Autorka: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2010 (tak mi się zdaje przynajmniej, bo w środku książki nie było tej informacji, a tylko taka wzmianka była przy notce o autorce)
Ilość stron: 414
Ostatnio dużo pojawiło się recenzji tej oto książki i pozostałych dwóch jej części. Głównie zachwalają one dzieło oraz... ujawniają dwa spoilery, albo przynajmniej jeden. Hm, dlaczego nie można by dopisać w recenzji, że zawiera ona spoiler? Na prawdę uważajcie na to. Ja staram się nigdy nie pisać spoilerów, jakikolwiek tytuł miałaby lektura. Trudno było pisać recenzję "Wybranych", "Dziedzictwa" i "Zagrożonych", żeby czegoś nie ujawnić, ale myślę, że sprostałam zadaniu. W "Mechanicznej Księżniczce" dodałam cytat, który może być chyba spoilerem i przed napisaniem fragmentu, uprzedziłam was. Dlaczego, więc ludzie takie rzeczy piszą? Nie świadomie? Bez przesady. Skoro coś ujawnia się dopiero w połowie fabuły i pod jej koniec to chyba jasne, że czytelnik nie chce o tym wiedzieć szybciej. To tak jakby w kryminale zdradzić kto jest mordercą.
Znów nie dodałam opisu fabuły na początku! Przepraszam, ale chciałam najpierw przelać emocje po przeczytaniu. ;) Nie miejcie tego za złe.
Wiktoria Biankowska umarła i tu nie ma nic do dodania. Znalazła się w Piekle, w miejscu, które bardzo się różni od tego co nam mówią na religii. Piekło jest przedstawione jako zabawa, a nie cierpienie. Głównej bohaterce trochę trudno się pogodzić z własną śmiercią. I nic dziwnego. Kto by chciał zginąć za młodu? Piekło ma swe prawa, których należy przestrzegać. Co się stanie, gdy główna bohaterka złamie jedno lub parę z nich? Jeden błąd może zaważyć nad całą ludzkością.
Ocena: 7,5/10
Hmmy... Ani opis, ani ocena do mnie nie przemawia. Nie lubie książek typowo "dla nastolatek". Nie szukam w ksiażkach tego, co typowa anstolatka. Nie cierpie przerysowanych, kiepsko skleconych wątkó miłosnych. I wolę książki pisane przez facetów, oni nawet do miłości podchodza ciekawiej- mam wrazenie, ze kobiety często opisuja w ksiażkach swoja "idealną miłosć" i własne marzenia...
OdpowiedzUsuń