piątek, 7 lipca 2017

Nieśmiałość do sześcianu

Przez te kilka lat istnienia tego bloga pewnie nie ubiegło spostrzeżeniu kogokolwiek, że jestem osobą nieśmiałą. A jeśli ktoś tego nie zauważył - magia pisania. To sporo szczęście, że pisząc bloga nie trzeba nic mówić i się pokazywać jak w przypadku youtube'a. Inaczej prawdopodobnie nigdy nie założyłabym blogów. 
Są różne rodzaje nieśmiałości. Ja chyba posiadam tę z tej gorszej grupy. Nie lubię wychodzić do ludzi. Nie cierpię nowych osób, a już zwłaszcza z nimi rozmawiać. Chociaż z dwojga złego lepiej już, jeśli jakaś osoba sama zagadnie... Gdybym ja miała to zrobić... Nie wiem, ile by mi to zajęło. Chociaż czasem się udaje. Innym razem (jak w przypadku Zlotów) mogę się w sobie zbierać, że podejdę do kogokolwiek i się przywitam. Jasne, kończy się na niczym. Niby nic trudnego, a jednak dla mnie to wyzwanie. Czego się obawiam? Głównie tego, że mnie ktoś nie zrozumie (za cicho, niewyraźnie) lub że zwyczajnie mnie ktoś wyśmieje. Może to drugie mniej. Dziwne? Hm, sporo osób mówi, że też "kiedyś, tak miało i nie ma się czego bać". Myślę, że jednak te osoby nie posiadały, aż takiej nieśmiałości, jak im się wydaje lub po prostu szybko zapomnieli, jak to jest. A nie jest fajnie. Chyba najgorzej podejść mi do osób, które są w grupce (a nawet w parze). Bo nie będę im przeszkadzać. Tak dobrze się przecież bawią. Nie będę robić problemów. Problem w tym, że jedna osoba przeważnie łączy się z innymi osobami, a co za tym idzie trudno znaleźć samotnika. A jeśli ta samotna osoba jest jakaś dziwna w złym sensie? I milion pytań w głowie. Jednak w gruncie rzeczy jedna osoba lepsza niż wiele. Na szczęście dotychczas miałam niewiele sytuacji, gdzie musiałam z kimś obcym zagadać. Piszę - przeważnie, takie sytuacje są na Zlotach. Tylko nie "muszę", ale "chcę". Najgłupsza sytuacja była, wtedy, kiedy zobaczyłam jedną dziewczynę z którą pisałam i można powiedzieć, że znałam/kojarzyłam, i nie podeszłam od razu się przywitać. A wypada, nie? Czasem zastanawiam się, jak wyglądałaby moja rozmowa w cztery oczy z jedną blogerką. Hmmm, interesująco. [mistrz sarkazmu] 

Gadanie, co wpadnie do głowy
Jest grupa osób, która dziwi się, jeśli usłyszy ode mnie, że jestem nieśmiała. Przecież dużo rozmawiasz, taka rozgadana jesteś. Hm, no tak. Moje gadanie bez opamiętania (niestety) wynika z
a) przyzwyczaiłam się po prostu do tej osoby, więc się nie krępuję
b) ktoś w końcu mnie słucha (jakkolwiek to brzmi)
A jednak, taka prawda! Nie wiem, jak tylko mam wrażenie, że ktoś chce mnie słuchać, rozmawia ktoś ze mną to gadam i gadam. Przez to są różne głupie sytuacje. Głupie, no za dużo gadam. Nie zawsze to co powinnam. Można powiedzieć, że byle co, byle by nacieszyć się tym, że z kimś gadam. Boże... To brzmi serio dziwnie. Mam nadzieję, że da się zrozumieć, co chcę przekazać. 
To nie znaczy, że mi ludzie zabraniają mówić. Chodzi o to, że skoro boję się zagadać do nich, to jak już w końcu zacznę prowadzić rozmowę to może pójść to właśnie w taki kierunek. Nie jestem z tej gadatliwości zadowolona, dlatego strach przed tą gadatliwością i mówieniem (moim zdaniem) bzdur powstrzymuje mnie przed rozmową z obcymi. 



I strach przed popełnieniem błędu. Jakiegokolwiek. Jeżeli chodzi o zmówienia itd. to rzecz jasna, że ktoś mnie nie zrozumie, źle usłyszy itd. itp.. No, a normalnie... Da się zauważyć , że zdarza mi się popełnić błędy gramatyczne lub po prostu literówki (przekręci mi się słowo). To nie byłoby nic takiego, gdyby nie... Czy to naprawdę jest, taki powód do żartów lub do wytykiwania? Skoro się wie, że ktoś nie robi tego specjalnie, że się komuś najzwyklej w świecie przekręciło? 
Ale 3/4 Polaków może mówić "włanczać" i jest dobrze. xd [ta...]

PS. Skończyłam czytać "Przedwiośnie"! :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj.
Wszystkie reklamy będą usuwane.
Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się!
Jesteś na blogu? Skomentuj!
Dziękuję za komentarz!