poniedziałek, 27 maja 2013

Ostatnia relacja z wycieczki

W tym dniu mało się działo.

Po śniadaniu poszliśmy do Dolomitowych Jaskiń. Znajdują się one w Bozkovie, więc szliśmy do nich na pieszo. Gdy tam doszliśmy musieliśmy się podzielić na dwie grupy, bo po prostu było nas za dużo. Druga klasa poszła jako pierwsza, a reszta w tym czasie miała czas aby kupić jakieś pamiątki. Ja kupiłam mojej siostrze naszyjnik z różowym misiem.
Przewodniczkę mieliśmy Czeszkę co raczej jest logiczne jak znajdowaliśmy się w Czechach. :) Kobieta miała ze sobą duży odtwarzacz na kasetę z polskim tłumaczem. Kiedy zatrzymywaliśmy się przyczymś puszczała go nam. Miała przy sobie latarkę którą oświetlała nam rzeczy o których mówi "przewodnik". Jaskinie były pięęęękne. A najładniejsze było na koniec, bo zobaczyliśmy podziemne jeziorko w którym odbijały się skały, które znajdowały się nad nim. Normalnie cud! Jeszcze oświetlenie tyle dało! Nikt nie robił u nas zdjęć. Niby nie można było, ale jeśli chciałoby się to trzeba było wykupić zgodę za 40 koron. No sorki, ale to trochę nie fair. Bo albo nie można, albo można. Cóż, wiedzą co robią, bo piękne są jaskinie, a turysta pewnie zapłaci, żeby je uwiecznić. Choć tak naprawdę nie ma co żałować, że się nie wykupiło tej zgody. Jaskinie były przyciemnione i źle by wyszły zdjęcia. Bo albo za ciemne, albo za jasne. Zresztą było tam wilgotno, a z góry ciągle skapywała woda.
Gdy wyszliśmy weszliśmy do sklepiku z pamiątkami, gdzie kupiłam mojej mamie na Dzień Matki naszyjnik z serduszkiem oraz dla siebie zawieszkę nietoperza. 
Po przyjściu kazano nam się spakować i znieść torby do garażu. Gdy już wszyscy to zrobili okazało się, że mamy jeszcze piętnaście czy tam dwadzieścia minut. Musieliśmy, więc czekać. :-/
Droga powrotna nie dłużyła się jakoś (przynajmniej mi). Właśnie szybko minęła. Na postoje zatrzymywaliśmy się tam gdzie poprzednio. Różnica jednak była taka, że za obiad w Macdonaldzie nie musieliśmy płacić, bo zostały nam pieniądze z wycieczki i każdy dostał chyba po dwadzieścia złoty na zamówienie. Jeśli ktoś chciał zamówić coś więcej oczywiście mógł, ale ze swoich. Później zamówiłam jeszcze mojej siostrze Happy Meala, który się rozwalił w autobusie. Znaczy spód tego domku się rozwalał. W macu siedziałam przy stole z chłopakami: Jasiem, Michałem i Tośką. 
Przyjechaliśmy pod szkołę około godziny dwudziestej pierwszej. A na drugi dzień musieliśmy iść do szkoły, ale i tak było w mojej klasie na drugi dzień pięć osób z siedemnastu. Większość tej piątki stanowiły osoby które nie pojechały na wycieczkę.


3 komentarze:

  1. Szkoda, że nie można było robić zdjęć :(
    Widziałem kilka takich podziemnych jezior (w Polsce) i faktycznie są bardzo piękne.
    Nie chciałbym się narzucać reklamą, ale wróciłem na bloggera ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Łoo, Tośka to jest chłopak? xD

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj.
Wszystkie reklamy będą usuwane.
Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się!
Jesteś na blogu? Skomentuj!
Dziękuję za komentarz!