niedziela, 29 września 2013

Autorytety

Zadali u mnie w klasie takie głupie zadanie domowe z WOSu, dlatego postanowiłam je przemyśleć na blogu. Proszę tylko, żeby nikt tego nie kopiował i czytał to na swojej lekcji WOSu jeśli ktoś ma takie samo zadanie! Jasne, można bazować, ale tylko bazować!

Przez parę tygodniu chyba większość mojej klasy głowiła się nad tym zadaniem. Trzeba będzie wyjść na środek klasy i przedstawić osobę którą uważa się za autorytet.

Czytając definicję autorytetu, coraz bardziej wątpię, czy mam taką osobę. Jakaś połowa klasy przedstawi pewnie jakąś gwiazdę, lecz mnie gwiazdy nie interesują na tyle, żeby je naśladować. Druga część będzie przedstawiała kogoś z rodziny.
Kiedy byłam mała, tak jak każdy pewnie widziałam wśród niej jakiś autorytet. Bo to rodzice są ci pierwsi, z których bierze się przykład. Ale im dorastasz zaczynasz pojmować co dobre, a co złe i rozumiesz, że nie wszyscy rodzice zachowują się okej; powoli odchodzi w zapomnienie ta myśl o autorytecie.
Nie chcę wymyślać nic na siłę na to zadanie. Powiem prawdę, nie mam autorytetu. Przynajmniej wśród realnych osób, bo są przecież jeszcze bohaterowie z książek. Dlaczego oni nie mogliby być autorytetem? Np. taka Ania Shirley? Jej akurat nie mam za autorytet, ale takie bohaterki jak Clary Fray z "Darów Anioła" lub Katniss Everdeen z "Igrzysk Śmierci" - owszem. Ich zachowanie nie jest zawsze dobre i świetne, ale mam tyle lat, że potrafię już odróżnić co nie co. Te bohaterki są jak ludzie, nie są białe, ani czarne. A z męskich bohaterów? Hm, Alexander Lightwood i Magnus Bane z tej samej serii książek co Clary. Np. dzięki Magnusowi zrozumiałam, żeby się nie przejmować co inni powiedzą, inność jest okej. Clary Fray - dziewczyna nie musi być taka jak jej przypisane być. Może też walczyć. Alec Lightwood - nawet jeśli jesteś na początku słaby i nieśmiały, przez różne wydarzenia w swoim życiu możesz znaleźć siłę, która sprawi, że będziesz lepszy.
Rudowłosa szesnastolatka jest Nocnym Łowcą, tak samo jak osiemnastoletni Alec. Magnus jest czarownikiem i posiada jakieś 800 lat. ;)

To tak ogólnie napisane. Poprawię to i będzie okej. Mam nadzieję, że pan nie wyrzuci mnie przez okno xD
Rysunek Cassandry Jean

piątek, 27 września 2013

O tym tygodniu...

Boże, ale ten tydzień śmieszny był! Ale nie tylko śmieszny, bo były też trzy sytuacje..., że tak napiszę tragiczne. Spokojnie, nic z takich okropnych rzeczy. Po prostu jeden z chłopaków zaliczył jednego dnia trzy bójki, z czego dwie z nich to z dziewczyną była bójka była. Nie wiem co w tym jest takiego do chwalenia, że chłopak z dziewczyną się bił,... niech się bije z osobami swojej płci, a dopiero potem niech się chwali.
No, tak zapomniałam dodać na samym początku, że ten tydzień śmieszności dotyczy szkoły.
Na początek może parę tekstów.
1. Zajęcia fotograficzne.
- Proszę pana, będziemy rozbierać aparat na części?
- Ale nie wolno rozbierać! To jest nie dozwolone. (i tutaj mogę się mylić przy tym zdaniu - to nie dotyczy dialogu) Nie chcemy tu urządzać filmów pornograficznych. Nietykalność osobista.
2) Na chemii. Pan ubiera biały fartuch labolatoryjny, gumowe rękawiczki i okulary.
- Wie pan, czasami czuje się tutaj jak w psychiatryku.
- Słuchając was też czasami tak się czuję.
3) Na fizyce. Moja koleżanka ciągle się pytała pana, czy może się iść wysmarkać, ale pan nie słyszał chyba tego.
- Co szybciej spadnie: betonowa kula, czy plastelinowa kulka?
- Moje smarki za chwilę.
4) Na na religii. Już nie całe dialogi, ale urywane zdania. Kontekst jest zachowany.
- Pana księdza!
- Księże diakonie. (to akurat tekst pierwszoklasisty, albo kogoś z podstawówki).

Wczoraj odbył się w szkole Europejski Dzień Języków [Obcych]. Z tej okazji na trzeciej lekcji zorganizowano taki jakby apel. Każda klasa musiała parę tygodni przed coś przygotować na to święto. Pierwsza występowała moja klasa. Znaczy... parę osób z drugiej grupy (jesteśmy podzieleni na grupy na j. niemieckim tj. początkująca grupa, początkująca - bardziej zaawansowana, zaawansowana) i jedna z trzeciej. Każda z nich przedstawiała inny kraj (jak się nie mylę: Francja, Anglia, Włochy i Niemcy), dodatkowo, żeby było śmieszniej poprzebierali się w charakterystyczne stroje. Każde z nich mówiło po kolei ten sam wyraz, ale po różnemu. Najśmieszniej było na końcu zawsze, bo po każdym języku wyrazy brzmiały nawet podobnie i jak tako, ale gdy dochodzili do "reprezentanta Niemiec" całkiem inaczej to wszystko brzmiało. Dodatkowo gdy ten chłopak siadał na widowni przed uroczystością strzeliły mu szelki. :D Potem była klasa pierwsza i ich scenki po niemiecku, a później po angielsku. Te co były po niemiecku to nic nie zrozumiałam xD Na końcu była oczywiście klasa trzecia. Wszyscy poprzebierali się bardzo śmiesznie i szalono. Coś w stylu disco polo? Śpiewali rosyjską piosenkę. Nie wiem jak się pisze jej tytuł po rosyjsku, nawet nie wiem co oznacza on po polsku. Ten punkt programu był najśmieszniejszy! Po prezentacji klas (jak zauważyliście może, połowa albo może mniej uczniów z mojej klasy w ogóle prawie nie wzięła udziału w obchodach; co prawda mieliśmy wyszukać stereotypów o mieszkańcach różnych krajów, ale i tak nie odczytane one zostały; ten kto widział mojego aska coś wie na temat stereotypów xD) nastąpiła druga część, czyli quiz. Nie wiem kto wybierał reprezentantów poszczególnych klas, bo na pewno my swojego nie wybraliśmy. Tym reprezentantem, a raczej reprezentantką była Kuroi. Quiz składał się z pięciu tur: flaga państwa, kontur państwa, odgadnięcie jakiegoś słówka z jakiego ono języka, stereotypy o mieszkańcach (ułożone przez nauczycielki). Dalej nie pamiętam, więc może było mniej etapów. Zdobyliśmy tylko jeden punkt. :(

Chyba nie było okazji, żeby was poinformować, że teraz lekcję religii (katechezy) prowadzi taki jeden diakon. Jest on chyba na praktykach. Pierwsza jego lekcja ziała nudąąąąąą. Ale następna już była lepsza. Mieliśmy zadanie kto więcej wypiszę imion: męskich - dziewczyny, damskie - chłopacy. Wygrały dziewczyny. xD Później bym myk kto przedostanie się przez jedną kartkę papieru (taką z zeszytu). Nikt nie wpadł na pomysł, dopiero jak diakon pokazał to wszyscy: "aaaaaaa". :D A co było dzisiaj? Stworzenie świata, ale inaczej prowadzone. Np. dowiedzieliśmy się, że "Adam", znaczy "człowiek" po hebrajsku. Jednak... jest to wyraz u nich bez liczby; coś w stylu naszych nożyczek, drzwi i spodni. Więc naprawdę nie wiemy, czy Bóg stworzył tylko jego i Ewę, czy może więcej par. A Pismo Święte? To już domysły mojej klasy: opisali tylko jedną z nich. Albo te siedem dni. To tak naprawdę, jakby symbol. Bóg tworzył parę milionów lat świat (to już by było bardziej możliwe z naukowym słowem, choć i tak... nie ważne, nie temat o rozmyśleniu o wierze). Później zadawaliśmy różniaste pytania. Głównie o siostrach zakonnych. Taka już moja klasa. :D

Dziś była pierwsza lekcja WDŻ xD Zmienili nam prowadzącego :-/ Zamiast pana od chemii i fizyki jest pani od polaka z podstawówki. Niestety (z tego co zauważyłam) bardzo religijna. Już na pierwsze zajęcia przyniosła Biblię. Gdy mówiła nam jakie tematy będą na lekcjach dodała, że będzie również stanowisko Kościoła, fragmenty Piśma Św. oraz wypowiedzi Jana Pawła II. Masakra... Ja bym wolała bardziej światowo, niż katolicko. Pod koniec zajęć mieliśmy taką grę dla trzech osób. Każda grupa dostała dwie kostki i kartkę z pytaniami. Tyle ile oczek, taki numer pytania. Dotyczyły one siebie np. jaki jest twój ulubiony film itp. też śmiech był przy tym.

O bójkach raczej nie będę wam opowiadała, bo po co?
Zapraszam do poprzedniego postu. :)

Parę zdjęć z biblioteki. Z okazji Tygodnia Zakazanych Książek.


A teraz karteczka z tematami z WDŻ: