Ostatnio zaczęłam oglądać filmy, które opierają się poniekąd na historii starożytnej lub mitach greckich. Wszystkie te filmy poleciła mi jedna osoba. Wśród tych filmów znalazł się właśnie "Gladiator" z Russellem Crowe w roli głównej. Ale o akurat nie dzięki niemu chciałam napisać o tym filmie na blogu. W ogóle szczerze pisząc nie wiem za co on dostał tego Oscara. Nie chodzi mi o to, że zagrał beznadziejnie, bo nie, tylko wg. mnie przeciętnie. Rola nie na miarę Oscara. Oglądałam chyba dwa - trzy filmy z udziałem p. Crowe i... w niektórych zagrał lepiej, a Oscara nie dostał. Nie ważne, dostał to już przeszłość. Na pewno nie wątpię, że mu się należy. "Gladiator" opowiada historię generała Maximusa, który (w wielkim skrócie) został zmuszony zostać gladiatorem. Po prostu nie należał do osób, które lubił cesarz Kommodus ( Joaquin Phoenix). Ogólnie historia bardzo dobra. Ale... Mnie rzadko interesują główni bohaterowie, bo często to te postaci drugoplanowe są dużo ciekawe i tak było też w tym przypadku. Rola cesarza Kommodusa była o wiele lepsza. I naprawdę jestem zdziwiona, że Joaquin Phoenix nie dostał za nią Oscara. Była tylko nominacja. Kommodus był trochę "dziwną" postacią, nie powiedziałabym przynajmniej, że był w pełni zdrowy psychicznie (piszę ciągle o tym filmowym Kommodusie, ponieważ wikipedia nie mówi za dużo o tym prawdziwym) przez co był złożonym bohaterem i od razu ciekawszym. Ale nie tylko przez to ta rola była lepsza, po prostu bardzo dobrze zagrana i tyle. Musicie sami obejrzeć, żeby zrozumieć o co mi chodzi, to za bardzo skomplikowane, żeby to ująć w słowa. :p
![]() |
| Google Grafika |
Przechodząc do głównego postu. DLACZEGO POLUBIŁAM "GWIEZDNE WOJNY"? Jeśli ktoś czytał post o moich początkach z GW to wie, że od razu SW nie spodobały mi się, a przynajmniej się nimi nie zachwyciłam. To wbrew wszystkiemu trudne filmy, nie wiem, co dzieci rozumieją z tych filmów, ponieważ ja musiałabym chyba obejrzeć po trzy razy każdą część, żeby w pełni wszystko zrozumieć. A nawet wtedy bym chyba nie zdołała wszystkiego "ogarnąć". Polubiłam GW dzięki jednemu bohaterowi. Już widać po "Gladiatorze" i książkach, że lubię bohaterów nie banalnych i nie jednokolorowych. (Jakkolwiek to brzmi) W "Star Wars" tym bohaterem jest Kylo Ren (tak, wiem, jest mordercą, ale coś za tym zabójstwem się kryje), znaczy wcześniej był Anakin Skywalker, ale "nowej trylogii" jeszcze nie oglądałam. Zresztą zaczęłam oglądać od 8. części, więc najpierw "zauważyłam" Kylo. Kylo jest tak, jakby następcą Lorda Vadera, aczkolwiek daleko mu do niego. Praktycznie nic o nim nie wiemy, tak jak o reszcie nowych bohaterach (zwłaszcza Rey). Fani nazwali go Benem... Nie jest to jakieś cudowne imię, ale patrząc na to, jak nazywają się jego rodzice to lepiej być nie mogło. (Piszę ogólnikowo, bo zdaję sobie sprawę, że niektórzy jeszcze nie oglądali
![]() |
| Google Grafika |
Nie będzie postu poświęconego "Przebudzeniu mocy".



