Lecz, czy było warto? Tyle czekania...
Trzeba napisać, że z kilka tygodni przed premierą filmu zaczęły pojawiać się w internecie artykuły o jakże ciekawych tytułach, jak np. że rzekomo taka firma, jak The Circle rzeczywiście istnieje. Nawet jeden ze zwiastunów opatrzony był komentarzem: po tym filmie usuniecie konto z Facebooka. Wzbudza to zainteresowanie, co? Mnie to jakoś szczególnie nie zachęcało, no, ale dawało do przemyślenia o czym będzie fabuła.
Sama tematyka bardzo wpasowuje się we współczesne czasy, gdzie ludzie żyją Internetem i publikują w nim, co się da. Nawet zdjęcia nie wystarczają, powstają nagrania, vlogi...
W świecie w którym jest firma The Circle praktycznie nie ma prywatności. Chociaż nie, jest. Do czasu. Na początku argumentacja nie jest banalna, bo który obywatel nie chciałby wiedzieć, chociażby, co się dzieje z państwem lub podatkami, które musi płacić? Albo działania przeciw wojnom, czy terroryzmowi? Niby interesujące... Tylko, czy rzeczywiście trzeba zabierać prywatność politykom i podsłuchiwać każdą, każdą rozmowę telefoniczną, czytać każdy e-mail, a może i śledzić każdy krok?
Główna bohaterka - Mae jest przykładem świetnego, ambitnego pracownika, który z tygodnia na tydzień jest coraz lepszy. To ona ma pokazać, że udostępnianie całego życia w czasie rzeczywistym w Internecie może być czymś dobrym. Każdy może oglądać i... komentować. Na początku zawsze jest super. Tylko, czy tak się da żyć? I, czy przede wszystkim wszyscy z jej otoczenia chcą być upubliczniani w Internecie?
Każdy powinien pozbyć się prywatności... Na pewno? Nikt się nie zdziwi, jeśli napiszę (uważam, że to nie jest spoiler), że dyrektorzy firmy nie są już tacy skorzy do ujawniania tajemnic... Przecież można brać zyski z czyiś tajemnic...
Do czego może doprowadzić pogoń do pokazywania wszystkiego w Internecie? Czy prywatność jest w ogóle teraz nam potrzebna?
Film nie do końca odpowiada na te pytania. Bardziej pasuje do fabuły zdanie, że każdy wynalazek może być dobry, jak i zły. Zależy, kto go używa.
Poniekąd... A nawet całkowicie zawiodłam się na filmie. Spodziewałam się chyba, czegoś znacznie głębszego... W fabule zostały poruszone ważne kwestię, ale nie zostały one dokładnie wyjaśnione. Powiedziałabym, że jest kilka luk. Moim zdaniem czasami za szybko się coś działo. Najdziwniejsze było, jak Mae ma rozmowę kwalifikacyjną i nagle pojawia się scena, że idzie pierwszego dnia do pracy. Może coś przegapiłam... Lub zdawkowe "dobrze" było "przyjmujemy cię/masz tę pracę"... Niektóre rozmowy były... Cóż mi osobiście trudno było się odnaleźć w sensie rozmowy... Okej, Mae była inteligentna, tak samo Bailey, ale no... Nie wszyscy są, takimi geniuszami. Jasne, ważne, że oni wiedzą o co drugiemu chodzi. Spoko.
Jeżeli chodzi o Mae... Ja jej nie rozumiem. To postać skacząca z jednego krańca na drugi. Raz nie zgadza się z tym, co prezentuje The Circle, widzi, że coś nie gra. Chce ich powstrzymać. A zaraz z nimi współpracuje i tworzy nowe "wynalazki". Niby cierpi, a jednak... Cierpienie nie pomaga jej całkowicie przejrzeć na oczy. Miałam nadzieję, że przyjaciółka i chłopak będą powodem dla którego coś zrobi, ale nie... Znaczy niby coś tam zrobiła, ale poniekąd wyszło na to samo. Dla mnie przynajmniej.
Jeśli już mowa o przyjaciółce... To była postać na której mogło się zobaczyć prawdziwe działanie The Circle. Od sukcesu do wykorzystywania pracownika kosztem jego zdrowia. Na szczęście dziewczyna miała włączone myślenie... Nic dziwnego, że znienawidziła całą tę firmę i brak prywatności. Moim zdaniem to jedna z najlepszych postaci w tym filmie.
Na koniec chciałabym poruszyć sprawę, która była jednym z najbardziej poważnych powodów do upubliczniania wszystkiego, co się ludziom przydarza. Ludzie niepełnosprawni. Niektórzy, może większość nie będzie mogła przeżyć niektórych rzeczy, co może osiągnąć zwykły człowiek. Poprzez, takie nagrania można mieć wrażenie, że jest się ich uczestnikiem. Czy to nie jakaś pomoc dla tych ludzi? Okej, można to krytykować. Jacyś obrońcy (czyt. "optymiści") powiedzą, że niepełnosprawni nie są gorsi i nie pozostaje im tylko gapić się w ekran, że mogą spełnić swoje marzenie, bo to tylko w twojej głowie... Ta, jasne. Jakoś w to nie wierzę. Przepraszam, ale nie jestem, aż takim śmiesznym marzycielem. Jeśli kogoś obraziłam to przepraszam. Mam nadzieję, że spróbujecie mnie zrozumieć.
Reżyseria: James Ponsoldt
Scenariusz: James Ponsoldt, Dave Eggers
Premiera światowa: 26 kwietnia 2017 r.
Polska premiera: 19 maja 2017 r.
Dwójka wybranych aktorów:
Emma Watson - Mae
Tom Hanks - Bailey (akurat do tej postaci nie mam zarzutów)
Ocena: 6/10

