Na początku, czyli po pierwszym rozdziale myślałam, że sięgnęłam po jedną z najgorszych książek w moim życiu. Nic mi się w niej nie podobało, opisy jakoś mi były za długie, ulice... Zadawałam sobie pytanie: "Po co pani nam to dała do czytania? To jest bezsensu!" I tak trwało to dopóki nie trafiłam na pewną postać, a mianowicie Aurelię. Dziewczynka jest obrazem dziecka pozostawione tak naprawdę samemu losowi. Matka się nie interesuję zbytnio, uważa, że jak jej córka dostanie wszystko co chce z rzeczy materialnych to będzie dobrze. Że właśnie tak powinno się wychowywać dzieci. Ojciec... jego całymi dniami nie ma w domu. Mama jest tak zapracowana, że zostawia córeczkę pod opieką p. Lisieckiej. Tam Aurelia musi spędzać całe dnie. Nie podoba się to dziewczynce, bo ona pragnie miłości ze strony mamy. Nawet jedzenie jej nie smakuje w domu, taka jest tam atmosfera.
Jej mama jest nauczycielką matematyki i jest wychowawczynią Ib, która jest klasą na pozór bardzo trudną i rozbrykaną. Uczy się w niej np. Kreska (jedna z bohaterów książki) która jest na zabój zakochana w pewnym Maćku. Na początku nie za bardzo ją polubiłam, wydawała mi się trochę dziwna. Ale im dalej czytałam to tym bardziej zagłębiałam się w jej życiu i lubiłam. Dziewczyna mieszka razem z dziadkiem, który pewnego dnia ma zawał i ląduje w szpitalu. Janka (bo tak ma na imię) jest bardzo tym załamana. Trzeba też dodać, że pieniędzy nie ma za wiele, żeby sobie dorobić szyje różne ubrania.
Jest jeszcze wielu innych bohaterów: rodzina Lewandowskich, rodzina Borejków, bracia Ogorzałkowie - to chyba wszyscy. Wszyscy wyżej wymienieni (oprócz Aurelii i jej rodziców) mieszkają na tym samym podwórku w dwóch kamienicach.
No i jest jeszcze zagadkowa Genowefa, która przychodzi każdego dnia do kogo innego na obiady...
Jeśli chcecie się więcej rzeczy dowiedzieć o książce to sięgnijcie po nią.
Muszę przyznać, że są nieliczne książki przy których się wzruszam, a właśnie przez wątek Aurelii muszę zaliczyć "Opium..." do tej zwięzłej listy.
Moja ocena: 7, 3/4
Cytaty:
"Jeżeliby kto kiedykolwiek uważał, że jest sam na świecie - to dałby tym niewątpliwy dowód braku wyobraźni. (...) Bo przecież naprawdę nikt z nas nie jest sam. Wpływamy na siebie nawzajem - i często zdarza się, że przelotne spotkanie, rozmowa, wymiana myśli, złośliwy żarcik nawet - potrafią wyżłobić głęboki ślad w czyjejś pamięci i zaważyć nawet na całym życiu człowieka."
" Maciek zaś w zadumie patrzył na salę i myślał, że skoro człowiek przesypia prawie jedną trzecią swego życia, to powinien starać się maksymalnie wykorzystać nieliczne godziny, kiedy to nie leży bez świadomości. Jak najwięcej zrobić, jak najwięcej przeczytać, jak najwięcej się nauczyć i jak najwięcej dać temu światu."
Ja też mam to omawiać, lecz wcześniej Romeo i Julia. Niezbyt lubię książki tego typu, więc pewnie mam opinię podobną do ciebie
OdpowiedzUsuńCiekawe, może w pierwszej klasie też będę miała to, jako lekturę. ;-) Kiedyś czytałam jedną książkę z tej serii, chyba była to "Szósta klepka". Spodobała mi się nawet, ale miałam takie same odczucia, jak ty. ;D
OdpowiedzUsuńJa w piątek skończyłam omawiać tej samej autorki książkę "Kłamczuchę"
OdpowiedzUsuńJeżycjada jest świetna :) Polecam ci przeczytać całą serię.
OdpowiedzUsuń