Tytuł filmu: TerminalTytuł oryginału: The terminal
Reżyser: Steven Spielberg
Scenarzyści: Sacha Gervasi, Jeff Nathanson
Czas trwania filmu: 128 minut
Produkcja: USA
Data światowej premiery: 9 czerwca 2004 r.
Data polskiej premiery: 10 września 2004 r.
Wybrani aktorzy:
Tom Hanks – Wiktor Naworski
Catherine Zeta-Jones – Amelia Warren
Stanley Tucci (znany z roli Caesara Flickermana w IŚ) – Frank Dixon
Diego Luna - Enrique Cruz
Kumar Pallana – Gupta Rajan
Opis filmu: Wiktor Naworski pochodzi z (wymyślonego) kraju zwanego Krakozją (wg. Wikipedii nazwa pochodzi od polskiego Krakowa, co może być prawdą…). Niestety do czasu, kiedy Naworski ląduje w USA w jego kraju dochodzi do wojny domowej, co skutkuje nie ważnością wiz (nie wiem jak się pisze te słowo) i paszportu. Stany Zjednoczone nie uznają na razie Krakozji jako państwa. Wiktor Naworski nie może przekroczyć amerykańskiej ziemi, musi… zamieszkać na lotnisku.
Film leciał wczoraj w telewizji, jeśli dobrze sobie
przypominam na TVNie lub Polsacie. Jest dość lekki i śmieszny, choć przecież
zabawnym nie jest, że facet musi siedzieć na lotnisku do nie wiadomo kiedy. Fabuła pokazuje, jak się do
tego przygotowywał. Skąd główny bohater brał pieniądze na jedzenie itp. Ogólnie
jego życie na lotnisku. Film byłby raczej nudny, gdyby nie był komedią. Myślę,
że na początku było najśmieszniej. Język Krakozji jest chyba mieszanką języków
słowiańskich, dlatego można usłyszeć w filmie parę zwrotów podobnych do
polskich. Naworski nie umie za dobrze języka angielskiego, dlatego wynikają z
tego różne głupie sytuacje.
Nie ukrywam, że i tak przez cały film Tom Hanks kojarzył mi
się z rolą Roberta Langdona z adaptacji
książek Dana Browna.
Film był z lektorem, co moim zdaniem jest chyba lepsze, niż
dubbing, zważywszy, że jak p. Hanks mówił coś zrozumiałego dla polskich widzów,
zwyczajnie lektora nie było. Nie wiem jak jest z dubbingiem, ale raczej takich
rzeczy nie ma.
Nie oglądałam tego filmu, ale wiem, że leciał. Wczoraj leciał na TVN, a na Polsacie leciała "Maska Zorro" i to co mnie przed chwilą powaliło to to, że Catherine Zeta-Jones grała w "Masce Zorro" Elenę (w sumie główną bohaterkę). :D Wejdź jeszcze raz na mojego bloga, bo dodała jedną część do posta. :D Dziś są drugie urodziny mojego bloga i o tym dopisałam. ^^
OdpowiedzUsuńNie słyszałam nigdy o tym filmie, chociaż ma on już 10 lat. Raczej szybko go nie obejrzę XDD Ja nigdy nie mogę przeboleć tego, że robią filmy z dubbingiem. Lektor jest 100 razy lepszy, bo chociaż trochę słychać oryginalne głosy :)
OdpowiedzUsuń