Kolejność jest przypadkowa.
1. Hannah Baker ("Trzynaście powodów")
Nie wątpię, że dziewczyna dużo przeżyła. Nie zazdroszczę jej. Okej, nie wiem, jak ja bym zareagowała na jej miejscu, ale... Wysyłanie kaset z nagraniami wydaje mi się zwyczajnie głupim pomysłem. Co to jej dało? Jakąś satysfakcję, że po jej śmierci te osoby, które przyczyniły się do jej śmierci dostaną nauczkę? Że będą musiały się zmierzyć ze swoim czynem, mając ją na sumieniu? Pytań jest więcej. Niektórym osobom z kaset zwyczajnie się to nie należało. I tak już były w rozsypce, więc po co im więcej? To... poniekąd samolubne - mnie nie ma, a wy sobie radźcie. Według mnie Hannah jest typem nastolatki, która od siebie mało, co zrobiła, ale obwinia cały świat o zło, które ją spotkało. Nie przypominam sobie, żeby zrobiła coś więcej od siebie w początkowym etapie. Nie mówię o rozmowach z rodzicami, czy psychologiem, nawet nie o odgryzywaniu się. Miała przyjaciół, przyjaciela. O niektórych rzeczach głupio na pewno było jej pisać, ale jej rozwiązania nie były wcale lepsze.
2. Camille ("Hellheaven")
Jeszcze przed przeczytaniem tej książki miałam chwilę zwątpienia. Ale przecież warto dać szansę młodym pisarzom, prawda? No właśnie. Moje przypuszczenia się ziściły. Główna bohaterka, tejże książki jest tak zwyczajna i irytująca, że musiała wylądować w tym topie. Miałam wrażenie, że Camille sama nie wiedziała czego chce. Zrozpaczona i zagubiona, ale nie na tyle, żeby robić kolejne głupstwa. Wiek ją nie tłumaczy, bo podobny wiek do niej ma większość bohaterek dla młodzieży. I nie koniecznie są, tak irytujące. Żeby chociaż Camille była bohaterką drugoplanową... Zwyczajnie jej nie polubiłam.
3. Luli ("Jak najdalej stąd")
Tutaj przynajmniej zachowanie i charakter głównej bohaterki da się wytłumaczyć wiekiem. Chyba każdy, kto ma 13 lat jest w jakimś stopniu irytujący. Nie można było oczekiwać, że w tym wieku dziewczyna będzie mieć realistyczne i mądre cele. Nieudane dzieciństwo i patologiczna rodzina nie równa się, nagle dziecku o mentalności dorosłego. W tym wypadku Luli pozostała dzieckiem, której marzeniem było po prostu uciec z toksycznego miejsca za wszelką cenę. A że życia nie znała to nie jej wina, bo życie dało się we znaki dość szybko w postaci Eddiego. Chociaż... Wątpię, że zrozumiała życie, po całej "przygodzie" z Eddim. Irytująca, ale do wytłumaczenia. Jakoś. Może. Na pewno, nie tak jak Camille.
Jednak wychodzi na to, że Luli po prostu miała, taka być, ponieważ w filmie ("Hick") jest, taka sama.
W serialu próbują usprawiedliwić jakoś Hannah... Nie, nie jestem do tej bohaterki uprzedzona. I to nie tak, że jestem nieempatyczna. Po prostu jej nie polubiłam i tyle. Jeszcze jedno - próbują usprawiedliwić Hannah, ale przy okazji pokazują, jak bardzo rujnuje to życie jej byłego najlepszego przyjaciela. I to wcale nie jest, a niech ma za swoje.
W tytułach książek mieszczą się odnośniki do ich recenzji.

Jeszcze serialu obejrzałam, więc nie skomentuję. No i nie wiem czy obejrzę, bo reaguję alergicznie na hasło "nastolatki". Jak chyba większośc ludzi, którzy mają szczęście wyjśc z tego debilnego okresu życia :D Jak patrzę na kochanych gimnazjalistów to mam ochotę nigdy nie mieć dzieci, żeby tylko nie przechodziły tego okresu. I nie wiemć pamięci, żeby nie pamiętać co sama robiłam :D Unikam więc takie książki i filmy. Żeby sobie nie przypominać.
OdpowiedzUsuń