sobota, 23 lutego 2013

Diakon

Co wydarzyło się fajnego w szkole?
Mieliśmy lekcję z diakonem! Zamiast księdza. Diakon jest faaaajny. W ogóle inaczej patrzy i prowadzi lekcję. Nie mówi do nas jak typowo facet z zakonu i tylko jak normalny człowiek. Wszystkim się on podoba (znaczy się sposób prowadzenia lekcji jego). O dziwo nawet się nie nudziłam na religii! W środę mówiliśmy o wierze i zaufaniu. Diakon czytał nam taką jedną bajkę i zorganizował taką mini zabawę. Na końcu moja koleżanka miała się rzucić i zaufać mu czy ją złapie. To było trudne dla niej, bo pierwszy raz go widziała i w ogóle go nie znała. Na szczęście diakon ją złapał. Cztery osoby żarty sobie z niego zrobiły i zamieniły się imionami. W piątek diakon zaczął lekcję pytaniem do niektórych chłopaków jak byś powiedział lub pokazał jakieś osobie, że ją kochasz? Oczywiście później cała klasa się włączyła do tego. Najwięcej odpowiedzi było "wieśniackich" za przeproszeniem, czyli SMS, zmienić status na fb itp. No, ale też były takie normalne np. kwiat bym kupił, dał prezent, prosto w oczy. Potem przekładaliśmy te odpowiedzi na religię, znaczy list to Biblia, prezent z niespodzianką i kwiaty to ziemia. Co Bóg dał nam, żeby pokazać, że nas kocha. Później dał nam na kartce fragment pisma świętego po współczesnemu, średniowiecznemu, łacinie, angielskiemu, grecku i na język młodzieżowy przetłumaczony (slangiem). Mieliśmy sobie to wszystko porównać, no i się zaczęliśmy pytać dlaczego pismo nie mogłoby być przetłumaczone na "nasz" język, diakon tam mówił dlaczego pismo św. tak późno zostało przetłumaczone (żeby niby ludzie nie brali słów dosłownie) i napisał na tablicy: moja stara wypiła i wylądowała w piwnicy (czy coś takiego) i wszyscy się śmiali z tego. Ogólnie lekcje z nim były OK. Jedyne co mnie zraziło to to jak jeden z chłopaków chciał go nazwać (bo mówił diakon do niego "misiu").
W piątek po drugiej lekcji p. Justyna z p. sprzątaczką w świetlicy piekły i sprzedawały gofry. Normalnie cała szkoła kupowała! A jak pachniało! Nawet polonista i bio- geografka kupiły sobie. Szkoda, że w szkole nie można używać telefonów :-/ a na aparat trzeba mieć zgodę nauczycieli.

W tygodniu wymyśliłam coś takiego:
"Jest tyle pisarzy i pomyśleć, że dwa razy tyle jest ludzi którzy skrycie piszą"
"W tłumie pisarzy tylko jeden się przebije dalej"

Wczoraj nie napisałam, bo byłam w Pile na rehabilitacji, a potem w Empiku. Tam kupiłam sobie nową książkę - "Miasto upadłych Aniołów". Jest to czwarta część serii Dary Anioła. Moją ulubioną postacią jest Alec, to jego opis na Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Miasto_ko%C5%9Bci#Postacie


4 komentarze:

  1. Fajnie miałaś! Umnie lekcje religii zawsze są normalne i monotonne. Tylko, że my mamy z panią.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie miałaś! U mnie lekcje religii są zawsze normalne i monotonne. Tylko, że my mamy z panią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ciekawa religia, aż sama chciałabym taką mieć. Fajny pomysł z tym zaufaniem dziewczyny, choć powiem, że ja bym się bardzo bała! ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa lekcja religii ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj.
Wszystkie reklamy będą usuwane.
Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się!
Jesteś na blogu? Skomentuj!
Dziękuję za komentarz!