Tytuł: "Telemach w dżinsach"
Autor: Adam Bahdaj
Ilość stron (wg wydania które posiadam): 260
Opis: Maciek Łańko jest normalnym piętnastolatkiem mieszkającym w internacie. Jedyne co go wyróżnia wśród kolegów ze szkoły to to, że nie ma rodziców - mama umarła kiedy miał trzylatka, a ojciec gdzieś uciekł w świat. Pewnego dnia chłopak widzi swojego ojca w telewizji i wtedy podejmuje decyzję o odszukaniu go. Ale podróż nie jest taka łatwa jakby się mogła niektórym zdawać, bo co zrobić kiedy ojciec wędruje po całym polskim wybrzeżu? Gdzie Maciek się pojawi tam już ojca nie ma i musi dalej ruszać w podróż. W całej tej przygodzie poznaje wiele osób są nimi dobre postaci które mu pomagają, jak i te złe przez które podróż staje się udręką. Ale ta historia to nie tylko jazda pociągiem czy innymi środkami transportu. Maciek przeżywa wiele przygód np. łapie go milicja. W całej powieści jest wiele pouczeń i wartości. Zdaję mi się, że jest to lektura obowiązkowa w gimnazjum, ale mogę się mylić, więc jeśli nie będziecie zobowiązani do czytania jej sami sięgnijcie po nią.
Akcja jest szybka dzięki temu łatwiej się czyta, narratorem jest główny bohater (co rzadko się chyba zdarza w książkach, aby narrator był w 1. osobie i był chłopakiem). Mi akurat właśnie to się podobało, że wydarzenia są pokazane z punktu widzenia chłopaka.
Ocena: 9/10
Cytaty:
" - (...) Uciekasz z domu, a zabierasz ze sobą książki.
- Nie uciekłem - syknąłem przez zaciśnięte zęby.
- Dobra, dobra. Przede mną nie musisz się tłumaczyć.
- Jak pan nie wierzy, to trudno. A książki... to moje ulubione. Lubię czytać.
- A ja z książkami na bakier. Czasem przerzucę jakiś kryminał albo coś o wojnie... Wolę życie, takie na co dzień, prawdziwe, Z życia więcej się możesz nauczyć. I do kina lubię chodzić, bo tam przynajmniej widać, co się dzieje.
- Książki to zupełnie co innego.
- Rozumiem.
- W książkach też jest prawdziwe życie. Czasem, kiedy czytam książkę, zdaje mi się, że to ja ją napisałem. Kiedyś, dawno, może wtedy, kiedy mnie jeszcze nie było.
- Filozof z ciebie.
- Tak to sobie wyobrażam. Przeczytam książkę, a potem się zastanawiam, jak to właściwie jest; czy to prawda, czy zmyślenie. Książki to fajna rzecz."
" - Chciałbyś być sławnym człowiekiem, o którym piszą w gazetach i którego pokazują w telewizji.
- Może tak... Ale to nie dla mnie nie najważniejsze. Chciałbym być szczęśliwy, bo do tej pory życie nie układało mi się najlepiej.
- Ho, chłopie, to wysoko mierzysz. Wszyscy chcieliby być szczęśliwi, a szczęście - skinął w stronę jeziora - to jak ta wieczorna mgła nad jeziorem - pojawi się i wnet ją wiatr rozwieje.
- Ale są przecież ludzie szczęśliwi.
- Ze szczęściem to trochę tak jak z górami - powiedział trąc zarośnięty policzek . - Wspinasz się na szczyt i zdaje ci się, że jak go osiągniesz, to będziesz szczęśliwy. Tymczasem drapiesz się, wspinasz mozolnie, stajesz na nim i nagle widzisz, że za tym szczytem jest jeszcze jeden, może jeszcze większy, wspanialszy i znowu idziesz po swoje szczęście. Myślałem o tym nieraz i zdaje mi się, że największe szczęście to dążenie do niego."
" - I może pan zrobi wreszcie to swoje epokowe odkrycie, przed którym Kolumb schowałby się w mysią dziurę.
- No, właśnie. Trafiłeś w sedno.
- Może odkryje pan nowy ląd, jakąś Atlantydę?
- Atlantydę?...Phi. Coś ciekawszego, ważniejszego. Coś, o czym marzy każdy człowiek.
- Raj?
- Coś w tym rodzaju. - Nagle uśmiechnął się do siebie, a potem popatrzył na mnie rozbawionymi oczami. - Bo, widzisz, mamy cztery strony świata.
- Północ, południe, wschód, zachód - wyrecytowałem.
- A ja poszukuję piątej...
Uśmiechnął się.
- Piątej strony świata, której nie ma.
- A skąd wiesz? Może ja ją właśnie wymyślę. Nie wiadomo.
- Pan ze mnie chyba żartuje.
- Wcale nie. Bo słuchaj, krzątamy się w granicach tych czterech geograficznych stron świata jak wskazówki, szukamy szczęścia, a może istnieje piąta, gdzie człowiek poczuje się naprawdę szczęśliwy. - Wstał, jeszcze raz się przeciągnął i zaśmiał się cicho: - No, widzisz, jaki ze mnie fantasta, A ta piąta strona to fantazja."
" - Trzymaj się wiatru i uważaj na życiowych zakrętach!"
"Postępuj tak, żebyś był w zgodzie z własnym sumieniem."
" Ludzie, jeśli tylko nie brużdżą, to przyjaciele, a czas? Kto by się przejmował czasem. Niech sobie płynie, bo i tak nikt go nie zatrzyma. Dziś się żyje, wczoraj minęło bezpowrtonie, szkoda o nim wspominać, a jutro będzie na pewno lepsze od dnia dzisiejszego."
" Trzeba być zadowolonym z tego, co się ma."
Mam inną okładkę, ale swojej nie mogłam znaleźć w Internecie

Oprócz tego Adama Bahdaja polecam ci "Kapelusz za 100 tysięcy". Też świetne :)
OdpowiedzUsuńHej, czytam twój blog już od dawna jest super!
OdpowiedzUsuńHm... najprawdopodobniej będę miała tę lekturę w I klasie, więc nie ominie mnie jej przeczytanie. :))
OdpowiedzUsuńwpis jest ciekawy. Ja cię naprawdę podziwiam, jak chciało ci się to wszystko przepisywac.
OdpowiedzUsuń