poniedziałek, 6 marca 2017

Piękny umysł

Pisałam, że ten post będzie wcześniej... Jak zwykle nie jest. xD Tak wyszło. Może nawet nikt nie zauważył tego spóźnienia. :p Zanim przejdę do tematu - może/prawdopodobnie w tym tygodniu skończę nareszcie "Zbrodnię i karę". Ile razy już, tak pisałam? Ale teraz serio. Jeśli skończę tę lekturę to na razie będę miała z nimi (tymi lekturami) spokój. Nie wiem, ile będzie ta przerwa trwała, więc trzeba ją wykorzystać na "Przeklęte dziecko". W wersji angielskiej. A potem Żeromski i "Przedwiośnie"... Ja tylko czekam na "Mistrza i Małgorzatę" oraz "Rok 1984". Nie ukrywam, że chcę bardzo przeczytać te lektury dzięki opinią i recenzjom pewnej blogerki i jednego booktubera. ;)
Wczoraj trafiłam na serial pt. "Sherlock". I co? I mam już serial, który będę oglądać, gdy skończy się jutro "Shadowhunters" sezon 2A i obejrzę ostatnie dwa odcinki SNZ sezonu pierwszego. :D Przeraża mnie tylko długość jednego odcinka... 90 minut.... Tylko weekendy pozostają w takim razie. Zamiast filmu - serial.

Jak pisałam w poprzednim poście - moja klasa posiada pewną listę filmów, które "powinniśmy" obejrzeć. Nie jesteśmy tym zachwyceni. W każdym razie drugi film z tej listy wybraliśmy sobie sami. Jako, że obok filmów jest napisana choroba, jakiej się tyczy film to... Nie trudno raczej się domyślić, że film ze słowem "schizofrenia" nas zaintrygował. Nie, nie patrzcie na to, jakbyśmy się tym zachwycili. Po prostu... Choroby psychiczne są zagadką dla przeciętnego człowieka i mało się o nich mówi. Bo co... O takich, co mieli wypadek i są sparaliżowani, czy na wózku to pełno filmów. Nie, nie krytykuję osób w takim stanie.

"Piękny umysł" jest historią matematyka Johna Nasha, który musiał zmierzyć się ze swoją chorobą -
schizofrenią. A raczej to jego żona musiała, bo to przede wszystkim o niej film. Oczywiście jest p. Nash, jego osiągnięcia, praca, problemy, rozwój schizofrenii, ale w tym wszystkim jest też jego żona, która musiała zmierzyć się nie tylko z chorobą męża, ale też wychowaniem syna.
Reżyser "wciąga" widzów do swojego filmu. Jest tu wiele zawrotów akcji, zaskoczeń... Przedstawienie schizofrenii, tak, że później sami możemy się pogubić. Widz, ma nadzieję, że to jednak realizm lub myśli, że to coś wymyślonego, a tu nagle nie, myślał błędnie. Przez takie zabiegi, można bardziej zrozumieć głównego bohatera, bardziej mu współczujemy. bo, jakże ktoś mógłby powiedzieć, że był "wariatem"? Jak można uznać kogoś za wariata, kto nie jest w stanie odróżnić rzeczywistości od wymysłów mózgu? Z nie swojej winy. W filmie są zdarzeń, wybory bohaterów, które mogą nie spodobać się odbiorcy. Bo są... To kwestie, które wymagają dłuższego namysłu. A przede wszystkim wczucie się w bohaterów. Krytykować można, ale, co z tego, jeśli nie jesteś nimi i nie przeżyłeś tego, co oni. Tak zawsze jest w stosunku do ludzi.
Jeżeli chodzi o obsadę - uważam, że jest bardzo dobra. Skoro nawet aktorzy mieli nominację do Oscara... I Jennifer Connelly go otrzymała. Uważam, że Russel Crowe i Jennifer Connelly wspaniale razem zagrali. Zresztą po kilku latach potem znów zagrali małżeństwo w "Noem: Wybranym przez Boga".  Najbardziej mnie jednak zdziwił jeden aktor, którego znałam tylko z roli Silasa w "Kodzie Leonarda da Vinci" (wczoraj okazało się, że również z roli Smolipalucha w "Atramentowym sercu"). Ciekawie i dziwnie się ogląda niektórych aktorów w całkiem odmiennych rolach. Przynajmniej nie wyglądał, tak upiornie jak, jako Silas.
Reżyserem filmu jest Ron Howard... To ten sam pan, co wyreżyserował filmy o Robercie Langdonie. I teraz moje pytanie. Jak można wyreżyserować, tak dobry film i jednocześnie lata później "Inferno", które... Okej, bez komentarza.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj.
Wszystkie reklamy będą usuwane.
Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się!
Jesteś na blogu? Skomentuj!
Dziękuję za komentarz!