sobota, 22 października 2016

Dlaczego polubiłam GW #4 + kilka słów o "Gladiatorze"

Mija następny miesiąc z "Lalką", a ja nawet nie jestem w połowie... Powinnam zająć się czytaniem "Zbrodni i kary" Dostojowskiego... Ale pozytywizm jest, tak ciekawy, że wolę się zająć "przyszłością". 

Ostatnio zaczęłam oglądać filmy, które opierają się poniekąd na historii starożytnej lub mitach greckich. Wszystkie te filmy poleciła mi jedna osoba. Wśród tych filmów znalazł się właśnie "Gladiator" z Russellem Crowe w roli głównej. Ale o akurat nie dzięki niemu chciałam napisać o tym filmie na blogu. W ogóle szczerze pisząc nie wiem za co on dostał tego Oscara. Nie chodzi mi o to, że zagrał beznadziejnie, bo nie, tylko wg. mnie przeciętnie. Rola nie na miarę Oscara. Oglądałam chyba dwa - trzy filmy z udziałem p. Crowe i... w niektórych zagrał lepiej, a Oscara nie dostał. Nie ważne, dostał to już przeszłość. Na pewno nie wątpię, że mu się należy. "Gladiator" opowiada historię generała Maximusa, który (w wielkim skrócie) został zmuszony zostać gladiatorem. Po prostu nie należał do osób, które lubił cesarz Kommodus ( Joaquin Phoenix). Ogólnie historia bardzo dobra. Ale... Mnie rzadko interesują główni bohaterowie, bo często to te postaci drugoplanowe są dużo ciekawe i tak było też w tym przypadku. Rola cesarza Kommodusa była o wiele lepsza. I naprawdę jestem zdziwiona, że Joaquin Phoenix nie dostał za nią Oscara. Była tylko nominacja. Kommodus był trochę "dziwną" postacią, nie powiedziałabym przynajmniej, że był w pełni zdrowy psychicznie (piszę ciągle o tym filmowym Kommodusie, ponieważ wikipedia nie mówi za dużo o tym prawdziwym) przez co był złożonym bohaterem i od razu ciekawszym. Ale nie tylko przez to ta rola była lepsza, po prostu bardzo dobrze zagrana i tyle. Musicie sami obejrzeć, żeby zrozumieć o co mi chodzi, to za bardzo skomplikowane, żeby to ująć w słowa. :p
Google Grafika


Przechodząc do głównego postu. DLACZEGO POLUBIŁAM "GWIEZDNE WOJNY"? Jeśli ktoś czytał post o moich początkach z GW to wie, że od razu SW nie spodobały mi się, a przynajmniej się nimi nie zachwyciłam. To wbrew wszystkiemu trudne filmy, nie wiem, co dzieci rozumieją z tych filmów, ponieważ ja musiałabym chyba obejrzeć po trzy razy każdą część, żeby w pełni wszystko zrozumieć. A nawet wtedy bym chyba nie zdołała wszystkiego "ogarnąć". Polubiłam GW dzięki jednemu bohaterowi. Już widać po "Gladiatorze" i książkach, że lubię bohaterów nie banalnych i nie jednokolorowych. (Jakkolwiek to brzmi) W "Star Wars" tym bohaterem jest Kylo Ren (tak, wiem, jest mordercą, ale coś za tym zabójstwem się kryje), znaczy wcześniej był Anakin Skywalker, ale "nowej trylogii" jeszcze nie oglądałam. Zresztą zaczęłam oglądać od 8. części, więc najpierw "zauważyłam" Kylo. Kylo jest tak, jakby następcą Lorda Vadera, aczkolwiek daleko mu do niego. Praktycznie nic o nim nie wiemy, tak jak o reszcie nowych bohaterach (zwłaszcza Rey). Fani nazwali go Benem... Nie jest to jakieś cudowne imię, ale patrząc na to, jak nazywają się jego rodzice to lepiej być nie mogło. (Piszę ogólnikowo, bo zdaję sobie sprawę, że niektórzy jeszcze nie oglądali
Google Grafika
"Przebudzenia mocy"; wystarczy, że zaspoilerowałam jednej osobie, kogo Kylo zabija). W grudniu-styczniu wymyślałam różniste teorie na temat Kylo i Rey z jedną blogerką. Według mnie Kylo i Rey to rodzeństwo (nie wierzę w to, żeby byli kuzynostwem, to by było zbyt oczywiste jak na film). W następnych częściach będzie chodziło o to, że on jest po tej złej stronie, a ona z resztą po dobrej. I pewnie pod koniec "nawróci" się, ale wtedy będzie za późno. Jednak znając GW nie będzie dużo bardziej skomplikowanie. Jestem bardzo ciekawa, czy rozwiną wątek, dlaczego facet przeszedł na ciemną stronę mocy. Okej, chciał "dokończyć to, co zaczął dziadek", ale musiał być lepszy powód. To by było za płytko. Rozumiem, że poprzednie filmy nie skupiały się tak bardzo na psychice bohaterów, w ogóle konkretnych bohaterach, ale myślę, że tak zabieg może być dobry. Każdy lubi, co innego w filmach i właśnie tego brakowało mi w starej trylogii - ukazania głębiej bohaterów. Może to nie te filmy... Mam tylko nadzieję, że w dziewiątej części Kylo nie zostanie nagle zrzucony na dalszy plan, jako ten zły, niczym Vader. Szczerze? Według mnie potrzebna była nowa trylogia o Anakinie, bo to się, aż prosiło. Taaak, wiem, że 8, 9 i 10 część ma dotyczyć Rey..., no, ale... Jeśli byliby rodzeństwem... :D  Chaos kończąc, tak, ten post jest poświęcony Kylo. Na nim zakończył się cykl o GW. Mam nadzieję, że koniec nie był, aż taki zły.
 Nie będzie postu poświęconego "Przebudzeniu mocy".

sobota, 15 października 2016

Dzieci na przełomie kilku lat

Podkreślam już na początku, że chodzi mi w tym poście o krótki odcinek czasu, ponieważ nie muszę cofać się w daleką przeszłość, żeby zauważyć tę zmianę, która nastąpiła, przecież, tak nagle. A nie?


Nie oszukujmy się. Jest różnica pomiędzy pokoleniem, które aktualnie jest w szkole średniej (druga-trzecia klasa) i ją skończyło, a tymi młodszymi. Chociażby ten rok różnicy - pierwsza i druga klasa. Niby tylko rok? To dlaczego czasem trudniej dogadać się z osobą młodszą o rok, niż z osobą starszą o 3 lata (gdzie jest większa różnica patrząc od osoby starszej)? Rozumiem, że są różni ludzie, ale faktem jest, że z pokolenia na pokolenie tworzy się przepaść.

License


Porównajmy dzieci (takie 8-10 lat). Kto myślał w tym wieku o malowaniu się, kontach w Internecie, miłości i innych tego typu sprawach? Okej, były poniekąd inne czasy, ale to tylko wymówka do zatuszowania tego... "postępu". No kurcze, dziewięciolatka zna więcej tajników makijażu niż nie jedna nastolatka? Niech się malują, a co. Przecież wyglądają wtedy, tak dorośle, a ty osiemnastolatko, która się nie malujesz, wyglądasz jak straszydło i dzieciątko z przedszkola. Ubiór. Niedługo dział dziecięcy przestanie istnieć, a przynajmniej bajkowe stroje/nadruki na bluzkach. Przecież to wstyd i wiocha. Bajki? Wstyd. A jeśli już to jakieś durnowate, które są dla starszych. Które i tak nie zrozumiesz o co, tak naprawdę twórcom chodziło, człowieku. Starter pack przeciętnego dziecka: super ciuchy, rokko/frugo/cola (czy co to tam modne teraz jest), przekleństwa, wywyższanie się. Nie piszę o wszystkich. Są jeszcze te normalne dzieci. Jednak myślę, że z roku na rok to dzieciństwo gdzieś zanika. Niektórzy nie mają szansy na normalne dzieciństwo, a inni po prostu je marnują na dopasowanie się do wszystkich. Bo cię wyśmieją, więc nie mówisz nikomu, że tak naprawdę lubisz oglądać kucyki Pony, bo to takie... żenujące.  Oh, człowieku! Po co marnować sobie na siłę najlepszy czas (teoretycznie) w życiu? Później będziesz żałować. Lubisz bawić się lalkami w wieku trzynastu lat? To się baw i nikogo to nie powinno obchodzić.
Co mnie ostatnio "rozśmieszyło"? Jedno dziecko stwierdziło, że słuchanie na głos muzyki (kilku piosenek Owl City) jest dziecinne. Okej, akurat większość piosenek, które słucham Owl City to piosenki do bajek, ale jakoś to nie ma znaczenia dla mnie. Zabawne w tym wszystkim jest to, że ta osoba sama ogląda "Soy Lunę" (czy coś takiego). Pytam się, gdzie w tym wszystkim jest sens? Disney'owski serialik jest taki mądry... Problemy typu, którego mam wybrać, przecież są na poziomie nastoletnich problemów. Tylko, że... Dziewczynko, w prawdziwym życiu to prawdopodobnie do co najmniej lat 20 nie będziesz miała żadnego chłopaka. Rozumiem oglądanie takich seriali dla samej ciekawości, ale... Te seriale też mącą w głowie dzieci. Pokazują, jakby naciąganą rzeczywistość. I ten dubbing... Przez tego typu rzeczy przestałam tolerować dubbing w filmach.
Nawiązując jeszcze do tych kont na portalach społecznościowych. Dobra, ja też chciałam mieć w szóstej klasie konto na jednym z portali, ale mój argument był dość marny (spodobała mi się jedna gra i chciałam w nią grać). Ale zakładanie Facebooka przez ludzi, którzy mają poniżej trzynastu lat jest według mnie żenujące. Żeby oni grali tylko tam w gry to byłoby cudowne, ale założenie konta łączy się również ze zdjęciami, postami i... udostępnieniami. Na pewno macie Facebooka, albo przynajmniej jesteście w temacie mniej więcej. Na tej stronie są często "konkursy" typu udostępnij to, żeby wygrać jakąś rzecz (w tym przypadku głupotę, maskotkę) itd. Większość chyba rozumie, że to często jest niezgodne z prawdą. Tak podejrzewam. A takie osoby to "jara". A zdjęcia... Dziecko drogie, ciesz się, że niektórych zdjęć nie widzą niektóre osoby. Te zdjęcia dzielą się na dwie kategorie:
a) jakby te osoby miały o wiele więcej lat, no... można się domyśleć chyba o co chodzi
b) robię zdjęcia wszystkiemu i mam gdzieś co na nich jest i jakiej jakości
Po prostu kongratlujeszyn.
Określenie "Dziecko" zmieniło znaczenie z biegiem lat. Kiedyś starszy od ciebie kolega(nastolatek) powiedział, tak na ciebie, bo jego już nie bawiło to, co ciebie. Irytowałeś go. A teraz? Powie tak dziecko do dziecka. Takie popatrz na mnie, jestem taki dorosły. Chyba na każdym etapie historii ludzkości młodsi chcieli dorosnąć, podziwiali dorosłych. Ja nie jestem wyjątkiem. Problem w tym, że... kiedy w końcu stajesz się starszy i dociera do ciebie "dorosłe życie" to tęsknisz za dzieciństwem. Parę lat temu dzieci tylko marzyły, w zabawie podkradały krawaty, buty, kosmetyki itp. Teraz marzenia weszły w życie i robią wszystko, żeby oderwać się o nalepki "dziecko". Tylko jeśli nie teraz to kiedy? Kiedy znowu powrócisz to tych dziesięciu/ośmiu/dwunastu lat? Nigdy.
License