niedziela, 2 lipca 2017

"Trzynaście powodów"

Rok temu przeczytałam książkę o tymże tytule (LINK). Wtedy to jeszcze na skrzydełku okładki widniała informacja, że powstanie film oraz, że główną bohaterkę zagra Selena Gomez. Szczęśliwa z doboru aktorki nie byłam. Ale minęły dwa lata (książkę dostałam w 2015 r., ale przeczytałam w 2016) i nic o filmie nie było słychać. Któregoś dnia na BookGeek pojawił się zwiastun do serialu Netflixa. Cóż, zwiastun zapowiadał się ciekawie (Ruelle - Monster <3), zwłaszcza, że pokazywał, że w serialu będą ukazani koledzy oraz koleżanki Hannah nie tylko od strony historii. Miałam nadzieję, że adaptacja będzie lepsza od książki. Hm, nie myliłam się.

1. Przede wszystkim duży plus za to, że produkcja nie skupiła się tylko na historiach, ale że rozwinęła wątki poboczne poszczególnych bohaterów. Skupili się na tym, co się działo po śmierci Hannah, reakcje na kasety i jej śmierć. A może przede wszystkim reakcje na Clay'a.
Bardzo to mi się spodobało, ponieważ w książce tego nie ma. Czytelnik zapoznaje się tylko z emocjami Clay'a, a on akurat mało przeżył w porównaniu z kilkoma innymi. Zresztą według mnie ten chłopak jest po prostu nijaki. Jakiś taki... Nie polubiłam go szczególnie.
A naprawdę, mieli jak rozwijać wątki postaci... Przyłożyli się do tego. Chociaż... To poniekąd zaszkodziło ogólnej opinii na temat serialu, ale o tym potem.

2. Rodzice.
To jest oczywiste, że śmierć córki załamała rodziców. Że domagali się sprawiedliwości od szkoły oraz, że wszczęli proces w tej sprawie. Znowu bardzo dobry wątek, który w książce nie był, tak bardzo poruszony. Nie można oceniać tych ludzi, że nie martwili się o swoje dziecko, bo właśnie sceny z ich udziałem pokazują, że zależało im na Hannah. I to nie "o bo umarła", zawsze zależało.

3. Proces.
Właśnie proces pokazuje chyba najbardziej bezradność szkoły. Nie, nie bezradność, po prostu brak empatii. Nie przejęli się szczególnie śmiercią uczennicą. Nic nie zrobili przed, ani po jej śmierci. Serial pokazuje, jak bardzo szkoły i psychologowie są nie nauczeni radzenia sobie w takich sprawach, jak nie umieją pomóc uczniom w prawdziwych problemach. "Prawdziwe problemy" mogą być dla dorosłych śmieszne, ale jednak nie należy ich zamiatać pod dywan. Zwłaszcza ostatni odcinek pokazuje, że nie wystarczy wyuczyć się "fragmentu podręcznika" i mówić to jak katarynka, skoro się współpracuje z ludźmi, trzeba podejść do nich jak człowiek. No i ostatnie: szkoły, tak naprawdę nie wiedzą, co się w nich dzieje.
Według mnie to nie tyle chodzi o to, żeby młodzież obejrzała "Trzynaście powodów", ale też ludzie związani z placówkami oświaty.
A mówią, że gimnazja to zło. xd 

4. Rozłożenie w czasie. 
No tak. Jeśli dobrze pamiętam w książce czas akcji to chyba jedna noc, może kilka. Na pewno przesłuchanie kaset nie zajmuje, tak wiele dni jak w serialu. Sądzę, że serialowy czas jest bardziej realny. W końcu chłopak miał obawy, a jak już zaczął słuchać to momentami musiał przestawać, ponieważ treść była, tak szokująca, że to po prostu nie da się ot, tak przesłuchać. A nawet, jakby dał to były załamany psychicznie po tym wszystkim.

O co chodziło z tym przedstawieniem bohaterów? Że to niby na minus? A no... Po przeczytaniu książki wahałam się z oceną Hannah Baker, próbowałam zrozumieć te kasety, ale po serialu... Po tym, jak ukazane zostały reakcje, chociażby Alexa... Okej, chłopak źle zrobił, ale kaseta to była
ponad jego siły. Już wystarczająco przeżył śmierć swojej byłej przyjaciółki... Okej, pokazali, że dzięki kasetom niektórzy się zmienili, albo jaki wpływ ogólna tajemnica miała na całą resztę. Ale... Nie jestem przekonana do takiego rozwiązania problemu. Rozwinięcie wątków pokazało, że ci bohaterowie mieli również swoje problemy z którymi też niełatwo im było żyć. Więc poniekąd da się ich wytłumaczyć Niektórych. Nie ukrywajmy, że nie wszystkich.
Clay.... Irytujący niczym Hannah w serialu. Nie wiem, po co on tam był na tych kasetach. Poniekąd był tym najlepszym z kaset. "Wszyscy coś zrobili, ale ja nie". To na nad wyraz określenie, ale jego zachowania nie umiem inaczej opisać.

Podobno ma powstać drugi sezon. Szczerze to nie wiem, po co. Po obejrzeniu wszystkich odcinków, wiem po co, ale... Nie rozumiem, dlaczego, tak to zakończyli. Nie mogli zostawić książkowego zakończenia? Treść kaset została przeniesiona, więc drugi sezon nie byłby już adaptacją, a oddzielnym serialem. Intryguję mnie, co będzie w dalszych odcinkach, ponieważ jeden z bohaterów wydaje się mieć potworny plan, który chyba wdrożył w życie pod koniec pierwszego sezonu. Mam nadzieję, że sprawa zakończy się wygraną, bo rozwlekanie jej dalej, nie wiem, czy ma sens.
Ocena: 6/10

środa, 28 czerwca 2017

"Sherlock"

Jak widać, obejrzałam wszystkie odcinki Sherlocka. Wszystkie, jeśli nie zostanie stworzony następny sezon... Co jest raczej mało prawdopodobne. Może to dobrze? A może nie?...
Z jednej strony jestem ciekawa dalszych przygód Sherlocka Holmesa i postaci Moriartiego (spokojnie, nie będzie spoilerów), a z drugiej... Niech, tak zostanie. Czwarty sezon, akurat zamyka całość serialu. Nie chciałabym też milionów sezonów, ponieważ wtedy nawet najlepszy serial potrafi się znudzić. Według mnie serial powinien mieć z góry mniej więcej ustaloną liczbę sezonów. Najgorsze są w tym wszystkim te seriale obyczajowe, które mogłyby zakończyć się po góra trzech sezonach. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo przestałam oglądać te "tasiemce".
Przechodząc do serialu głównego...
Sherlock dzieli się na cztery sezony po trzy 90. minutowe odcinki. Więęęc tak jakby się oglądało dwanaście filmów. Nie oglądałam nigdy dwóch odcinków pod rząd. Nie tyle chodzi w o czas trwania odcinku, ale o to, że w trakcie oglądania trzeba być cały czas skupionym. Bardzo skupionym. A i tak idzie się pogubić. Serial nie dla głupich. Najbardziej skomplikowanym i za wirowanym odcinkiem wydaje mi się drugi odcinek czwartego sezonu. Mega. Nie wiadomo do końca, co jest grane i kto mówi prawdę.
Głównym bohaterem (przepraszam za ten chaos) jest oczywiście tytułowy Sherlock Holmes. Postać dziwna, nietypowa. Bez emocjonalna i nad wyraz inteligentna. Czasem się zastanawiałam, czy ta inteligencja nie jest jednak utrapieniem, "nagrodą", która ma okropne skutki. Zachowanie Sherlocka nazwałabym poniekąd autystycznym, ale żeby to zrozumieć trzeba by było obejrzeć, chociaż jeden sezon.
Towarzyszem Holmesa jest doktor Watson. Niegłupi, jakby się zdawało. Bardziej... O wiele bardziej człowieczy od swojego przyjaciela.
Różni praktycznie wszystko tych mężczyzn, ale różnice właśnie to coś, co ich łączy.
Chciałam napisać o tym serialu, a teraz braknie mi słów... 

Każdy odcinek to oddzielna historia, oddzielna sprawa do rozwiązania. Odcinki łączą tylko główni i drugoplanowi bohaterowie. A wśród drugoplanowych postaci znajduje się czarny charakter, czyli Jim Moriarty, który wygrywa ten serial. Nie wiele o nim wiemy. Wziął się praktycznie znikąd... Okej, nie tak do końca z powietrza, ale jednak nagle w życiu Sherlocka. Dla mnie zabawne było trochę ich pierwsze spotkanie...
Humor. Każdy ma inne poczucie humoru, ale jak ktoś może obejrzeć Sherlocka bez (chociaż) uśmiechu? Ten sarkazm jest cudowny. :D Nawet jeśli to nie ma być sarkazmem, a całkowitą powagą to i tak jest zabawnie. Albo ja mam dziwne poczucie humoru.
Zagadki są według mnie stworzone świetnie. Czasem zastanawiałam się, czy jestem głupia, czy co, że czegoś tam nie zauważyłam. Ciekawa o tyle jest cała fabuła, że w pewnym sensie jest stworzona od nowa. Wzięto ileś dziewiętnastowiecznych opowiadań o Sherlocku, wybrano kilka elementów i dostosowano je do świata współczesnego. Magia kina. A jednocześnie pokazuje, że tacy bohaterowie są uniwersalni.
Duży plus serialowi (oprócz obsady) daje muzyka i efekty komputerowe. Nie jakieś tam byle jakie efekty, które na siłę są wpychane... A może to inaczej się nazywa? W każdym razie sztuczki obrazem, kamerom (zwolnione tempo itd. itp.). Świetne.
Prawdopodobnie ten post nie zachęcił was, tak do obejrzenia tego serialu, jakbym chciała, ale naprawdę - szczerze polecam Sherlocka. :)