wtorek, 30 czerwca 2015

Szkoła, school, Schule o.O

Są wakacje, więc pora na... post z marca. Niezły suchar, co nie? Jakoś albo mi się nie chciało, albo nie miałam czasu na tego posta. Miało w nim chodzić o wybór szkół po gimnazjum... Teraz to bezsensu, dlatego moje myśli będą biegły po prostu wokół tych szkół, nie zastanawiając się, gdzie ja bym poszła, bo na to już za późno. Niestety nie miałam za wiele do gadania, idę do liceum w innym mieście na bardzo zachodnim brzegu Polski. Gdyby kogoś to interesowało - na profil humanistyczny przed którym się broniłam jak mogłam. Ale do wyboru był jeszcze jakiś biologiczny, za który bardzo dziękuję; biologia mnie nie interesuje. Jak widać po wynikach z egzaminu - human będzie się ciągnął za mną jeszcze bardzo długo i chcąc nie chcąc będę pewnie pisać rozszerzoną historię na maturze. -_- Na szczęście jeszcze te kilka lat... I tak zlecą szybko. Bo ogólnie chciałam iść na profil matematyczno - fizyczny w liceum. Przecież ścisłowcy mają większe i ciekawsze pole zawodowe. Taka astronomia, kosmologia, astrofizyka... Z humanistycznych ciekawi mnie tylko psychologia, kulturoznastwo i religioznastwo, to by było na tyle. Ale myślałam również nad jakimś technikum. Maturę można zdać plus masz zawód. Niektórzy moi nauczyciele krzywo patrzyli na technika, jednak... Ja uważam, że taki człowiek, który idzie do technikum to nawet musi być mądrzejszy od licealisty. No bo co, licealista przygotowuje się trzy lata do matury, a technik... Dobra, ma te cztery lata, ale teraz niektóre egzaminy są podzielone nawet na trzy części, więc co? Niby ma się uczyć ten ostatni rok do matury? Nie! Musi się uczyć i do tego, i do tego. Nawet słyszałam, że egzaminy zawodowe mają większy pułap niż matura. Trzeba mieć minimum 70%, a matura? Jeśli się coś nie zmieniło - 30%. Więc sobie pomyślcie... Minusem techników jest to, że nie każdego zainteresuje proponowany zawód. Jeśli jest małe miasto to tym bardziej zawody nie będą jakieś super, bo będą te na które jest zapotrzebowanie w mieście lub okolicy. Błędem też niektórych jest to, że myślą, że jak skończą te technikum to już koniec. Masz ten zawód, ale... No, przydałoby się go podszkolić, rozszerzyć swoją wiedzę bardziej. Liceum... Szkoła, gdzie przynajmniej u mnie w mieście jest najwięcej uczniów.  Bo tam idą wszyscy, bo tam będzie fajniej. Serio? Często człowiek ślepo idzie za tłumem do liceum, zwłaszcza na konkretny profil i potem, co? Nic. Dlaczego tak jest? Niektórzy ludzie uważają, że mądrzy idą do liceum, a reszta do techników i zawodówek. Jeżeli chcesz wykonywać jakiś zawód do którego jest potrzebna wiedza, którą dadzą w liceum i tego zawodu nie ma w technikum to jasne warto tam iść. Ale nie przesadzajmy, że tam sama inteligencja idzie. Trzeba być inteligentnym, żeby określić swoje możliwości i predyspozycje, jeśli ktoś wie, że sobie w liceum nie poradzi, nie chce przystępować do matury i ma wybrany zawód to idzie do tej zawodówki i wcale nie musi być głupszy od reszty, bo nie ma matury. Śmiechem jest ten, kto wie, że sobie nie poradzi w jakieś szkole, profilu, zawodzie, a i tak uparcie dąży do tego. Dlatego też nie chciałam iść u siebie w mieście na humana, słabi, często bardzo słabi uczniowie pchają się na bio-chema, czy mat-fiza, ich oceny nie są wystarczające, więc są przerzucani tam, gdzie nie ma chętnych, czyli na humana. Tak jest zresztą również z ekonomem. Teraz to nawet ci uczniowie nie pchają się na inny profil tylko od razu idą na humana. Tak powstał mit, że na humanie są sami słabi uczniowie, że human jest dla idiotów. Bo niefajnie się uczyć w klasie, gdzie 3/4 to ludzie z przypadku na tym profilu, nie?
Dlaczego się broniłam przed moją nową szkołą? Tam nie trzeba walczyć o miejsce, wątpię, czy patrzą nawet na świadectwo... Gdybym nie chciała pokazać szkole i ludziom, że ja też mogę mieć pasek, bez błagania o inne oceny, to bym miała... Muszę użyć innego słowa. Gdzieś to. Chyba za bardzo się rozpisałam o sobie...


piątek, 26 czerwca 2015

O zakończeniu szkoły słów kilka

Ogólnie tytuł postu miał brzmieć trochę inaczej. A mianowicie: "O północy wejdźmy na dach", aby z niego spaść. Ale wczoraj pomyślałam, że to przesada. W końcu zakończenie nie było takie złe, a że mam dość już piosenki "Dach" to inna sprawa. :p No tak... Zakończyłam następny etap w życiu. Ze średnią 4.88 i ze świadectwem z paskiem. Mało brakowało, żebym dostała również fajną książkę, ale... W końcu co do czego szkoła podarowała jakąś encyklopedię o sławnych Polakach. Od Mieszka I do... kto tam jest na ostatniej stronie? Jakiś były piłkarz, chyba był niedawno trenerem reprezentacji, ale nie znam się na piłce nożnej, więc no tego nie napiszę dokładniej. ;) Nie można mieć wszystkiego! Cieszmy się dwoma miesiącami wakacji (a zakończenie wakacji takie piękne, bo III Ogólnopolski Zlot Nocnych Łowców), bo po nich znowu szkoła, nauka i lektury. Taaaak, czyli trzeba szybko przeczytać fajne książki. xD
Zboczyłam z tematu... Dobrze, a więc zakończenie...
Ogólnie zakończenie roku szkolnego mojej klasy składało się z dwóch części. Pierwszej - oficjalnej. Gdzie po kolei każdy wchodził na scenę, była zmiana pocztu sztandarowego, wręczenie świadectw, wpisy do Złotej Księgi i przemowy pani dyrektor i nauczyciela historii. Aha, i jeszcze wręczenie małych upominków od klasy drugiej i czterem uczniom od historyka (byłam w tej czwórce). W ogóle takie "ups", bo wszyscy z tego co widziałam położyli wszystko na ziemię, pod krzesła. xD Druga część to była oczywiście część artystyczna. Taniec, scenki (poświęcę im trochę uwagi za chwilę), śpiew piosenki "Dach", podziękowania rodzicom i nauczycielom i meine filmik zdjęciowy o mojej klasie. Wesołe było zakończenie. Nie trzeba było ogólnie płakać, bo większość klasy i tak się spotka w tym samym liceum. No, może nie wszyscy wylądują na bio-chemie. Dobra, ale warto powiedzieć o scenkach. A przynajmniej o dwóch z czterech. Pierwsza dotyczyła dziewczyn i wuefisty. Nie szkodzi, jeżeli tego nie zrozumiecie i nie wyda Wam się to zabawne. ;)
Dwie dziewczyny idą.
Pierwsza: Jesteś jak niebo. Taka obszerna.
Druga się sucho śmieje. Mam nadzieję, że wiecie o co chodzi. Takie: ha, ha, ha.
Podchodzi do nich trzecia i zaczepia chłopaka, który jest wuefustą: Pana, zrobi pan nam zdjęcie?
Chłopak: Dobra, ale w tym aparacie nie ma opcji panorama.
(Yeah my mama she told me, ''don't worry about your size'')
Ta trzecia jadła coś tam słodkiego. Ogólnie chodzi o to, że u mnie w klasie dziewczyny, ciągle maniaczyły z odchudzaniem i pan się z nich naśmiewał z ich manii.

W następnej to chyba w ogóle nie będziecie wiedzieć o co chodzi...No, ale ok.
Jedna dziewczyna gra polonistkę: (...) przedstawi nam fraszkę.
Dziewczyna grająca uczennice: Szlachetne zdrowie... 
Polonistka: O czym był ten wiersz?
Kolega: O szlachcie!
Polonistka: Byłeś blisko, ale to na razie tango macanko.
(Bo do tanga trzeba dwojga...)

A tutaj dwie piosenki, które były kluczowe dla zakończenia, tak mi się zdaję.

Bo przy tym połowa klasy tańczyła taniec...

W ogóle tak sobie pomyślałam, że skoro są wakacje to muszę się przymusić do skończenia całej tolkienowskiej trylogii, więc zrobiłam sobie takie o to wyzwanie. Chce ktoś dołączyć? ;)