czwartek, 11 lutego 2016

Gdzieś daleko w odległym mieście był Palpatine #1

Obiecałam cykl postów o "Gwiezdnych Wojnach", a o to i jest pierwszy! Będą jeszcze cztery, ale prawdopodobnie trza będę trochę dłużej poczekać, bo ferie się kończą, a po nich sprawdzian z historii, podstaw przedsiębiorczości, album na WOK (wiedza o kulturze)... No i jakaś tam praca na geografię. Chyba tylko to. Aby. Może się uda w następny weekend pojechać do kina to może pojawiłaby się recenzja filmu... Taaaa, zobaczymy.

Moje miasto nie poraża wielkością, ani liczbą mieszkańców. Niczym nie zachęca. Przeciętne, małe polskie miasto w którym rzadko dzieje się coś ciekawego. Ale nie tylko w średnich miastach jest problem z muzeami. Znaczy z brakiem ludzi przychodzącymi do nich. Więc muzeum w moim mieście postanowiło wyjść do młodszych mieszkańców (i nie tylko) i zorganizować wystawę poświęconą kultowej sadze "Star Wars". Ja... Zaczęłam się interesować GW od stycznia? Jakoś tak... Jednak o tym, kiedy indziej. (Tak, Tutti szykuj się na ten post xD) W każdym razie poszłam sobie z młodszą siostrą na ową wystawę... Taaaak, to było zabawne wyjście do muzeum, ale nie będę ośmieszać ludzi, dlatego nie opiszę zachowania osoby, która nas oprowadzała. Okej, dobra. Poszłyśmy, dostałyśmy bilety z pieczątką na której był Yoda, poczekałyśmy na osobę, która nas będzie oprowadzać i weszłyśmy. Na początku byłyśmy trochę niepewne, ponieważ ta osoba... Jakoś nie wykazywała chęci przewodnika. Dobra tam. Podchodziłyśmy sobie do gablotek i oglądałyśmy, chociaż... W większości nic ciekawego nie było. Długopisy (z McDonalda; wiem, bo mam jeden), kubki (z kina), breloczki i inne takie gadżeciki. Zapomniałam nazwy tego... Pamiętacie, jak kiedyś w chipsach były takie metalowe krążki/kapsle. Ja pamiętam tylko te z Pokemonami, ale były takie ze "Star Wars" w każdym razie. Oprócz tego... klocki Lego i inne tego typu zabawki. Jednakże największą atrakcją dla mnie były świetlne miecze (tak!): czerwony i niebieski. Ja oczywiście zrobiłam sobie zdjęcie z czerwonym. :D Druga to stojące postaci. Niestety tylko szturmowca, pilota, Palpatine i jego jakiś strażników. No i przebranie Obiego Wan Kenobiego (jakkolwiek to brzmi) na jakimś manekinie. Ah, zapomniałabym w kącie leżał Yoda na pufie. Mniejszą atrakcją, ale równie ciekawą były plakaty z różnych części oraz te kolekcjonerskie typu przedstawiające Skywalkerów... Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia. Piękne były. Może uda mi się w marcu pójść jeszcze raz, bo teraz trochę nie było jak porobić zdjęć, ponieważ... Hm, no mogłyśmy trafić na lepszego przewodnika, może się uda w przyszłości... ;) I na końcu... Dwie księgi. Księga Jedi. Księga Sithów. (Czuję się, jakbym fragmenty Biblii mówiła. Księga tego... Tamtego.) Nie mogłam ich dotknąć "bo są po angielsku i mało w nich obrazków", ale zapowiadały się ciekawie, a... szkatułki w których były to cuda techniki. Klikasz, otwiera się, świeci, dźwięk leci (wow, jakie rymy), księga się wysuwa... A tam nie ma księgi. xD Tak było przy Księdze Sithów. Okazało się, że leży obok.
Jeśli miałabym podsumowywać wystawę... To wyglądało na wystawę wielkiego fana GW, a nie na profesjonalną wystawę. Znaczy to nie tak, że byle jak zrobione, ale mało konkretów. Chociażby kartonowy Kylo Ren. Kylo Ren kartonowy... Już za to jest minus. Gdyby był tak jak postać Imperatora, to plus by był, ale jest minus. Ale może być. Nawet.
Po lewej skrzynka Sithów, po prawej Jedi, a na środku Księga Sithów.


4 komentarze:

  1. Ooo, nawet nie wiedziałam, że są jakieś księgi Sithów i Jedi. Muszę o tym koniecznie później więcej przeczytać.
    Kartonowy Kylo Ren to zawsze coś, nawet jeśli jest płaski i łatwy do podpalania.
    Ostatnio widziałam pseudo miecz świetlny w Biedronce. Ja bym raczej wybrała niebieski kolor, bo jestem bardziej po stronie tych dobrych, choć dla Vadera mogłabym się zastanowić nad tym czerwonym.
    Palpatine wygląda rozbrajająco.
    Ten jego grymas od razu wywołuje szeroki uśmiech na mojej twarzy.
    Plakaty...
    Ojeju, chciałabym mieć jakiś plakat. Zwłaszcza ten z "Imperium kontratakuje", na którym są Leia i Han tak jakby w centrum.
    Długopisy i breloczki są mało interesujące, nawet jeśli posiadają motyw z GW.
    Odnośnie stojących postaci - ten w czerń to chyba pilot TIE, ale nie jestem do końca pewna.
    Tak więc będę czekać na następny post, choćby miał się pojawić za miesiąc. Jestem ciekawa, co napiszesz i jak opiszesz swój początek zainteresowania GW :D wracam więc tam, skąd przybyłam, pozdrawiam i dziękuję za ten pełen zacności post :)
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem niestety fanką gwiezdnych wojen, próbowałam obejrzeć trzy części tego, ale za każdym razem tak okropnie się nudziłam, że nie dotrwałam do końca :D Ale może z nową częścią będzie inaczej :P
    Fajna akcja z tą wystawą poświęconą gwiezdnym wojnom, dobrze, że takie instytucje idą z duchem czasu i pokazują coś ciekawego dla większości ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem fanką tego filmu.
    Świetnie piszesz.

    Pozdrawiam, nataa-natkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Hah, ciekawie, ciekawie. Ogółem ciekawy pomysł, choć rozumiem że mógł być słabo zrobiony. ;') Czekam na więcej postów o SW. ^^

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj.
Wszystkie reklamy będą usuwane.
Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się!
Jesteś na blogu? Skomentuj!
Dziękuję za komentarz!