O 19 zaczął się koncert u mnie w mieście nad jeziorem. Nosi on nazwę (mam nadzieję, że się nie pomylę): "Beach Party". Jednym z artystów którzy mają wystąpić będzie Maja Hyży, którą poznaliście w "X Factorze". Dochód z tego koncertu pójdzie na leczenie jakieś dziewczynki, jeśli dobrze pamiętam. Nie idę. Nie chcę mi się, to nie dla mnie. Nie lubię głośnych, hucznych koncertów.
Czasem jest tak, że oceniamy kogoś na podstawie jego ocen w szkole, zresztą dorośli też. Czasami nawet częściej od nas samych. Ktoś ma same słabe oceny - o! ten to musi być rozrabiaka. A jeśli jest odwrotnie - z nim musisz się zakolegować, to na pewno wzorowy uczeń. Przez takie ocenianie można łatwo się pomylić. Nie każdy, przecież kto ma same jedynki i dwóje jest zły i nie zależy mu na szkole. Niektórym po prostu trudno przychodzi nauka lub szybko zapominają. Nie każdy przeczyta książkę, pouczy się z kilka godzin i już umie. Jest też rodzina i jej problemy. Jeśli ktoś ma trudną sytuacje w domu, to możliwe, że to się odbija na jego nauce, chociaż bardzo pragnąłby, żeby było lepiej. Takim osobą można postarać się jakoś pomóc, jeśli oczywiście życzą sobie tego, bo nic na siłę lepiej nie robić. No, i też pozostają te osoby co na serio wisi im przedmiot i szkoła. W ogóle się nie uczą, choć by mogli. Nic im w tym nie przeszkadza. Robią to na złość rodzicom, bądź nauczycielom. Ale tak naprawdę robią to sobie, w końcu to oni będę powtarzać tą samą klasę, a nie nauczyciel. Aha! Są też przedmioty, które po prostu nie przypadną człowiekowi np. taka fizyka (nie chcę nikogo straszyć!). Jeśli ktoś nie skapnie się o co w tym chodzi, jest humanistą, a nauczyciel jeszcze nie jest skory do pomagania, bo dla niego jest wszystko jasne, to rozumie się, że to się wszystko odbija. Np. taka ja. Uczę się na chemii i fizyki, ale po prostu mi ona jakoś nie wchodzi. Od nauczyciela też dużo zależy. Moim zdaniem powinien zrozumieć ucznia. Patrzeć na jego możliwości i chęci, a nie tylko na oceny.
Dobzi uczniowie nie muszą być wcale fajni w zachowaniu. Spotyka się przecież, czasami takich co w dzienniku same wzorowe oceny i na lekcjach, a zaraz na przerwie przeklinają wulgarnie i różne takie rzeczy robią jakby to nie oni. Trudno w takie coś uwierzyć, prawda? Już bardziej uwierzymy, że słaby uczeń jest grzeczny, niż, że wzorowy to "uliczniak". Oprócz takich, są też ci przykładni, co słówko nie pisnął na nauczyciela. Zawsze umieją więcej, niż program oczekuje. Bardzo często to szóstkowi uczniowie, zwani potocznie "kujonami" są nie lubiani. Nikt chyba nie lubi gdy ktoś się wybija w grupie ponad normę. Zazdrość. Inni uczą się np. tydzień na sprawdzian i dostaną 3, a ten tylko parę dni i 6. Złość wtedy wszystkich zżera, że nie ma co. Ale zdaję mi się, że tak jest w takich klasach co normalną oceną jest trzy lub cztery, w takich bardzo słabych. Bo w tych wyżej tak bardzo ten "kujon" nie jest widoczny. Zależy też od osoby. Czy jest miła, koleżeńska, czy oschła, wywyższająca się. Jeśli pokaże, że jest normalnym człowiekiem, który ma po prostu talent do nauki, to ma większe szanse do zaakceptowania, niż ta co ciągle się uczy. Bez przesady! Trzeba czasem się oderwać od książek, spotkać się z kumplami, czy co innego porobić. ALE, przecież nie we wszystkim jest wzorowy uczeń idealny, musi mieć jakiś słaby punkt. Pamiętajmy o tym, za nim zaczniemy rozpaczać, że jesteśmy beznadziejni, bo ten jest świetny we wszystkim, wszystko umie. W mojej klasie np. ten uczeń nie umie rysować. :) LECZ nie powinniśmy mu tego wytykać.
Podsumowania raczej nie muszę pisać. Chociaż... może? Nie, już pisałam to w jakimś poście, że nie powinniśmy oceniać kogoś na podstawie czegoś, a nie jego charakteru i osobowości.
