sobota, 25 maja 2013

Drugi dzień wycieczki

Mam piątą część "Darów Anioła"! Wczoraj moja mama pojechała do Empiku, dałam jej kasę która została mi z wycieczki, żeby mi kupiła "Miasto zagubionych dusz" Cassandry Clare. Już nie mogę się doczekać kiedy przeczytam prawie całą serię (ostatnia część ma być chyba za rok). Ale niestety jeszcze nie omówiliśmy ostatniej lektury na polskim i postanowiłam sobie, że dzisiaj ostatni dzień czytam "Miasto szkła", a od jutra już lekturę. Nie lubię czytać kilku książek na raz. Jakby ktoś chciał wiedzieć dlaczego w maju nie wstawiłam opisu mojej lektury to odpowiadam: omawiamy komiks. Może za tydzień lub dwa wstawię opis czerwcowej lektury. Podobno jest ona bardzo ciekawa. Pani jej nie wybrała, to my wybieraliśmy. Oprócz niej do rywalizacji z nią brali udział "Zwiadowcy" i "Felix, Net i Nika". Wygrała ona. Nie piszę teraz tytułu, bo to zrobię jak będzie post o tej książce. Och, ale się rozpisałam! Dobra, koniec już o książkach. Czekacie przecież na relacje z wycieczki.

Drugiego dnia obudziliśmy się tak jakoś o siódmej rano. Ubraliśmy się i poszliśmy na mszę którą nam odprawił ksiądz. Zapomniałam wczoraj napisać, że pierwszego dnia też była msza, ale pod wieczór. Wszyscy byli zaspani i trochę przymuleni. Nikt prawie nie spał w nocy, a tu jeszcze tak wczesna pora. Po kościele udaliśmy się do tego "domu" i zjedliśmy śniadanie. Muszę się przyznać, że tego dnia nie pamiętam najlepiej, więc mogę o czymś zapomnieć. Po śniadaniu wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy do Skalnego Miasta. Po drodze kierowca się trochę pogubił, musieliśmy kilka razy zawracać i pytać o drogę. Zatrzymaliśmy się koło kościoła przy którym był cmentarz i niektórzy się pytali gdzie to Skalne Miasto, a niektórzy im odpowiadali "Co ty nie widzisz? Przecież masz nagrobki to Skalne Miasto." Oczywiście to były żarty. :D Musieliśmy jeszcze przejść na pieszo do tych skał. Najpierw zobaczyliśmy jaskinie Rumcajsa (chyba wiedzie kto to, nie? chociaż młodsi mogą jego nie pamiętać). Potem szliśmy dalej i dalej. Szczerze to nie wiem po co  to miejsce tak nazwano. Po drodze zobaczyliśmy może trzy skały? Myślałam, że one będą miały jakiś kształt na pozór czegoś, bo jak wpisałam w Internecie "skalne miasto czechy" to wyskoczyły jakieś niesamowite zdjęcia i opisy, ale się okazało, że takich miast jest kilka w Czechach, a my poszliśmy do jednego z normalniejszych. Nie powiem, ładne były widoki. Ale to dopiero przy końcu. Nogi mnie tak bolały po tym marszu, że ho ho. Jeszcze na dodatek byłam zmęczona. Tępo jak zawsze narzucali ci szybcy, więc rozumiecie. Jeszcze na dodatek poślizgnęłam się na kładce i jednym butem wylądowałam w błocie. Jak się domyślacie całego buta mam teraz brudnego. Na początku wyglądało to jakbym w kupę weszła. Zła byłam.
Po Skalnym Mieście wróciliśmy na obiad. Były ziemniaki i ser w panierce.  Na ser musieliśmy trochę poczekać, bo był robiony w tym samym czasie co my jedliśmy. Gdy jeden z chłopaków podawał mi miskę z serem zleciała ona na podłogę, a ser wraz z nią. Ksiądz powiedział, że mam zaczekać na jeszcze, a on zje ten z podłogi. Taaaaaaak, u mnie w szkole jak kiedyś opowiadał to je z podłogi jak mu spadnie, a nawet z brudnego chodnika.
Po obiedzie pojechaliśmy do Liberca na basen. Tu też złamaliśmy jedną zasadę, a mianowicie nie przeszliśmy przez pasy w drodze powrotnej, choć nauczyciele nam mówili, że mamy iść na pasy. Ci co się nie kąpali w basenie zostali z panem od historii. Pan pozwolił nam pochodzić trochę po galerii jeśli to miejsce można tak było nazwać. To było trochę coś w stylu parku rozrywki, różne samochodziki i różne takie rzeczy na kasę. Dodatkowo różne sklepy. Jedna z dziewczyn kupiła sobie wielkie okulary, sztuczne gówno, sztuczny liść marihuany, zabawkowego papierosa i taką samą fajkę. Aha! I jeszcze poduszkę - pierdziuszkę. Normalnie masakra. Z dziewczynami pochodziłam (nie wiem) może z dwadzieścia - sześćdziesiąt minut. Potem gadałam z panem od histy, a jeszcze później gadałam z innymi dziewczynami i pilnowałam telefonu Danieli. 
W nocy Daniela miała jakąś głupawkę i się ciągle śmiała oraz wygłupiała. Nie mogłyśmy zasnąć przez to. Jak się nie mylę to tej nocy też przyszedł Tośka i o mało się nie wyglebał na podłogę przez walizkę Danieli. No cóż nauczka, że się nie wchodzi do pokoju jak ktoś tego nie chce.
Zdjęcia z tamtego dnia:


2 komentarze:

  1. Fajnie :)
    Szkoda że ja nie moglam pojechać na moją wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwiedzanie, a szczególnie chodzenie po górach jest bardzo męczące, dlatego po prostu musiałaś być zmęczona... :) Dosyć szczegółowo opisałaś ten dzień, aż dziwię się, że tak wszystko dobrze zapamiętałaś. Ja na pewno bym nie przypomniała sobie o takich drobiazgach, typu "co było na obiad". xD

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj.
Wszystkie reklamy będą usuwane.
Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się!
Jesteś na blogu? Skomentuj!
Dziękuję za komentarz!