Taaaak, temat dość kruchy. Jedni uważają, że to dobre lub inni ich nie rozumieją, a reszta będzie uważać podobnie jak ja. W tym poście głównie skupię się na konkursach i szkole.
Konkursy... Jak wiele ich się już pojawiło w naszym życiu? Czasem udało nam się zdobyć choćby wyróżnienie, innymi razy nie. Przegrana nie jest porażką. Gdy się zastanowić po jakimś czasie na pewno znajdziemy powód dla którego nic nie zdobyliśmy. Może za mało się przyłożyliśmy, staraliśmy? Albo po prostu byli lepsi. Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za konkursami, gdzie nie ma kategorii wiekowych. Jak na przykład szóstoklasista może rywalizować z licealistą? Chyba, że tamten ma jakąś nadzwyczajną wiedzę, ale to wyjątek. Inaczej jest również, gdy człowiek przekupi jury lub zasiada tam ktoś z jego rodziny lub komisja bardzo przepada za nim. Niby teraz, aż tak tego nie ma. Teoretycznie nie może być, jednak kto wie... Nie każdy umie oceniać obiektywnie. Teraz dochodzę do najgorszego rozwiązania (które nawiązuje trochę do poprzedniego) - oszustwo. Oszustwo do potęgi... wybierajcie sobie numerek od jeden wzwyż. Tak naprawdę... aktualnie jest dość mało konkursów, gdzie uczestnik musi na żywo pokazać swoje umiejętności (wykluczam olimpiady wiedzy, dyktanda itp.). Wymienię te co na ten moment przychodzą mi do głowy: aktorskie, wokalne, instrumentalne i kulinarne oraz inne takie co trzeba pokazywać na miejscu. Plastyczne i literackie są często dla oszustów świetnym miejscem. Pracę trzeba przesłać, tak? A kto tam wie w jury, że narysował mi rysunek tata albo napisała kuzyna? Niby w tej komisji siedzą ci co się znają, ale tak na prawdę znają się tylko na ogólnym znaczeniu. To głównie nauczyciele wiedzą kto jak pisze, czy rysuje. A zresztą... podam przykład jednego konkursu literackiego. Jest jakieś super napisane opowiadanie (nie ma kategorii wiekowych) kto je napisał? Sześciolatek! Hm, przepraszam, sześciolatek napisał lepiej od szesnastolatka? No sorki, ale widać tutaj, że coś nie gra. Rozumiem, że w tego typu konkursach czasami jury stara się, żeby miejsca zajęły osoby z różnych grup wiekowych, no, ale... Przecież od razu wiadomo jakim językiem posługuje się sześciolatek. Aż takich geniuszy raczej nie ma, a jak już to w mniejszości.
Szkoła... Oceny... Jeśli ktoś chce być wyróżniony lub mieć nie wiem tam jaką średnią to niech się po prostu uczy lub stara się, a nie biega do nauczycieli o podwyższenie ocen. Zresztą... w wakacje napiszę o absurdalności w niektórych momentach ocen. Bo czy jest to fair, jeśli inny uczeń się stara i dostanie załóżmy tam pięć, a tamten poszedł do nauczyciela nagadał coś i też ma pięć, choć widać, że nie przykładał się na te pięć. No, ogólnie mam na myśli takich ludzi co dostaną cztery, pięć i się burzą, że nie wyższa. Okej, szkoda jest gdy widzisz, że do lepszej oceny brakowało ci jeden lub... pół punkta! To da się jeszcze wytłumaczyć, ale takich co ni stąd ni zowąd wymyślą, że mają dostać taką, a nie inną ocenę? Kurcze jedna czwórka nie rozbije ci wszystkich ocen w semestrze, jeśli się następnym razem bardziej postarasz. Zaraz powiecie, że oceny mnie nie obchodzą. Owszem, obchodzą, ale nie są dla mnie świętością. Oceny nie są dla mnie końcem świata.
A więc zadaję pytanie: czy w taki sposób zdobywania celu cieszy człowieka? Może w danej chwili laureaci konkursów plastycznych i innych takich się cieszą z zdobycia jakiegoś tam miejsca w sposób nie właściwy. Ktoś im to zrobił, jednak... w miarę upływu czasu to nie będzie ich radować. Tak samo średnia roczna uzyskana przez wybłaganie nauczyciela. Bardziej człowiek będzie się cieszył z czegoś co dokonał sam.
Okay (czytam GNW xD), teraz możecie hejtować. :p
U mnie w klasie jest taka dziewczyna, ktora jak ze sprawdzianu dostanie za niska ocene, to dopisuje poprawna odpowiedz, stawia sobie sama punkt na czerwono i idzie do nauczycielki, ze niby jej zle policzyla :/. Mnie juz cholera bierze jak to widze. Ok, raz mozna, ale nie caly czas. Blaganie o oceny tez mnie wkurza. Bo po co pracowac caly rok, jak ocene mozna wyprosic??
OdpowiedzUsuń