"To jak ty jesz kebab?" <- też takie zapytanie usłyszałam kiedyś. Eeee, normalnie? Po prostu się mówi, że bez sosu/surówki. Tak samo budziło "przerażenie", że pewnie jem pizze z sosem i serem tylko. Jest jeszcze z szynką, i ta z serami. A zresztą, czy to kogoś problem? Ktoś musi jeść tę pizzę? No nie. Pewna moja znajoma (to chyba weganka, you, to ty byłaś?) powiedziała coś bardzo kluczowego, kiedy człowiek, czegoś nie je lub jest na jakieś diecie, wtedy okazuje się, że jest ileś zamienników, opcji i rozwiązań. (Za przeproszeniem), jaki człowiek jest ciemny dopóki nie spotka się z kimś takim, kto spożywa, co innego. I okazuje się, że się da. Nie trzeba przymierać głodem. Nie trzeba też obżerać się niezdrowym jedzeniem. Do... lutego nie byłam również jakimś mięsożercą przez to, że nie jem owoców i warzyw. Jak to pewna osoba mnie określiła. Oczywiście w żartach, ale jednak... Uważam, że to nie jest, takie zabawne, określanie, tak kogokolwiek. Nie przyjemnie się to kojarzy... Jakby jedzenie mięsa sprawiało komuś radość. Jakby ktoś z radością zabijał zwierzęta. Cóż... Zwierzęta mięsożerne niezbyt by przeżyły bez innych zwierząt, tak zostały stworzone. I tyle.
Przechodząc powoli do niefajnego tematu posta... Bo nie będzie ciekawie. Każdy ma swoją opinię na temat wegetarianizmu. Najlepiej być obojętnym na to. Jest to jest. Przeważnie nikt nie robi nikomu krzywdy będąc wegetarianinem. Jeśli ktoś podąża za modą... Chce schudnąć... Kto mu broni przejść na wegetarianizm? No tak, może ci serio wegetarianie. Jakby to im robiło krzywdę. Rozumiem, że można być złym na osobę, która w ogóle null o wegetarianizmie, nie je po prostu mięsa, a udziela się wszędzie itd. Ok, taka osoba może irytować, ale reszta ludzi... O Boże, bo ty przeszedłeś na tę dietę i po jakimś czasie zjadłeś kawałek mięsa, albo rosół zjadłeś/wypiłeś! Nie jest to fair z ideologią wegetarianizmu, ale pamiętać trzeba przede wszystkim, że to, że ktoś je mięso nie znaczy, że zachwyca się mięsem, nie wyobraża sobie życia bez niego i jest za zabijaniem zwierząt. Bez przesady. Z takimi wegetarianami nie chciałabym mieć nigdy wspólnego - którzy by się mnie czepiali, bo zjadłam mięso.
Taaaaaaak, bo u mnie właśnie jest, tak skomplikowanie. Ogólnie nie jem mięsa od lutego (nadal nic mi nie jest), ale raz na kiedyś zdarzy mi się zjeść mięso. Rzadko. I to serio nie jest, tak, że a dzisiaj zjem sobie mięso, wtedy przeważnie nie mam wyboru lub hm, po prostu nie najadłabym się gdzieś. Wiecie, kiedy nie je się trzech grup produktów wyboru czasem w ogóle może nie być, albo jest, tak marny, że hej. To nie znaczy, że potem się raduję, bo zjadłam kurczaka. No sorry. To, tak nie działa. Ale przeważnie staram się nie wybierać, tego mięsa. Jeśli w Macu mogę zjeść tylko frytki to wybieram do tego np. shake'a lub lody. Może jestem dziwna. Cóż, trudno. I tak wcześniej, jakoś nie zachwycałam się mięsem. Nie miałam problemu w odstawieniu mięsa. Jakoś.... No tak, niektórzy nie wyobrażają sobie nie jeść mięsa, a ja od dawna o tym myślałam, ale nie mogłam się za to zabrać.
Według mnie niejedzenie mięsa w szkole też miało swoje plusy. Przede wszystkim jadłam mniej zupek chińskich, bo te mięsne obiady marnie mi smakowały lub było to, co nie lubię. I chyba częściej robiłam sobie drugie śniadanie. Nie było, aż, tak źle. Zobaczymy, co będzie dalej. Nawet przyzwyczaiłam się do soi... Nawet, doprawionej i w formie kotleta.
Pozdrowienia z Warszawy!


Chyba ja Ci to mówiłam :P i nadal nie jestem weganką, raczej dziwna pół-weganką.
OdpowiedzUsuńJa akurat uwielbiam owoce i warzywa (no prawie wszystkie) i nie wyobrażam sobie życia bez nich.I produkty zbożowe. I zupy na bazie strączków (pomijając zupę fasolową z repertuaru mojej babci).
Ja usłyszałam kiedyś: "Ale jak to pizza bez sera?". Da się. Po prostu proszę, aby mi tego sera w ogóle nie dawali.
Ostatnio zdarzyło mi się zjeść ciasto ze śmietaną po, by sprawić mojej babci satysfakcję z udanego wypieku. I pizzę z serem, co by w Katowicach nie przymierać głodem.
Ja potrafię robić dobre kotlety sojowe :P Zapraszam.
Pozdrawiam
Tutti