niedziela, 14 maja 2017

"Przyrzeczenie"

Dawno nie pisałam tutaj o filmach... I nawet szybko nie zamierzałam o nich pisać. W gruncie rzeczy przysłowiowe recenzje filmów trudniej mi się pisze, niż książek. No i nie ukrywajmy, że częściej oglądam filmy, niż czytam książki. Tak jakoś wyszło... Póki co.
W każdym razie, byłam wczoraj w kinie na filmie pt. "Przyrzeczenie". Nie planowałam tego szczególnie, to w pewnym sensie na spontanie wyszło. Mam koleżankę, która również Turcją (zaraz, zaraz przejdę do opisu) się interesuje i tak jakoś postanowiłyśmy się wybrać na ten film.



Film dotyczy głównie konfliktu ormiańsko-tureckiego, który miał swój punkt kulminacyjny na początku I wojny światowej. Ten punkt to jedno z największych ludobójstw w historii nowożytnej.
Głównym bohaterem historii jest Ormianin Michael (lub Mikael, z różną pisownią się spotkałam), który chce zostać lekarzem i zacząć studiować medycynę na uniwersytecie w Konstantynopolu. Niestety, jego rodzina mieszka w małej wiosce i chłopak nie ma możliwości, żeby spełnić swoje marzenie. Jednak jest pewne rozwiązanie... Chłopak oświadcza się innej Ormiance, która w posagu ma tyle pieniędzy, że Michael może zacząć studiować w Konstantynopolu. Jak widać... Między nimi nie ma żadnej miłości. Przynajmniej ze strony głównego bohatera. Ten, udaje się do Konstantynopola, gdzie poznaje całkiem inne życie. I również poznaje tam Anę - guwernantkę swoich kuzynek, również Ormiankę oraz amerykańskiego dziennikarza, który jest jej mężem. Wszystko jest w najlepszym porządku. Można by było, tak przynajmniej myśleć, bo powoli w Imperium Osmańskim zaczyna się zmieniać. Wraz z przystąpieniem Imperium do wojny, dochodzi w nim do przymusowego poboru Ormian do wojska. Niby nic takiego, ale... Czy to na pewno tyle? Nie ma, co ukrywać - Michael cudem nie zostaje wysłany do wojska, ale to nie znaczy, że nie odczuje najgorszej strony konfliktu.
Ana ma o tyle dobrą sytuację, że ma męża Amerykanina, który zrobi wszystko by ochronić żonę. Ten mężczyzna nie raz zadziwi swoją rozwagą, czy schowaniem swojej dumy w sytuacji, kiedy każdy mężczyzna po prostu by nie wytrzymał. To nie jest spoiler: w filmie występuje swoisty trójkąt miłosny. Czasem jest on trochę irytujący, zważywszy, że się wie, że przecież Michael ma narzeczoną, ale... rozwiązanie tego wątku nie jest jakieś banalne. Zachowania męskich bohaterów również nie są banalne.
Jednak najważniejsze, co do fabuły: Anie będzie zależeć bardziej na życiu innych, głównie dzieci, niż jej własnym.
I to właśnie ta część historii jest chyba najbardziej przerażająca, jak próbują uratować garstkę dzieci. Uciekają przez lasy i góry, aby dotrzeć do upragnionego statku.

Film jest mocny. Raczej nie dla ludzi o słabych nerwach. Może nie, aż tak brutalny jak "Wołyń", jednak... Te konflikty mają jakieś elementy wspólne wg. mnie. Ciekawe jest przedstawienie najpierw czynników i zdarzeń poprzedzających to wydarzenie. Przecież nie stało się ot tak nagle. Nic nie dzieje się nagle.

Co jeszcze może przygnębić widza? Koniec filmu. Zdjęcia i informacje, które potwierdzają, że to nie jest wymyślona historia. Że takie ludobójstwo miało miejsce. Uśmiech pojawia się tylko, że niektórzy z tych ludzi dali radę przeżyć.

Obce wydarzenie w historii? Może nie, tak bardzo... W polskiej literaturze też pojawia się ten konflikt ze śmiertelnymi skutkami. Mowa o "Przedwiośniu", gdzie Ormianie zostają całkowicie wybici z wioski głównego bohatera.

Reżyseria: Terry George
Scenariusz: Terry George, Robin Swicord
Produkcja: Hiszpania, USA
Premiera światowa: 11 września 2016 r.
Premiera polska: 5 maja 2017 r. (oklaski poproszę [sarkazm])
Wybrani aktorzy:
Oscar Isaac (on grał w Ex Machinie :o nie rozpoznałam go :o) - Mikael Boghosian
Charlotte Le Bon - Ana Khesarian
Christian Bale (kojarzyłam nazwisko... Filmweb pomógł - grał Batmana) - Chris Myers

I jeszcze wspomnę, że podobała mi się wymowa tych ormiańskich nazwisk i imion. :) Miła odskocznia od tych anglojęzycznych imion, które są w każdym filmie.

Ocena: 9/10

Prawdopodobnie w następnym tygodniu pojawi się jeszcze jeden filmowy post. ;) To będzie też ważny film. Tym razem dotyczący teraźniejszości i przyszłości... Wspominałam o nim w poście z podsumowaniem roku 2016. Czekałam na niego kilka miesięcy, jestem ciekawa, czy Ten film również mnie zachwyci. Kto wie o jakim tytule mowa? ;)

niedziela, 7 maja 2017

Uniwersytet versus szkoła policealna

Chciałam dodać ten post w trakcie matur... Głównych matur - żeby nie było. Dobra, został jeszcze angielski, więc poniekąd się wyrobiłam. 
Za 362 dni moje matury się zaczną... A za 2 miesiące koniec roku szkolnego! :D 

Skąd pomysł na ten post? A no, nadal się zastanawiam, gdzie iść po liceum. Zakładając, że zdam maturę. :p W dużej mierze chciałabym pójść na studia, ale jakoś marnie siebie tam widzę... Zresztą najpierw tam trzeba się dostać, a tu poniekąd trzeba mieć szczęście. Bo co ci po zdanej maturze skoro nie dostaniesz się tam, gdzie chcesz. Jasne, dobrze mieć wybrany kierunek na który też warto składać papiery... Tylko, co mi po tym, skoro tak trudno wybrać kierunek studiów? xD Na razie mam po prostu wybrane cztery kierunki, które mi się podobają. Trzy filologiczne i jeden związany z przestępczością oraz kolokwialnie pisząc trupami. Prawdopodobnie przez rok ten kierunek odpadnie... Myślałam nad filologią węgierską, ale w gruncie rzeczy to byłoby mocno naciągane, więc no... Odpada od razu. Podobają mi się jeszcze cztery inne kierunki, a nawet pięć, ale no... Podobanie się, a przyszłość to niestety dwie różne rzeczy. Najkrócej pisząc: po nich jest większe
prawdopodobieństwo bezrobocia, niż po innych. Tak, w tym sławna psychologia. Niby wbrew wszystkiemu społeczeństwo coraz częściej cierpi na choroby psychiczne, więc powinno się to równać potrzebie specjalistów, a jednak... Większość ludzi idzie, bo moda, i potem jest takie zawyżenie i ogólne mniemanie o tym kierunku. W ogóle przeraża mnie to, że sporo osób uważa i mówi, że humaniści nie mają przyszłości. Kierunki humanistyczne nie mają przyszłości. Że teraz w techno-informatycznym świecie kładzie się nacisk na przedmioty ścisłe. Zawód przyszłości to programista i informatyk. I co? Jaki ze mnie ścisłowiec? Na jakimś tam marnym poziomie umiem matematykę i na tym bajka się kończy. Kiedyś chciałam zostać astrofizykiem. Ha ha ha, marne marzenia. Fizyki praktycznie nie ogarniam. Astronomie w miarę, znaczy wszystko tylko nie obliczenia. Po prostu nie liczby i literki. Biologii i chemii nie cierpię. Geografia? Nie. Co zostaje? Humanistyczne przedmioty. I pech. Okej, języki zawsze będą przydatne i będzie potrzeba ludzi umiejących dany język. Angielski angielskim, ale czasem obcokrajowiec chce mówić po swojemu i wtedy angielski nie pomoże. Wiadomo o co mi chodzi. xD Nie wybieram się na filologię angielską. Jakoś... Mój angielski nie jest perfekcyjny. Są o wiele lepsi ludzie, których znam. Więc no... Aha, no tak, kryminologia wiąże się z biologią... No cóż... Ale jakoś w tym, by mi ona nie przeszkadzała. xd Pisałam, że pewnie to odpadnie do maja następnego.
A tak szczerze po co studia? Okej, wyższe wykształcenie - wow, można się pochwalić, inaczej na ciebie patrzą. Też czujesz się może inaczej. Do niektórych zawodów (okej) jest naprawdę potrzebne wyższe wykształcenie. Takie osoby mają super - wiedzą, co chcą robić w przyszłości. A reszta studentów? Nie ukrywajmy, że idą, bo idą. W sensie wybierają byle co, byle nie zmarnować tych ok 85 zł (ta, wg. moich informacji na dwóch kierunkach tyle kosztuje wpis, nie wiem, jak w innych uniwersytetach). Albo inaczej: nie to, że idą na byle co; tylko na to, co im się po prostu podoba i nie patrzą w przyszłość. A niestety przyszłość może pokazać, że takiego kogoś z takim wykształceniem nie chce. Ale też nie ukrywajmy, że wyższe wykształcenie nie czyni z ludzi bogów. Istnieje grupa ludzi, którzy są bezrobotni z konkretnego powodu - skończyłem studia, nie będę pracować za taką kasę. Jestem ponad to. Hmm, wątpię, żeby pierwsze prace nagle były super płatne. W ogóle to na kasie, czy w przysłowiowym Macu ktoś musi pracować, co tu ukrywać.



A może po prostu lepiej iść do szkoły policealnej? Skończyć jakiś konkretny zawód i robić coś konkretnego? Według mnie to jest dobre. Sama myślę, żeby iść do szkoły policealnej, gdybym się nie dostała na studia (a to jest bardzo prawdopodobne). Nie przesiedzę roku, czy dwóch. Oczywiście, można też od razu iść do pracy. ;) Oczywiście, szkoła policealna nie gwarantuje pracy. Ale otwiera więcej ścieżek. Jeszcze to zależy, jaki zawód wybierzemy... Osobiście chciałabym pójść na zawód fotografa, ale co tu ukrywać? Teraz jest tyle sprzętów i programów do obrabiania zdjęć, że no, marny z tego zawód. Jako dodatkowy - ok. Ale przyszłością bym tego nie nazwała. Teraz nikogo nie obchodzi, czy masz papierek, że jesteś fotografem. Sesje zdjęciowe robią nawet dzieci. Ludzie niby chcą ładne i pomysłowe zdjęcia, ale... Jednak mało jest ludzi, którzy rzeczywiście wybierają tych lepszych fotografów.
Można się śmiać, ale ja myślę o florystyce. Co? Nagle kwiaty pójdą w zapomnienie? Każdy zacznie sam sobie układać bukiety i wieńce? No wątpię. Kwiaty kupuje się na każdą okazję. Chcemy, żeby ładnie wyglądały. I co? Dobry, dobry wybór. :) A zresztą to jedyny kierunek w policealnych, który mi się jeszcze podoba. Taaak, wielkie mam wymagania. xD Znaczy zainteresował mnie jeszcze grafik komputerowy, ale... Nie jestem pewna swoich umiejętności.

PS. Obejrzałam "Łotra" i... spodobał mi się. Nawet bardzo. W porównaniu z "Assasin's Creed" to film świetny. Aczkolwiek ten komputerowy Tarkin... Nie, to było okropne.