Tytuł: Atramentowe serceTytuł oryginału: Tintenherz
Autorka: Cornelia Funke
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2006
Ilość stron: 498
Jestem zła trochę na siebie. Kiedyś tyle stron przeczytałabym mniej więcej w tydzień, a teraz? Szkoda gadać. :-/
Na książkę natrafiłam głównie dzięki filmowi pod tym samym tytułem. Film bardzo mi się spodobał, więc stwierdziłam, że oczywiście książka będzie o wiele ciekawsza. I miałam rację! Teraz gdy ją przeczytałam, już ten film nie wydaję mi się taki fajny. Za dużo rzeczy pozmieniali. Jasne, często w filmie są zmienione rzeczy, no ale... przesadą jest już dla mnie zmieniać imiona paru postaciom! Nie wiem... może to przez to, że jednego imienia nie znajdzie się w odpowiedniku angielskim. Trudno mi powiedzieć.
To nie jest pierwszy raz, gdy spotykam się z Cornelią Funke. Czytałam już inne jej książki np. Reckless: Kamienne ciało. Moim zdaniem autorka ma dość specyficzny język. Chociaż... może inni niemieccy autorzy książek młodzieżowych też go mają? W każdym razie zdania są bogato zbudowane, czasem jedno zdanie ciągnęło się prawie przez trzy linijki. Świat przedstawiony i bohaterowie poruszają wyobraźnię. Imiona bohaterów może są na pozór zwykłe, ale mnie one w sam raz pasują (np. Płaski Nos).
Opis: Dwunastoletnia Meggie mieszka z ojcem. Jej matka zniknęła dziewięć lat temu i do tej pory nie powróciła. Pewnej nocy do drzwi puka nietypowy gość - Smolipaluch wraz ze swą kuną Gwinem. Od tej wizyty wszystko się zaczyna... Dziewczyna wraz z ojcem i jego znajomym wyruszają do Włoch - do ciotki Meggi Elinor. Kim jest Smolipaluch? Czy matka dwunastolatki odnajdzie się? Dlaczego mężczyzna ma takie zagadkowe imię...?
Funke stworzyła coś nietypowego. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim. Atramentowe serce opowiada o Atramentowym sercu. Książka, można tak rzec, w książce.
Choć piszę same pochlebne opinię o książce to niestety muszę dodać jedną uwagę. A mianowicie pod koniec już treści po prostu zaczęła mi się ona już dłużyć. Jednak nie w tym sensie, że było nudno!
Ocena: 10/10
Cytaty:
"Dobrze jest w obcych miejscach mieć swoje książki"
"Strach wszystko zabija - powiedział jej kiedyś Mo - rozum, serce, a zwłaszcza fantazję".
"Żadna twarz - tego nauczyła się w wiosce Capricorna - nie napawa bardziej lękiem niż taka, która nie potrafi wyrażać współczucia."
"(..) - Czyż nie jestem artystą? Czy jest coś piękniejszego na świecie od liter? To czarodziejskie znaki, głosy umarłych, cegiełki budujące cudowne światy, lepsze od naszego świata, pocieszyciele, towarzysze w chwilach samotności. Strażnicy tajemnic, głosiciele prawdy..."
W ten weekand pojawi się jeszcze post z recenzją komiksu i następna część DiA.
Hej, zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki. Co prawda kiedyś już ją widziałam, ale jakoś ominęłam. Może dlatego, że od nikogo o niej nie słyszałam a i tytuł za bardzo nie przyciągnął. Teraz już wiem, że wyprawę do biblioteki zaliczę w konkretym celu- dzięki! :D
OdpowiedzUsuńCieszę się :)
UsuńKsiążka wydaje się ciekawa, skończę lekturę i pójdę popytać w bobliotece :D
OdpowiedzUsuńPróbowałam przeczytać, ale mnie znudziła. Moze dlatego, że zupełnie nie mój gatunek. No i Meggie- wydawała mi sie irytująco dziecinna. To bylo kilka lat temu, ale do lektury już nie wróciłam. Ale oglądałąm film (moja koleżanka kocha "Atramentowe serce" i mi puściła) i był jak na film... spoko.
OdpowiedzUsuńJakoś książka nie jest dal mnie. Nie lubię czytać o dwunastolatkach :D :p
OdpowiedzUsuń