki o której pisałam wcześniej i odpowiadała na proste pytania po dwóch językach. Na drugiej lekcji doszła jeszcze do pań od języków, pani wice-dyrektor, popatrzeć sobie.
Różne były scenki, jedne lepsze, drugie gorsze. Moim zdaniem najlepsze były trzy pary: jedna para dziewczyn(Zuzia i Marika) i dwie pary chłopaków(Wiktor i Michał, Przemek & Marcin).
A jeśli chodzi o te pytania, to napiszę tak: niby łatwe były, ale u niektórych stres robił swoje.

Oceny swoje podam w piątek, na koniec roku. Lecz może się tak zdarzyć, że nie będę miała czasu i napiszę je w sobotę. W czwartek mamy lekcje z wychowawcą, więc będzie luz. Chłopacy proponowali już, żeby pojechać do kina na jakiś film, a pani powiedziała, że zobaczy co będzie. Dzisiaj jej nie było; trzeba czekać do poniedziałku. Ciekawe co pani wybierze? Może, przecież być tak, że nic się jej nie spodoba i inaczej będzie ten dzień wyglądał.
Krótki ten wpis. No cóż... tyle mam do napisania po czterech dniach. Na jutro mam zaplanowany pewny temat, a na niedzielę nic. Może, więc być tak, że dopiero w środę napiszę, gdy skończę czytać książkę i zamieszczę jej opis (może się uda wreszcie recenzję? :D).
Moje zdjęcie. Z kółka fotograficznego, wtorek.
To też.

piątek, 14 czerwca 2013

Facebook

Ten tydzień był... zróżnicowany. Znaczy konkretnie to były dwa wydarzenia jeśli dobrze pamiętam, a oprócz tego dużo sprawdzianów oraz kartkówek. Niestety to się nie zakańcza na tym tygodniu. W następny czwartek musimy przedstawić trzy scenki po angielsku i takie same po niemiecku. Dostajemy za to ocenę, która może ważyć na ocenie rocznej. Wszystko to trzeba przygotować w parach. Pierwszym takim jakby zdarzeniem w tym tygodniu było wyjście do kina. Wszystko nawet by było okej gdyby film nie trwał dłużej, niż mamy lekcje a mianowicie do 15. Film nosił tytuł "Cristiada" i był o prześladowaniu chrześcijan w Meksyku na początku wieku XX. Szczerze to on mnie nie zaciekawił. Nie za bardzo przypadła mi do gustu tematyka filmu oraz kilka innych rzeczy: czasem (często) akcja się dłużyła, napisy tłumaczyły tylko język angielski, a wtedy kiedy mówili po hiszpańsku nie wyświetlano napisów. Taka jest mniej więcej moja opinia na temat tego filmu. Drugie zdarzenie nastąpiło wczoraj. Zamiast plastyki okazało się, że mamy mieć lekcję z pedagogiem szkolnym. Po dzwonku jednak okazało się, że nie mamy z nią zajęć, a z terapeutom z ośrodka uzależnień (czy jakoś tak). Mieliśmy z nim oczywiście pogadankę o uzależnieniach. Dodatkowo, abyśmy się nie nudzili usiedliśmy w kółku (na krzesłach) i mieliśmy jedno zadanie w grupach do wykonania. W jednej grupie (dziewczyny) musiało się napisać minusy zażywania narkotyków, a w drugiej (chłopcy) zalety. Później pan coś tam mówił i niektórzy zadawali pytania. Np. "Brał pan kiedyś narkotyki?"(oczywiście to było pytanie jednego mojego kolegi). Jedno z pytań które na serio zastanawia było pytanie "Narkotyki są w Polsce zabronione. Dlaczego, więc alkohol i papierosy nie są zabraniane skoro też mocno uzależniają?" Ogółem spotkanie było przegadane, znaczy ci co nie chcieli słuchać gadali i wygłupiali się, pana to denerwowało i nie zrobiliśmy wszystkiego co mieliśmy.

Teraz jest moda na zakładanie kont na fejsie. Zresztą tak jest od jakiegoś czasu. Prawie każdy ma konto. Nawet jakieś głupie serki czy programy mają konto czy tam grupę na fb. Co jest akurat dla mnie głupie. Normalne osoby - rozumiem, ale np. biblioteki? To jest już lekka przesada. Ludzie głównie zakładają tam konta, żeby utrzymać jakoś kontakt ze znajomymi, bo o to chodzi we Facebooku. Ale inni mają dziwniejsze powody do zakładania typu: fajne gry. Ja sama musiałam założyć konto, żeby zdobyć lekcje, gdy jestem chora. Na smsy nikt prawie nie odpowiada, ale na portalu siedzi prawie ciągle. Gdyby nie to, chyba bym nie założyła konta, choć miałam już dawno takie zamiary. Ale jeśli w tej chwili przyszedł wam do głowy pewien pomysł to przeczytaj dalej! Nie zapraszaj mnie jeśli się nie znamy. Chodzi mi o to, że przedtem nie mejlowaliśmy na przykład (mam nadzieję, że wiecie o co chodzi). Ale to nie jest tak, że nikogo z blogerów nie mam, bo mam dwie blogerki. Lecz można tak napisać, że jako tako się znamy przez Internet już wcześniej, jeśli się nie mylę to będzie rok albo więcej. To nie było tak, że mega na ślepo zaprosiłam je, lub one mnie.
Z fejsem trzeba z umiarem. Np. chodzi o zdjęcia. Trzeba trochę pomyśleć za nim się jakieś doda. Mniej więcej mam na myśli takie w których dziewczyny robią nie wiadomo jakie pozy czy gesty. Ale są jeszcze inne. Jeśli ktoś choć trochę pomyśli to zrozumie. Widzę czasem, jak dziewczyny robią sobie w szkole różne foty, żeby tylko dodać je na fb. Co dla mnie jest żałosne. Np. widziałam  jedno zdjęcie, gdzie dziewczyna na lekcji sobie robiła zdjęcie. I co? Myśli, że jest z tego powodu super?
Nie wiem jak u was, ale pewnie podobnie jest; u mnie na informatyce dużo osób siedzi na swoich kontach i sobie pisze. Nie wtrącam się do tego, okej to ich sprawa, czy zrobiły już zadania czy nie. Lecz mi np. przeszkadzałoby chodzenie pana wokoło, mi by się zdawałoby, że on czasem zerka na mój monitor. A one normalnie piszą i wgl. Albo z logowaniem. Trzeba pamiętać, aby się wylogowywać z różnych kont np. na informatyce. A gdy się niektórzy spieszą zapominają się wylogować lub idą sobie nawet nie wyłączając Facebooka. I później się dziwią, że ktoś im się włamuje, i pisze różne rzeczy.

piątek, 7 czerwca 2013

"Miasto szkła" C.C.

Tytuł: Miasto szkła
Tytuł oryginału: City of Glass
Autorka: Cassandra Clare
ilość stron: 526
Nie wiem czy ktoś się zachęcił po moim poprzednim opisie drugiej części Darów Anioła do sięgnięcie po tą serię, w każdym razie zważając na to, że "Miasto szkła" jest trzecią częścią mój opis będę musiała trochę poucinać, gdyż w tej części wiele tajemnic się rozwiązuje, a raczej główna jedna. Akcja szczerze trzyma do ostatniej strony, normalnie nie mogłam się od niej oderwać pod jej koniec (co nie znaczy, że wcześniej książka była nudna; tylko takie wydarzenia się odbywały, że trzymały w napięciu).
Opis: Valentine Morgestern ma już Kielich Anioła oraz Miecz Anioła do stania się najpotężniejszym Nocnym Łowcą brakuje mu tylko jednej rzeczy - Lustra Anioła. Gdzie ono jest? Nikt nie wie, to legenda, nawet nie wiadomo czy prawdziwa. Ale mężczyzna i tak chce je zdobyć. Na dodatek jeszcze planuje wielką wojnę z Nefilim. Chce zaatakować Idris - takie jakby państwo(miasto) w którym żyją Nocni Łowcy. Ale najpierw stawia Clave wybór: albo będzie wojna i wyśle na nich wszystkie demony z całego świata, albo mu się poddadzą. Nie ma możliwości! Nie mogą się poddać Morgesternowi! Clary i jej przyjaciele wiedzą o tym i wiedzą również kto może pomóc w walce Nocnym Łowcą. Podziemni. Tylko... Clave nie jest tak bardzo do tego przekonane, nie lubi Dzieci Nocy, Księżyca, Lilith i faerie.
Czy dziewczynie uda się przekonać radę? Jak się zakończy wojna? Jakie tajemnice wyjdą na jaw? I w końcu czy uda się uratować matkę Clary ze stanu podobnego do śpiączki?
Moja drobna uwaga: Autorka mogła trochę napisać o pewnym wydarzeniu które miało miejsce, a nie tylko napomknąć. No, ale cóż seria jest głównie o Clary, więc rozumiem, że inne postacie są trochę mało ważne w stosunku do niej. Ale to małe czepialstwo! Po prostu polubiłam jedną postać od samego początku i chciałabym więcej o tej postaci. ;)
Ocena: 10/10
Cytaty:
 „- Więc nic nie powiesz Jace'owi? - zapytał Alec - To znaczy... wyznałeś Clary, co czujesz i... 
- I to nie był najlepszy pomysł – przyznał Simon. - Teraz przez cały czas się zastanawiam, jak wszystko odwrócić. Czy jeszcze kiedykolwiek możemy być przyjaciółmi, czy to, co nas łączyło, rozpadło się na kawałki.”

 „- To nie świat jest słaby i zepsuty, tylko ludzie – odparowała Clary. - I zawsze tacy będą. Świat po prostu potrzebuje dobrych ludzi, żeby zrównoważyli zło.”
 
„Po twarzy Jace'a przemknął wyraz niedowierzania, kiedy spojrzał w dół na Maellartacha, który sterczał z jego piersi. Wyglądał raczej dziwacznie niż strasznie, jak rekwizyt z nocnego koszmaru, w którym nie ma za grosz sensu. Valentine cofnął rękę, wyszarpując miecz z rany jak sztylet z pochwy. Jace osunął się na kolana, jakby tylko broń podtrzymywała go w pozycji stojącej.”
Były jeszcze inne cytaty, ale to bardziej dla mnie znalezione, niż dla was. ;)
Jedna z lepszych okładek w tej serii. Isabelle Lightwood.




A jeśli już piszę o Darach Anioła to mogę umieścić tu dwa plakaty bez tworzenia nowego tematu. :)
Isabelle Lightwood
Alec Lightwood

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Dwa filmy

Może zacznę od "recenzji" tego (moim zdaniem) gorszego filmu.
Pewnie wielu z was go oglądało. Leciał on w sobotę wieczorem na TVP 1. A tytuł nosił "Alicja w krainie czarów". Film był w dubbingu.
Opis: Alicja po paru latach znów wkracza (a raczej wpada) do Krainy Czarów. Gdzie musi pokonać Czerwoną Królową, żeby to zrobić musi zabić smoka.
Akcja nawet ciekawa, dużo ciekawych momentów. Ale jak dla mnie za dużo technologii komputerowej, a za mało prawdziwych aktorów. Właściwie to nawet nie wiem czy ta Czerwona Królowa była komputerowa czy to na prawda była Helena Bonham Carter (znana fanom HP z roli Bellatrix Lastrange). No, nie jestem przeciwniczką takiej technologii, ale co za dużo to nie zdrowo. Koniec filmu był wiadomy od samego początku. Tylko od momentu kiedy Alicja wraz z innymi zobaczyła tą ilustrację do Dnia Chwalnego (mogłam coś przekręcić w tej nazwie) było wiadome, że pokona tego smoka. Nie było za dużo zaskoczeń. Nawet wtedy, kiedy Szalony Kapelusznik (Johny Depp, znany z "Piratów z Karaibów") szedł na ścięcie. Może jestem już za "stara" na ten film. Nie wiem, może...
Jeśli już oglądałam film z dubbingiem to trzeba też o nim coś napisać. Więc... nie był on zły, jak to się czasem zdarza w filmach dubbingowanych. Nie znam oryginału, dlatego nie wiem też jak było z tłumaczeniem.
Moja ocena: 7/10

Na następny film trafiłam tak jakoś przypadkowo. Weszłam sobie na youtube poszukać czy już jest zwiastun następnej części "Hobbita" i trafiłam na zwiastun "Percy Jackson i bogowie olimpijscy; Morze potworów". Włączyłam go sobie, oczywiście nie rozumiałam o co w nim chodzi. ;) Ale za chwilę przeczytałam, że to druga część filmu "Percy Jackson i bogowie olimpijscy; Złodziej pioruna". Słyszałam o tej książce i o autorze. Nawet miałam kiedyś zamiar kupić jedną z książek Ricka Riordana. Ale niestety wszystkich książek nie można mieć. :) Poszukałam, więc tego filmu w Internecie. Znalazłam. Z dubbingiem.
Powiem szczerze, że jeśli macie do wyboru ten film z dubbingiem czy z napisami, wybierzcie opcję drugą. Nie podoba mi się dubbing, taki... no nie pasuje on do filmu. No, może tylko do niektórych postaci.
Opis:  Percy Jackson jest na pozór normalnym nastolatkiem. Pewnego dnia w muzeum atakują go Erynie. Wtedy dowiaduje się, że jest synem jednego z trójki najpotężniejszych bogów olimpijskich - Posejdona. A jego przyjaciel Grover satyrem. Matka jego jest człowiekiem. Zawozi chłopaka do takiego obozu dla półbogów (herosów) dla jego bezpieczeństwa. Gdyż wszyscy na Olimpie uważają, że to właśnie Percy ukradł pioruny Zeusowi. W obozie mieszkają wszystkie dzieci bogów greckich i ludzi. To tam właśnie poznaje Annabeth (córkę Ateny) i Luke'a (syna Hermesa).
Pewnej nocy pojawia się Hades i karze Percy'emu przynieś mu zeusowe pioruny inaczej nigdy już nie zobaczy na oczy swojej matki. Chłopak działa bez zastanowienia. Rusza na pomoc mamie. W podróży towarzyszą mu Grover i Annabeth.
Czy chłopakowi uda się odzyskać mamę? Kto jest tak naprawdę złodziejem piorunów Zeusa? Można tego się dowiedzieć po obejrzeniu filmu, a na ostatnie pytanie dopiero dowiadujemy się tak naprawdę na końcu.
Ocena: 9/10
Następna część będzie miała premierę 7 sierpnia 2013 (minie trzy lata od pierwszej części)..




niedziela, 2 czerwca 2013

Lektura czerwcowa

Tytuł: My, dzieci z dworca ZOO
Autor: Christiane F.
Tytuł oryginału: Wir Kinder vom Bahnhof Zoo
"Szokująca relacja piętnastoletniej narkomanki z Berlina Zachodniego"
Jak to się stało, że jest to lektura w mojej klasie choć nie ma jej na liście lektur gimnazjalnych? Polonistka postanowiła, że ostatnią lekturę w roku szkolnym sami sobie wybierzemy. No i zaczęło się wymyślanie jaką to byśmy chcieli mieć lekturę. Pierwszym warunkiem była duża ilość egzemplarzy. Dzięki temu odrzucono kilka propozycji. Zostały trzy. Zostało, więc zorganizowano głosowanie. Wygrała ta książka.
Książka jest opisem trzech lat życia Chritiane. Przedtem oczywiście jest opisane jakie miała przeżycia gdy była mała. Dowiadujemy się wtedy, że bardzo ją bił ojciec. Tak naprawdę historia się zaczyna kiedy dziewczyna ma dwanaście lat i zaczyna palić haszysz. Później sięga po heroinę. Christiane staje się narkomanką. Potem chce to zmienić, lecz nikt prawie nie chce jej pomóc. W ośrodkach nie ma miejsc, a nawet jeśli są to trzeba spełnić warunki, żeby tam się dostać. Christiane poznaje dużo ludzi, wśród nich jest jej chłopak Detlef. On też chce wyjść z nałogu. Ale dwóm się nie udaje. Po każdym odwyku myślą, że to już koniec, ale za chwilę naskakuje myśl: jedna działeczka przecież nie zaszkodzi. I znów zaczyna się to samo. Trzeba też dodać, że na narkotyki trzeba jakoś zarobić, więc po pewnym czasie Chritiane "zaczyna pracę jako prostytutka". Jeśli można tak to ująć w słowa. Aha, akcja dzieję się pod koniec lat 70. XX wieku.
Jak się pewnie domyślacie Christiane F. to ta Christiane o której mowa jest w książce. Dodatkowo zamieszczone są tam komentarze jej matki oraz innych jeszcze osób. Ale z tych ważniejszych osób to właśnie matka Christiane uświadamia nam w jakiej sytuacji staje się rodzic, gdy dowiaduje się, że dziecko jest narkomanem i próbuje mu pomóc. Ale momentami się wykańcza.
Czy piętnastolatce uda się wyjść z nałogu? Na to i na inne was nurtujące pytania dotyczące tego utworu możecie sobie odpowiedzieć tylko po przeczytaniu.
 Przed chwilą zauważyłam, że jest film na podstawie tej książki (trochę stary, bo z 1981)
Ocena: 9/10
Cytat:
"Twarz wyblakła, zapadnięta, a jednocześnie obrzmiała; jak patrzyłam w lustro, to mi wyglądała na twarz kogoś, kto już odkiblował swoje 15 lat w Bonnies Ranch. Prawie w ogóle nie sypiałam. No bo prawie co noc coś się na oddziale wyrabiało. I ciągle się bałam, że przegapię jakąś okazję ucieczki."

PS. Zapraszam chętnych do poczytania ostatniej z umieszczonych części DiA - poprzedni post.