Na początku chciałam post o Mikołajkach w mojej szkole dodać 6 grudnia lub jakoś tak koło tej daty, ale później naszła mnie taka myśl, że post nie byłby za długi, dlatego postanowiłam połączyć go z wigilią klasową.
Z okazji Mikołajek matematyczka, która jest opiekunem samorządu szkolnego zorganizowała parę konkursów świątecznych: udekorowanie klasy na świątecznie (moja klasa wygrała), góra grosza (też moja klasa zajęła pierwsze miejsce) i konkurs na odnalezienie trzech malutki mikołajkowych czapeczek z papieru na terenie szkoły. To ostatnie... Było mega zabawne. Co przerwę koledzy i koleżanki biegali po całej szkole szukając czapeczek. Muszę przyznać, że nie było łatwo ich znaleźć. Jedna była przyklejona albo koło okna na ścianie w auli, albo za oparciem ławki (też w auli) nie pamiętam za dobrze (to była pierwsza czapeczka, więc był mocny rozgardiasz ;) ), druga najpierw była przyklejona do spodu ławki, a następnie za śmietnikiem. Ta czapka miała dwa miejsca, ponieważ kolega, który miał już jedną czapkę, chciał oddać drugą koledze i gdy się pani pytała kto znalazł to po prostu ją okłamał. No cóż... Chciał dobrze. Trzecia czapka... zdaję mi się, że była w szatni, ale tak naprawdę to nie wiem. W każdym razie dwie na trzy czapki znaleźli moi koledzy z klasy. Brzmi to wszystko może jak chwalenie, ale... Moja klasa jest bardzo zgrana, pomaga sobie, kiedy chcemy osiągnąć jakiś cel to wszyscy bardzo się staramy, dlatego wychodzi tak jak widać. Ale spokojnie jesteśmy też najlepsi w zagrożeniach. xD Wracając do piątego grudnia - w nagrodę chłopcy nie byli na drugi dzień pytani i nie musieli pisać niezapowiedzianych kartkówek.
Dalsza część dnia... Jak się spodziewałam Mikołaj przyszedł do nas na języku niemieckim, znaczy ja i parę osób miało wtedy niemca, a reszta angola. Oczywiście nie mogliśmy się doczekać, kiedy przyjdzie, dlatego kolega nawet poszedł do toalety, aby tylko zobaczyć, czy na korytarzu nie ma już Mikołaja. :D Ale po paru minutach usłyszeliśmy już dzwoneczek i wszedł... Chyba pan od wychowania fizycznego w przebraniu Mikołaja, towarzyszyły mu zastępca dyrektora i psycholożka (znaczy się pani psycholog). Co roku dostawiliśmy te wielkie Milki... W tym roku dali nam po cztery pomarańcze. Miny nam zrzedły. Jednym z powodów tego było to, że podstawówka dostała czekolady, takie jak co roku i miała z nas śmiechy. No, ogólnie to nie za miły prezent, ale raczej za rok już szkoła nie da pomarańczy, ponieważ wszędzie się waliły skórki.
Wigilia klasowa. Nie wiem jak wy, ale u mnie były aż trzy lekcje. :-/ Historia, matematyka, język polski. Na szczęście tylko na matematyce była prawdziwa, nudna lekcja (podobieństwo trójkątów, podobieństwo przy trzydziestu stopniach i takie tam). Na historii mieliśmy komiczny temat. xD Coś takiego: wigilijne spotkanie na mojej ukochanej historii. Pan włączył na rzutnik internetowe quizy i wypełnialiśmy je. Dotyczyły one rycerzy, starożytności, starożytnej Grecji i... nie, to chyba wszystkie. Oczywiście, były przy tym śmiechy, bo niektóre odpowiedzi były zabawne (np. taran, baran). No ogólnie cała klasa z panem miała ubaw. Na matematyce... Patrz nawias. Język polski minął nam bardzo ciekawie, ponieważ byliśmy podzieleni na cztery grupy i każda miała spojrzeć na święta innymi oczami oraz wypisać uczucia jakie towarzyszą w czasie świąt swojej grupie społecznej. Byli rodzice, dzieci, duchowni i handlowcy - moja grupa. Interesująca lekcja, bo mogło się zobaczyć, że nie każdemu czas bożonarodzeniowy kojarzy się z tym samym.
Po polskim zostaliśmy w swojej sali i przygotowaliśmy ją do wigilii. Złączyliśmy ławki, rozłożyliśmy coś co miała przypominać obrus, talerzyki, kubeczki i sztućce. Jedna z dziewczyn przyniosła świąteczne piosenki (a jakże po angielsku ;) ), a druga upiekła sernika. Za nim zasiedliśmy do stołu przyszła pani dyrektor z zaproszeniem na apel. Na apelu ksiądz poświęcił opłatki oraz odczytał fragment z Biblii (fragment dotyczył objawienia się anioła Józefowi). Po apelu wróciliśmy do klasy, gdzie podzieliliśmy się opłatkiem. Hm, niby mało osób, ale gdy tak każdy podchodził do każdego to zajęło to długi czas. Życzenia były dość zwykłe, bo co można wymyślić w ciągu paru sekund? xD Po życzeniach mogliśmy jeść pierogi i sernik. Gdy mniej więcej wszyscy zjedli jedna z dziewczyn ściągnęła strój Mikołaja z ludzkiego szkieletu i zaczęła rozdawać prezenty ze swoim "elfem". Śmiechy, śmiechy, śmiechy. Zwłaszcza z wierszyków i siedzenia na kolanku u "Mikołaja". :D Po prezentach, ogarnęliśmy salę i zrobiliśmy sobie jeszcze zdjęcie z ostatniej wspólnej wigilii.
Mam nadzieję, że tego nie zapomnę. :)
Aha, nic nie zostało wylane ani rozsypane, dlatego trzeba było coś innego wymyślić... Jeden z kolegów zrobił sobie wybuchową mieszankę: barszcz z proszku + cola + tymbark. xD
Parę zdjęć:
Ło ho, ciekawie było. Pomarańcze! :O
OdpowiedzUsuńU nas uczniowie byli: jeden chłopak Mikołajem i parę dziewczyn śnieżynkami. I rozdawali cukierki jako prezenty. (elfiki! <3) [na mikołajki]
Ogółem to fajnie miałaś w tę wigilię. :) Szkoda też, że to ostatnia w tym gronie, nieprawdaż...? U nas też taki smuteczek, bo mimo wszystko jesteśmy dosyć zgraną klasą.
P.S. Oho, czyżby podobieństwo figur? ;)
P.P.S. Kościotrup świetny! xD
UsuńOgólne podobieństwo figur już miałam. Teraz tylko trójkąty (jakieś podobieństwo, jeśli kąt ma w trójkącie trzydzieści lub czterdzieści pięć stopni). :)
UsuńNo ten szkielet jest słodki :D Nam by na takie coś nie pozwolono, bo nasz szkielet nie ma głowy i stoi w gablocie. No i jestem humanem, wiec nie powinnam interesować się kosciotrupami, niestety.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę takiej klasy, moja jest bardzo mało zgrana i bardzo marudna, ale, co ciekawe, życzenia składamy sobie zawsze bardzo indywidualne i różnorodne, mało kto życzy tylko "wesołych świat". Ogólnie, z wigilii klasowej urwałam się przed czasem, bo było po prostu nudno.
Heh, my na mikołajki dostaliśmy po cukierku. Liceum już nie trzeba tak tuczyć. I tak zawsze chodzą głodni. A opłatka zabrakło, więc dzielilismy się słonymi paluszkami...
pozdrawiam