Temat głównie dotyczy dwóch serii książek i dzieci. Tak, dzieci. Co to się dzieje ze współczesnym światem, że dzieciństwo, tak szybko zanika? Nawet bajki, czy książki nie dają dzieciom takiej przyjemności jak kiedyś. Gdzie podziała się ta dziecinna wyobraźnia? Magia? Wiara w wróżki i inne postaci fantastyczne? Może po prostu nie potrafimy tego już zaakceptować u dzieci, zapominamy, że sami coś takiego przeżywaliśmy. Wiemy, że świat jest okrutny i chcemy, żeby dzieci dowiadywały się o tym, jak najwcześniej, żeby miały świadomość, gdzie żyją. Z jednej strony to dobrze. W końcu źle żyć z nieświadomością, prawda wtedy bardziej boli. Z drugiej strony... Czy aby na pewno brak świadomości u dzieci jest, taki zły? Dzieci, które przeżyły coś okropnego lub wojnę nie będą już nigdy, takie same, jak kiedyś. Chcąc, nie chcąc ich dzieciństwo zostaje brutalnie zabrane. Praktycznie jest niemożliwe odbudowanie tego na nowo. Więc dlaczego na siłę zabiera się dzieciństwo dzieciom, które mają na nie szansę? Zabawki to nie wszystko. I to nie wina komputera, bez przesady, że to zawsze wina komputera. Czy to ma na celu zbudowanie lepszego społeczeństwa? W czym lepszego? Bardziej zagubionego i sfrustrowanego? Dzieci powinny pozostać dziećmi, jak najdłużej. Głupi przykład: po co dzieciom, tak szybko mówi się, że święty Mikołaj nie istnieje i to nie on przynosi prezenty? Okej, w ten sposób łatwiej wytłumaczyć dzieciom, dlaczego nie dostaną wymarzonego prezentu, ale... Czy naprawdę nie da się inaczej? Może to rodzicom nie chce się w to bawić. Inną kwestią jest to, że jeśli znajdzie się starsza osoba, która nadal wierzy w Mikołaja to jest wyśmiewana przez resztę grupy. Bo to takie niedojrzałe. Och, dobrze, że dojrzalsze jest zgrywanie dorosłego, imprezowanie i picie na umór mając te czternaście lat. Tak, definicja dziecka, młodego nastolatka zmieniła się przez te kilka lat. Teraz nawet wstyd przyznać się, że się ogląda bajki. No chyba, że to są te hiszpańskie serialiki typu Violetta - to są rzeczy na poziomie -_- A ja oglądam czasem bajki, bardziej kiedyś, bo teraz czasu nie mam, ale tak oglądam. A na "Moim bracie niedźwiedziu" nadal potrafię się wzruszyć jak malutkie dziecko.
Nawiązując do dwóch serii książek. I braku fantazji dzieci oraz ich za bardzo dorosłym podejściu do życia. Dlaczego seria "Ulysses Moore" nie jest praktycznie znana przez młodsze pokolenie? O tuż sprawa wyjaśnia się tak, według mnie: to typowa książka, która działa na wyobraźnie, te inne światy, tajemnicze drzwi i klucze... Teraz ludziom, którzy są w wieku głównych bohaterów wydaje się ta seria dziecinna i absurdalna. Przecież to wszystko jest wymyślone. I co z tego? Nie można o tym zapomnieć? Te zabiegi autora... Chociaż wiedziałam w szkole podstawowej, że to tylko książka to i tak uwierzyłam, że to naprawdę są dzienniki Ulyssesa Moore i że ta postać jest rzeczywista. Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy, że te książki napisał, tak naprawdę Pierdomenico Baccalario. Nie ukrywam, że się trochę zawiodłam, kiedy dowiedziałam się o nazwisku autora. Ale to było fajne, chociaż przez chwilę mogłam żyć tymi książkami, jakby ich historia była prawdziwa. I czy stało się coś złego? Nie. Nikomu to krzywdy nie zrobiło. A teraz? Wątpię, czy chociaż połowa dzieci dałaby się ponieść fantazji.
Albo "Seria Niefortunnych Zdarzeń". Pominę kwestię pesymizmu i gotyku w książce, bo to sprawa indywidualna, jak ktoś podchodzi do takich spraw w książkach. A pesymizm w SNZ jest bardzo specyficzny. Postać Lemony'ego Snicketa jest stworzona trochę podobnie, jak postać Ulyssesa Moore'a. W dodatku Snicket jest w fabule narratorem, komentuje historie to jak nie podchodzić z dystansem do tego bohatera? Dlaczego to nie mógłby być prawdziwy autor, który poznał podobną historię?
Może byłam dziwna, że uwierzyłam w takie rzeczy. Może. Ale przynajmniej miałam frajdę z czytania i wymyślania.
Jednak... Uważam, że ta fantazja i wiara ma swoje granice, kiedy stajemy się starsi. Może nie granice, ale... Cóż nie wiem, jak to nazwać. Z dystansem patrzy się na osobę, która już jest starsza i "wierzy" w zaklęcia. Bo wtedy powstaje pytanie, czy ta osoba, tak na serio, czy tylko się zgrywa.

Pisałam ci, ze przez pewien czas wierzyłam w to, że świat opisany w UM naprawdę istnieje. Czasami chciałabym mieć znowu niezmąconą niczym wiarę w to, że gdzieś tam są wrota, za którymi trójka dzieci odkrywa niezwykły świat.
OdpowiedzUsuń