Tytuł oryginału: Angels and demons
Autor: Dan Brown
Wydawnictwo: Albatros i Sonia Draga
Rok wydania: 2005
Ilość stron: 560
I następne spotkanie z Robertem Langdonem i jego twórcą… Tak
się kończy wycieczka do biblioteki, gdzie polecają ci „Pamiętniki Wampirów”. ;)
Ale jakoś nie żałuję tego, że sięgnęłam po następną książkę
Dana Browna. Nawet zdaję mi się, że Anioły i demony są lepsze niż Kod Leonarda
da Vinci. Co prawda parę elementów jest podobnych, ale to da się odkryć dopiero
po przeanalizowaniu tekstu i pomyśleniu. O w poprzedniej książce było coś
podobnego!
Tym razem harvardzki profesor ma tylko parę godzin na
rozwiązanie zagadki zniknięcia czterech kardynałów oraz ich uratowanie,
napiętnowania starożytnym symbolem księdza – naukowca i odnalezienia antymaterii
– przeciwieństwa materii, która niezabezpieczona, może siać wielkie
zniszczenie. Tak… Bo wszystko zaczęło się od niej. Dwoje naukowców z CERN-u (taki
ośrodek naukowy w Szwajcarii) odkryło wcześniej wymienioną antymaterię,
któregoś dnia dyrektor ośrodka znajduje jednego z nich martwego. Na piersi
zamordowanego jest wypalony napis (ambigram) Illuminati. Od tej chwili do akcji
wkracza badacz religijnych symboli – Robert.
Cały podstęp pięknie zakamuflowany. Czy naprawdę Iluminaci
powrócili i chcą zemsty? A może to jedno wielkie oszustwo? Walka nauki i
religii. Czy można te dwie dziedziny połączyć? Jedna z osób w książce tak
bardzo zapiera się, że nie, że… Hm, tak bardzo wierzy w swoją misję, że to
wydaje się już chore.
Cytaty:
„ – Czy wierzy pan w Boga, panie Langdon?
(…)
- Chciałbym wierzyć – usłyszał własny głos.
- To dlaczego pan nie wierzy? – W głosie Vittorii nie było
osądu ani prowokacji.
Zaśmiał się krótko.
- No, cóż to nie takie proste. Żeby posiadać wiarę, trzeb wierzyć w rzeczy niemożliwe do sprawdzenia, zaakceptować istnienie cudów, niepokalanego poczęcia i boskiej interwencji. Poza tym są jeszcze kodeksy postępowania. Czy weźmiemy pod uwagę Biblię, Koran czy Torę… wszędzie znajdziemy podobne wymagania i podobne kary. Według nich, kto nie żyje zgodnie z odpowiednimi zasadami, pójdzie do piekła. Nie potrafię wyobrazić sobie Boga, który by w taki sposób rządził.”
Zaśmiał się krótko.
- No, cóż to nie takie proste. Żeby posiadać wiarę, trzeb wierzyć w rzeczy niemożliwe do sprawdzenia, zaakceptować istnienie cudów, niepokalanego poczęcia i boskiej interwencji. Poza tym są jeszcze kodeksy postępowania. Czy weźmiemy pod uwagę Biblię, Koran czy Torę… wszędzie znajdziemy podobne wymagania i podobne kary. Według nich, kto nie żyje zgodnie z odpowiednimi zasadami, pójdzie do piekła. Nie potrafię wyobrazić sobie Boga, który by w taki sposób rządził.”
„Natura posiada wiele tajemnic, które dopiero zostaną
odkryte.”
„(…)
- No, właśnie! – Chartrand wiedział, że kamerling go
zrozumie. – Na świecie dzieją się straszne rzeczy. Ludzkie tragedie świadczą
raczej o tym, że Bóg nie może być jednocześnie wszechmocny i mieć dobre
intencje. Gdyby nas kochał i posiadał moc, by zmienić naszą sytuację, to uchroniły
nas przed cierpieniem, prawda?
Kamerling zmarszczył brwi.
- Czy rzeczywiście?
(…)
- No… jeśli Bóg nas Kocha i potrafi nas chronić, to musiałby to robić. Wygląda na to, że jest On albo wszechmocny i o nas nie dba, albo łaskawy i nie ma mocy, by nam pomóc.
- Ma pan dzieci, poruczniku?
Chartrand zaczerwienił się.
- Nie, signore.
- Wyobraź sobie, że masz ośmioletniego syna… Kochałbyś go?
- Oczywiście.
- Czy zrobiłbyś wszystko, co w twojej mocy, żeby uchronić go przed cierpieniem w życiu?
- Oczywiście.
- Czy pozwoliłbyś mu jeździć na desce?
To pytanie go zaskoczyło. Kamerling zawsze był dziwnie >>na
czasie<< jak na księdza.Kamerling zmarszczył brwi.
- Czy rzeczywiście?
(…)
- No… jeśli Bóg nas Kocha i potrafi nas chronić, to musiałby to robić. Wygląda na to, że jest On albo wszechmocny i o nas nie dba, albo łaskawy i nie ma mocy, by nam pomóc.
- Ma pan dzieci, poruczniku?
Chartrand zaczerwienił się.
- Nie, signore.
- Wyobraź sobie, że masz ośmioletniego syna… Kochałbyś go?
- Oczywiście.
- Czy zrobiłbyś wszystko, co w twojej mocy, żeby uchronić go przed cierpieniem w życiu?
- Oczywiście.
- Czy pozwoliłbyś mu jeździć na desce?
- No, chyba tak – odparł. – Oczywiście, że bym mu pozwolił, ale przestrzegłbym go, żeby był ostrożny.
- Zatem jako ojciec tego dziecka udzieliłbyś mi pewnych podstawowych dobrych rad, a potem pozwoliłbyś mu odejść i popełniać błędy?
- Nie biegałbym za nim i nie rozpieszczał go, jeśli o to ojcu chodzi.
- A jeśli upadłby i zdarł sobie kolana?
- Nauczyłby się bardziej uważać.
Kamerling uśmiechnął się.
- Zatem chociaż posiadałbyś moc, żeby interweniować i uchronić swoje dziecko przed bólem, zdecydowałbyś się okazać mu miłość, pozwalając mu uczyć się samemu?"

Dlaczego "ostatnia recenzja"?
OdpowiedzUsuńWszystko wytłumaczę w trzecim (w kolejności) poście. ;) Na razie tylko napiszę, że dotyczy to szkoły.
Usuń